Kraj

Nastolatki do roboty? To ponury pomysł. Nie róbcie tego swoim dzieciom

Praca w wieku nastoletnim może prowadzić do obniżenia aspiracji edukacyjnych, pogorszenia wyników w szkole, wyższej absencji na lekcjach, a nawet nadużywania alkoholu i narkotyków oraz łamania prawa. Dlaczego chcecie to robić swoim dzieciom?

Obrazek dwóch 14-latków szukających pracy, oferujących swoją siłę fizyczną („udźwig do 20–25 kg spokojnie”), na pierwszy rzut oka musi się kojarzyć z XIX-wieczną prozą opisującą ponure warunki życia we wczesnym kapitalizmie. W naszych czasach większość chyba zgodzi się, że chłopcy w tym wieku powinni zajmować się nauką oraz zabawą, która zwykle też jest nauką, tylko w przyjemniejszej formie. A jednak na polskim Twitterze przypadek dwójki chłopców, którzy chętnie dźwigaliby ciężary – bo takimi obciążeniami to dorośli mężczyźni ćwiczą na siłowni – został przez wielu przyjęty z aprobatą. „Chłopaki mają już jakieś oferty. Kibicuję i trzymam za nich kciuki” – napisała radośnie red. Agnieszka Gozdyra z Polsatu. „Super, że wykazują inicjatywę i chcą sobie dorobić” – sekundowało jej pewne anonimowe konto, a ponad 2500 użytkowników dało jej „serduszko”.

Najwyraźniej praca nastolatków kojarzy się w Polsce z beztroskimi serialami rodem z USA, w których uśmiechnięte dzieci rozwożą po okolicy gazety, machając sąsiadom, którzy wychodzą po nie w klapkach i z kawusią w ręce, a wszystko to dzieje się na spowitym słońcem osiedlu urokliwych domków otoczonych równo przystrzyżonymi trawnikami. To zapewne dokładnie te same osoby chciałyby wprowadzenia nad Wisłą płatnych studiów, bo obejrzały kilka fajnych filmów o college’ach, w których przystojni młodzi ludzie imprezują, czytają poezję i ubierają się w modne bluzy z emblematem uczelni. Niestety rzeczywistość jest znacznie mniej przyjemna.

Niefortunna decyzja

Na szczęście w Polsce praca nastolatków jest zjawiskiem rzadkim. Jest to spowodowane restrykcyjnymi przepisami, które ją ograniczają. Pierwszą pracę w Polsce można podjąć dopiero po ukończeniu 15 lat i ośmioletniej szkoły podstawowej. 14-latek może podjąć pracę tylko wtedy, jeśli ukończył podstawówkę i rocznikowo ma już 15 lat. Młodociany nie może pracować więcej niż osiem godzin dziennie, przy czym do czasu tego wliczają się godziny lekcyjne. Co więcej, w dniach szkoły nastolatek nie może pracować dłużej niż dwie godziny dziennie. Jego tygodniowy wymiar pracy nie może przekraczać 12 godzin, a w okresie ferii dniówka może wynosić maksymalnie 7 godzin 35 minut, lub sześć godzin w przypadku młodszych niż 16 lat. Młodociani mogą być zatrudniani jedynie w celu przyuczenia do zawodu lub do wykonywania prac lekkich, których wykaz w danym zakładzie pracy musi być zatwierdzony przez inspektora PIP.

Żeby dzieci mogły być dziećmi

Tak więc zatrudnienie dwóch chwalonych przez red. Gozdyrę nastolatków, zgodnie z zasadami wymienionymi w ich ofercie, byłoby niezgodne z prawem na kilku polach. Na początek – prawdopodobnie są za młodzi, choć hipotetycznie można sobie wyobrazić, że skończyli już podstawówkę, jeśli poszli do szkoły rok wcześniej. Młodzi chcieliby pracować od godziny 14 do 18, co byłoby już niezgodne z przepisami, gdyż w dni lekcyjne mogą pracować nie dłużej niż dwie godziny. No chyba że pracowaliby w tych godzinach w weekendy. Bez wątpienia niezgodne z przepisami byłoby dźwiganie przez nich ciężarów do 25 kg – chłopcy nie mogą w pracy powtarzalnej przenosić przedmiotów o wadze powyżej 12 kg. Tak więc nad ofertą złożoną przez dwójkę młodych chłopaków powinno się raczej załamać ręce, sprawdzić, w jakiej są sytuacji, i albo im pomóc, albo chociaż wytłumaczyć, że podjęli niezbyt fortunną decyzję.

Na nielegalu od małego

Niewiele jest raportów obrazujących pracę młodocianych w Polsce. Głównie dlatego, że to rzadkie zjawisko. Według Eurostatu w 2019 roku w Polsce zatrudnienie miało 5 proc. osób w wieku 15–19 lat, przy czym są też najmłodsi dorośli. Wśród samych niepełnoletnich zatrudnienie jest jeszcze niższe. W jednym z badań przeprowadzonych przez Zieloną Linię aż trzy czwarte ankietowanych odpowiedziało, że w swoim otoczeniu nie zna żadnego nastolatka, który by pracował.

Zatrudnianie młodocianych skontrolowała w 2012 roku Państwowa Inspekcja Pracy i wykryła przy tym ogromną liczbę nieprawidłowości. Wśród skontrolowanych 884 pracodawców, zatrudniających łącznie niespełna 4 tysiące młodocianych, aż 40 proc. nie prowadziło odpowiedniej ewidencji czasu pracy przy wykonywaniu prac wzbronionych młodocianym, ale dozwolonych w zakresie przygotowania do zawodu. Podobny odsetek nie stworzył wykazu takich prac. Co trzeci pracodawca w ogóle nie prowadził ewidencji czasu pracy młodocianych.

Jedna trzecia zatrudniających przyjęła do pracy młodocianego bez odpowiedniego badania lekarskiego, które w przypadku nastoletnich pracowników jest szczególnie istotne. Ponad jedna piąta pracodawców nie zapewniła młodocianym szkolenia wstępnego z BHP, a dwie trzecie nie przeprowadziło oceny ryzyka pracy młodocianych. Co dziesiąty pracodawca nieprawidłowo określił też wynagrodzenie zatrudnianej młodzieży, której minimalne stawki są określone przepisami.

Choć wyniki te dotyczą 2012 roku, trudno przypuszczać, żeby sytuacja w zakładach zatrudniających młodocianych jakoś drastycznie się poprawiła. W Polsce generalnie lepiej więc trzymać swoje dzieci z dala od pracy możliwie jak najdłużej. Nauczą się w niej przede wszystkim omijania przepisów oraz przymykania oczu na „drobne nieprawidłowości”. Jeśli nastolatki chcą się nauczyć etyki pracy, to może lepiej niech regularnie wynoszą śmieci, pomagają babci, chodzą na zakupy lub myją naczynia po rodzinnym obiedzie. To wyjdzie im na zdrowie bardziej niż praca pod okiem kierownika, dla którego prawo pracy stworzone jest po to, żeby je łamać.

Więcej pracy, mniej nauki

Oczywiście, praca nastolatków najbardziej rozpowszechniona jest w Stanach Zjednoczonych. Mało się jednak mówi o tym, że w ostatnich bardzo szybko spada. W 1979 roku prawie 60 proc. osób w wieku 16–19 lat w USA było aktywnych zawodowo. Jeszcze w 2000 roku aktywna zawodowo była ponad połowa nastolatków, jednak już w 2015 roku „zaledwie” jedna trzecia. Obecnie szacuje się, że w 2024 roku wskaźnik aktywności zawodowej w tej grupie spadnie do jednej czwartej. Amerykanie odchodzą więc od szerokiego zatrudniania nastolatków, a amerykańscy rodzice coraz rzadziej wysyłają swoje dzieci do pracy. Zamiast tego wolą skłaniać je do bardziej intensywnej nauki – w latach 1985–2015 odsetek Amerykanek i Amerykanów uczęszczających na letnie zajęcia szkolne wzrósł z 10 do 45 proc. Czy nauka w wakacje jest dobrym rozwiązaniem dla młodych ludzi, to oczywiście również interesujący temat. Nie zmienia to jednak faktu, że priorytety w USA pod tym względem znacząco się w ostatnich latach zmieniły – obecnie tamtejsze nastolatki stawiają na naukę, a nie na pracę.

Do człowieka wydajnego

czytaj także

Najwyraźniej do Amerykanów zaczęło docierać, że szybkie doświadczenie zawodowe młodych ludzi niekoniecznie przynosi dobre konsekwencje. Przede wszystkim praca odciąga nastolatków od nauki. Rozprasza ich uwagę, a także zwyczajnie męczy, co skutkuje częstszymi absencjami w szkole. Według badania Marka Schoenhalsa, Marty Tiendy i Barbary Schneider uczniowie, którzy poświęcali na pracę więcej niż 10 godzin tygodniowo, uzyskiwali gorsze wyniki w szkole niż uczniowie w ogóle niepracujący. Jeszcze gorsze wyniki uzyskiwali ci uczniowie, którzy pracowali więcej niż 20 godzin tygodniowo. W obu grupach notowano także wyższą liczbę opuszczonych dni w szkole. Jedynie praca poniżej 10 godzin tygodniowo nie przekładała się na wyższą liczbę absencji, a nawet wiązała się z minimalnie lepszymi wynikami niż w grupie uczniów niepracujących.

Wstęp do kłopotów

Praca w młodym wieku staje się konkurencją dla szkoły – dla wielu młodych jest ona bardziej atrakcyjna i kojarzy się z dorosłością, co prowadzi do obniżenia aspiracji edukacyjnych. W 1997 roku Alan Carr przeprowadził analizę ankiet zgromadzonych w ramach projektu National Longitudinal Study of Youth w 1979 roku wśród osób w wieku 16–19 lat, wśród których większa liczba przepracowanych godzin wiązała się z niższym poziomem wykształcenia w wieku 28–31 lat. Badanie z tego samego roku przeprowadzone przez Sharon Mihalic i Delberta Elliotta wskazywało zaś, że poświęcanie pracy więcej niż jednego roku podczas uczenia się w szkole średniej skutkowało obniżeniem aspiracji edukacyjnych.

Jerald Bachman zwraca uwagę, że podejmowanie pracy przez nastolatków może prowadzić do poczucia „przedwczesnej zamożności”. Nastolatek, który nagle poczuł w kieszeni większe pieniądze, może uznać, że dalsza nauka do niczego mu nie jest potrzebna, skoro już teraz starcza mu na wszystkie potrzeby. Szkoła zacznie mu się więc wydawać czymś zbędnym, odciągającym go od pracy. Dopiero po latach dojdzie do wniosku, że te „wielkie” sumy w rzeczywistości nie wystarczają na życie – jednak wtedy może być już za późno na nadrobienie edukacyjnych zaległości.

Studia nie odchodzą do lamusa

Poczucie „przedwczesnej zamożności” może prowadzić także do angażowania się w ryzykowne działania. Laurence Steinberg, Suzanne Fegley i Sanford Dornbusch przebadali heterogeniczną grupę 1800 uczniów szkół średnich. Nastolatki pracujące więcej niż 20 godzin tygodniowo były mniej zaangażowane w naukę, za to częściej używały narkotyków i łamały prawo. Nieco wcześniej Steinberg i Dornbusch przebadali grupę 4 tysięcy nastolatków – dłuższe godziny pracy skutkowały gorszymi wynikami w nauce, częstszymi problemami psychicznymi, a także częstszym używaniem alkoholu, narkotyków i łamaniem prawa. Jednocześnie pracujący uczniowie nie wykazywali żadnych przewag w zakresie samodzielności, etyki pracy oraz poczucia własnej wartości nad niepracującymi.

Ponury pomysł

William Schlednger i Deborah Galvin, korzystając z danych National Household Survey on Drug Abuse, porównali grupę 7,5 tysiąca niepracujących uczniów w wieku 12–17 lat z tysiącem ich koleżanek i kolegów pracujących w niepełnym wymiarze oraz prawie setką rówieśników pracujących na pełen etat. Jedna czwarta pracujących na pełen etat co najmniej pięciokrotnie piła napoje alkoholowe w ciągu miesiąca poprzedzającego badanie. Wśród pracujących na część etatu było to 12 proc., a wśród niepracujących – 6 proc. Intensywnie spożywało alkohol 13 proc. pełnoetatowych nastolatków, 5 proc. niepełnoetatowych i 2 proc. niezatrudnionych. W przypadku intensywnego palenia papierosów było to odpowiednio 10, 3 i 1 proc. 5 proc. zatrudnionych na pełen etat intensywnie stosowało narkotyki – wśród pozostałych dwóch grup było to 2 proc.

Liberalizm przedstawia „Wielką Teorię Upadku Etosu Pracy”

Z naprawdę wielu amerykańskich badań na temat zatrudnienia nastolatków wynika, że praca w wymiarze kilku godzin tygodniowo faktycznie może nie być szkodliwa. Jeśli zagonicie swoje dziecko do roboty na kilka godzin w tygodniu, to jest duża szansa, że nie wyjdzie z podstawówki z uzależnieniem od narkotyków. Tylko po co? Czy nastolatki nie mają już wystarczająco pracy w szkole – podczas lekcji, zajęć dodatkowych oraz odrabiania zadań domowych? Czy nie zdążą się napracować w swojej dorosłości?

Wszak żyjemy w kraju, w którym mało komu udaje uniknąć się ciężkiej pracy – żeby w Polsce się nie narobić, trzeba należeć do czołówki najlepiej zarabiających. W Polsce ludzi nie trzeba już za młodu przyuczać do pracy, to się chłonie przez samo istnienie tutaj, przez obserwowanie zapracowanej matki i ojca, umęczonych sąsiadów, styranych przechodniów. Wysyłanie do polskiej pracy jeszcze nastolatków to pomysł rodem z jakiegoś ponurego thrillera.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij