Kraj

Polityka pandemiczna PiS grozi śmiercią lub kalectwem

Państwa zachodnie wprowadzają paszporty covidowe lub lockdowny. W Polsce rząd radzi ćwiczącym na siłowni i krzątającym się po galeriach handlowych, żeby się trochę od siebie odsunęli.

„Muszę państwu powiedzieć, że znając podejście moich rodaków, takie poczucie wolności, nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce można było wprowadzić przymusowe szczepienia” – stwierdził prezydent Andrzej Duda podczas szczytu Grupy Wyszehradzkiej, czym niestety po raz kolejny zmarnował okazję, żeby zaprezentować się jako coś przynajmniej przypominającego tak zwanego męża stanu. Za dawnych czasów poprzedniej koalicji obecnie rządzący często oskarżali władzę o imposybilizm. Przy czwartej fali pandemii ta niemoc dotknęła tym razem prawicę PiS-owską.

Prezydent Polski podczas międzynarodowego szczytu oficjalnie przyznaje, że nadwiślańska władza nie jest w stanie zastopować swawoli rodaków podczas pandemii. Co gorsza, prezydent wyglądał na całkiem dumnego z tego powodu, chociaż powinien przynajmniej kręcić głową ze wstydem i rozżaleniem.

Czwarta fala pandemii. „Pora na łagodny przymus już dawno minęła”

Niemoc polskiego państwa PiS postanowił więc przekuć w powód do dumy – skoro nie potrafimy uczynić naszego państwa sprawczym, zróbmy z naszego dziadostwa flagowy produkt eksportowy. U was, drodzy Europejczycy, wszystko całkiem nieźle działa, bo wasze społeczeństwa są karne i ponure. Pełni werwy Polacy radośnie łamią przepisy, gdy tylko im się zachce, dzięki czemu w Polsce przynajmniej jest interesująco.

Pozorowanie polityki

Rzekomo zaostrzone restrykcje wprowadzone od 1 grudnia przy okazji ekspansji nowego wariantu o nazwie Omikron są właśnie w duchu naszej pandemicznej laissez faire. Na nieco ponad dwa tygodnie zawieszono między innymi bardzo popularne połączenia lotnicze do Lesotho i Eswatini. Zaostrzono także limit osób w miejscach publicznych – na siłowniach oraz w centrach handlowych przebywać może maksymalnie jedna osoba na 15 m2, a nie na 10 m2, jak było wcześniej. Z 75 do 50 proc. spadło maksymalne obłożenie w hotelach i restauracjach, przy czym nie dotyczy to osób zaszczepionych.

„Jedynie” połowa miejsc zajętych może być również w miejscach kultu religijnego. Dopuszczalna liczba osób na zgromadzeniach i imprezach spadła ze 150 do 100. To ostatnie dotyczy również wesel oraz, uwaga, majowych komunii. Rządzący mogliby pójść dalej i na przykład zabronić opalania się na plażach nad Bałtykiem – też byłoby bez sensu, ale przynajmniej TVP Info mogłaby pokazać, że rząd robi absolutnie wszystko, żeby zadbać o nasze zdrowie.

To właśnie Prawo i Sprawiedliwość jest cywilizacją śmierci

I to właściwie koniec – jedyne, na co było stać polski rząd, to zmniejszenie tych bardzo liberalnych limitów o ledwie jedną trzecią. W czasie gdy państwa zachodnie wprowadzają paszporty covidowe lub lockdowny, u nas rząd radzi ćwiczącym na siłowni i krzątającym się po galeriach handlowych, żeby się trochę od siebie odsunęli.

Tłumaczy to pokrętnie istnieniem jakiegoś „genu sprzeciwu”, chociaż Polacy w ostatnich latach nie dali żadnego dowodu, że są bardziej krnąbrni od mieszkańców Europy Zachodniej. Wręcz przeciwnie, protestujemy niemal najrzadziej w Europie, a podczas pierwszej fali uważani byliśmy za niezwykle zdyscyplinowanych. Tylko że wtedy za ostentacyjne lekceważenie restrykcji można było przynajmniej dostać mandat i nie zostać obsłużonym w sklepie, a obecnie panuje pełna swawola, o której radośnie informuje prezydent podczas międzynarodowych spotkań.

15-krotna różnica

Można byłoby to jeszcze jakoś zrozumieć, gdyby sytuacja pandemiczna w Polsce wyglądała względnie bezpiecznie. Tylko że jest zupełnie odwrotnie – znów staliśmy się epicentrum światowej pandemii. Pod względem liczby zakażeń nie wyglądamy jeszcze tak źle. Według Our World in Data na dzień 30 listopada notowaliśmy 614 zakażeń dziennie w przeliczeniu na milion mieszkańców. W Holandii notowano ich dwa razy więcej, a w Belgii, Czechach i na Słowacji nawet trzykrotnie więcej. Holendrzy i Belgowie mogą sobie jednak pozwolić na dużą liczbę zakażeń, gdyż tam nie przekładają się one na hospitalizacje i zgony. Pod tym względem wyglądamy już katastrofalnie. 21 listopada hospitalizowanych było 17 tys. pacjentów covidowych w Polsce (obecnie już ponad 21 tys.). W Holandii niecałe 2 tys., a w Belgii 3 tys. We Francji i Wielkiej Brytanii zanotowano wtedy po 8 tys. hospitalizacji.

Kraj niepotrzebnej śmierci

Jeszcze tragiczniej wypadamy w zgonach. Na dzień 30 listopada notowaliśmy tygodniowo 62 zgony w przeliczeniu na milion mieszkańców. W Niemczech, Holandii i Belgii zanotowano wtedy prawie trzy razy mniej zgonów, a w Wielkiej Brytanii pięć razy mniej. We Francji tygodniowo notowano ledwie 7,5 zgonu na milion mieszkańców – tak więc śmiertelność na COVID-19 nad Sekwaną jest ośmiokrotnie mniejsza niż nad Wisłą. Podobnie jest we Włoszech i Portugalii. W Hiszpanii notuje się 15-krotnie mniej zgonów covidowych niż w Polsce. W Austrii, w której restrykcje pandemiczne są najdalej posunięte w UE, zgonów jest proporcjonalnie tylko o jedną trzecią mniej niż w Polsce. Tylko że tam wprowadzono lockdown dla niezaszczepionych, a w Polsce – hulaj dusza.

Więcej szczepień, mniej zgonów

To zupełnie oczywiste, że bardzo wysoka śmiertelność w państwach Europy Środkowo-Wschodniej – w większości z nich jest jeszcze gorzej niż w Polsce – związana jest z niskim poziomem zaszczepienia społeczeństwa. W państwach naszego regionu zaszczepionych jest z grubsza połowa obywateli – nie licząc Rumunii (jedna trzecia zaszczepionych) oraz Bułgarii (jedna czwarta). We Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii zaszczepiono dwie trzecie populacji, w krajach Beneluksu i we Włoszech trzy czwarte, a w Hiszpanii nawet cztery piąte. Między innymi dlatego śmiertelność w Hiszpanii jest jedną z najniższych w UE. W Polsce, według Our World in Data, do końca listopada zaszczepiono jedynie 54 proc. społeczeństwa.

Dlaczego Europa Wschodnia nie chce się szczepić?

czytaj także

Dlaczego Europa Wschodnia nie chce się szczepić?

Kristen Ghodsee i Mitchell A. Orenstein

„Dziennik Gazeta Prawna” sprawdził, jak się kształtuje korelacja między szczepieniami a zgonami (na grafice jest błąd dotyczący Hiszpanii, w której wskaźnik zgonów jest znacznie niższy). Wskaźnik korelacji Pearsona to wartość od 1 do -1. „1” to pełna korelacja, a „-1” to pełna korelacja negatywna – czyli zwiększenie jednej wartości wiąże się z odpowiednim zmniejszeniem innej. Wyniki w okolicach zera wskazują, że nie ma żadnego związku między obiema wartościami. Według obliczeń „DGP” wskaźnik korelacji Pearsona dla odsetka zaszczepionych oraz wskaźnika zgonów na COVID-19 w Europie wynosi -0,673. To bardzo wyraźna korelacja negatywna. Związek między szczepieniami i niską liczbą zgonów jest więc ewidentny, a jednak polski rząd wciąż wstrzymuje się przed rozwiązaniami, które skłoniłyby przynajmniej wahających się do przyjęcia szczepionki.

W imię mniejszości

Kunktatorska polityka pandemiczna PiS jest zresztą niezgodna z opinią większości społeczeństwa. W czerwcu CBOS pytał ankietowanych o poparcie dla wprowadzenia paszportów covidowych – 60 proc. pytanych odpowiedziało, że je popiera. Paszporty covidowe popierało nie tylko 82 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej, ale też trzy czwarte wyborców Lewicy oraz samego PiS. Zdecydowanie przeciw byli jedynie wyborcy Konfederacji – paszporty covidowe popierał tylko co piąty z nich, a to i tak zaskakująco wysoki wynik jak na to towarzystwo.

Od tamtej pory pojawiło się wiele innych sondaży pokazujących, że większość społeczeństwa popiera restrykcje dla niezaszczepionych. W badaniu dla „DGP” i radia RMF FM z początku listopada 58 proc. pytanych stwierdziło, że „pracodawcy, a także właściciele kin czy restauracji powinni mieć możliwość weryfikacji, czy pracownicy lub klienci są szczepieni lub mają negatywny wynik testu na COVID-19”. Podobne wyniki wykazało badanie przeprowadzone dla Polsatu.

Restrykcje dla niezaszczepionych miałyby na celu przede wszystkim skłonić wahających się do przyjęcia szczepionki. Twardych antyszczepionkowców nic nie przekona, ale oni stanowią wśród niezaszczepionych zdecydowaną mniejszość – potwierdza to chociażby raport PIE. Francja również zmaga się z aktywną grupą antyszczepionkowców, jednak sama zapowiedź wprowadzenia nad Sekwaną restrykcji przyciągnęła do punktów szczepień tysiące obywateli. Dzięki temu odsetek w pełni zaszczepionych jest tam nawet nieco wyższy niż w Niemczech, bo bliski 70 proc.

Polityka rządu powinna więc skupić się na przekonaniu do szczepień ludzi, którzy ich nie przyjęli ze zwykłego lenistwa czy z powodu braku lęku o swoje zdrowie w czasie pandemii. To większość niezaszczepionych, a ich najskuteczniej można przyciągnąć restrykcjami. A jednak rząd przed tym najskuteczniejszym rozwiązaniem się wzbrania – bo rzekomo mamy jakiś gen sprzeciwu i kochamy wolność. No i świetnie, w takim razie niech rząd zapewni nam wolność od COVID-19.

Czarne charaktery

Według danych zbieranych przez Jakuba Lipińskiego z Klubu Jagiellońskiego od początku zeszłego roku Polska zanotowała 165 tys. nadmiarowych zgonów. To najwięcej w Europie. Przeliczając te zgony na milion mieszkańców (4,4 tys. zgonów), jesteśmy na drugim miejscu po Bułgarii (5,3 tys.) i przed Czechami (3,8 tys.). Oczywiście, większość z tych zgonów nie jest winą PiS, tylko systemowych zaniedbań ochrony zdrowia, co jest spuścizną po wszystkich poprzednich rządach, jak i poprzedniej kadencji Zjednoczonej Prawicy. Tylko że mając tak cherlawą ochronę zdrowia, tym bardziej powinno się prowadzić restrykcyjną politykę w pandemii. Tymczasem PiS twórczo połączył bardzo słabą ochronę zdrowia z pandemicznym leseferyzmem. Skutki są oczywiście zabójcze.

Polską trzęsie kilku foliarzy i jeden wiceminister machlojkarz. Gratki, Jarosławie!

Kunktatorska polityka PiS, prowadzona dla ugłaskania covidosceptycznej mniejszości i antyszczepionkowej grupy posłów, grozi więc śmiercią lub przynajmniej kalectwem, gdyż powikłania pocovidowe bywają bardzo dotkliwe. Gdyby rząd prowadził zdecydowaną politykę antypandemiczną, moglibyśmy uniknąć tysięcy zgonów – niestety, zostały one złożone w ofierze sondażom oraz sejmowej większości.

W godzinie próby polski rząd okazał się grupą marnych politykierów, którzy dla utrzymania władzy postanowili puścić pandemię niemalże na żywioł. W powieściach political-fiction takie postacie opisywane są jako czarne charaktery. Miejmy nadzieję, że przynajmniej podręczniki historii wyciągną wobec nich konsekwencje.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Piotr Wójcik
Piotr Wójcik
Publicysta ekonomiczny
Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej. Stale współpracuje z „Nowym Obywatelem”, „Przewodnikiem Katolickim” i REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Dziennika Gazety Prawnej”, dziale opinii Gazety.pl i „Gazecie Polskiej Codziennie”.
Zamknij