Kraj

Życzmy sobie dymisji Ziobry, ale nie spodziewajmy się cudów

Fot. Kancelaria Premiera/Wikimedia Commons CC0, Zoltan Tasi/Unsplash. Edycja KP.

Czy dla demokracji w Polsce byłoby dobrze, gdyby Zbigniew Ziobro wypadł z rządu Zjednoczonej Prawicy? Według mnie wciąż należałoby sobie tego życzyć, choć bardziej prawdopodobny wydaje się dziś scenariusz powrotu na kolanach do warunkowych i ograniczonych łask Prezesa.


Minister sprawiedliwości i prokurator generalny przez pięć lat był w awangardzie demontażu praworządności w Polsce, całkowicie upolityczniając prokuraturę i konsekwentnie – na szczęście nie w pełni skutecznie – walcząc o podporządkowanie egzekutywie sądownictwa. Przez lata zbudował klientelistyczną sieć zależności osobistych z całym zapleczem awansowanych i dowartościowanych przez niego ludzi, którzy gwarantowali przełożenie jego decyzji (a w sprawach węzłowych, tzn. ustrojowych – decyzji Jarosława Kaczyńskiego) na prace aparatu ścigania.

Minister wojen kulturowych

Jego odejście na jakiś czas przynajmniej osłabiłoby polityczną sterowność prokuratury. Nie spodziewam się, żeby „jego ludzie” stworzyli w niej wówczas frakcję niezależną czy wprost wrogą politycznie centrum decyzyjnemu na Nowogrodzkiej, ale ręczne sterowanie w kolejnych miesiącach byłoby utrudnione, a polityczne działania prokuratury – bardziej chaotyczne. Trudno powiedzieć, jak odejście potężnego ministra wpłynęłoby na ogólną sprawność wymiaru sprawiedliwości, stawiam jednak tezę, że zaburzyłoby system centralnego sterowania. A zatem – osłabłoby jedno ze zbrojnych ramion obozu władzy, przynajmniej dopóty, dopóki na powrót nie zostałaby zagwarantowana lojalność kluczowych funkcjonariuszy wobec nowego przełożonego i samego Kaczyńskiego. Tyle dobrego.

No może jeszcze to, że wyschłaby część źródeł finansowania dla politycznego zaplecza Zbigniewa Ziobry, z Funduszem Sprawiedliwości na czele. Choć wiele wskazuje na to, że PiS wraz z nowym ministrem dalej by z nich korzystali, werbując kolejne (albo i te same) organizacje pod swoje skrzydła. Jest też cień (ale bardzo mały, dlaczego – piszę poniżej) nadziei, że faktycznie oburzającą ustawę bezkarnościową udałoby się powstrzymać. Bo na poniedziałkowej konferencji to o niej prokurator generalny mówił najwięcej – i to jej blokowanie mógłby wiarygodnie uzasadniać. Oczywiście będąc poza rządem i poza koalicją, bo zostając w środku, na łasce Kaczyńskiego, będzie potulnie głosował wszystko.

A poza tym? Ewentualna dymisja Ziobry przyniosłaby więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Ideologiczny wektor wymiaru sprawiedliwości raczej się nie zmieni. I to nie tylko dlatego, że na jego miejsce może przyjść człowiek o równie lub nawet bardziej troglodyckich poglądach na prawo i sprawiedliwość – po prostu ogólne poglądy samego Jarosława Kaczyńskiego na prawo karne i podział władzy nie różnią się istotnie od ideologii Ziobry, jeśli nie liczyć praw zwierząt i praw reprodukcyjnych kobiet. Poza tym tzw. law and order, czyli ideologia presji na surowe karanie sprawców (także domniemanych, vide sprawa Tomasza Komendy), to część partyjnego DNA Prawa i Sprawiedliwości, odpowiadająca zresztą nastrojom większości elektoratu tej partii. A zatem w tej kwestii – żadnych mrzonek, panie i panowie. Bo Ziobro to nie minister, to ideologia.

W kleszczach (nie)sprawiedliwości

A czy ewentualne wyjście Solidarnej Polski z koalicji zmienia coś istotnego w układzie rządzenia? Cóż, nie wiemy, ile posłanek i ilu posłów tej partii naprawdę pójdzie za liderem, a ilu jednak poważnie przemyśli swoje perspektywy majątkowe i przyszłość polityczną. Jarosław Kaczyński ma potężną dźwignię finansową, za pomocą której może wymuszać uległość w newralgicznych głosowaniach – jej sens sprowadza się do pytania: „czy na pewno jesteście gotowi żyć z uposażenia posła(-nki), czy jednak wolicie utrzymać poziom życia, który gwarantują zarobki waszych małżonków, pociotków, dzieci i kochanków w kontrolowanych przez PiS urzędach i spółkach skarbu państwa?”.

Komentatorzy i politycy dywagują na temat mocy haków, jakie Ziobro przez pięć lat pracy w resorcie musiał zgromadzić na ludzi Zjednoczonej Prawicy. Jeśli straci wpływ na prokuraturę, zostaną mu przecieki do prasy i oczywiście może w ten sposób szkodzić rządowi punktowo – ale i tak mniej, niż czynił to, będąc w środku i rzucając premierowi kłody pod nogi w rodzaju niesławnej ustawy kneblowej. Zaszkodzić fundamentalnie, tzn. ujawnić materiały kompromitujące na wielką skalę, z kolei nie może – haki z gatunku „obalających rząd” (choć trudno dziś powiedzieć, co też mogłoby tak wstrząsnąć opinią publiczną) to bomba atomowa lub, jak mówi Ludwik Dorn, „pas szahida”, a więc broń zabójcza, ale i samobójcza politycznie. Topiąc rząd, mógłby dodać głosów Konfederacji, swemu potencjalnemu sojusznikowi, ale ryzykowałby zwycięstwo nienawidzącej go opozycji. A w anty-PiS-ie dyszących żądzą odwetu na Ziobrze jest aż nadto, by były już minister i prokurator generalny nie zagrał politycznie va banque.

Wyjście Solidarnej Polski z rządu rozszczelniłoby nieco legislacyjny „ciąg technologiczny” Jarosława Kaczyńskiego, czyli możność dopychania ustaw kolanem. Trudno się jednak spodziewać, by Ziobro wypiął się na prezesa w kwestii dalszego dojeżdżania ustawami sądownictwa, niezależnych mediów czy organizacji pozarządowych. W sprawach pozostałych – jak wyżej.

Wywalenie Ziobry tylko podsyci antylewicowość PiS

Wiele zależy od postawy mediów opozycyjnych – czy po wypchnięciu Ziobry i jego ludzi z mediów publicznych, a może też i Radia Maryja, znów pozwoliłyby im zaistnieć w roli zewnętrznych recenzentów rządu? Zbudować sobie markę jako ta rzekomo lepsza, bo przecież niezależna od Prezesa prawica? Nabić kolejne punkty rozpoznawalności, które potem przełożą się na punkty procentowe poparcia jakiegoś przyszłego sojuszu z Konfederacją?

Sytuacja w parlamencie i wskaźniki poparcia zależą od całego mnóstwa zmiennych. Z pewnością jednak nie chcielibyśmy, aby na prawo od PiS-u wyrosła kolejna, realna siła – bo ta naturalną koleją rzeczy „ucywilizowałaby” (oczywiście wizerunkowo, nie realnie) PiS, „ucentrolewicowiła” (znów, tylko relatywnie) Koalicję Obywatelską, a lewicę uczyniła skrajnym marginesem (bo nawet na kontrę do antyekologicznej ekstremy Konfederatów dużo lepiej nadaje się Szymon Hołownia – znów, w oczach wyborców, niekoniecznie na podstawie realnego programu). A to wszystko, wielkim kosztem, w niewielkim stopniu przybliża nas do odsunięcia PiS od władzy.

Ziobro na wylocie to Kaczyński w odwrocie

Dymisja Zbigniewa Ziobry miałaby zatem poważne zalety, ale dopiero zepchnięcie go w polityczny niebyt przez Jarosława Kaczyńskiego byłoby realną przysługą dla nas wszystkich. Nawet jeśli to przysługa w rodzaju tych, jakie grupa bandytów wyświadcza leżącej ofierze, przestając ją wreszcie kopać.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Michał Sutowski

| Publicysta Krytyki Politycznej
Politolog, absolwent Kolegium MISH UW, tłumacz, publicysta. Członek zespołu Krytyki Politycznej oraz Instytutu Studiów Zaawansowanych. Współautor wywiadów-rzek z Agatą Bielik-Robson, Ludwiką Wujec i Agnieszką Graff. Pisze o ekonomii politycznej, nadchodzącej apokalipsie UE i nie tylko. Robi rozmowy. Długie.