Felieton

Wywalenie Ziobry tylko podsyci antylewicowość PiS

Fot. Piotr Drabik/Flickr.com. Edycja KP.

PiS znajdzie sobie własnego Ziobrę, który będzie pokazywał, że jest bardziej ziobrowaty od Ziobry, a sam będzie udowadniał, że jest bardziej antylewacki od antylewackiej Solidarnej, he, he, Polski. Lewicowe wartości, prawa człowieka, a więc i LGBT, i prawa kobiet, będą przedmiotem nieustannego ataku prawicy. Galopujący Major komentuje kryzys w obozie Zjednoczonej Prawicy.


Wszystko wskazuje na to, że do rozwodu w Zjednoczonej Prawicy jest chyba bliżej niż dalej. Owszem, wciąż jeszcze mogą się porozumieć, papiery rozwodowe podrzeć, ale chyba już obie strony zrozumiały, że co „ich podzieliło, to już się nie sklei”. A odwlekanie rozstania będzie tylko przedłużaniem niechybnej agonii tego związku.

Jeśli więc ostatecznie nie rozwiodą się dziś, to rozwiodą się pewnie za pół roku, rok, tyle że na dużo gorszych warunkach. Zaczyna się więc już bardziej gra o to, kogo medialnie obwinić o rozstanie, a nie, żeby rozstaniu zapobiec. Dlatego przymilny ton Ziobry na dzisiejszych konferencjach prasowych nie był żadnym błaganiem, ale próbą przerzucenia winy na Jarosława Kaczyńskiego, który rozbija prawicową rodzinę.

Za rozwodem przemawia jednak nie tylko niechęć do wzajemnych relacji politycznych, ale przede wszystkim brak strachu. Po prostu zarówno Kaczyński, jak i Ziobro nie boją się przedwczesnych wyborów. W przypadku PiS trudniej o lepszy moment z podzieloną opozycją, a do tego z Hołownią, który na pewno odbierze PO jakieś 10–12 proc. głosów, a być może zepchnie pod próg Lewicę.

Zandberg dla KP: Jesteśmy przygotowani na wybory

PiS ma nadzieję na to, że osamotniony Ziobro pozbawiony wpływów zniknie na kilka lat z polityki. No i jesteśmy prawdopodobnie przed drugą falą wirusa, którego beztroska władza nijak nie potrafi zdusić, więc może się okazać, że to czas na działania bardzo społecznie niepopularne. Przecież już teraz rząd zabiera się do cięć w budżetówce i zwalniania górników, którzy zapowiadają strajki. Słowem, to ostatni gwizdek, żeby jeszcze płynąć na fali dobrostanu IV RP.

Z punktu widzenia Ziobry wyjście z koalicji i budowa alternatywnego projektu politycznego też ma więcej plusów niż minusów. On już wie, że w obecnym układzie będzie najwyżej tylko i aż ministrem sprawiedliwości, a jego ambicje sięgają dalej. Więc może zrobić wszystko, aby postawić na sojusz z Konfederacją i zajść PiS od prawej strony. Przy takiej koalicji, na plecach Konfederacji, mógłby wprowadzić jeszcze więcej posłów i żądać jeszcze więcej ministerstw.

Konfederacji też taka konstrukcja może się opłacić – także dlatego, że usunięcie Ziobry to jedno, ale usunięcie jego prokuratorów to drugie. Przecież cała reforma polskiego wymiaru sprawiedliwości jest właśnie tak pomyślana, żeby ziobryści przetrwali nawet polityczny atak atomowy. I niechybnie Ziobrę w walce politycznej będą wspierać, chociażby kontrolowanymi przeciekami do mediów.

I tu pojawia się kluczowe pytanie, co w przypadku ewentualnego rozpadu powinna zrobić parlamentarna Lewica? Wiadomo, że Kaczyński będzie próbował lepić rachityczną większość sejmową. Lewica może tu odegrać rolę języczka u wagi. To byłoby bardzo trudne zadanie, albowiem elektorat będzie krzyczał: „dobić Kaczyńskiego, dobić, a nie mu pomagać”. Gdzieniegdzie na lewicy pojawiają się takie myśli, że teraz można przepchnąć trochę agendy lewicowej u Kaczyńskiego. W końcu nieważne, czy kot jest biały, czy czarny, ważne, żeby oswobadzał myszy.

Problem w tym, że istotą polityki, przynajmniej w rozumieniu prawicy, nie jest realizacja programu, lecz utrzymanie władzy (nawet jeśli partia Kaczyńskiego co jakiś czas przedstawia lewicowe ustawy czy projekty, w stylu podwyższania płacy minimalnej czy ochrony zwierząt). A to oznacza, że trzeba skupić się na wyborcach, którzy są dla PiS kluczowi, czyli wyborcach radykalnej prawicy.

Rolą Zbigniewa Ziobry wraz z Ordo Iuris i Tadeuszem Rydzykiem w obozie Zjednoczonej Prawicy było zabezpieczanie prawej flanki. Po odejściu Solidarnej Polski PiS będzie musiał tę wyrwę naprawić – i to w taki sposób, żeby pokonać Ziobrę, oczywiście obchodzącego PiS od prawej strony.

Oznacza to więc, że PiS nie tylko znajdzie sobie własnego Ziobrę, ale będzie pokazywał, że jest bardziej ziobrowaty od Ziobry. Lewicowe wartości, prawa człowieka, a więc i LGBT, i prawa kobiet, będą przedmiotem nieustannego ataku, w imię którego PiS będzie pokazywał, że jest bardziej antylewacki od antylewackiej Konfederacji i Solidarnej, he, he, Polski. Na pierwszy ogień pójdzie pewnie ekologia.

W krótszej perspektywie raczej nie ma się z czego cieszyć. Ta walka o radykalnego, prawicowego kołtuna będzie walką, w której ofiarą będzie właśnie Lewica. Jeśli ktoś nie wierzy, niech spojrzy na kampanię prezydencką, gdzie atak na LGBT był celowym przymilaniem się do faszystów z Konfederacji.

Warto to sobie uświadomić i raczej porzucić nadzieję, że ewentualne wyrzucenie Zbigniewa Ziobry uruchomi jakiś marsz PiS-u w stronę centrum. Wręcz przeciwnie, antylewicowa śruba zostanie podkręcona.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Galopujący Major

| Komentator Krytyki Politycznej
Bloger, komentator życia politycznego, współpracownik Krytyki Politycznej. Autor książki „Pancerna brzoza. Słownik prawicowej polszczyzny”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.