Kraj

Majmurek o konwencji Nowej Lewicy: Zjednoczenie po przejściach

Kongres zjednoczeniowy Nowej Lewicy

Dawne Wiosna i SLD się zjednoczyły i wybrały nowych przywódców. Zaskoczeń nie ma. Zostali nimi Czarzasty i Biedroń. Bez tego pierwszego lewicy nie byłoby dziś w tym kształcie w Sejmie, ale Czarzasty ma problem z porywaniem za sobą tłumów. Za Biedroniem ciągnie się klęska Wiosny w wyborach do PE i fatalne wybory prezydenckie. Biedroń musi na nowo zaczarować polską opinię publiczną.

Niemal dokładnie dwa lata po wyborach, w których lewica powróciła do Sejmu, dwie największe partie tworzące lewicową koalicję – Wiosna i SLD – ostatecznie się zjednoczyły. Tak jak wszyscy się spodziewali, na czele nowej formacji – jako reprezentanci dwóch tworzących ją równoprawnych frakcji – stanęli Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty.

Do lewicy: Mamy koalicję, teraz zjednoczenie

Kongres zjednoczeniowy okazał się przyzwoicie wyreżyserowanym przedstawieniem. Były dobre przemówienia, Oda do radości, Mazurek Dąbrowskiego i Ole Olek. Głos zabrali przedstawiciele najmłodszego pokolenia i Aleksander Kwaśniewski, reprezentujący pamięć o największych sukcesach lewicy w III RP. Gościnnie wystąpili przedstawiciele Razem (Adrian Zandberg i Magdalena Biejat) i europejskich socjaldemokracji. Mówiono o Europie, protestach społecznych, solidarności, zagrożeniu katastrofą klimatyczną, prawach kobiet. Lewica zaprezentowała się na kongresie jako siła wielopokoleniowa, pamiętająca o swoich tradycjach, a przy tym śmiało patrząca w przyszłość.

Lewica, którą łączy przyszłość

Czy jednak udało się jej w sobotę zaprezentować jako siła zdolna prowadzić skuteczną polityczną walkę o te wartości? Władna odzyskać wyborców, którzy rozbiegli się po 2019 roku, i sięgnąć po nowych? Odpowiedź na te pytania jest już bardziej skomplikowana.

Konsolidacja w trudnym momencie

Zanim spróbujemy jej udzielić, trzeba zarysować polityczny kontekst, w jakim dochodzi do zjednoczenia. A ten nie jest dla lewicy łatwy. Można nawet powiedzieć, że sobotni kongres zjednoczeniowy jest trochę jak narodziny po przenoszonej ciąży. Zjednoczenie powinno się wydarzyć szybciej, na fali uznanego przez wyborców lewicy za sukces powrotu do Sejmu. Wtedy podobny ruch mógłby wzmocnić pozytywny, wzrostowy trend.

To, że kongres wydarza się dopiero teraz, jest wynikiem wielu niesprzyjających okoliczności. Od problemów z rejestracją nowej partii w sądzie, po zamrażającą normalne życie polityczne w Polsce na ponad rok pandemię. Z większością z nich liderzy lewicy nic nie mogli zrobić. Niemniej jednak, oficjalne zjednoczenie dokonuje się w trudnym momencie, po serii osłabiających pozycję lewicy wydarzeń.

Pierwsze z nich to słaby wynik Roberta Biedronia w wyborach prezydenckich. Drugie – nawet ważniejsze – to wzrost poparcia dla Polski 2050 między wyborami latem 2020 a powrotem Tuska. Choć pytani o to działacze parlamentarnej Lewicy na ogół odpowiadają: „Hołownia to nie nasz problem, odbiera głosy głównie PO”, to sukcesy Polski 2050 w zeszłym roku były problemem także lewicowych formacji. Hołownia odebrał jej pozycję najsilniejszej politycznie alternatywy dla duopolu PO-PiS, podebrał też sporo postulatów – łącznie ze świeckim państwem – formułując je w języku bardziej strawnym dla przeciętnego, mieszczańskiego wyborcy.

Trzecim z tych wydarzeń był konflikt w dawnym SLD wokół przywództwa Czarzastego. Niemal na ostatniej prostej grupa działaczy próbowała przeprowadzić bunt przeciw Czarzastemu i zjednoczeniu w proponowanej przez niego formie zjednoczenia Wiosny i dawnego SLD. Bunt udało się Czarzastemu stłumić z użyciem regulaminowych, lecz dość brutalnych środków – jak zawieszanie zbuntowanych w prawach członka czy nieprzyjęcie do frakcji SLD Andrzeja Rozenka, zapowiadającego walkę z Czarzastym o przywództwo w partii.

Sojusz Lewicy Demokratycznej kontra Demokratyczny Sojusz Lewicy

Rozenek w trakcie kongresu ostentacyjnie wrzucił tweeta informującego, że w sobotę uczestniczy w posiedzeniu Związku Emerytów i Rencistów Straży Granicznej, gdzie odbywają się demokratyczne wybory nowych władz.

Konflikt na chwilę wygasł, Czarzasty uzyskał zjednoczenie, jakiego chciał, nic nie wskazuje jednak, by problem został do końca rozwiązany. Jeśli Lewica dalej będzie tracić w sondażach, możliwe są dalsze publiczne spory i spektakularne odejścia.

Wreszcie, problemem dla Lewicy jest powrót Donalda Tuska i siły, jakie uruchomił. Choć przesunięcie PO na prawo, jakie dokonało się pod kierownictwem Tuska, zostawia Lewicy trochę miejsca, to z drugiej strony widać, że ambicją nowego szefa Platformy jest totalna polaryzacja polskiej sceny politycznej wokół dwóch partii, tak by niewiele politycznego tlenu pozostawało dla kogokolwiek innego.

Krzyż na bochenku chleba. Czy ktoś powiedział Tuskowi, że jest 2021 rok?

Takiej polaryzacji może sprzyjać wyrok Trybunału Julii Przyłębskiej z czwartku, czy raczej kształtujący się w jego cieniu możliwy spór: między polexitowym PiS i proeuropejską resztą pod przywództwem Tuska. To trochę symboliczne, że Kongres zjednoczeniowy Lewicy nieszczęśliwie wciśnięty jest między wyrok Przyłębskiej i zapowiedzianą na niedzielę demonstrację za Polską w Europie, organizowaną przez Tuska. Można się spodziewać, że oba te wydarzenia dość skutecznie przysłonią wydarzenie Lewicy w większości mediów.

Wyzwania przywództwa

Biedroń i Czarzasty zostali wybrani w zasadzie bez znaczącej opozycji. Od początku będzie to jednak trudne, pełne wyzwań przywództwo. Choć Biedroń i Czarzasty to z pewnością sprawni, wartościowi politycy, to żaden nie jest dziś kimś, kto byłby zdolny samym swoim przywództwem nadać lewicy nową dynamikę, przyciągnąć do niej niezdecydowanych wyborców.

Z ostatniego sondażu OKO.press wynika, że wyborcy Lewicy w pozycji lidera widzieliby zdecydowanie Adriana Zandberga – wskazało go aż 51 proc. ankietowanych. Czarzastego wybrało tylko 10 proc., Biedronia 29 proc. Próba ankietowanych nie była wielka i przed wyciągnięciem daleko idących wniosków warto powtórzyć badanie na znacznie większej. Jednak intuicyjnie wszyscy chyba czują, że przywództwo obu starych/nowych liderów stwarza liczne wyzwania.

Czarzasty jest świetnym organizatorem partyjnej pracy – bez niego lewicy nie byłoby dziś w tym kształcie w Sejmie – i świetnym polemistą. Ma jednak problem z porywaniem za sobą tłumów. Za Biedroniem ciągnie się klęska Wiosny w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku, idiotyczna sprawa z (nie)oddaniem mandatu, wreszcie fatalne wybory prezydenckie. Biedroń musi na nowo zaczarować polską opinię publiczną, wymyślić nową opowieść o sobie, zademonstrować, że jest poważnym politykiem z gravitas kogoś, kto realnie walczy o władzę w Polsce i zmiany w kraju.

Nie da się też ukryć, iż fakt, że liderem nowej formacji jest dwóch mężczyzn w średnim wieku, nie wygląda dobrze. Zwłaszcza w sytuacji, gdy to młode kobiety są najbardziej lewicową grupą wyborczyń w Polsce, gdy Lewica kładzie tak wielki nacisk na ich prawa. To, że po dwóch latach w parlamencie Lewica nie ma żadnej liderki, która przynajmniej mogłaby stanąć do walki z Biedroniem i Czarzastym, jest bez wątpienia wielką słabością lewicowej formacji. Biedroń obiecywał w swoim przemówieniu po wyborze na współprzewodniczącego wprowadzenie suwaka na listach, ale to za mało.

Tournée posłanek, czyli w Polskę jedziemy. A kiedy po władzę?

Trudno oczywiście oczekiwać od realnych liderów partii, że ustąpią polityczce, która w żadnej z dwóch frakcji sama nie jest w stanie zebrać poparcia pozwalającego myśleć o walce o władzę, ale już dziś Nowa Lewica powinna myśleć o tym, w jaki sposób umożliwić wzrost politycznym liderkom.

Współpraca i tożsamość

W trakcie Kongresu powiedziano wiele mądrych i słusznych rzeczy. Trudno byłoby mi wskazać coś, z czym radykalnie bym się nie zgadzał – może tylko obietnica dekarbonizacja Polski do 2035 roku, jaka kilkakrotnie padła z kongresowej sceny, wydaje mi się nieszczególnie realistyczna.

Problem w tym, że same mądre i słuszne rozwiązania nie wygrywają jeszcze wyborów. Trzeba z nich ułożyć narrację, najlepiej taką, która przyciągnie także te osoby, które jeszcze nie wiedzą, że to Lewica jest ich politycznym domem.

Jak pod tym względem wypadł kongres? Różnie. Widać było dość wyraźnie, że większość wystąpień miała mocno tożsamościowy charakter, kierowano je do aktywu i już przekonanych lewicowych wyborców. Właściwie jedynym politykiem, który mówił szerzej niż do lewicowej bańki, był Aleksander Kwaśniewski – on jednak nie będzie czynnym politykiem nowej formacji. Na poziomie kongresu nie jest to jeszcze jakiś wielki problem, ale do następnych wyborów Lewica musi się nauczyć mówić językiem przebijającym się poza bańkę, a jednocześnie podkreślającym jej tożsamość w ramach bloku demokratycznej opozycji.

Widać było, że liderom Lewicy zależało, by tę odrębną tożsamość podkreślić już w momencie powstania nowej partii. Włodzimierz Czarzasty swoje przemówienie po wyborze na współprzewodniczącego poświęcił temu, by pokazać, czym Lewica różni się od pozostałych formacji w kwestii świeckiego państwa oraz od PiS w koncepcji polityki społecznej.

Na końcu wspólnego wystąpienia obaj liderzy przedstawili sześć punktów dla opozycji – sześć propozycji, wokół których opozycja miałaby rozpocząć dyskusję nad programem przyszłych rządów.

Są wśród nich między innymi kwestie przywrócenia praworządności, dekarbonizacji polskiej gospodarki, zabezpieczenia przyszłości mediów publicznych. To dobry ruch. Pokazuje lewicę jako siłę zdolną podejmować inicjatywę i proponować tematy debaty, zdolną do współpracy z całą demokratyczną opozycją, a jednocześnie do obrony w jej ramach ważnych dla siebie postulatów.

W poszukiwaniu własnego Polskiego Ładu

Wiemy dziś, że PiS to Polski Ład, PO „powrót do normalności”, a ostatnio „walka z polexitem”, Hołownia „wyrwanie polityki z partyjnego klinczu”. Lewicy bardzo przydałby się taki jeden postulat, symbolizujący cały jej program średnio zorientowanym na co dzień w szczegółach polityki wyborcom.

Co mogłoby być „Polskim Ładem” lewicy? Na kongresie było do tego aż za dużo kandydatów: świeckie państwo, prawa kobiet, usługi publiczne, godne warunki pracy, polityka mieszkaniowa, Europa. W tym ostatnim temacie padły bardzo odważne deklaracje.

Gościnnie występujący jako reprezentant Razem Adrian Zandberg rzucił hasło „Europy federalnej”, na końcu wspólnego wystąpienia nowi liderzy zaprezentowali pomysł „paszportu europejskiego”.

To dobry, mocny symbol, zwłaszcza gdyby szły za nim konkrety: europejska płaca minimalna albo jednorazowe świadczenie dla wchodzących w dorosłość Europejczyków, pozwalające np. na podróż koleją przez Europę i poznawanie jej kulturowego dziedzictwa. Można by do tego dodać współpracę ze związkami zawodowymi i ruchami pracowniczymi: posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk opuściła kongres, by wesprzeć protesty nauczycieli pod MEN, polityczka zapowiada założenie w sejmowym klubie Lewicy Koła Lewicy Społecznej, nastawionego na kontakty z organizacjami pracowników.

Z tego bogactwa urodzaju lewica musi jednak wybrać jeden, dwa postulaty, wokół których zbuduje swoją narrację Musi też pokazać, że zjednoczenie jest realne, że przekłada się na sprawne działanie partii i klubu, że nowej formacji nie trapią frondy, bunty, odejścia znanych działaczy, konflikty z koalicjantem z Razem.

Zjednoczenie to krok w dobrą stronę, konieczny dla uporządkowania polskiej sceny politycznej po jej lewej stronie, ale jeszcze dalece niewystarczający, by odwrócić negatywne sondażowe trendy, odbudować poparcie, sięgnąć po nowych wyborców i wypracować sobie pozycję umożliwiającą przeprowadzenie w przyszłym Sejmie zmian, na które wyborcy i wyborczynie lewicowi czekają już zbyt długo.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij