Kraj

Bunt na lewicy

Struktury SLD od wielu miesięcy przypominały suchy las oczekujący na iskrę, która wznieci pożar. Ten właśnie wybuchł. A Leszek Miller tylko zaciera ręce.

Kiedy 17 marca Sąd Okręgowy w Warszawie zatwierdził statut Nowej Lewicy, niekończąca się fabuła serialu pt. konsolidacja struktur Wiosny i SLD przyspieszyła niczym ostatnie sezony Gry o Tron. Mam nadzieję, że finał nie będzie podobnie rozczarowujący, choć narastające napięcia mogą to zwiastować.

Jeszcze bowiem w styczniu delegację do europarlamentu namaszczoną w 2019 roku przez zarządy ówczesnego SLD i Wiosny opuścił wieloletni przewodniczący Sojuszu i były premier Leszek Miller.

Co czeka Nową Lewicę?

W tamtym momencie Leszek Miller już otwarcie wszedł w buty Grzegorza Schetyny lewej strony, a dzień po decyzji sądu o zatwierdzeniu statutu Nowej Lewicy zdecydował się z partią rozstać. Jak stwierdził: „To nie ja opuszczam SLD, ale SLD opuszcza mnie”. Retorycznie ustawił się więc na pozycji obrońcy przedstawiciela dawnego Sojuszu, sprzed ery Włodzimierza Czarzastego (i jeszcze paru innych liderów). SLD silnych struktur, SLD baronów…

…i braku koalicjantów. Szeroka lewica złożona z Razem, Wiosny i SLD to bowiem opus magnum aktualnego przewodniczącego Nowej Lewicy, który – przypomnijmy – przejmował partię, gdy ta była poza parlamentem. Szeroka koalicja pozwoliła na zdobycie 12,56 proc. w wyborach w 2019 roku i wprowadzenie do Sejmu 49 posłów, co (patrząc na aktualne notowania, między 6 a 8 proc.) należy uznać za duży sukces. Warto jednak pamiętać, że 19 z tych mandatów zdobyły osoby wystawione przez Wiosnę, natomiast 6 – przez partię Razem.

Ponad połowa miejsc w parlamencie została więc obsadzona przez mniejszych koalicjantów. Biorąc pod uwagę gigantyczną przewagę struktur SLD nad obiema pozostałymi partiami, takie rozłożenie mandatów musiało zostać uznane za niesprawiedliwe.

Hit sezonu wiosennego, który zostanie z nami na dłużej

Oliwy do ognia dolewa obecny statut Nowej Lewicy, niezwykle, dodajmy, egalitarny. Partia ma się składać z frakcji, do której powołania potrzeba przynajmniej 500 członków lub członkiń, przy czym wszystkie frakcje mają zagwarantowaną równą reprezentację w Zarządzie Krajowym, Radzie Krajowej, zarządach wojewódzkich i radach wojewódzkich. To nie jest układ, który byłby do zaakceptowania dla działaczy SLD. Trudno też im się dziwić: dlaczego Wiosna, której nieliczne i słabe struktury są obiektem żartów i która już nie ma własnych wyborców, miałaby być traktowana jak równy partner?

W międzyczasie przyszedł maj, a wraz z nim Polski Ład, projekt w sferze ekonomicznej do pewnego stopnia lewicujący. Wśród posłanek i posłów Lewicy powstał więc dylemat – głosujemy za i pokazujemy własną odrębność względem reszty opozycji czy raczej przeciw, zajmując pozycję opozycji totalnej? Posłowie Razem postawili sprawę jasno: niezależnie, co ustali klub jako całość, my Fundusz Odbudowy poprzemy. Ograniczyli tym samym pole do działania, a Włodzimierz Czarzasty postanowił zagrać tymi kartami, które ma. Za plecami reszty opozycji trzej tenorzy, w dodatku pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego, dogadali się ze Zjednoczoną Prawicą i zagłosowali za Funduszem Odbudowy, w zamian za wpisanie weń kilku symbolicznych postulatów.

PiS tanio kupił poparcie Lewicy. „Wyszło fatalnie”

Decyzja nie wszystkim przypadła do gustu. Oburzony był zwłaszcza Andrzej Rozenek, który swoją irytację wyniósł poza klub i chętnie opowiadał o niej w wywiadach. Dziś obok Tomasza Treli i Roberta Kwiatkowskiego jest jednym z posłów stojących okoniem wobec Włodzimierza Czarzastego. Tworzą oni grupę, której wyróżnikiem jest właśnie opór wobec kontaktów z Prawem i Sprawiedliwością. Jak twierdzą, mają za sobą 10 z 16 regionów partii. Nie podoba im się obrany – jak twierdzą, pod wpływem partii Razem – kurs Nowej Lewicy na wizerunkowe odróżnienie od reszty opozycji.

Wydaje się, że chcieliby oni powrotu SLD z drugiej połowy lat 90. – przede wszystkim antyklerykalnego i dbającego o dobrobyt postkomunistycznych działaczy. Zauważają, że ich elektorat wcale nie jest prosocjalny, więc postulaty partii Razem mogą okazać się zgubne.

Wobec spodziewanego po powrocie Tuska skrętu PO w prawo taka strategia mogłaby się okazać korzystna dla Lewicy (pisanej wielką literą), za to zgubna dla lewicy (pisanej małą literą) – sprawiłaby bowiem, że znów najbardziej prosocjalną partią w polskim parlamencie stałoby się Prawo i Sprawiedliwość. Ewentualnie osamotnione Razem, które po ewentualnym przejęciu władzy przez Tomasza Trelę mogłoby nie znaleźć się w lewicowej koalicji.

O ile zatem Lewica Razem (bo tak formalnie nazywa się dziś partia Adriana Zandberga) mogłaby nie znaleźć się w koalicji lewicowej, o tyle Nowa Lewica mogłaby znaleźć się w czymś na kształt Koalicji Europejskiej (z której SLD wyleciało tuż przed wyborami 2019 roku). To w tę stronę zdają się ciążyć rokoszanie. Ale w jaki sposób mieliby tego dokonać? Jak pisała Renata Grochal w poniedziałkowym „Newsweeku”, w grę wchodzi stworzenie trzeciej frakcji.

Włodzimierz Czarzasty postanowił uprzedzić uderzenie rokoszan. W poniedziałek zawiesił w prawach członka partii europosła Marka Balta oraz Gabrielę Łacną i Rafała Porca. Powodem decyzji miałaby być… nieoficjalna koalicja z Prawem i Sprawiedliwością w sejmiku województwa śląskiego, gdzie radni Nowej Lewicy zagłosowali za absolutorium dla tworzonego przez PiS zarządu. Jak słyszę od osoby blisko związanej z Nową Lewicą, nie był to jednak powód, tylko raczej pretekst. Baltowi dostało się za polityczne organizowanie się przeciw przewodniczącemu.

Akcja wywołuje reakcję, zaś branka przyspiesza powstanie. W związku z decyzją o zawieszeniu Marka Balta grupa działaczy Nowej Lewicy wystosowała list, w którym wyśmiewa Włodzimierza Czarzastego i domaga się zwołania Zarządu Krajowego najpóźniej 10 lipca 2021 roku. Podpisani są m.in. Tomasz Trela, Andrzej Rozenek i Robert Kwiatkowski, a zdjęcie listu na Twittera wrzucił sam Leszek Miller.

Czytamy: „Nie potrzebujemy kłótni: potrzebujemy mądrego, wyważonego przywództwa, by sprawnie i zgodnie ze statutem sfinalizować połączenie b. Wiosny i Nowej Lewicy. Nie jest to łatwe zadanie, tak ze względu na statut, jak i zaciągnięte wcześniej (rzekomo w imieniu całej partii) zobowiązania”. Trudno zinterpretować ostatnie zdanie inaczej niż wypowiedzenie buntu pod sztandarem renegocjacji warunków połączenia SLD z Wiosną.

Wyobraźmy sobie, że w lesie wybucha pożar po długim okresie bez opadów. Naturalnym wyjaśnieniem wydaje się susza. Prowadzący akcję gaśniczą strażacy wskazują jednak, że przyczyną mogła być porzucona przez kogoś butelka, skupiająca promienie słoneczne na wysuszonej ściółce. Co jest zatem prawdziwą przyczyną pożaru? Susza, a więc zjawisko, czy raczej ta pozostawiona w lesie butelka? Jeśli nie byłoby suszy, jeśli poprzedniego dnia spadł deszcz, a temperatura byłaby niższa, jeśli feralnego dnia zamiast słońca niebo byłoby pochmurne – wtedy nawet pozostawiona nieopatrznie butelka nie wywołałaby pożaru.

Jeśli jednak susza utrzymuje się wiele dni, to pożar prawdopodobnie i tak by wybuchł, nawet jeśli nie to konkretne szkło zaprószyłoby ogień. Jeśli nie przez butelkę, to może przez pozostawiony niedopałek las by zapłonął? Może przez niezabezpieczone ognisko albo przez coś jeszcze innego?

Powrót Tuska może okazać się szansą dla Lewicy

Struktury SLD od wielu miesięcy przypominały suchy las oczekujący na iskrę, która wznieci pożar. W rzeczywistości tylko czekano na pretekst. Temu posłużyła decyzja o głosowaniu za Funduszem Odbudowy. Nie pozostawiona na słońcu butelka jest główną przyczyną pożaru. Jest nią susza, w tym wypadku rozczarowanie struktur.

Statut Nowej Lewicy zdaniem wielu działaczy zbytnio premiuje Wiosnę. Odbiera przecież działaczom SLD biorące miejsca na listach wyborczych, których jest tym mniej, im niższe jest poparcie lewicowej koalicji w sondażach. W takiej sytuacji pożar był tylko kwestią czasu. Otwartym pozostaje pytanie, czy strażak podoła zadaniu.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij