Felieton

Nie słuchajcie, co wam mówią o konwencji. Czytajcie ją sami

Każde omówienie tekstu, nawet prawnego, jest jego interpretacją. A to, którą z wielu interpretacji przyjmiemy, zależy nie tylko od tego, która z nich brzmi racjonalnie, ale również od tego, którą powszechnie uznaje się za właściwą. Dlatego najlepiej przeczytajcie konwencję antyprzemocową sami – najważniejsza jej część jest na samym początku.


Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, tłumaczenie przygotowane na zlecenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Preambuła

Państwa członkowskie Rady Europy i inni sygnatariusze niniejszej konwencji:

[tu następuje przywołanie rozmaitych aktów prawnych oraz orzecznictwa sądów – baaardzo długie]

uznając, że realizacja równouprawnienia kobiet i mężczyzn de iure i de facto stanowi kluczowy element zapobiegania przemocy wobec kobiet;

uznając, że przemoc wobec kobiet jest manifestacją nierównego stosunku sił pomiędzy kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, który doprowadził do dominacji mężczyzn nad kobietami i dyskryminacji tych ostatnich, a także uniemożliwił pełną poprawę sytuacji kobiet;

uznając strukturalny charakter przemocy wobec kobiet za przemoc ze względu na płeć oraz fakt, że przemoc wobec kobiet stanowi jeden z podstawowych mechanizmów społecznych, za pomocą którego kobiety są spychane na podległą wobec mężczyzn pozycję;

uznając, z najwyższą troską, że kobiety i dziewczęta są często narażone na poważne formy przemocy, takie jak: przemoc domowa, molestowanie seksualne, gwałt, małżeństwo z przymusu, tak zwane „przestępstwa w imię honoru” i okaleczanie narządów płciowych, które stanowią poważne naruszenie praw człowieka wobec kobiet i dziewcząt i główną przeszkodę w osiągnięciu równouprawniania kobiet i mężczyzn;

zauważając, że stałe łamanie praw człowieka podczas konfliktów zbrojnych, dotykające ludność cywilną, przede wszystkim kobiety, przybierające formę systematycznego stosowania na szeroką skalę gwałtów oraz przemocy seksualnej, powoduje eskalację przemocy ze względu na płeć zarówno w trakcie konfliktu, jak i po jego zakończeniu;

uznając, że kobiety i dziewczęta są bardziej niż mężczyźni narażone na przemoc ze względu na płeć;

uznając, że przemoc domowa dotyka kobiety w większym stopniu oraz że mężczyźni mogą również być jej ofiarami;

uznając, że dzieci są ofiarami przemocy domowej, również jako świadkowie przemocy w rodzinie;

dążąc do stworzenia Europy wolnej od przemocy wobec kobiet i przemocy domowej,

stanowią, co następuje:

[tu następuje 81 artykułów konwencji]

Pięć bzdur, które prawica opowiada o konwencji antyprzemocowej

***

Trochę długi ten cytat na początek, ale warto zwrócić uwagę na diagnozę, która stoi u podstaw rekomendacji zawartych w konwencji. Ta preambuła nie jest to tylko ozdobnikiem, bo zawarta w niej diagnoza ma swoje dalsze konsekwencje. Mówi się nam, że kobiety częściej są narażone na różne formy przemocy (zostają wymienione jej formy: fizyczna, psychiczna i ekonomiczna), a dzieje się tak, dlatego że prawo, obyczaje, w tym te wynikające z religii, oraz codzienne praktyki zakorzenione w świadomości zbiorowej sprawiają, że pozycja kobiet i mężczyzn wciąż jest nierówna.

Znoszenie tej nierówności wymaga zmian na wszystkich poziomach, a służyć temu ma również edukacja, która powinna dotyczyć „równouprawnienia kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról przypisanych płciom, wzajemnego szacunku, rozwiązywania konfliktów w relacjach międzyludzkich bez użycia przemocy, a także (…) przemocy wobec kobiet ze względu na płeć oraz prawa do nienaruszalności osobistej”.

Czy moralność ma wymiar klasowy? I kogo na nią stać?

Nierówność płci należy usunąć, aby nie tworzyć warunków, w których przemoc może być usprawiedliwiana obyczajami czy przekonaniami religijnymi. Jej przejawem jest również konstrukcja płci społeczno-kulturowej. Płeć społeczno-kulturowa zostaje w konwencji zdefiniowana jako „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn”.

Konwencję należy czytać w świetle tej diagnozy. To ona uzasadnia, dlaczego większość artykułów zawiera konkretne zalecenia dotyczące ochrony ofiar przemocy. Można je streścić tak:

Ofiary powinny wiedzieć, że to, co je spotyka, jest przemocą. Mieć łatwy dostęp do możliwości jej zgłaszania. Móc się odseparować od sprawców. Zostać otoczone opieką i otrzymać wsparcie. Uzyskać nie tylko sprawiedliwy wyrok, ale też odszkodowanie. Pomijam szczegóły, bo łatwo je znaleźć, podobnie jak omówienie konkretnych rozwiązań.

Konwencja to konkret, przemoc wobec kobiet to fakt

Ta część konwencji budzi najmniej kontrowersji – a jeżeli, to głównie co do tego, czy polskie prawo zostało do niej w dostatecznym stopniu dostosowane.

To, co powyżej napisałam, to oczywiście pewna interpretacja. Każde omówienie jest interpretacją – nadaje naszej lekturze strukturę, a przywołane cytaty mają uwiarygodnić nasz wywód. Po stronie „liberalnej” dominująca narracja na temat konwencji stawia akcenty nieco inaczej niż ja. Więcej mówi o przeciwdziałaniu przemocy, a mniej, często tylko w odpowiedzi na zarzuty, wspomina o tych najbardziej ogólnych założeniach i ich konsekwencjach. Męska dominacja prowadzi do dyskryminacji, utrzymujących się różnicach w dostępie do władzy i pieniędzy, ale czy to już przemoc? Można powiedzieć, że strukturalna, ale przecież raczej nie o niej się mówi, podkreślając, że konwencja ma chronić kobiety przed przemocą, biciem, okaleczeniem, śmiercią…

Odpowiedzią na to jest kontrinterpretacja dokonywana przez prawicę.

To, co ja nazywam diagnozą, czyli oceną sytuacji znajdującą potwierdzenie w empirii, prawica nazywa ideologią, czasem ideologią gender. I wypowiadając się o niej, często posuwa się do nadinterpretacji, znacznie wykraczając poza analizowany tekst: trzeba będzie uznać istnienie 56 płci, dojdzie do powszechnej seksualizacji dzieci, inwazji LGBT+ w szkołach, rozpadu rodzin i różnych innych straszliwych skutków, które prawica przewiduje. Albo zaprzecza samej diagnozie, a przynajmniej jej kluczowym elementom. Płeć społeczno-kulturowa? Nie istnieje, to bzdura! Są tylko naturalne różnice biologiczne. Ciekawe jest też zdanie wiceministra sprawiedliwości Michała Wójcika: „Nie ma zgody na jakąś płeć uwarunkowaną kulturowo, co to w ogóle jest?”.

Jakiej właściwie rodziny prawica broni przed LGBT?

O diagnozach można oczywiście dyskutować.

Czy zatem istnieje płeć społeczno-kulturowa? Czy jest to tylko ideologia, czyli wynik jakiegoś światopoglądowego zaczadzenia?

Odpowiedź wydaje się prosta. Widzicie różnicę między sytuacją i sposobem funkcjonowania kobiet w Szwecji i, powiedzmy, w Arabii Saudyjskiej? To jest właśnie gender. Człowiek to biologia plus kultura. Każdy ma gender, nawet Jarosław Kaczyński.

Kolejne pytanie, na które można odpowiedzieć, odwołując się do danych empirycznych: czy uwarunkowania kulturowe mogą sprzyjać przemocy wobec kobiet? Odpowiedź chyba nie jest trudna. I nie chcę tu używać oczywistych przykładów, takich jak obrzezanie dziewczynek. Każda kultura, w której mężczyźni mają więcej władzy i pieniędzy, tworzy pole do nadużyć, do wykorzystywania swojej przewagi. Przypomnijmy, że konwencja wprowadza też takie kategorie jak przemoc ekonomiczna i psychiczna.

Można także spytać, czy gdyby w naszej kulturze panowała równość płci, tolerancja (również wobec „niestereotypowych ról płciowych”) oraz wrażliwość na wszelkie formy dyskryminacji i przemocy wobec kobiet, to tej przemocy byłoby mniej? Wydaje się, że tu odpowiedź logicznie wynika z poprzednich punktów.

Rozumowanie strony prawicowej jest jednak inne. Zaakceptowanie diagnoz zawartych w konwencji – w ich języku „ideologii” – doprowadziłoby do zniszczenia naszej kultury. Częścią tej kultury są oczywiście tradycyjne role płciowe – ale przecież zdaniem prawicy one nie istnieją, są tylko biologiczne kobiety i biologiczni mężczyźni. Więc czy można je zniszczyć? Ten brak konsekwencji zdaje się jednak nikomu nie przeszkadzać. Mimo to argument prawicy można pojąć: od tego są konserwatystami, żeby zmian nie chcieć, a najchętniej cofnęliby się do przeszłości. Najlepiej takiej, której nigdy nie było.

Za tym kryje się też argument, już niewypowiadany tak wprost, że nie ma związku między „naszą, tradycyjną kulturą” a przemocą wobec kobiet. Przemoc wobec kobiet ma wynikać z jednostkowych dewiacji i alkoholu.

Turbopatriotyzm proponuje powrót do wspaniałej przeszłości

 

Minister sprawiedliwości idzie jednak o krok dalej. Jego zdaniem uwzględnienie postulowanych przez konwencję zmian w kulturze nie tylko nie doprowadziłoby do ograniczenia przemocy, ale przeciwnie – doprowadziłoby do jej wzmożenia. Jaki istnieje związek między równościową kulturą a wzrostem przemocy, tego niestety nie wyjaśnił.

Jak mówi współczesne literaturoznawstwo – a przynajmniej znaczna jego część – tekst nie istnieje, istnieją tylko jego interpretacje. Nie musi to wcale prowadzić do skrajnego relatywizmu, bo nie każda interpretacja jest równie dobra. Dalej mówi się bowiem o interpretacjach mniej lub bardziej prawomocnych. Np. bardziej prawomocne są interpretacje spójne, dające się racjonalnie uzasadnić. Ale prawomocne są również takie, które są powszechnie aprobowane – a to już brzmi gorzej. Do społecznego legitymizowania którejś z interpretacji nie wystarczą jej formalne zalety, bo język i narracje związane są z władzą, panowaniem nad mediami, nad edukacją. O tym też warto pamiętać. Nawet jeśli zamieszanie w sprawie konwencji nie oznacza, że zostanie wypowiedziana, nawet jeśli to tylko wewnętrzne walki w obozie prawicy, nie wolno lekceważyć tego, co się dzisiaj dzieje. Ten język, te nieustannie młócone narracje osadzają się w ludzkich głowach. Może to zapewnić, jeśli nie panowanie, to przynajmniej dość powszechne zakorzenienie w społecznej świadomości interpretacji wygłaszanych z konserwatywnych i integrystycznych pozycji.

Prof. Fuszara: Rząd mówi ofiarom „nic nas nie obchodzicie”, a sprawcom – „róbcie, co chcecie”

Warto też pamiętać, że to, co nam na ten temat mówią inni, nie zawsze musi być prawdą. Za przykład niech posłuży wypowiedź wyglądająca jak zwykłe odwołanie się do zapisów konwencji: wiceminister sprawiedliwości, który chwali się, że przeczytał konwencję wielokrotnie, publicznie twierdzi, że polskie przepisy są lepsze i lepiej chronią kobiety niż zalecane w konwencji. Nasze prawo, w przeciwieństwie do niej, uwzględnia nie tylko gwałt, ale też inne czynności seksualne.

Czy na pewno? Zajrzyjmy do konwencji:

Strony podejmują konieczne działania ustawodawcze lub inne mające na celu zagwarantowanie, że następujące umyślne działania podlegają odpowiedzialności karnej: […]

1. dokonywanie innych czynności o charakterze seksualnym wobec drugiej osoby bez zgody tej osoby

I dodajmy, że polskie prawo nie uwzględnia kategorii „zgody”.

Nie czekajcie więc, aż ktoś wam konwencję opowie i objaśni. Zróbcie to sami! Każdy może pokusić się o własną interpretację, wystarczy przeczytać źródło.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Kinga Dunin

| Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".