Kinga Dunin czyta

Czy moralność ma wymiar klasowy? I kogo na nią stać?

Dorośli recenzja

Kinga Dunin czyta „Dorosłych” Marie Aubert, „Tę drugą” Therese Bohman, „Moja siostra morduje seryjnie” Oyinkan Braithwaite i „Chciałbym nigdy cię nie poznać” Wiktora Krajewskiego.

Marie Aubert, Dorośli, przeł. Karolina Drozdowska, Wydawnictwo Pauza 2020

Aubert Dorośli recenzjaCudze dzieci, zawsze, wszędzie. Najgorzej jest w autobusach, bo tam nie ma dokąd uciec.

Ostatnio dużo nasłuchaliśmy się o rodzinie, która wymaga obrony. W gruncie rzeczy chodziło zawsze o monogamiczne małżeństwo z dziećmi, czyli rodzinę nuklearną, taki nowożytny wynalazek. A przecież rodzina to nie tylko związek nastawiony na prokreację, chociaż to ważna sprawa, ale także systemy pokrewieństwa i powinowactwa. Oraz rozmaite kombinacje wynikające z tego, że ludzie się rozwodzą, mają dzieci z różnych związków itp. Można być singlem i mieć całkiem sporą rodzinę, przeważnie każdy jakąś ma. Rodzina – ta, o której opowiadał Duda – to ideologia oraz podlegająca zmianom instytucja. Kto naprawdę jest naszą rodziną, sami wiemy najlepiej, chociaż nie zawsze czujemy się w niej wspaniale, jest to jednak rodzaj relacji, często nazywanych miłością, którym trudno zaprzeczyć i które trwają mimo rozmaitych przeszkód i zakrętów.

Jakiej właściwie rodziny prawica broni przed LGBT?

Ida jedzie na urodziny swojej mamy, sześćdziesiąte piąte. Szwecja, drewniany domek letni nad fiordem, pogoda dopisała, morze, łódki… Wszystko wygląda uroczo. Na razie w domku spędza wakacje jej młodsza siostra z mężem i córeczką męża z poprzedniego małżeństwa, niedługo, po latach prób, będą mieli wspólne dziecko. Potem przyjeżdża ich mama z partnerem, z którym jest od kilku lat. Typowa rodzina patchworkowa. Niezbyt idylliczna, wciąż jednak rodzina.

Ida jest czterdziestoletnią singielką, czuje się samotna, może chciałaby mieć dziecko, ale chyba jest już na to za późno. Zawsze była tą lepszą siostrą: ładniejszą, mądrzejszą, grzeczniejszą i wspierającą matkę po rozwodzie. Dziś zazdrości młodszej siostrze, lubiącej narzekać i wiecznie zmęczonej, ale otoczonej rodzinną troską, bo jest bardziej rozwojowa – skoro będzie miała dziecko. Jej porównywanie się z siostrą, konkurowanie z nią wygląda jak powtarzanie schematów z dzieciństwa. Może chciałaby przespać się ze swoim szwagrem? Chociaż mniej chyba chodzi o seks, a bardziej o potrzebę bliskości, męskie zainteresowanie. A tak w ogóle to rodzina ją irytuje. Stara się zdobyć serce córeczki szwagra, ale nie zawsze jest to szczere, to raczej część gry: pokażę, że jestem lepsza od macochy…

Poznając jej uczucia, pewno jej nie polubimy, ale powiedzmy szczerze: potrafimy ją zrozumieć, po prostu to są emocje, do których zazwyczaj się przed sobą nie przyznajemy, ale nie są nam tak całkiem obce. Do życia wewnętrznego innych postaci nie mamy takiego dostępu, ale też może wcale nie są aż takie dobre i szczęśliwe. W końcu oczywiście będzie bum i kryzys. Ida zostanie w domku sama. Co dalej? Może czegoś się o sobie dowiedziała, ale przypuszczam, że za rok spotkają się w tym samym gronie.

Całkiem niegłupia analiza rodzinnych zaszłości i relacji.

Z Księżyca czy z Netflixa?

*
Therese Bohman, Ta druga, przeł. Justyna Czechowska, Wydawnictwo Pauza 2020

Bohman Ta druga recenzjaListopad rozłożył się nad Norrköpingiem, przez całą jesień było mgliście.

Ta druga, bo jest kochanką starszego i bogatszego mężczyzny.

Ta druga, gorsza, także na drabinie klasowych nierówności. On jest ordynatorem, ma wspaniałą żonę, dzieci, a ona pracuje w szpitalnej kuchni. Banał? Jednak to nie jest takie proste. Bohaterka rzeczywiście pochodzi z klasy robotniczej, ale zaczęła studia, które przerwała, chce zostać pisarką i to ona jest pierwszoosobową narratorką – czyli możemy przypuszczać, że jej się to udało. Mnóstwo czyta, a ze szczególnym upodobaniem Dostojewskiego i jego Notatki z podziemia. W ogóle jeśli chodzi o kulturę, to porusza ją tylko ta wyższa, klasyka, pogardza nowinkami.

Jej klasowe pochodzenie nie oznacza, że dzieciństwo upłynęło jej w głodzie i nędzy albo że nie była kochana przez rodziców. Jasno mówi, że to, czego nie dostała, to przede wszystkim kapitał kulturowy. Ale oczywiście chodzi też o ten drugi, a właściwie pierwszy – materialny. Ludzie, z którymi się spotyka, to znajomi ze studiów, często dużo od niej bogatsi. Ona, żeby przeżyć, musi pracować – nie w pełnym wymiarze, pracy fizycznej się nie boi, stać ją na wynajęcie niewielkiego mieszkania. Różnice majątkowe dostrzega jednak na każdym kroku: własnościowe apartamenty kolegów, eleganckie restauracje, ciuchy, na które ich stać.

Jej historia jest też historią szwedzkiego miasta, z którego pochodzi – kiedyś robotniczego, teraz zgentryfikowanego na miasto uniwersyteckie.

Eribon: Jesteśmy pariasami, dziedziczymy wykluczenie

Bohaterka z racji swojego pochodzenia, ale połączonego z już nabytymi kompetencjami kulturowymi, zajmuje specyficzną pozycję poznawczą. Widzi konwencjonalność świata, w którym się obraca, a który jej znajomi traktują jako oczywisty i naturalny. Języki, które w tych środowiskach obowiązują – feminizmu, politycznej poprawności – demaskuje jako ograniczone i sztuczne. Widzi konwencjonalność życia klasy średniej i przez to wciąż czuje się inna, zawsze niedopasowana. Dostojewskiego człowiek z podziemia był problemem egzystencjalnym, ona jest mimo wszystko klasowym.

Jaki to ma wpływ na jej romans? Czy powinna uszanować świętą mieszczańską rodzinę? Wybierając pozycję tej drugiej, potwierdziła swoją nieuprzywilejowaną pozycję? Czy uchroni się przed emocjonalnym cierpieniem związanym z byciem tą drugą? I jeszcze jedno ważne pytanie: czy moralność ma wymiar klasowy i kogo na nią stać? Zakończenie jest dość nieoczywiste. A jeśli nawet jest to happy end – a moim zdaniem jest – to trochę inny, niż moglibyśmy się spodziewać. W każdym razie ten splot genderu i klasy z niegrzecznym romansem wydał mi się interesujący.

Cher Monsieur Eribon

*
Oyinkan Braithwaite, Moja siostra morduje seryjnie, przeł. Maciejka Mazan, Świat Książki 2020

Moja siostra morduje seryjnie recenzjaOto słowa, którymi wzywa mnie Ayoola: „Korede, zabiłam go”.
Oto słowa, których miałam nadzieję nigdy więcej nie usłyszeć.

Nigeria, Lagos, klasa średnia. Trzy kobiety, wdowa i jej dwie córki, mieszkają w wygodnym domu, pomaga im służąca, córki pracują: jedna jest przełożoną pielęgniarek w szpitalu, druga projektuje ubrania i lansuje się na Instagramie. A jednak jest to patriarchalna Nigeria i chociaż panie nie płaczą po zmarłym ojcu i mężu, a nawet wręcz przeciwnie, to wielka uroczystość w rocznicę jego śmierci musi się odbyć, a przed starszymi trzeba uklęknąć. I to jest tło, na którym rozgrywa się historia dwóch sióstr.

Ayoola jest tak piękna, że nikt nie może się jej oprzeć, Korede to ta mniej atrakcyjna pielęgniarka. I to ona pierwsza zakochuje się w przemiłym lekarzu, ale traci wszelkie szanse, kiedy poznaje on jej piękną siostrę. A z siostrą jest taki problem, że wchodzi w kolejne związki, po czym zabija swoich partnerów. Wówczas ta brzydsza rusza jej na ratunek, czyli pomaga pozbyć się ciała. Ayoola po prostu musi kolejny raz zabić Ojca.

Czy tak samo skończy uroczy pan doktor? Po czyjej stronie stanie Korede – mężczyzny, który jej się podoba, czy jak zawsze siostry? A może tym razem historia się nie powtórzy? To nie jest kryminał, to afrykańska przypowieść o patriarchacie i siostrzeństwie.

Dyscyplina ponad wszystko

*
Wiktor Krajewski, Chciałbym nigdy cię nie poznać, Prószyński i S-ka 2020

Chciałbym nigdy cię nie poznać recenzjaWieczór zawsze był nasz: ona i ja, i nikt więcej.

Chciałbym nigdy cię nie poznać – to wnuk o zmarłej babci, która kiedyś obiecała mu, że nigdy nie umrze. Gdyby jej nie poznał, toby jej nie stracił i nie straciłby najlepszej i najważniejszej relacji w swoim życiu.

Brzmi sentymentalnie? A nie jest. To obrazki z życia wnuka i babci, chłopca, potem nastolatka, wreszcie kogoś, kto już opuścił rodzinny dom i miasto, ale przecież istnieją telefony. Czasem całkiem zabawne obrazki.

Babcia kocha bezwarunkowo i akceptuje, ale też jest sobą, ma swoje dziwactwa, kaprysy, bywa próżna, uparta, męża trzyma pod pantoflem, kocha zakupy, jedzenie, stroje. Jest wyrazistą osobą, a nie zbiorem opowieści o starodawnych dziejach, nauczycielką życia czy oddaną wnukom służącą – i kim tam jeszcze babcie bywają.

Bardzo fajna książeczka.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij