Kraj

A jednak na kolana. Polacy podobno właśnie z nich wstają. A Polki?

Turcja wycofała się z ratyfikowanej konwencji stambulskiej, a Polska rozważa ten ruch. Jeśli tak się stanie, to jaką alternatywę wobec konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej dostaniemy? Spojler! Nieciekawą.

W sobotę 20 marca Turcja wypowiedziała konwencję stambulską. Ustami minister do spraw rodziny, pracy i polityki społecznej Zehry Zümrüt Selçuk turecki rząd wyraził przekonanie, że prawo państwowe w tym kraju wystarczająco chroni kobiety. Co prawda, statystyki tego nie potwierdzają, bo według policyjnych raportów 73 proc. zabójstw popełnianych tam na kobietach odbywa się w ich własnych domach, a zabójcami są najbliżsi krewni. Mimo że to właśnie Turcja jako pierwsza ratyfikowała w 2012 roku konwencję stambulską, według informacji organizacji pozarządowych nie jest ona przestrzegana, a aktów przemocy wymierzonej w kobiety notuje się coraz więcej. Konserwatywni politycy od lat jednak głoszą, że konwencja zagraża tradycyjnym wartościom rodzinnym. Czy coś wam to przypomina?

Decyzja władz spotkała się oczywiście z reakcjami przedstawicieli instytucji europejskich: słychać wyrazy ubolewania i rozczarowania, a także obawy, że ochrona życia i praw kobiet w Turcji, wyjęta spod parasola międzynarodowych przepisów prawnych, będzie odtąd zdecydowanie słabsza.

Wysoki przedstawiciel Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell Fontelles zaapelował do władz Turcji, by się zreflektowały i wycofały z podjętej decyzji. A przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen wezwała państwa, które jeszcze nie ratyfikowały konwencji, by zrobiły to teraz.

Czy prócz apeli będą mogli zrobić coś jeszcze? Na pewno warto się temu przyglądać, bo Polska może być następna. I to już niedługo.

Wypowiedzieć konwencję o przemocy wobec kobiet i przemocy domowej

Projekt ustawy „Tak dla rodziny – nie dla gender” autorstwa Ordo Iuris i Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego jest w Sejmie i 30 marca będą decydować się jego losy. 17 marca odbyło się jego pierwsze czytanie. KO, Lewica i Polska 2050 chcą jego odrzucenia, PiS chce kontynuacji prac nad projektem. Minister-członek Rady Ministrów Łukasz Schreiber w programie Tak jest w TVN argumentował, że to projekt obywatelski i choćby dlatego należy dopuścić go do dalszego procedowania.

Na marginesie warto przypomnieć, że obywatelskie projekty w sprawie liberalizacji prawa aborcyjnego sejm odrzucał w pierwszym czytaniu dwukrotnie: w 2011 roku oraz 2018, choć za drugim razem (chodziło o projekt „Ratujmy kobiety”) stało się to nie za sprawą posłów PiS, lecz PO i Nowoczesnej. W obydwu przypadkach zebranych podpisów obywatelek i obywateli było pod nimi znacznie więcej niż pod obecnym projektem Ordo Iuris. Są zatem różne tradycje sejmowe w tej kwestii.

Projekt jest krótki, zaledwie trzystronicowy. Zawiera zwięzły opis sytuacji oraz trzy artykuły. Pierwszy wyraża zgodę na wypowiedzenie przez prezydenta konwencji stambulskiej. Drugi postuluje powołanie zespołu przy Prezesie Rady Ministrów, który ma opracować – z założenia konkurencyjny wobec konwencji stambulskiej – międzynarodowy dokument określający prawa małżonków, rodziców i dzieci.

Spurek: Rozmawiałabym nawet z diabłem, żeby to załatwić

Projekt takiego dokumentu już jest na stronach Ordo Iuris. Projektodawcy liczą zapewne na to, że do prac będzie można przystąpić bez zwłoki, zgodnie z trzecim punktem − po 14 dniach od dnia ogłoszenia ustawy.

Wydaje się niemożliwe? Naruszenie „kompromisu aborcyjnego” też się takie wydawało. Przyzwyczaiłyśmy się traktować propozycje zmian w tym obszarze jak swego rodzaju wygodny kurek polityczny do podkręcania społecznych emocji i odwracania uwagi od innych spraw. A jednak temat powraca raz za razem.

Prezes Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro wniosek o wszczęcie procedury wypowiedzenia konwencji stambulskiej złożył w ubiegłym roku. „Nie ma zgody na zapisy konwencji stambulskiej, które fałszywie definiują przyczyny przemocy w rodzinie” − mówił w Sejmie Zbigniew Ziobro. Lekiem na przemoc mają być według Ziobry silne więzi rodzinne, a „jeżeli chodzi o definiowanie przyczyn tej przemocy, uważam, że one są fałszywie definiowane oraz przy okazji są narzucane treści ideologiczne, które przeczą ustaleniom nauki w dziedzinie biologii, genetyki” − twierdził.

Zamiast konwencji stambulskiej konwencja Ordo Iuris?

Zaznaczmy, że projekt konwencji o Prawach Rodziny autorstwa Ordo Iuris zakłada utrzymanie w mocy rozdziałów IV, V oraz VI konwencji stambulskiej, które dotyczą ścigania sprawców przemocy domowej. Na pierwszy rzut oka mogłoby się zatem wydawać, że co do konieczności ścigania przemocy domowej panuje ogólny konsens, jednak interpretacja tych rozdziałów zależeć będzie od innych zapisów dokumentu. A te są już ultrakonserwatywne.

Pięć bzdur, które prawica opowiada o konwencji antyprzemocowej

Weźmy na przykład definicje pojęć: „«małżeństwo» to dobrowolny i trwały związek kobiety i mężczyzny, który podlega szczególnej ochronie prawa krajowego; «rodzina» to wspólnota osób połączonych więzami pokrewieństwa lub powinowactwa; «płeć» to zespół cech biologicznych, w tym genetycznych, pozwalających na obiektywne rozróżnienie między kobietą a mężczyzną”, co jawnie godzi w prawa osób LGBTIQ, które nie mieszczą się w binarnej koncepcji płci.

Jest również w tym projekcie, w art. 5 rozdz. II sformułowanie: „dziecko podlega szczególnej ochronie prawnej, zarówno przed, jak i po urodzeniu”. Możemy też przeczytać, że „dochodzenie rekompensaty za szkody spowodowane poczęciem lub urodzeniem dziecka jest niedopuszczalne”, co prawdopodobnie można rozumieć jako zdjęcie odpowiedzialności z lekarza, który w sytuacji potrzeby zabiegu aborcji utrudniałby dostęp do niej, zasłaniając się swoim sumieniem. A może nawet, gdyby stosować wykładnię rozszerzającą, zdjęcie odpowiedzialności z gwałciciela, jeśliby ciąża była wynikiem gwałtu?

Art. 14 rozdz. III mówi z kolei: „władze publiczne nie wpływają w żaden sposób na ograniczenie płodności i nie utrudniają małżeństwom posiadania dzieci”, co również można odczytać jako wstęp do całkowitego zakazu aborcji, a może i ograniczenia dostępności do antykoncepcji.

Zupełnie inaczej niż konwencja stambulska, wskazująca źródła przemocy domowej w nierówności płci i narzuconych rolach kulturowych, zjawisko to interpretuje Ordo Iuris. „Pogłębiające się w ostatnich dziesięcioleciach podważanie naturalnej roli i autonomii rodziny w życiu społecznym oraz wzajemnych obowiązków jej członków, jak również kwestionowanie naturalnej tożsamości małżeństwa prowadzą do osłabienia podstawowych struktur chroniących przed przemocą, w tym przemocą domową, i przyczyniają się do narastania tego zjawiska” − czytamy w dokumencie.

W narracjach polityków zamierzających poprzeć ustawę, np. wspomnianego już Zbigniewa Ziobry, premiera Morawieckiego czy ministra Marcina Romanowskiego z resortu sprawiedliwości, jako przyczynę przemocy ustawia się też seksualizację wizerunków kobiet w przestrzeni publicznej, patologie i używki, a przede wszystkim alkohol.

„Kochajcie się, mamo i tato”, czyli nieś swój krzyż

Rzeczywiście, często tak bywa, że przemoc idzie w parze z alkoholizmem. Tym bardziej w naszych warunkach powiedzenie bitej przez partnera kobiecie, że to nie on ją pobił, tylko alkohol, więc niech się za niego modli i o niego troszczy, że w gruncie rzeczy to alkoholizm jest tu sednem problemu – nie jest, wbrew pozorom, niczym niespotykanym.

Kobiety najczęściej i tak robią wszystko, by rodzinę ratować, ale – nieraz od pokoleń – socjalizowane do brania na siebie odpowiedzialności za spójność i trwałość rodziny zdarza się, że zatracają własne granice, zapominają o sobie, popadają we współuzależnienie, co utrudnia odejście od przemocowego partnera. Znam takie historie, bo sama uczestniczyłam w spotkaniach terapii grupowej dla współuzależnionych.

Wszyscy oni, a właściwie wszystkie one − bardzo dobrze pokazała to Karolina Piasecka, ofiara przemocy ze strony byłego radnego PiS, ujawniając swój dramat − żyją w strachu pod dyktando osoby problemowej. W cieniu problemów dorosłych rozgrywa się zaś dramat dzieci, które są świadkami lub również bezpośrednimi ofiarami przemocy. I które często proszą nie tyle: „kochajcie się, mamo i tato”, ile bardziej bezpośrednio „nie bijcie się, mamo i tato”. A czasem też „rozwiedźcie się, mamo i tato”. Bo owszem, byłoby wspaniale, gdyby ludzie kochali się przez całe życie, wspierali, przyjaźnili, wspólnie pracowali i dobrze się razem bawili. Tyle że to nie zawsze się udaje.

Tymczasem w projekcie Ordo Iuris to rodzina jako spójna i trwała całość (matka, ojciec i dzieci) jest bezwzględnie na pierwszym miejscu, to ona ma prawo do autonomii, a zatem państwo co do zasady ma się od niej trzymać z daleka.

Co złego jest w haśle „Kochajcie się, mamo i tato”?

Kamila Ferenc z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny podejrzewa, że zapisy projektu Ordo Iuris mają ostatecznie doprowadzić do zakazu rozwodów. Projekt mówi też, że w przyszłej umowie międzynarodowej „Państwa-Strony szanują wolność rodziców do wykonywania władzy rodzicielskiej nad ich dziećmi” oraz że to rodzice określają stosowane przez siebie metody wychowawcze. Możemy podejrzewać, że zwolennicy „klapsów” mają powody do zadowolenia.

Międzynarodowa koalicja tradycjonalistów

Politycy PiS i Solidarnej Polski twierdzą, że nowa konwencja będzie po prostu szanowała tradycyjnie, czyli patriarchalnie, pojętą rodzinę, a jednocześnie doskonale zapobiegała przemocy. Można chcieć im wierzyć, ale trzeba pamiętać, że to ci sami politycy, którzy zorganizowali w Polsce nagonkę na osoby LGBTIQ i wprowadzili niemal całkowity zakaz przeprowadzania aborcji, a za ich plecami stoi niekryjące się ze swoim religijnym fundamentalizmem Ordo Iuris.

Prawdopodobnie zdają oni sobie sprawę z tego, że większość społeczeństwa nie popiera ich pomysłów, dlatego planują w celu ich realizacji zbudować międzynarodową koalicję. Turcja, której prezydent chętnie przedstawia się jako obrońca islamu, właśnie wycofała się z ratyfikowanej konwencji stambulskiej, Polska rozważa ten ruch, do tego część krajów sygnatariuszy wciąż jej nie ratyfikowało − to między innymi wśród nich polscy politycy szukają poparcia dla alternatywnego wobec konwencji stambulskiej międzynarodowego dokumentu zajmującego się prawami rodziny. Jak jesienią ubiegłego roku pisało OKO.press, powołując się na śledztwo Bałkańskiej Sieci Dziennikarstwa Śledczego, Polska już rozpoczęła działania dyplomatyczne na rzecz międzynarodowej współpracy w tej sprawie. Do koalicji zostało już zaproszonych co najmniej pięć państw: Węgry, Słowacja, Chorwacja, Słowenia i Czechy, odpowiedzi ich rządów nie są jednak oficjalnie znane.

Reakcje konserwatywnych części społeczeństw na pojęcia zawarte w konwencji stambulskiej przywodzą na myśl ruchy kontrreformacyjne w XVI wieku, które w wielu krajach, w tym w Polsce, zatrzymały reformę Kościoła, który jednocześnie utrzymał swoje wpływy i zablokował modernizację społeczną na długie lata. Jeśli Polska pójdzie w ślady Turków i wycofa się z konwencji stambulskiej, projekt tworzenia międzynarodowej koalicji, opartej na sojuszu tradycjonalistów z prawicowymi populistami, który można by nazwać „drugą kontrreformacją”, prawdopodobnie nabierze wiatru w żagle.

Na zakończenie jeszcze jeden cytat z propozycji OI: „nieefektywne i nacechowane ideologicznie rozwiązania zawarte w konwencji stambulskiej nie tylko nie służą ochronie rodziny i jej członków przed zjawiskami patologicznymi, w tym problemami przemocowymi, ale prowadzą do ich nasilenia”. A mówiąc bardziej wprost: nie wyrywaj się, babo, nie porzucaj przypisanej ci przez patriarchat roli, nie wyobrażaj sobie, człowieku, że możesz być osobą, że będąc osobą LGBTIQ, kiedykolwiek otrzymasz od państwa prawo do bycia sobą i do założenia rodziny. A skoro się wyrywasz, toś się sama doigrała. Po prostu prowokujesz przemoc.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.
Zamknij