Kraj

Solidarne z Karoliną Piasecką

Wyrok w sprawie Karoliny Piaseckiej – właśnie dlatego, że głośny i spektakularny – ustawia język mówienia o przemocy i będzie miał wpływ na wyniki innych procesów.

Sąd Rejonowy w Bydgoszczy. Przed salą na pierwszym piętrze tłum fotoreporterów. Wszyscy czekają na ogłoszenie wyroku. Karolina Piasecka stoi w towarzystwie swojego pełnomocnika. Nie ma Rafała P., byłego radnego PiS-u, który przez wiele lat znęcał się nad żoną. Gdy otwierają się drzwi, sala szybko się wypełnia. Następuje ogłoszenie wyroku.

Na ostatniej rozprawie prokuratura wnioskowała o wymierzenie Rafałowi P. kary dwóch lat ograniczenia wolności w formie 30 godzin prac społecznych miesięcznie. Wywołało to ogólne oburzenie i sprzeciw. Dzień później Krzysztof Sierak, zastępca prokuratora generalnego, polecił złożenie do sądu wniosku o udzielenie dodatkowego głosu prokuratorowi w kwestii wnioskowanej kary. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski powiedział, że będzie to wniosek o karę nie mniejszą niż 1,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności.

Rzeczniczka Prokuratury Krajowej powiedziała mi wtedy, że tak szybka reakcja akurat w tej sytuacji była spowodowana naciskiem medialnym i obywatelskim.

Pełnomocnik Karoliny P. wnioskował o karę 6 lat więzienia.

Dekalog katolickiego żonobijcy

Pozdrowienia do więzienia

W całej tej sytuacji trudno było przewidzieć, jaki będzie wyrok. Na jego ogłoszenie czekaliśmy – razem z osobami z Codziennika Feministycznego – tuż przed wejściem do sali z czarnymi chusteczkami w dłoniach. Mieliśmy zakleić nimi usta. Nie wiedzieliśmy, kiedy to zrobić – ale spodziewaliśmy się najgorszego. Gdy sąd przeczytał, że nie uwzględni wniosku Prokuratury Krajowej, ponieważ to przedłużyłoby proces o 2 miesiące, wśród osób w sali rozległ się szmer niezadowolenia. Pomyślałam: to kolejna wymówka, żeby nie zająć się sprawą. Przygotowałam chusteczkę.

Ale potem nastąpiło ogłoszenie wyroku: 2 lata pozbawienia wolności, zakaz zbliżania się na odległość mniejszą niż 50 m przez 5 lat, zapłata 75 tys. zł zadośćuczynienia i 4800 zł kosztów procesowych. Po ogłoszeniu wyroku rozległy się brawa. Odłożyłam chusteczkę na bok.

Polski Fritzl? Nie, polski Kowalski

Ja też klaskałam. Klaskałam, mimo że za 11 lat nękania, poniżania, stosowania przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej oprawca został ukarany zdecydowanie zbyt niskim wyrokiem, na 2 lata więzienia. Widziałam radość Karoliny Piaseckiej i się cieszyłam.

To nie były oklaski dla sądu. To były oklaski dla Karoliny Piaseckiej i nas wszystkich. Nie jestem zadowolona z wyroku. Jestem zadowolona z nas.

Sąd przy uzasadnieniu wyroku powoływał się na tezy artykułów i postów w mediach społecznościowych, które pojawiły się po ostatniej rozprawie. Przed sędzią stały wszystkie polskie telewizje, radia, gazety i portale. Sędzia dobierał słowa powoli, ostrożnie. Mówił stonowanym głosem. Jednoznacznie potępił zachowania Rafała P. i podkreślał odwagę Karoliny Piaseckiej.

Chodzę czasem na rozprawy w sprawach przemocy wobec kobiet i nigdy nie spotkałam się z taką uważnością. Rzadko też ogłoszeniu wyroku towarzyszą światła kamer. I zupełnie mnie nie dziwi, że wiele kobiet w komentarzach pod tym wyrokiem opowiadało swoje historie, w których napastnik pozostawał totalnie bezkarny – nie miały nagrań, zainteresowania mediów, a ich oprawca to nie były polityk partii rządzącej. Czuły się oszukane i pominięte.

Spektakl #MeToo

Oczywiście to był spektakl. Byli dobrzy i źli, pojawiło się ryzyko, zwrot akcji i szczęśliwe (jak na razie – wyrok nie jest jeszcze prawomocny) zakończenie. Tymczasem większość spraw dotyczących przemocy to codzienne, nudne, żmudne wyczekiwanie, poszukiwanie dowodów, bilingów, śladów, niepokój o każde słowo, lęk i rezygnacja, huśtawka między nadzieją i beznadzieją. W niczym nie przypomina to filmów kryminalnych. Nie towarzyszą temu wywiady, kamery i nagłówki w prasie. To, co przedstawiają media, to clickbaitowy wycinek tego, z czym kobiety mierzą się w domach, na policji i w sądach. Ich doświadczenia są ukrywane. Kobiety nie mają głosu, a żądania wypowiadają najczęściej przez pośrednika – prawnika.

Prawo do niemilczenia [o „Missouli” Jona Krakauera]

Oczywiście ogłoszenie wyroku w sprawie Rafała P. wyglądało inaczej niż w większości sytuacji. Także dlatego, że po tym, jak Karolina Piasecka ujawniła nagrania pokazujące, jak mąż się nad nią znęca, sprawa od początku stała się publiczna. Dzięki temu do Karoliny Piaseckiej od dwóch lat piszą kobiety ze swoimi historiami. Opowiadają, że też doświadczyły przemocy, także obawiały się lub wciąż obawiają o niej opowiedzieć, mierzyły się z podobnymi reakcjami, obwinianiem i podważaniem ich słów. Piszą: #MeToo. Nie do dziennikarki, badaczki zajmującej się sprawą z zewnątrz czy celebrytki, tylko do osoby, która mierzy się z tym samym. Te wiadomości dają wsparcie zarówno Karolinie Piaseckiej, jak i tym kobietom. Nie ma tu wspierającej i wspieranej, nie ma podziału na tę, która wie, i tę, która przeżywa – są w tym razem, na tych samych zasadach.

Na tym właśnie polega #MeToo.

Kobiety, które ujawniają przemoc, to nie rywalki: nie konkurują o miano najciężej poszkodowanej lub najbardziej popularnej. Niektóre kobiety mogą liczyć na karę dla sprawcy przemocy – zwykle na zdecydowanie za niską (jak w tym przypadku). Inne kobiety nie mogą na to liczyć – sprawca pozostaje zupełnie bezkarny. Kobiety mają różne doświadczenia z prokuraturą, policją i sądami – niektóre czuły się bezpieczne i dobrze traktowane, inne zupełnie odwrotnie. Ale to nie znaczy, że te, które zostały potraktowane lepiej, to wroginie, rywalki i zdrajczynie sprawy. To tylko oznacza, że prokuratura i sądy działają bardzo różnie – często nie możemy na nie liczyć.

Ale zawsze możemy liczyć na siebie – niezależnie od tego, jak zostałyśmy potraktowane i jak zareagowałyśmy.

Spurek: Nikt nie rodzi się przemocowcem

Świat jest teatrem

I czasem potrzebujemy spektakli. Spektakl pozwala budować wspólnotę i wyznaczać wartości. Nie musimy być wyłącznie jego widzami, nie musimy biernie obserwować go na ekranach naszych telewizorów – możemy być jego aktorami. To dzięki nam się wydarzył. Czy jesteśmy akurat w głównej roli, czy układamy scenariusz, czy zajmujemy się scenografią – mamy wpływ.

Wyrok w sprawie Karoliny Piaseckiej – właśnie dlatego, że głośny i spektakularny – ustawia język mówienia o przemocy i będzie miał wpływ na inne wyroki.

Po jego ogłoszeniu klaskałam więc jak po dobrym spektaklu w teatrze. Wiem, że jest za niski, że inne osoby nie mogą liczyć nawet na taki – ale klaskałam. Kiedyś bym tego nie napisała, ale teraz mam to gdzieś: chcę się cieszyć z bycia razem i wspierania się, chcę czuć radość, że coś zmieniamy. Wiem, że żadna z tych zmian nie jest idealna, więc daje pole do narzekania i krytyki. Ale to przede wszystkim pole dla nas do kolejnych działań. Do kolejnych wystąpień.

Wyobraź sobie, że masz 16 lat, jesteś ofiarą handlu ludźmi i pracujesz dla alfonsa o imieniu „Poderżnięte Gardło”

Kto ma prawo zakrywać usta?

Gdy wychodziliśmy z sali rozpraw, założyliśmy w końcu te chusteczki na twarze. Staliśmy na zewnątrz z transparentami i zaklejonymi ustami – żeby przypomnieć o tych wszystkich kobietach, które nie mogą liczyć na skazanie swojego oprawcy. Które są uciszane.

Kobiety, które ujawniają przemoc, to nie rywalki: nie konkurują o miano najciężej poszkodowanej lub najbardziej popularnej.

Nagle podeszła do nas kobieta i powiedziała, żebyśmy zdjęły chusteczki, bo sąd zachował się sprawiedliwie. Podkreśliła, że walczymy o to samo, ale udało się i warto ufać wymiarowi sprawiedliwości. Owszem, wyrok był lepszy, niż się spodziewaliśmy. Tyle że to tylko świadczy o tym, jak jest źle, skoro spodziewamy się, że oprawca pozostanie bezkarny.

Czy przez zakrycie ust i przypomnienie o innych kobietach unieważniamy chwilę ważną dla Karoliny Piaseckiej? Czy skazanie jej oprawcy ukrywa brak skazania tysięcy oprawców innych kobiet?

Gdy podeszłam do Karoliny Piaseckiej, żeby jej podziękować, rozmawiałyśmy o tych wszystkich kobietach, które dzięki tej sprawie czują się wzmocnione. I o tych wszystkich, które czują się rozgoryczone, bo nie mogą liczyć na podobne rozwiązanie ich sprawy. Często to te same osoby. Karolina Piasecka mówiła, że jest zadowolona z tego wyroku. Że może wreszcie odetchnąć.

Życie jest snem

I tego też potrzebujemy. Potrzebujemy nie tylko spektakli. Potrzebujemy też oddechu, odpoczynku i snu.

Jechaliśmy na ogłoszenie wyroku pociągiem o 5:14, bez choćby minuty snu. Przygotowywaliśmy transparenty na przewijaku w pociągu, kontaktowaliśmy się z mediami i popularyzowaliśmy hasztag #SolidarnazKaroliną. Tuż po ogłoszeniu opisywaliśmy wyrok i obrabialiśmy zdjęcia. Nie zdążyliśmy zjeść obiadu. W drodze powrotnej pracowałam nad tym tekstem – nie chciałam dać sobie odpocząć, bo przecież muszę zdążyć. I padłam.

I nie będę czuła się winna, że zasnęłam, chociaż powinnam pisać. Nie będę czuła się winna, że cieszę się z wyroku, chociaż powinien być lepszy.

Nasza radość, nasz sen to też walka z przemocą. Podobnie jak wkurw i działanie. I mam gdzieś, że to banał – ludzie potrzebują radości i snu, doprawdy? – a wykształceni panowie ironicznie się uśmiechają w wykształconych rozmowach. Gdy myślę o sobie, myślę o rewolucji. Gdy poświęcam się dla ich idei i teorii, zapominając o sobie, działam dla nich, nie dla siebie.

Karolina Piasecka jest zadowolona z wyroku – i to najważniejsze. Nie przekreśla to krzywdy ani radości innych kobiet. To jest wyrok w jej sprawie. Nie zapomina o innych kobietach ani swoim przywileju – rozmawia z nimi, opowiada o nich, martwi się, gdy słyszy ich potworne historie. Nie ogranicza doświadczenia przemocy do swojego doświadczenia. Po prostu cieszy się, że jej oprawca nie będzie jej dalej nękał. I może dzięki temu oprawcy innych kobiet również poniosą konsekwencje. Bo to wspólna walka.

Nie jesteśmy rywalkami w naszych doświadczeniach. Różnie reagujemy, różnie przeżywamy – i to jest świetne. Gdy myślimy o sobie, nie działamy przeciw innym. Wręcz przeciwnie – to jest nasza walka o siebie: siebie same, siebie nawzajem. Trudno walczyć, gdy jesteśmy skrajnie wyczerpane albo nie żyjemy. Nie jesteśmy wcieleniem idei czy chodzącym transparentem, tylko…

Dobra, idę spać.

Mężczyźni objaśniają mi świat

czytaj także

Bio

Maja Staśko

| Krytyczka literacka
Maja Staśko – krytyczka literacka, doktorantka interdyscyplinarnych studiów w Instytucie Filologii Polskiej UAM. Współpracuje m.in. z „Ha!artem” i „Wakatem”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.