Kraj

Mów do mnie tak, jak ci niewygodnie. Jakoś to przeżyjesz. Nie-polemika z Kingą Dunin

Brak akceptacji ze strony otoczenia sprawia, że wskaźniki myśli samobójczych wśród osób trans są zatrważające. W języku tę akceptację można zaznaczyć, ale potrzebujemy nowego całościowego i inkluzywnego myślenia o płci, nie tylko zwracania się do osoby trans z użyciem właściwych zaimków. Potrzebujemy takiego myślenia o płci, w którym osoby trans nie będą traktowane jak wyjątek od reguły.

Niedawno natrafiłam na tekst autorstwa Kingi Dunin – pisany z pozycji sojuszniczych wobec osób niebinarnych, ale już od samego tytułu wskazujący, że gdzieś po drodze między opowiedzeniem się po stronie niebinarnej społeczności a przetworzeniem dobrych intencji na tekst coś się nie udało.

Przeczytałam, wychwyciłam już przy pierwszej lekturze sporo przeinaczeń i generalizacji, w kilku miejscach sama poczułam się – wbrew intencjom Autorki – wtłaczana w ramy, które do mnie nie pasują. Podkreślę – to te ramy do mnie nie pasują, a nie ja do nich. To nie ja muszę się przystosowywać, społeczne ramy nie mają świadomości, emocji, potrzeb i nic im się nie stanie od tego, że trochę je przemontujemy. Chociaż najchętniej oglądałabym dymiące po tych społecznych ramach rozumienia płci zgliszcza.

Mów do mnie, jak ci wygodnie. Nie sprowadzajmy problemów osób niebinarnych do zaimków

Odpowiedź na tekst Dunin sprawiła mi kłopot – w rezultacie wyszła z tego nie odpowiedź „na gorąco”, ale tekst odleżany i przemyślany. W pewnym sensie autorka narzuciła mi temat, uszeregowała kwestie, które ja mam do poruszenia. Pomocny w poukładaniu sobie tego bardziej po swojemu był dla mnie tekst, który Andrea opublikowało na stronie zaimki.pl, Mów do mnie, jak MI wygodnie. Andrea zwraca uwagę na to, co i ja wiedziałam, siadając do pisania – że doświadczenia niebinarności nie da się skondensować w samym pisaniu o zaimkach. Odsyłam do tego tekstu, bo Andrea trafiło w punkt z wieloma kwestiami problematycznymi w tekście Dunin.

Redukowanie niebinarnych doświadczeń do samych zaimków to pułapka, bo odsuwa z pola widzenia złożoność doświadczenia bycia osobą niebinarną. Sama łatwo w tę pułapkę wpadam, ilekroć potykam się o misgendering. Obracamy się w języku i trudno mi przejść do porządku dziennego nad tym, że ktoś zwraca się do mnie w sposób zupełnie ignorujący to, kim jestem. Nigdy nie jest to jednak kwestia samego zaimka, bo to, jak ktoś się do mnie zwraca, jest poświadczeniem tego, jak mnie widzi.

Zwracanie się do osoby transpłciowej z użyciem tego zaimka, którego osoba używa, to minimalna oznaka uznania tożsamości tej osoby i tego, kim jest. Kiedyś w Trans-Fuzji zwykły_liśmy mówić, że to savoir-vivre. Ale po czasie myślę sobie, że to zupełnie nietrafione postawienie sprawy. Nikt nie doświadcza myśli samobójczych, dlatego że zobaczy źle ułożone na stole sztućce. A brak akceptacji ze strony otoczenia sprawia, że wskaźniki myśli samobójczych wśród osób trans są zatrważające. W języku tę akceptację można zaznaczyć, ale potrzebujemy nowego całościowego i inkluzywnego myślenia o płci, nie tylko zwracania się do osoby trans z użyciem właściwych zaimków. Potrzebujemy takiego myślenia o płci, w którym osoby trans nie będą traktowane jak wyjątek od reguły.

Znikająca litera „T”, czyli jak zabija transfobia

Uważam – tu, zdaje się, zgadzam się z Kingą Dunin – że z rozmontowywania rygorystycznych ram myślenia o płci korzyść możemy mieć wszystkie_scy, osoby cispłciowe również. Wtedy mój kolega z dawnej pracy nie musiałby potykać się o własne nogi przepuszczając mnie w drzwiach. Akceptował moją tożsamość, a już tak, biedny, miał, że kobiety nie był w stanie nie przepuścić w drzwiach. Mnie ta jego ekwilibrystyka szczerze bawiła i muszę przyznać, że patrzyłam na to z pewnym politowaniem. Jego niedola była oczywiście absolutną błahostką w porównaniu z tym, jak mocno rygorystyczne normy płciowe mogą odciskać swoje piętno na ludzkim życiu.

A teraz trochę mniej dyplomatycznie – bo gdybym tylko i wyłącznie zgadzała się z Kingą Dunin, to moja odpowiedź na jej tekst by nie powstała. W wielu punktach się z nią nie zgadzam. Nie nazwę tego nawet polemiką, bo w kwestii niebinarności Kinga Dunin nie może ze mną polemizować. Nie jesteśmy tu na równych pozycjach, oczekuję oddania głosu osobom, które mogą same mówić o swoim doświadczeniu. Mnie, Andrei, każdej osobie, która w kwestii niebinarności posiada wiedzę ekspercką – własne rozumienie siebie jako osoby niebinarnej.

Osoby transpłciowe, w tym niebinarne, które dzielą się swoimi doświadczeniami, pokazują przy tym, jak niedorzeczne, przedpotopowe i krzywdzące jest wciskanie ludzi w sztywne ramy płci. My ten skafander czujemy na sobie w bardzo szczególny sposób, w związku z odczuwaną dysforią, stresem mniejszościowym, doświadczaną dyskryminacją i przemocą.

Gdy w zeszłym roku spadł na nas wszystkich_stkie pierwszy lockdown i samo wyjście na ulicę zdawało się grozić zakażeniem, nie mogłam powstrzymać myśli, adresowanej do cispłciowych, normatywnie wyglądających mężczyzn: „ha, teraz widzicie, jak to jest żyć tak na co dzień, samo wyjście z domu traktując jako ryzyko i dokładnie planując trasy poruszania się po mieście. Bawcie się dobrze”. Czułam się przystosowana do tej rzeczywistości lepiej od nich, choć była to tylko marna nagroda pocieszenia.

Rozluźnienie norm płci to nie jest społeczna utopia, nie jest to też tylko marzenie. To coś, co się dzieje, choć zawsze dzieje się o wiele za wolno. Chciałabym, żeby beneficjentami_tkami tej przemiany były przede wszystkim te osoby, które patriarchat szczególnie sobie upodobał – cispłciowe kobiety, osoby transpłciowe. Moje wyzwolenie nie jest dla niczyjego zadowolenia z siebie i swojego sojusznictwa.

Margot: Powiedzieć, że pierdolę Polskę, to nic nie powiedzieć

Mam świadomość, że moje wyzwolenie jest niewygodne – zarówno dla otoczenia, jak i dla mnie samej. Wiem też, że nie trzeba być osobą trans czy niebinarną, żeby czuć, że płeć uwiera i ogranicza. Stopniowanie tego odczucia nie ma sensu, bo tożsamość płciowa to nie równania matematyczne. Nie zmienia to jednak faktu, że doświadczenia mamy różne. Im bardziej nie mieścimy się w powszechnie przyjmowanym myśleniu o płci, tym bardziej nasza opowieść jest niezrozumiała dla innych. A niezrozumienie kroczy przed kpiną, pogardą i nienawiścią.

I przyznam, że mam mieszane uczucia, gdy widzę osobę cis, która mówi o swoim niewpasowywaniu się w normy płci. Z jednej strony bowiem węszę podejrzliwie, czy nie próbuje zlać swojego i mojego doświadczenia w jedno, a z drugiej mam z tyłu głowy przypomnienie: nie tylko mnie uwiera płeć. Poza tym, ileż to osób mówiło otwarcie o swojej niechęci do norm płci, nim odkryły swoją transpłciowość, niebinarność czy apłciowość i zaczęły o tym mówić. I właściwie (prawie) nigdy nie wiem, czy swojego podejrzliwego spojrzenia nie kieruję na osobę, która jest właśnie w tym momencie.

Pierwsza transpłciowa sztangistka jedzie na Igrzyska Olimpijskie

Kinga Dunin pisze w swoim tekście, że „osoby niebinarne nie chcą się identyfikować z żadną z dwóch binarnych płci albo identyfikują się (na różne sposoby) z obiema. Dlatego też nie jest dla nich rozwiązaniem korekta płci, zmiana miejsca w binarnym układzie. Chcą być pomiędzy, a to wcale nie jest łatwe”. Jest to fragment wprowadzający w błąd. Wiele osób niebinarnych potrzebuje medycznej i/lub prawnej korekty płci. Nawet w warunkach polskich, gdzie nie można liczyć na oznaczenie płci inne niż K bądź M, wiele osób niebinarnych decyduje się na prawne uzgodnienie płci, by oznaczenie płci w ich dokumentach było przynajmniej bliższe ich tożsamości.

Podobnie z medyczną korektą płci: część osób niebinarnych także jej potrzebuje. To, jak medyczna korekta ma przebiegać, jest sprawą bardzo indywidualną – istotne są tu potrzeby konkretnej osoby, to, jakiego ciała chce dla siebie, czego od swojego ciała potrzebuje, by dawało jej poczucie komfortu, satysfakcji i bezpieczeństwa.

Istotne są tutaj, niestety, także możliwości finansowe, a ważnym czynnikiem wpływającym na decyzję o korekcie medycznej i jej przebieg jest też otoczenie. Jeżeli jest wspierające, ułatwia to osobie przejście takiej korekty, jakiej potrzebuje. Z kolei brak wsparcia w otoczeniu korektę płci bardzo utrudnia albo wymusza diametralną zmianę życiową. To stąd biorą się historie o osobach LGBTQIAP, które zostawiają za sobą całe dotychczasowe życie, by móc w ogóle myśleć o byciu sobą.

Ma na imię Jazz i jest transpłciową nastolatką

A teraz wróćmy do tekstu Kingi Dunin, bo to jeszcze nie koniec mojego wzdychania głęboko nad cytowanym fragmentem. Stwierdzenie, że osoby niebinarne „chcą być pomiędzy” stanowi bardzo daleko idące uproszczenie. Niebinarność jest wyjściem poza binarne rozumienie płci i wiele osób niebinarnych w ogóle nie traktuje kobiecości i męskości jako punktów odniesienia.

Tu miejsce na kolejne podzielenie się doświadczeniem własnym – w swojej niebinarności odnajduję się w kobiecości, wszelako nie chcę się w nią wpisywać w pełni. Kobiecość, którą uważam za swoją, nie jest normatywna. Wprawdzie tożsamość płciowa to kwestia odrębna od orientacji seksualnej i romantycznej, jednak w moim rozumieniu swojej tożsamości bycie niehetero jest ważne. Szukając swojej ekspresji, przez wiele lat zżyłam się z safickimi* kategoriami femme i butch, lubiłam się robić na stereotypową lesbijkę, choć to słowo nie opisuje w pełni mojej orientacji i właściwie nigdy nie opisywało.

To zresztą doświadczenie trudne do opowiedzenia – na co dzień w swoim aktywizmie powtarzam, że tożsamość płciowa jest kwestią osobną od orientacji seksualnej i romantycznej. Potem zaś, myśląc o sobie, widzę, jak te kwestie przenikają się w moim rozumieniu siebie. Przy mojej relacji z własną kobiecością męskość jest mi obca i zupełnie nie pasuje do tego, jak siebie rozumiem. Nawet kiedy wydzieram się do megafonu na demonstracji zdartym barytonem, to nie jest to męskie – nie jestem wtedy nabuzowanym typem, tylko wkurwioną typiarą, która ma w Polsce aż za wiele powodów do tego, żeby się wkurwiać.

Transfobia J.K. Rowling

czytaj także

Dunin, choć tłumaczy raptem kilka zdań przed cytowanym fragmentem, że „osoby niebinarne bardzo źle się czują (można nazwać to dysforią) w świecie sztywno podzielonym na dwie płcie”, to w tym samym akapicie wciska je w ten binaryzm i mimowolnie zagania do usytuowania się gdzieś pomiędzy kobiecością i męskością.

Ja, owszem, źle się czuję w świecie podzielonym na dwie płcie. Równocześnie jednak nie znoszę, jak ktoś moją niebinarność próbuje zrozumieć szukając we mnie po trochu kobiecości i męskości. Dopatrujący się we mnie choćby cienia męskości są niczym panny głupie z biblijnej przypowieści – no nie, nie doczekacie się tego pana młodego.

Wędruję dalej przez tekst Kingi Dunin. „To, że mając osobę niebinarną w swoim otoczeniu, możemy się postarać, żeby była szczęśliwsza, używając wybranych przez nią zaimków, o ile jest to dla niej ważne, jest dość oczywiste. Podobnie jak to, że będzie ona nam wybaczała pomyłki, a nie oskarżała o misgendering”. Wyrażając taką nadzieję, autorka przenosi na osoby niebinarne powinność wybaczania pomyłek, zamiast apelować do osób sojuszniczych o trzymanie się właściwych zaimków i podążanie za tym, co osoba niebinarna komunikuje.

Misgendering jest niczym innym, jak używaniem w odniesieniu do osoby trans – binarnej czy niebinarnej – niewłaściwych zaimków (tudzież rodzaju gramatycznego, bo to lepiej oddaje realia upłciowionej polszczyzny). Zastosowanie mocnego sformułowania „oskarżanie o misgendering” buduje w czytających przekonanie, że zwracanie przez osobę niebinarną uwagi na misgendering jest reakcją przesadzoną czy nieuprawnioną. Zaś dla osób niebinarnych fragment ten jest odbieraniem im prawa do domagania się szacunku i należnego traktowania oraz wywoływaniem wyrzutów sumienia z powodu wyrażania swoich potrzeb.

W tym ostatnim aspekcie cytowany fragment jest, niestety, dokładnym powieleniem sytuacji, z jakimi osoby niebinarne muszą się zmagać na co dzień. I o tym akurat Kinga Dunin powinna wiedzieć z własnego tekstu, bo to jest właśnie to „wydziwiasz”, o którym wspomina, a które my słyszymy na okrągło.

Dunin dowód anegdotyczny z formułą zaimkową „mów do mnie, jak ci wygodnie/whatever works” traktuje jako zasadę ogólną, która odpowiadać będzie (tudzież w jej poczuciu powinna odpowiadać) wszystkim osobom niebinarnym. Za pozwoleniem, nie leży w prerogatywach autorki ani innej osoby cis proponowanie formułek zaimkowych ani negocjowanie z osobami niebinarnymi, co będzie dla nich akceptowalne w komunikacji. Odkrycie formuły zaimkowej, z której Dunin jest chyba bardzo dumna, pozostawia we mnie bardzo gorzkie wrażenie, że istotą tej propozycji jest wygoda osoby cispłciowej, która może z siebie zdjąć „trud” używania właściwych zaimków i form językowych.

Używane w komunikacji dwóch osób zaimki jednej osoby to nie jest kwestia, w której dwie osoby mają się dogadać, to nie jest temat do dyskusji. Dla każdej osoby jej tożsamość i to, jak się ona wyraża – także w języku, a więc m.in. poprzez zaimki – są jej osobistym dobrem. Osoby z otoczenia nie mają tu nic do dodania i powinny mieć tego świadomość. Kwestią do uzgadniania w komunikacji między dwiema osobami może być to, jaką pizzę zamówić na wspólny wieczór z oglądaniem seriali. Ale moje zaimki są tylko moje. I oczekuję, że osoby wokół będą się ich trzymać, nie zaś negocjować.

A jeśli nie – cóż, mam akurat taki przywilej, że osoby, które mnie uparcie misgenderują, mogę po prostu wyrzucić z życia. To nie jest żadne odgrażanie się. Czemu miałabym wpuszczać do swojego życia kogoś, kto nie zadaje sobie trudu poświadczenia na bardzo elementarnym poziomie, że interesuje go to, co mam o sobie do powiedzenia?

Niedasizm językowy nie istnieje

Osoby niebinarne, które w języku polskim używają zamiennie zaimków męskich i żeńskich, na okrągło spotykają się z tym, że cispłciowe otoczenie wybiera sobie te zaimki, które odpowiadają płci przypisanej osobie. I niby nie ma w tym nic złego, bo wszak sama osoba tych zaimków także używa – ale fakt ten jest li tylko rozgrzeszeniem z własnego wygodnictwa. Dla części osób niebinarnych jest to okej, dla wielu jednak zamienne używanie różnych zaimków jest ważne dla bycia sobą.

Osoby niebinarne nie są od tego, by zapewniać wygodę i dobre samopoczucie osobom cispłciowym. Chcesz nosić sojuszniczy laur na skroni, to pomęcz się trochę. I patrz na to, jak swoje sojusznictwo realizujesz na co dzień, a nie lecisz co chwilę do lustra sprawdzić, czy ci się ten laur nie przekręcił na bok.

Docieram do końca swojego tekstu i złapałam się na tym, że brzmię, jakbym tylko narzekała. Ale czy na pewno? Myśl o potrzebie znalezienia społecznego przyzwolenia mocno wchodzi do głowy i zostaje tam na bardzo długo. Nawet odkrycie życia w zgodzie ze sobą, zostawienie za sobą transfobicznych stron rodzinnych i bycie niebinarną kobietą sukcesu (a za taką mogę chyba się uznać choćby z samego tytułu tego, że żyję i w dodatku robię w życiu to, co zawsze chciałam) nie usuwa mi wszystkich kłód spod nóg. Mam dużo powodów do zmęczenia, wzdychania i irytacji. Bez darcia mordy nie doczekamy się bardziej znośnej dla osób niebinarnych rzeczywistości.

„Krytyka Polityczna” ma opinię medium opowiadającego się po stronie społeczności LGBTQIAP, na podobną opinię zapracowała sobie Kinga Dunin Niestety, postrzeganie „KP” stało się uwiarygodnieniem błędnych informacji i generalicji zawartych w tekście Kingi Dunin, ponieważ wiele osób nieobeznanych z tematem niebinarności właśnie w takich mediach jak „Krytyka Polityczna” szuka źródeł informacji. Błędne informacje mogą być bardziej szkodliwe niż brak wiedzy.

Jako chłopka z babki prababki mogę chyba powiedzieć w tym miejscu: noblesse oblige. Sojusznictwo zobowiązuje do tego, by swoje zasięgi wykorzystywać do przekazywania wiedzy rzetelnej i takiego opisywania rzeczywistości, aby faktycznie wynikała z niego poprawa sytuacji marginalizowanej społeczności.

Zmiana społecznej świadomości w kwestii niebinarności to nie jest prosta droga – zresztą nie tylko ze względu na część społeczeństwa otwarcie wrogą i z dumą impregnowaną na wiedzę. Niebinarna społeczność w Polsce przeżywa niesamowity rozkwit, nie tyle pomimo niesprzyjających okoliczności, ale w dużym stopniu właśnie w odpowiedzi na nie. Nie jest nam wygodnie. Nie za wiele mamy powodów ku temu, żeby było. Nawet, gdy znajdujemy dla siebie akceptujące bańki, to musimy się z nich wychylać.

Sojusznictwo musi oznaczać pewną niewygodę. Równocześnie bycie osobą sojuszniczą w dalszym ciągu nie oznacza wzięcia na siebie wszystkich trudności, z jakimi musi sobie radzić społeczność, po której stronie się opowiadasz. To ciebie, osobo sojusznicza, potrzebuję poza bańką. Możesz być Kingą Dunin. Możesz być seniorką w tramwaju, która postawiła się kiedyś napakowanemu typowi, który kazał mi z tego tramwaju wypierdalać. Możesz być dobrym ziomkiem z ekipy techno, który na imprezie na skłocie zareagował, gdy naprutego punka bardzo zainteresowało, co mam w majtkach. Mów do mnie tak, jak ci niewygodnie. Jakoś to przeżyjesz.

Polska jest najbardziej homo- i transfobicznym krajem w UE. Znowu

* Osoby safickie – kobiety i osoby kobiece (a więc także osoby niebinarne, które postrzegają siebie przez pryzmat kobiecości), które swoje zainteresowania seksualne i/lub romantyczne kierują w stronę innych kobiet i osób kobiecych.

**
Emilia Wiśniewska – prezeska zarządu Fundacji Trans-Fuzja, Koordynatorka Rzecznictwa. Współprowadzi spotkania grup wsparcia dla osób transpłciowych, szkolenia, przybliża tematykę transpłciowości i sytuacji osób transpłciowych w mediach. Niegdyś związana również z ruchem skłoterskim i anarchistycznym oraz różnymi organizacjami LGBT i queerowymi grupami nieformalnymi. Z wykształcenia kulturoznawczyni. Po godzinach pracy zajmuje się historią II wojny światowej i tematyką chrześcijaństwa akceptującego osoby LGBTQIAP.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij