Miasto, Weekend

Nie wyjaśniajmy afer. Czekajmy na kolejne [wokół ugody Teatru Dramatycznego z Moniką Strzępką]

Przez uciszanie kolejnych afer i publikacji czuję ogromne zmęczenie teatrem i jest mi przykro, że uwielbiane przeze mnie medium w dalszym ciągu tak zręcznie odrywa treść przedstawienia od sposobu i środowiska jego wytwarzania.

O aferze w warszawskim Teatrze Dramatycznym już nic więcej się nie dowiemy. Monika Strzępka (odwołana ze stanowiska dyrektorki Teatru Dramatycznego za „niegospodarność” i „nierealizowanie programu”), mimo zapowiedzi, że nareszcie powie, jak było, przyjęła ugodę – instytucja przelała jej na konto ponad 55 tys. odszkodowania (równowartość trzech miesięcznych wypłat dyrektorskich) i zwróciła koszty procesu. To o połowę mniej niż za wyreżyserowanie spektaklu przez cenionego reżysera czy reżyserkę. W mediach pojawiła się zaledwie garstka wyważonych sprawozdań. Może w istocie nie ma już czego komentować?

Trudno mi nie życzyć Monice Strzępce, by echa zajadłego hejtu opadły. Trudno mi też nie zgodzić się z etycznie słusznym względem osób pracujących w instytucji (i wygodnickim wobec dyrekcji) uzasadnieniem Teatru Dramatycznego, że zaangażowanie w proces kilkudziesięciu osób, które musiałyby się opowiedzieć po określonej stronie sporu, byłoby dla zespołu trudne i generowałoby dalsze konflikty.

Zadara: Tradycyjny model reżyserowania jest wzorowany na dyktaturach

Jednak przynajmniej część osób zainteresowanych funkcjonowaniem instytucji kultury w Polsce musiała poczuć zawód oraz złość na środowiskowy impas. Na przykładzie uciszonego konfliktu da się bowiem wyliczyć słabości polityki kulturalnej właściwie na każdym szczeblu, a z jej referowaniem nie poradziły sobie ani media, ani krytyka, ani uczelnia – ostatnio coraz chętniej zajmująca się opisywaniem przemocy w teatrze, tyle że najchętniej tej przedawnionej.

Milczenie i grzanie emocji

Gdy w grudniu 2023 roku premiera spektaklu Heksy w reżyserii Moniki Strzępki na podstawie tekstu Agnieszki Szpili przesunęła się po raz kolejny, pisarka ogłosiła, że próby do spektaklu wywołują tak wiele cierpienia, że ona nie jest w stanie uczestniczyć w premierze. Pojawiały się kolejne materiały, w tym skargi aktorów na zmiany w Dramatycznym, pełną opresji atmosferę oraz praktyki mobbingowe. W końcu Strzępka złożyła rezygnację, a premiera została odwołana. Po opublikowaniu przez nią filmu, w którym deklaruje walkę o stanowisko, w komentarzach doszło niemal do linczu: Strzępkę nazywano wariatką, wysyłano na leczenie, życzono jej śmierci.

„Spy girls”, czyli i ty możesz zostać szpieguską [Kinga Dunin ogląda]

Podczas skandalu głos coraz chętniej zabierały osoby piszące o teatrze od święta, z kolei uznane przez środowisko autorytety milczały bądź odzywały się bardzo powściągliwie. Kierujący teatrem Kolektyw Dramatyczny (w ostatecznym składzie – specjalizująca się w zarządzaniu Monika Dziekan, pedagożka teatru Dorota Kowalkowska oraz zajmująca się m.in. opisywaniem #MeToo w teatrze badaczka Agata Adamiecka-Sitek) również nie udzielił żadnego komentarza. Nagle odezwały się głosy powtarzające wszystkie podobno już wcześniej niepokojące sygnały (takie jak performatywna koronacja Strzępki kłócąca się z deklaracjami płaskiej hierarchii, program napisany językiem manifestu, postulat terapii dla wszystkich itd.).

Tworząca rewelacyjne, rewizyjne teksty dramatyczne Jolanta Janiczak pisała wówczas: „Publiczne wyżywanie się na Monice Strzępce i promowanie siebie na analizach jej bardzo skomplikowanej sytuacji jest słabe w sumie obrzydliwe. Sytuacja ta pokazuje głównie że nie mamy wystarczających narzędzi do zmiany, do nazywania, lincz na Monice jest takim samym narzędziem przemocy jak i te które się zarzuca jej wraz z kolektywem” (pisownia oryginalna).

Krytykujący Monikę Strzępkę Karol Templewicz w komentarzu pod postem Janiczak polemizował, iż nie możemy milczeć w obliczu przesłanek, że dochodzi do nieprawidłowości. Liczba głosów jest ogromna, a argumentów i sprzecznych głosów – jeśli doliczyć wylewy hejtu – tysiące. Cała sytuacja pokazała porażkę mediów, które bardziej zainteresowane są rozgrzaniem emocji i liczbą kliknięć w artykuł niż ustaleniem faktów. Pamiętam, że w tamtym czasie komentarz Janiczak jak zepsuta kaseta zapętlał mi się z tyłu głowy. Co się właściwie wydarzyło w Teatrze Dramatycznym? Kto może o tym mówić i jak o tym mówić, by nie stać się hieną, czy to medialną, czy to uczelnianą? I dlaczego ten temat rozgrzał media, a inne nie?

Teatr? Niech się bawią, byleby nie przeszkadzali polityce

W rozmowie dla Dwutygodnika Katarzyna Waligóra i część pozostałych rozmówczyń zwróciły uwagę na to, że być może Strzępka otworzyła pole do walki o swoje prawa wśród osób pracowniczych. Jednocześnie była oceniana surowiej niż inni, ponieważ działała wbrew deklarowanym zasadom. Dyrektor Teatru Bagatela Henryk Schoen, oskarżony przez aktorki o napaści seksualne, nie wygłaszał manifestów o bezprzemocowej, wspólnotowej instytucji, nie robił też tego Włodzimierz Staniewski. Na żadnego z nich – mimo przemocowych praktyk trwających dekady – nie wylała się fala aż takiej agresywnej nienawiści jak na Strzępkę.

Teatr Dramatyczny: polityczna historia drobnego, lecz znaczącego przewrotu

Straszne jest też to, że Staniewski przez lata po fali oskarżeń (których słuszności nie podważono, lecz uznano je za przedawnione) pełnił funkcję dyrektora Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Wydaje się, że na emeryturę odszedł na własnych warunkach. Może więc mając to porównanie, powinniśmy pogratulować ratuszowi tak błyskawicznej jak na polskie standardy reakcji?

Dziwnym trafem proporcja dużych wokół dyrekcji kobiecych względem dyrekcji męskich jest absolutnie niewspółmierna do proporcji dyrektorek kobiet względem dyrektorów mężczyzn. I nie chodzi mi o to, że przez źle pojmowaną równość Strzępka powinna ponieść analogiczny brak odpowiedzialności jak dyrektorzy mężczyźni. Przeciwnie, uważam, że każda sprawa, w której doszło do nadużyć, powinna być zbadana bez względu na kontekst genderowy. Chcę tylko podkreślić, jak nierówno traktuje się w teatrze (i nie tylko) ikony kobiece oraz męskie.

Swoimi feministycznymi, trochę ezoterycznymi performansami w przestrzeni publicznej buntownicza reżyserka generowała wokół siebie hejt, który tym silniej i chętniej obrócił się przeciwko niej. Jednocześnie Strzępka trafiła w niestabilny politycznie czas. Konserwatystom dotkniętym obrażaniem wartości religijnych i patriarchalnych wygodnie było nagłaśniać potknięcia oraz naznaczać piętnem skandalu. Ratuszowi zaś przed wyborami samorządowymi jeszcze mocniej zależało na tym, by sprawę możliwie jak najszybciej wyciszyć (zwłaszcza że Rafał Trzaskowski miał wówczas przed sobą mierzenie się z domorosłymi krytykami architektury przy okazji otwarcia MSN, a później w samej kampanii nie pozostawił wątpliwości, o jaki elektorat zabiega – i nie są to bynajmniej głównie miłośnicy progresywnego teatru).

Za co zwolniono Strzępkę?

Monika Beuth, rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy, wydała oświadczenie, że „wśród najważniejszych zarzutów, jakie kierujemy wobec Moniki Strzępki, należy wymienić zarządzanie instytucją w sposób odbiegający od zamierzeń i wartości wskazanych w programie działania instytucji, w tym sposób komunikacji z pracownikami oraz nierealizowanie koncepcji programowej”. Podkreśliła także, że odwoływanie spektakli jest „niegospodarne”.

Szpila: PTSD, czyli post-traumatic Strzępka disorder

Jak zauważył Witold Mrozek, początkowo długo nieangażujący się w aferę, ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej nie przewiduje, by dyrektora odwołać z powodu braku kompetencji miękkich (zaś o tym, jak i czy je sprawdzać, od lat trwa w środowisku niezbyt zażarta dyskusja). Z kolei program – przynajmniej jeśli mówić o spektaklach, a nie o deklaracjach głębszych przemian w strukturze – Strzępka w znacznej mierze zrealizowała. Co ważne, wprowadziła Dramatyczny do obiegu festiwalowego – spektakl Antygona w Molenbeek w reżyserii zaproszonej przez Strzępkę do współpracy Anny Smolar został nagrodzony na jednym z najważniejszych (a lubiącym się chwalić, że najważniejszym) w Polsce festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Przywołam też wielkie otwarcie sezonu i rewelacyjne przedstawienie w reżyserii Katarzyny Minkowskiej Mój rok relaksu i odpoczynku, znajdujące się na wielu listach najlepszych spektakli 2022 roku, a także fakt, że właściwie wszystkie spektakle z wyjątkiem Arki i ego przez krytykę były odbierane pozytywnie.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że naciągane argumenty posłużyły za pretekst do odwołania motywowanego aferą o zasięgu ogólnopolskim. I choć racjonalnie rozumiem logikę kierującą zamiataniem sprawy pod dywan, zwłaszcza że wtedy, jak zawsze, czekały za rogiem wybory – wówczas samorządowe – to czuję ogromny sprzeciw wobec takich systematycznych zaniedbań.

Po co wyjaśniać, gdy można wyciszać

Nie wiedząc, co właściwie się wydarzyło w Teatrze Dramatycznym, nie wyciągniemy konkluzji, jak przeprowadzać w instytucjach progresywne rewolucje – choć dostaliśmy zarys tego, jak ich nie przeprowadzać. Na razie miasto najwyraźniej doszło do wniosku, by takowych po prostu nie wcielać w życie – co komentowali Witold Mrozek na łamach Dwutygodnika i Dariusz Kosiński na łamach „Tygodnika Powszechnego” w kontekście nowych dyrekcji w Teatrze Narodowym i Teatrze Powszechnym w Warszawie.

Teatr przemocy Wilgotnej Pani [polemika]

czytaj także

Aktualne pozostaje pytanie, jak wybierać osoby dyrektorskie i jak rozpisywać konkursy, by okazywały się trochę bardziej demokratyczne. Za tym idą kolejne wyzwania dla polityki kulturalnej. Jak postępować, gdy instytucja ewidentnie potrzebuje zmiany, ale zespół lub jego znaczna część jej nie chce lub ma trudności w adaptacji do nowej rzeczywistości? Czy można stawiać wolę wieloletniego zespołu ponad misją instytucji publicznej opłacanej z pieniędzy podatników? Jeśli większość mieszkańców nie chce konsumować sztuki „ambitnej”, „wysokoartystycznej”, to czy misją teatru miejskiego jest ich edukować i uwrażliwiać na siłę (najczęściej w praktyce oznacza to wyłączenie z uczestnictwa)? Jeśli widzowie protestują, choćby i na skutek politycznych manipulacji, to czy porażką instytucji nie jest to, że nie potrafi wejść z nimi w dialog? (Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jak trudne to jest, ale prowadzenie dyskusji po lewej stronie zbyt często polega głównie na zdyskredytowaniu kompetencji intelektualnych o przeciwnych poglądach).

Jak zauważa Mrozek, z którego ugodowym tonem niezupełnie się zgadzam, „przemocy w instytucjach kultury polski system nie widzi i nie chce widzieć, i ciągle nie wiemy, na ile faktycznie doszło do niej w Teatrze Dramatycznym”. Właśnie – dla systemu właściwie obojętne jest, czy i jakie przekroczenia miały miejsce. Są skargi? Uciszmy je. Oto „rozwiązanie” problemu (w strategię uciszania wpisuje się także nominacja Wojciecha Farugi na dyrektora po tym, jak konkurs na następcę/następczynię Strzępki pozostał nierozstrzygnięty z powodu niemocy porozumienia w zespole).

W pewnym momencie trwa jeszcze awantura o kasę, bo Heksy w reżyserii Moniki Strzępki na podstawie tekstu Agnieszki Szpili kosztowały budżet prawie pół miliona złotych, a przecież to ogromna strata publicznych pieniędzy podatników. Wiadomo, że jak chce się podgrzać temat, to warto rzucić wyrwane z kontekstu kwoty. Emocji jest tyle, jakby pierwszy raz od dekady odwołano jakiś spektakl, nie wspominając o odwoływaniu takich przedsięwzięć jak wybory kopertowe.

Mrozek na łamach „Wyborczej” próbuje pokazać, że ani suma, ani odwołanie, nie są precedensem. Do zbiorowej amnezji od lat spływają także alarmy o cenzurze pisowskich urzędników i przymuszaniu do zdejmowania tytułów z afisza. W archiwum zapomnianych afer tonie także cała masa innych przedsięwzięć, za które nie zapłacono, a które nie doszły do skutku (przy niezrealizowanej Nie-Boskiej komedii. Szczątkach Olivera Frljicia nie mówiono o publicznych wydatkach).

Strzępka w Dramatycznym: może jednak warto próbować?

O budżetach instytucji kultury warto rozmawiać, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w przypadku afery w Dramatycznym stały się one tematem zastępczym. Strzępka miała więc podstawy, by pozwać Teatr Dramatyczny, uzasadniając, że argumenty za jej odwołaniem były bezzasadne. Przyjęła jednak ugodę, zamykając wielki spektakl, którego sedno rozgrywało się poza naszymi oczami.

Wszyscy wiedzieli… swoje

W środowisku teatralnym krąży opinia, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż to, co dotarło do opinii publicznej. Jednak uzależnianie dyskusji od poziomu wtajemniczenia jest irytujące i frustrujące. Teatr świetnie i głęboko przedstawia mechanizmy wyparcia czy wykluczenia na deskach, o czym powstają stosy recenzji. Z kolei za kulisami coś się dzieje, o czymś się mówi, ktoś to bada i chce o tym napisać, na uczelni trwa zwrot, by badać nie tylko produkty, ale i procesy. Ale jaki jest tego rezultat?

Za znamienny można uznać przykład od lat zapowiadanej książki Igi Dzieciuchowicz o przemocy w teatrze (krążyły plotki, że głównie w Nowym Teatrze w Warszawie, na razie będącym na uboczu afer). Publikacja w tym roku jak co roku miała mieć premierę już na pewno, w marcu. Ukazuje się zaś tak skutecznie, że w marcu dalej nie było zapowiedzi okładki, a niedawno okazało się, że publikacja obszernych fragmentów dotyczących Pawła Passiniego jest zablokowana sądownie. Gdy kończyłam studia, miała się ukazać także książka o przemocy w Gardzienicach, której dalej nie można nigdzie przeczytać.

West(End)splaining, czyli Otello objaśnia nam świat

Nie mam pretensji do autorek, zdaję sobie sprawę, że problemem jest odpowiedzialność za zarzuty, które trudno udowodnić, zwłaszcza że instytucjom łatwiej niewygodne kwestie zacierać niż ujawniać. Czuję jednak przez to ogromne zmęczenie teatrem i jest mi przykro, że uwielbiane przeze mnie medium w dalszym ciągu tak zręcznie odrywa treść przedstawienia od sposobu i środowiska jego wytwarzania. Może i przegląda się czasem w lustrze, ale przecież nie może się zbyt odsłaniać, żeby nie okazać zbytniej bezsilności, czym zaś miałoby przypominać o swojej obecności, jak nie kolejną wielką aferą.

**

Katarzyna Kowalewska – absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij