Unia Europejska

Wsparcie Ukrainy to estońska racja stanu

Estończycy wiedzą, że nie są w stanie – nawet zachowując neutralność, przystając na naciski Rosji – zapewnić sobie niepodległości. Jest w Estonii zwięzły dokument, stanowiący podstawę koncepcji bezpieczeństwa i wyznaczający jej kierunki. O ile w ubiegłych latach Rosja była tam zaledwie wspomniana, o tyle teraz uznana została za największe zagrożenie egzystencjalne dla Estonii, a wsparcie Ukrainy – za leżące w ścisłych interesach kraju. Rozmowa z Kazimierzem Popławskim.

Katarzyna Przyborska: Na początku marca w Estonii odbyły się wybory parlamentarne. Frekwencja była olbrzymia – ponad 67 proc., w niektórych miejscach ponad 70. Tak jest zazwyczaj czy to wyjątek?

Kazimierz Popławski: To rekordowa frekwencja. W ostatnich 30 latach zdarzały się wyższe wyniki procentowe, ale gdyby uczestnictwo w poprzednich wyborach przeliczyć według niedawno zmienionej metodologii, to tegoroczna frekwencja była najwyższa. Zmiana polegała na tym, że wcześniej liczono wszystkich uprawnionych z Estonii oraz Estończyków mieszkających za granicą – ale tylko tych, którzy oddali głos. W tym roku policzono wszystkich uprawnionych do głosowania w Estonii i wszystkich uprawnionych do głosowania za granicą, których jest jak na tak mały kraj sporo, bo około 80 tysięcy. Gdyby liczono wedle starej metody, wynik przekroczyłby 70 proc.

Z czego ta duża frekwencja wynikała?

Z kilku czynników. Po pierwsze, populistyczna Estońska Konserwatywna Partia Ludowa (EKRE) w sondażach przedwyborczych do pewnego momentu miała bardzo wysokie wyniki. Nawet ocierała się o pierwsze miejsce. To partia nacjonalistyczna, populistyczna. Liberalna część społeczeństwa nie chciała oddać jej władzy.

Związana z Rosją?

Raczej nie, chociaż w lutym w „Politico” pojawiły się doniesienia, że grupa Wagnera Jewgienija Prigożyna miała pomagać jej w wyborach do europarlamentu w 2019 roku, oferując materiały na potrzeby prowadzenia kampanii w mediach społecznościowych. W interesie Rosji jest dzielenie społeczeństw: nawet jeśli partia jest nacjonalistyczna, ale antyrosyjska, to czasem ma przekaz zbiegający się z interesami rosyjskimi.

Teraz EKRE przekonuje, że ze względu na własny interes Estonia nie powinna wspomagać militarnie Ukrainy, ale wzmacniać własny potencjał i ograniczyć przyjmowanie uchodźców. Bliższych związków z Rosją można doszukiwać się w innej części sceny politycznej. Pewna mniejszości rosyjskojęzycznej w ostatnich wyborach poparła kandydatów otwarcie prorosyjskich – oddano na nich w sumie prawie 20 tysięcy głosów. Większość Estończyków, także należących do mniejszości, nie ma jednak żadnych złudzeń, że musi wspierać Ukrainę. Społeczeństwo estońskie widzi w tym swój interes.

A twarzą tej polityki jest premierka, która właśnie zaczęła drugą kadencję – Kaja Kallas?

Nie ma chyba polityka z Europy Środkowej częściej zapraszanego do CNN, BBC i innych dużych zachodnich mediów niż Kaja Kallas. Jest bardzo skuteczna w przekazywaniu stanowiska Estonii wobec wojny w Ukrainie, robi to w prosty i jednoznaczny sposób, który trafia do zachodniej opinii publicznej. Potrafi wyjaśnić, na czym polega sposób prowadzenia negocjacji przez Rosję, jakie zagrożenie stanowi dla krajów Europy Środkowej i nie tylko. Jej słowa mocno rezonują na Zachodzie.

Rosja już jest osłabiona i ośmieszona. Czy rosyjskie imperium się rozpadnie? [rozmowa z Kowalem i Lichnerowicz]

Poparcie dla niej w Estonii wzrosło. Czy to dlatego, że stała się twarzą polityki międzynarodowej wspierającej Ukrainę, ambasadorką spraw ukraińskich?

Na przestrzeni ostatnich kilku lat można było obserwować wzrosty i spadki poparcia dla Kallas i jej Partii Reform. Kallas objęła urząd premierki niebezpośrednio po poprzednich wyborach w 2019 roku – wtedy mniejsze partie utworzyły rząd, który jednak się rozpadł. Wówczas rząd utworzyła Partia Reform z partią Centrum: to była wielka estońska koalicja. Kallas obejmowała tekę premierki jeszcze w czasie pandemii, kiedy obowiązywały restrykcje, a niedługo później przyszła inflacja, którą w Estonii dało się odczuć jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Poparcie dla premierki spadało. Ale już w przeddzień wojny, właściwie od jesieni 2021 roku, kiedy Amerykanie zaczęli ostrzegać przed nadchodzącą agresją Rosji, Kallas zaczęła mówić silnym głosem, ostrzegać przed działaniami Kremla i definiować interes Estonii i regionu.

Urosła do roli?

Jednoznacznie. Stała się bardzo silną liderką kraju. To pierwsza kobieta w historii Estonii na tym stanowisku. Społeczeństwo doceniło jej silną osobowość, jednoznaczność, jasność przedstawiania interesu estońskiego. Pierwsze transporty sprzętu militarnego do Ukrainy ruszyły jeszcze przed inwazją.

Równolegle wysoka inflacja sprawiała, że w siłę rosła partia populistyczna, ale estońskie społeczeństwo się zmobilizowało.

Wybory odbywały się w formie papierowej: oddania głosu na kartce w wyznaczonym dniu, ale też przez internet. Te internetowe trwały cały tydzień.

Historia głosowania w Estonii przez internet liczy już niemal dwie dekady – i jest to bardzo prosta i wygodna metoda oddania głosu. Jak ktoś raz zagłosuje przez internet, następnym razem najprawdopodobniej też skorzysta z tej formy, bo okazuje się to wygodne. Oddanie głosu trwa minutę, a ma się na to cały tydzień. Można też zmienić swój wybór − przez internet do soboty poprzedzającej wybory papierowe albo w dniu wyborów w lokalu wyborczym.

e-Ukraina − państwo w smartfonie

Estończycy mają zaufanie do swojego państwa, administracji − na to wskazuje wysoki poziom cyfryzacji.

Estońska debata publiczna nie jest tak zniszczona ostrymi podziałami politycznymi bazującymi na emocjach jak np. polska. Zaufanie do państwa przekłada się na zaufanie do nowych technologii, bardzo szeroko wykorzystywanych w administracji publicznej. Wybory są dobrym przykładem. To zaufanie można różnie tłumaczyć. Estończycy w czasach nowożytnych i współczesnych byli dwa razy niepodlegli, choć można nadmienić, że wedle prawa estońskiego − raz.

Co to znaczy?

Estonia faktycznie była niepodległa od 1918 do 1940 roku i od 1991 roku. Ale według estońskiego prawodawstwa państwo estońskie po 1918 roku nigdy nie przestało istnieć, zachowało ciągłość, ale było okupowane: przez ZSRR, nazistowskie Niemcy i znów ZSRR. Te okresy suwerenności, kiedy Estończycy rządzili się sami, pamiętane są jako bardzo dobre. Inaczej oceniane są okresy władzy zewnętrznej.

Estończyków łączy więc m.in. zaufanie do technologii i laicyzm. A jak patrzą na relacje z UE?

W tej sprawie również panuje konsensus. Elity rządzące w Estonii są jednomyślne w sprawie polityki proeuropejskiej, ważne są rządy praw, wolność dziennikarska, internetowa i gospodarcza, nie ma więc pól do konfliktu. Estonia korzysta już z pieniędzy z Funduszu Odbudowy.

Przejdźmy do spraw bezpieczeństwa. Estonia jest w NATO od 2004 roku, od czasu ataku Rosji na Ukrainę stała się państwem frontowym.

Co kilka lat aktualizowany jest w Estonii dokument, stanowiący podstawę koncepcji bezpieczeństwa i wyznaczający jej kierunki – to bardzo podstawowy i zwięzły dokument. I o ile w ubiegłych latach Rosja była tam zaledwie wspomniana, o tyle teraz uznana została za największe zagrożenie egzystencjalne dla Estonii, a wsparcie Ukrainy – za leżące w ścisłych interesach kraju.

Kto dziś wierzy w siłę NATO? Pozytywny niedosyt po madryckim szczycie

Był czas, kiedy Estonia, kraj o populacji 1,3 mln, stawiała raczej na neutralność.

Tak było w okresie międzywojennym, ale ta neutralność w ogóle jej nie pomogła i dziś Estończycy postrzegają ją jako błąd. Tak jak Polska, kraje bałtyckie zostały podzielone traktatem Ribbentrop-Mołotow i przypadły Związkowi Radzieckiemu. Pierwszy akt agresji ZSRR związany był z internowaniem polskiej jednostki ORP Orzeł we wrześniu 1939 roku i jej ucieczką z portu w Tallinnie. ZSRR wystosowało wówczas ultimatum: stwierdzili, że Estonia nie jest w stanie zadbać o granice ani egzekwować swojego prawa, i wprowadzili około 80–90 tysięcy żołnierzy, czyli co dziesiąty mieszkaniec Estonii był obstawiony. Zaczęły się prześladowania, deportacje, wywózki.

Dzisiejsi Estończycy o tym pamiętają?

Minęło 80 lat, a doświadczenie jest wciąż żywe: są pomniki, powstają książki, o tych doświadczeniach mówią zwykli ludzie, także politycy dzielą się wspomnieniami dotyczącymi losów swoich rodzin, powołują się na nie i uwzględniają w swojej narracji w polityce zagranicznej. Estończycy wiedzą, że nie są w stanie – nawet zachowując neutralność, przystając na naciski Rosji – zapewnić sobie niepodległość. Dlatego wsparcie Ukrainy to część polityki bezpieczeństwa Estonii. Z sześciu partii, które teraz są w parlamencie, pięć jest w 100 proc. za wsparciem Ukrainy, a nawet partia populistyczna uważa, że główne zagrożenie to Rosja. Estonia, od wielu lat, jako członek NATO wywiązuje się z zobowiązania i przeznacza na obronność 2 proc. PKB.

I aż 1 proc. PKB na pomoc dla Ukrainy.

To nie wszystko. Estonia wspiera Ukrainę na wiele różnych sposobów: humanitarnie i na poziomie państwowym i społecznym, w pełnym spektrum, tak jak Polska. Wysyła jedzenie, opatrunki, terenówki, szpitale polowe, sauno-pralnie, ciepłą odzież, pieniądze. Na froncie są wolontariusze estońscy.

A jak wielu uchodźców znalazło schronienie w Estonii?

Liczby się wahają, niektóre mówią nawet o 65 tys. uchodźców. Według urzędu statystycznego zarejestrowanych zostało ok. 35 tys. osób z Ukrainy, ale biorąc pod uwagę, że cały kraj liczy około 1,33 mln mieszkańców, to bardzo duża liczba. Estonia bardzo wspiera też Ukrainę na poziomie politycznym w polityce międzynarodowej. Milion pocisków artyleryjskich dla Ukrainy to pomysł rządu estońskiego. Estonia lobbuje również za obniżeniem limitu cenowego na ropę z Rosji, za zwiększeniem sankcji. Wprowadza do agendy europejskiej pomysły na to, jak podnosić koszty wojny po stronie rosyjskiej.

A mniejszość rosyjska? Popiera tę politykę?

Mniejszość rosyjska prawdopodobnie w przeważającej części podziela punkt widzenia większości.

Czyli Rosja nie mogła liczyć na to, że rosyjska i rosyjskojęzyczna grupa w Estonii będzie podatną przestrzenią dla dezinformacji?

Do części starszego pokolenia propagandowy przekaz Kremla na pewno dociera i działa. Ale nie jest tak, że cała grupa rosyjskojęzyczna odpowie na sygnał wysłany przez Kreml.

Na jaką partię głosuje prorosyjska mniejszość?

Na Partię Centrum, która światopoglądowo jest dość konserwatywna. Przez wiele lat miała podpisaną umowę z Jedną Rosją Putina, dobre parę lat temu jednak odeszła od tych porozumień.

Po 2014?

Tak, ale to zmiana, która musiała nastąpić. Partią rządził Edgar Savisaar, były mer Tallinna, pierwszy premier po odzyskaniu suwerenności w 1991 roku, ale został on odsunięty od władz ugrupowania w 2016 roku. Partia Centrum stała się najważniejszym adwokatem mniejszości w 2007 roku, kiedy doszło do zamieszek związanych z przeniesieniem pomnika żołnierzy radzieckich z centrum miasta.

Na co Rosja odpowiedziała cyberatakami na urzędy i banki.

Wielu publicystów nazwało te ataki pierwszą cyberwojną. To były szerokie ataki, ale dość proste, polegające na wysyłaniu dużej liczby zapytań i paraliżu systemów. Rosja testowała, jakie ma możliwości.

Wtedy na ulicach Tallinna wybuchły zamieszki, uczestniczyli w nich przedstawiciele mniejszości rosyjskiej. Część wydarzeń, jak cyberataki czy protesty pod ambasadą Estonii w Moskwie, musiały być koordynowane przez Kreml.

Czyli mniejszość rosyjskojęzyczna to spójna grupa?

Nie. Estońskie społeczeństwo jest złożone etnicznie. Estończycy etniczni stanowią większość, ale mniejszość rosyjskojęzyczna to około jednej trzeciej mieszkańców kraju. Większą część tej mniejszości stanowią etniczni Rosjanie, to około 25 proc. wszystkich mieszkańców kraju, ale na grupę rosyjskojęzyczną składają się też osoby pochodzenia ukraińskiego, białoruskiego, pochodzące z Kaukazu i Azji Środkowej, zrusyfikowani w przeszłości Finowie czy Polacy.

Estonia, czyli jak udało się zwalczyć epidemię przedawkowań

Wciąż jest też około 66 tys. mieszkańców Estonii, którzy nie mają żadnego obywatelstwa. Tak zwani nieobywatele. I około 81 tys. obywateli Federacji Rosyjskiej.

Nieobywatele?

Jak wspominałem, Estonia po odzyskaniu niepodległości uznała, że państwo estońskie nie przestało istnieć, tylko było okupowane. W związku z tym obywatelstwo estońskie zachowały osoby, które mieszkały w Estonii przed wprowadzeniem Armii Czerwonej i rozpoczęciem okupacji w czerwcu w 1940 roku, a także potomkowie tych osób. Te osoby otrzymały obywatelstwo po odzyskaniu niepodległości w 1991 roku. Osoby, które napłynęły w trakcie 50 lat okupacji z różnych terenów Związku Radzieckiego, traktowane były jako imigranci, po 1991 roku mogły zostać w Estonii albo wyjechać. Zdecydowana większość chciała zostać: miały rodziny, mieszkały już kilka dekad, były przywiązane. W 1991 roku Estonia liczyła nieco ponad 1,5 mln mieszkańców, z tej grupy dwie trzecie uzyskało obywatelstwo, a około pół miliona pozostało bez obywatelstwa i musiało zdecydować, co ze sobą zrobić.

Jakie prawa mają nieobywatele i ci z paszportami Federacji Rosyjskiej?

Nieobywatele mogą swobodnie podróżować po UE, a do niedawna również bezwizowo do Rosji. Te osoby nie muszą też służyć w wojsku. Mogą głosować w wyborach lokalnych i europejskich, nie mogą głosować w wyborach parlamentarnych.

Gdzie są największe skupiska Rosjan, mniejszości rosyjskojęzycznej?

W Tallinnie oraz we Wschodniej Wironii z regionalną stolicą w Narwie. Są takie grupy etnicznych Rosjan, które miały przodków w Estonii od wieków: staroobrzędowcy zamieszkujący wybrzeże jeziora Pejpus; przedwojenna Narwa również była licznie zamieszkiwana przez Rosjan, choć trzeba zaznaczyć, że dawni mieszkańcy Narwy po wojnie nie mogli do niej wrócić, zaraz po zakończeniu wojny było to miasto zamknięte. Narwa miała być związana z przemysłem strategicznym, atomowym, który ostatecznie ulokował się w pobliskiej miejscowości Sillamäe, również zamkniętej. Zamknięte miasta radzieckie nie istniały na mapach. Mogły się tam osiedlać tylko osoby, które miały na to pozwolenie i były tam kierowane w związku z zapotrzebowaniem na daną profesję.

Czy dziś widać jeszcze wyraźnie konsekwencje tej izolacji? To wciąż trochę „inny świat”?

Odległość między Narwą i na przykład Tallinnem jest nie tyle geograficzna, co odczuwalna: prowincja – centrum. We Wschodniej Wironii bezrobocie jest dwa razy większe niż w pozostałych częściach kraju. Narwa nadal jest trzecim co do wielkości ośrodkiem w kraju, ale bardzo szybko się wyludnia. Jedna trzecia mieszkańców to osoby w wieku emerytalnym. W przeszłości był to ośrodek przemysłowy, położony w pobliżu zagłębia górniczego, gdzie eksploatuje się łupek bitumiczny, mający takie znaczenie dla estońskiej energetyki jak węgiel w Polsce. Są więc kopalnie i elektrownie. Miasto kiedyś było także ośrodkiem przemysłu włókienniczego.

Europa Środkowo-Wschodnia odchodzi od węgla. W różne strony

czytaj także

Narwa leży na rzeką, a na jej drugim brzegu jest Iwangorod. Mieszkańcy Narwy mogą tam bez przeszkód pojechać? Jak tam jest teraz?

Z Narwy jeżdżono do Iwangorodu po benzynę, papierosy, aby odwiedzić bliskich, ale także do pracy – był tam np. zakład produkujący podzespoły na potrzeby koreańskiej firmy motoryzacyjnej, firmy z Narwy obsługiwały również transport międzynarodowy. Oba brzegi rzeki Narwy łączy most. Obecnie jest on otwarty dla osób pieszo przekraczających granicę, natomiast strona rosyjska planuje go zamknąć dla ruchu kołowego. Zresztą już wojna w Ukrainie mocno uderzyła w ruch, bo pojawiły się ograniczenia w wydawaniu wiz. Można powiedzieć, że pomimo że z wysokiego brzegu rzeki drugą stronę widać jak na dłoni, to wyrasta niewidoczny mur.

Co z językiem?

Estoński jest językiem ugrofińskim, z zupełnie innej grupy językowej niż rosyjski. Mieszkańcy Narwy mogą estoński rozumieć, ale niekoniecznie posługują się nim swobodnie, choćby w takim stopniu, by zdać egzaminy i dostać obywatelstwo estońskie. W kontaktach z administracją mieszkaniec Narwy może skierować pismo do urzędu po rosyjsku, ale odpowiedź dostanie po estońsku, jeśli to oficjalne pismo. Jeśli zgłosi się do urzędu, to też załatwi sprawę, bo pracują tam osoby rosyjskojęzyczne. Znajomość estońskiego wśród mniejszości to różnica pokoleniowa, młodsi są w stanie komunikować się po estońsku, nawet jeśli znaczna część nie bez problemów. Estońskie prawo jest dość restrykcyjne i mówi, że żeby w danej miejscowości język mniejszości był językiem pomocniczym, to mniejszość musi stanowić w danym mieście większość. Tymczasem mniejszość rosyjskojęzyczna, która stanowi faktycznie 96 proc. mieszkańców Narwy, w sensie prawnym nie stanowi większości, ponieważ nieco poniżej 50 proc. mieszkańców ma obywatelstwo estońskie.

A jak jest z językiem w szkołach, do których chodzą dzieci pochodzące z mniejszości rosyjskojęzycznej?

Dzieci pochodzące z mniejszości rosyjskojęzycznej mają do wyboru edukację estońskojęzyczną lub mogą uczęszczać do szkół mniejszościowych. W tych ostatnich językami wykładowymi są estoński i rosyjski w proporcjach odpowiednio 60:40. Przed wprowadzeniem systemu 60:40 po estońsku nauczane były tylko takie przedmioty jak np. język estoński czy literatura, co sprawiało, że oficjalny język kraju dla znacznej części młodzieży stanowił język obcy. Niski poziom znajomości estońskiego utrudniał również podejmowanie przez młodzież studiów, które w kraju oferowane są po estońsku.

W grudniu ubiegłego roku przyjęto zmiany, które w ciągu dekady mają sprawić, że szkoły mniejszościowe będą musiały w całości przejść na język estoński jako wykładowy. Można powiedzieć, że jest to zwieńczenie bardzo długiej dyskusji i procesu, który trwa właściwie od odzyskania przez państwo niepodległości, a którego celem jest integracja mniejszości rosyjskojęzycznej.

Co grozi Mołdawii ze strony Rosji [rozmowa]

Wspomniana reforma z grudnia stwarza jedno podstawowe wyzwanie – zapewnienie odpowiedniej liczby nauczycieli estońskojęzycznych, którzy będą nauczali w regionach w większości rosyjskojęzycznych. Według założeń reformy wszyscy nauczyciele będą musieli znać język estoński, co sprawi, że część nie będzie mogła kontynuować pracy. Deficyt kadr nauczycielskich jest zresztą problemem w całym estońskim systemie oświaty. Pomysłem rządu na zniwelowanie tego problemu jest zwiększenie liczby miejsc na kierunkach pedagogicznych oraz znacznie wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli podejmujących pracę we Wschodniej Wironii. Ponadto do Narwy płyną pieniądze z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, a teraz po wyborach ma powstać też nowy fundusz inwestycyjny na rzecz tego obszaru. Jest też oddzielny fundusz na przemiany w edukacji.

Nie spotyka się to z protestami, nie jest to odbierane jako dyskryminacja?

Zależy, jak na to patrzeć. Na pewno części osób rosyjskojęzycznych nie podobają się te zmiany, ale ich celem jest integracja. Narwa i cała Wschodnia Wironia cierpią na wyższe bezrobocie, wyludniają się, są mniej zaangażowane politycznie. Lepsza znajomość języka państwowego to lepsze perspektywy – łatwiejszy start dla młodych ludzi, którzy chcą kontynuować edukację na uczelniach wyższych, możliwość podejmowania pracy w instytucjach państwowych, zaangażowania w debatę publiczną czy możliwość korzystania z estońskiej kultury i informacji.

Co w takim razie z mediami? Z zagrożeniem rosyjską dezinformacją?

Do obywateli rosyjskojęzycznych przez długi czas docierał przekaz mediów rosyjskojęzycznych, a w zasadzie głównie rosyjskich. Punktem zwrotnym był rok 2014, kiedy zdano sobie sprawę, że należy inwestować w media mniejszościowe. Wtedy pojawiło się na nie więcej pieniędzy, a także granty z państw skandynawskich, z UE. Wcześniej co prawda istniały media rosyjskojęzyczne, ale robione na pół gwizdka, nie miały wystarczającego finansowania. W 2015, po inwazji na Krym i Donbas uruchomiono rosyjskojęzyczny kanał ETV+, będący stacją estońskiej telewizji publicznej. Jest też rosyjskojęzyczne radio, są gazety.

Sposobem na walkę z wpływami Rosji jest więc wzmacnianie mediów rosyjskojęzycznych.

Po 2014 roku pojawił się też pomysł cofania koncesji i wyłączania kanałów dla mediów rosyjskich. Wciąż jednak mieszkańcy Narwy bez problemu odbierają sygnały nadawane z terenu Rosji. Iwangorod leży przecież dosłownie na drugim brzegu rzeki. Nie ma problemu z odbiorem rosyjskiej telewizji w miejscowościach przygranicznych, nawet jeśli jest ona zakazana. Osoba rosyjskojęzyczna jest przyzwyczajona do rosyjskich mediów, o których panuje opinia, że są niezłe pod względem rozrywki, angażujące emocjonalnie.

Jak to propaganda. A czym państwo chce przekonać widzów do swoich kanałów?

Estończycy postawili w tej nowo utworzonej telewizji na treści lokalne, co było całkiem dobrym pomysłem. Wiadomo, że nie mogą konkurować na wielkie produkcje, ale treści lokalne przekonują jakąś część mieszkańców. Jeśli mówimy o propagandzie płynącej z Kremla, to nawet gdy spojrzymy na osoby, do których trafia kremlowska propaganda, to one niekoniecznie popierają wojnę, choć różnie to tłumaczą.

Mówiłeś, że partia nacjonalistyczna EKRE chce wzmacniania własnej obronności. Jak? Na czym opiera się obronność własna Estonii?

Estońska armia opiera się na poborze. Co roku ok. 4 tys. mężczyzn trafia jako poborowi do wojska. Stale utrzymywanych jest 7 tys. aktywnych wojskowych, na czas wojny przewiduje się 27 tys. Dodatkowo jest Liga Obrony (est. Kaitseliit), coś jak nasz WOT, która liczy około 25 tys. członków razem z organizacjami kobiecymi i młodzieżowymi.

Szkoły, szpitale, strzelnice. To lewica ma klucz do budowy prawdziwej odporności państwa

W Estonii Liga Obrony ma autorytet i długą tradycję sięgającą okresu międzywojennego. Jest traktowana bardzo poważnie, wpisana w koncepcję bezpieczeństwa, w plany obrony. Część tych osób przeszła pobór, służbę i faktycznie są w stanie aktywnie włączyć się w obronę kraju. Maksymalna liczba, którą Estonia może zmobilizować, to 230 tysięcy w wieku 18–70 lat, choć pewnie w rzeczywistości nigdy nie byłaby ona do osiągnięcia.

W styczniu Polska, Estonia, Litwa i Łotwa podpisały pakt o pogłębionej współpracy. To Estonia nadaje prym w pomocy Ukrainie i myśleniu o bezpieczeństwie regionalnym?

Wszystkie te kraje tak samo to postrzegają, prześcigają się wręcz w pomocy Ukrainie. Mają te same doświadczenia historyczne, wszystkie widzą Rosję jako zagrożenie, Łotwa przeznacza podobne środki na pomoc Ukrainie co Estonia, a możliwe, że więcej, Litwa tylko nieco mniej, ale jest stanowczym adwokatem Kijowa na forum UE i NATO oraz jednoznacznie opowiada się za zaostrzaniem sankcji nakładanych na Rosję. Wszystkie te państwa mają podobne doświadczenia w relacjach z Rosją: okupacja, deportacje, kolektywizacja, rusyfikacja. Dodatkowo Łotwa i Litwa mają granicę z Białorusią i wiedzą, że Rosja i Białoruś mogą ponownie zorganizować kryzys migracyjny na granicy.

A jak wyglądają relacje z Niemcami?

Estonię i Niemcy łączą dobre relacje polityczne. Jeśli mówimy o kwestiach historycznych, to Niemcy byli postrzegani jako warstwa panująca, właściwie uciskająca ludność estońską, bo to Niemcy bałtyccy tworzyli wyższe warstwy – arystokrację, duchowieństwo i mieszczaństwo, to oni byli posiadaczami ziemskimi. Żywioł niemiecki dominował na tych ziemiach przez właściwie 700 lat. To jest też źródło ateizmu estońskiego – doświadczenie połączenia religii z władzą z zewnątrz. Estończycy to w większości ateiści. Prawdopodobnie to najbardziej zlaicyzowany kraj w Europie, a może i na świecie. Około 12–13 proc. to luteranie, mniej więcej tyle samo jest wyznawców prawosławia.

Ten negatywny sentyment do Niemców odszedł do historii wraz z rusyfikacją końca XIX wieku i wojną o niepodległość, którą Estonia toczyła z bolszewikami.

Powiedziałeś, że Polskę i Estonię łączy wspólnota celów i przekonanie o żywotnym zagrożeniu ze strony Rosji. A jak układają się nasze relacje? Czy Polska ma pomysł na równorzędne partnerstwo i współpracę nad niwelowaniem zagrożenia ze strony Putina?

Relacji Polski i Estonii zawsze były i są bardzo dobre. Nie występują kwestie sporne, panuje wzajemne zrozumienie bez względu na afiliację polityczną najwyższych władz w Polsce i w Estonii, rośnie wymiana handlowa. Nasze kraje w identyczny sposób postrzegają zagrożenia i kwestie bezpieczeństwa oraz oceniają historię XX wieku. Polska i Estonia są w Unii Europejskiej i w NATO. Myślę, że kraje bałtyckie doceniają polską determinację w modernizowaniu swojego potencjału obronnego, bo w przypadku konfliktu nasz kraj jest najbliżej (jeśli nie liczyć sąsiadów zza Bałtyku). Polska może natomiast czerpać z estońskich doświadczeń w zakresie obrony terytorialnej i cyberobronności.

Chociaż naszych relacji nie trzeba wymyślać na nowo, to jest kilka kwestii, które można poprawić. Z perspektywy Estonii Polska jest państwem dużym, którego siła głosu jest większa, które potencjalnie skuteczniej może zabiegać o interesy regionu czy to na forum UE, NATO, czy też w relacjach ze Stanami Zjednoczonym. Ponadto z perspektywy państw bałtyckich istotne jest położenie Polski – przez nasz kraj biegną ważne szlaki komunikacyjne – Via Baltica, Rail Baltica czy też Via Carpatia. One mają znaczenie dla gospodarek, jak też bezpieczeństwa Estonii, Litwy i Łotwy.

**
Kazimierz Popławski
– twórca i redaktor naczelny serwisu Przegląd Bałtycki oraz portalu Eesti.pl

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij