Świat

Nie ma szczepionki na katastrofę klimatyczną

Fot. Jernej Furman/Flickr.com

Na kryzys, który zagraża całej ludzkości, możliwe są dwie odpowiedzi: albo uczymy się z nim żyć i próbujemy łagodzić jego skutki, albo przebudowujemy cały system, aby ów kryzys stłumić. Jedna z tych strategii jest niewykonalną mrzonką, której koszty będą olbrzymie. Ale kapitalizm wybrał właśnie ją.

Spustoszenia wywołane przez COVID-19 postawiły nas przed bezprecedensowym w najnowszej historii, a jednak dziwnie znajomym kryzysem. Wiele aspektów przebiegu pandemii wydaje się bowiem wiernym odbiciem kryzysu klimatycznego, tyle że w ekstremalnie przyspieszonym tempie: nagle pojawiło się bezpośrednie zagrożenie dla świata – jego pełny wymiar pozostaje nieznany – wymagające podjęcia szybkiego, skoordynowanego i zbiorowego działania. My jednak odpowiedzieliśmy na nie rozbieżnymi strategiami krajowymi, szukaniem winnych, apelami o odpowiedzialność jednostek i silnym sprzeciwem wobec jakichkolwiek fundamentalnych zmian systemowych.

Spostrzeżenie na temat podobieństw między pandemią COVID-19 a kryzysem klimatycznym pochodzi od części lewicowych intelektualistów, takich jak Vijay Kolinjivadi, Andreas Malm czy Rob Wallace. Wskazują oni zwłaszcza na fakt, że pandemia jest jednym z przejawów większego kryzysu ekologicznego oraz że oba te kryzysy biorą swój początek w kapitalizmie i są jego skutkiem.

7 tajemnic kapitalizmu, które obnażył 2020 rok

Równoległe spojrzenie na te dwa kryzysy zasługuje na uważną analizę. Pandemia COVID-19 jest bowiem skompresowanym modelem tego, czego doświadczamy w związku z postępującą zmianą klimatu. Analiza pandemii i reakcji na nią pomoże zatem zrozumieć, dlaczego przegrywamy w walce ze zmianą klimatu.

Okoliczności łagodzące

O jakich podobieństwach pomiędzy COVID-19 a zagrożeniem klimatycznym mowa? Po pierwsze, nasze możliwości pojmowania i dyskutowania na ich temat są ograniczane przez szerzącą się dezinformację, podważające je teorie spiskowe, korporacyjny lobbing na rzecz niepodejmowania działań i brak zgody co do najlepszego remedium. Na tym tle zawiązały się dwa główne obozy forsujące odmienne strategie: jeden optujący na rzecz tzw. strategii łagodzenia, która pozwoliłaby nam żyć ze skutkami globalnego ocieplenia (i pandemii) przy jednoczesnym ograniczaniu ich niepożądanych skutków, oraz drugi, opowiadający się za stłumieniem kryzysów przez szybkie i zdecydowane działanie.

Poza kilkoma chlubnymi wyjątkami – państwami, które z powodzeniem zastosowały strategię tłumienia pandemii, jak Tajwan, Wietnam czy Nowa Zelandia – większość rządów stosuje rozmaite odmiany strategii łagodzenia skutków COVID-19 i zmian klimatycznych. Takie środki zaradcze mają charakter łatania dziur i są podejmowane jedynie z konieczności, pierwsza reakcja była na tyle spóźniona, że kryzysy te wymknęły się spod kontroli. Odzwierciedlają one także niechęć do wprowadzania głębszych zmian w systemie kapitalistycznych zależności, jakich wymaga strategia tłumienia.

W przypadku pandemii działania łagodzące przybierają różne formy: od prób osiągnięcia odporności populacyjnej po wysiłki „wypłaszczenia krzywej”, by uniknąć przeciążenia służby zdrowia. I chociaż może wydawać się kuszące, by obostrzenia podjęte pod presją uznać za dowód politycznej gotowości do podjęcia strategii tłumienia kryzysu, Andreas Malm zwraca uwagę, iż byłoby to niezgodne z prawdą: „to, co wygląda na bezkompromisowe działanie wymierzone w pandemię, to tylko pozory. Kontrast między czujnością w obliczu koronawirusa a biernością w sprawie klimatu jest złudny”.

Władze państwowe w dużej mierze zawiodły także, jeśli chodzi o koordynację wysiłków, poprzestając na pokładaniu nadziei w nieistniejących jeszcze rozwiązaniach technicznych – tak w kwestii pandemii, jak i alarmu klimatycznego. Poza tym staliśmy się też świadkami niezdrowego zainteresowania krajami, które „poradziły sobie najlepiej”, choć ma to nikłe znaczenie dla globalnych, wzajemnie powiązanych problemów, wykraczających poza sztuczne, polityczne granice.

Odporność populacyjna i adaptacja klimatyczna

Aby dostrzec analogie między logiką strategii łagodzenia zmian klimatycznych i skutków COVID-19, warto zwrócić uwagę na „klimatycznego sceptyka” Bjørna Lomborga, który z powodów ekonomicznych sprzeciwia się próbom tłumienia kryzysu klimatycznego, a zarazem jest zdeklarowanym przeciwnikiem surowych obostrzeń w związku z pandemią. Cytując badanie opublikowane w piśmie naukowym „World Development”, Lomborg podaje, iż „ograniczenie emisji zgodnie z porozumieniem paryskim doprowadzi do wzrostu ubóstwa o ok. 4 proc.”.

Ten argument przeciwko skoordynowanym działaniom w kwestii klimatu przypomina obiekcje osób sprzeciwiających się wprowadzeniu lockdownu ze względu na jego ujemne skutki dla gospodarki, w szczególności zaś ze względu na utratę źródła utrzymania osób ubogich i znajdujących się w grupie ryzyka. I tak Deklaracja z Great Barrington – szeroko komentowane oświadczenie z początku października opowiadające się po stronie dążeń do nabycia odporności populacyjnej – twierdzi, że środki zastosowane w celu stłumienia pandemii niewspółmiernie uderzają w „klasę pracującą i młodsze warstwy społeczeństwa”. Warto zauważyć, że deklaracja została podpisana w American Institute for Economic Research [Amerykańskim Instytucie Badań Ekonomicznych – przyp. red.] – libertariańskim think tanku, który również bagatelizuje ryzyko zapaści ekologicznej.

Odporność populacyjna i ekonomia polityczna zarazy

czytaj także

Lomborg pisze również, że „korzystniejszy dla ludzkości – w tym również dla osób żyjących w ubóstwie na całym świecie – będzie scenariusz »rozwoju opartym na paliwach kopalnych« niż »zrównoważony« scenariusz świata o mniejszych emisjach CO₂”. Wysuwa zatem tezę, iż musimy zwyczajnie nauczyć się żyć z niekorzystnymi skutkami zmiany klimatu. To zaś do złudzenia przypomina argumentację orędowników taktyki łagodzenia skutków pandemii koronawirusa, takich jak szwedzki epidemiolog Johan Giesecke, który twierdzi, że „najważniejszym zadaniem nie jest zatrzymanie rozprzestrzeniania się [wirusa], co byłoby bezcelowe, lecz koncentracja na zapewnieniu optymalnej opieki [jego] niefortunnym ofiarom”. Należy do nich także profesor Uniwersytetu Stanforda John Ioannidis, który powiedział, że obejmujące całe społeczeństwo lockdowny, mające na celu ograniczenie szerzenia się wirusa, są „zabójstwem dla ludzi”.

W przypadku obu tych kryzysów zwolennicy działań łagodzących mają rację, twierdząc, że nieprzemyślana i reaktywna odpowiedź władz ma opłakane skutki dla osób ubogich i szczególnie narażonych, zwłaszcza gdy próby zapewnienia im odpowiedniej pomocy socjalnej przy wprowadzaniu tych środków okazują się nieudane. Słusznie sugerują też, że plany działań klimatycznych czy obostrzenia związane z COVID-19 często ten fakt ignorują i stają się wtedy formą „sygnalizowania cnoty” przez klasę średnią i bogate społeczeństwa, które same nie ponoszą niekorzystnych konsekwencji regulacji zanieczyszczających sektorów przemysłu czy nakazów pracy z domu.

Świat po koronawirusie? Taki jak teraz, tylko bardziej

Ci sami ludzie zdają się jednak nie zauważać, że na całym świecie osoby żyjące w ubóstwie niewspółmiernie cierpią także z powodu bezczynności w sytuacji kryzysowej – i że bez gruntownych, strukturalnych przemian ich cierpienie będzie się jedynie pogłębiać.

Ci, którzy zostali dotknięci wykluczeniem społecznym, są najbardziej poszkodowani przez oba aspekty kryzysu: ponoszą ciężar nie tylko samej choroby, ale także dotkliwych skutków ubocznych powziętych przez państwo środków. Najlepiej widać to na przykładzie leseferystycznego podejścia Szwecji, gdzie osoby ubogie trzy razy częściej umierają z powodu koronawirusa, a jednocześnie odczuwają skutki największego spadku gospodarczego w tym kraju od czterdziestu lat. Dlatego też nasze pojmowanie samego kryzysu wymaga przekrojowego podejścia, które weźmie pod uwagę mnogość nachodzących na siebie czynników, które uderzają w marginalizowane grupy społeczne.

Szwecja: Pandemia, prywatyzacja i personel na śmieciówkach

Wreszcie zaś, powszechny opór wobec jakichkolwiek działań, które podważają status quo, można postrzegać jako wyraz tego, co zmarły teoretyk kultury Mark Fisher określił mianem realizmu kapitalistycznego, a więc sytuacją, w której kapitalizm jest uznawany za jedyny możliwy system socjoekonomiczny. Chociaż najnowsze analizy krytyczne podkreślają, że realizm kapitalistyczny zaczyna się kruszyć i być może przekształca się w nową konfigurację, którą Kai Heron nazwał „kapitalistycznym katastrofizmem”, nie wyklucza to kontynuacji – a nawet wzmocnienia – dyskursów kapitalistycznego realizmu w obliczu coraz bardziej oczywistego absurdu, jakim jest argument, że kapitalizm jest w jakikolwiek sposób realistyczny.

W przypadku pandemii COVID-19 i kryzysu klimatycznego logika łagodzenia ma się dobrze, ponieważ wielu ludzi jest z gruntu niezdolnych do wyobrażenia sobie innych form organizacji socjoekonomicznej, nawet gdy takie formy stają się koniecznością wobec nadchodzącej katastrofy. Chociaż ten brak wyobraźni często przypisujemy centrum i prawicy, nie inaczej jest z lewą stroną: redakcja magazynu „Jacobin” opublikowała niedawno rozmowę z Martinem Kulldorffem – jednym z pomysłodawców deklaracji z Great Barrington – w której ten opowiada się przeciwko lockdownom.

W tym sensie łatwiej jest nam wyobrazić sobie masowe zgony i zachorowania niż radykalne alternatywy dla kapitalizmu. Dlatego zwolennicy ograniczania skutków obstają przy opracowywaniu twardych statystyk zysków i strat w założeniu, że obecny model gospodarczy pozostanie niezmieniony. Przekonanie to w normalnych czasach można by uważać za błąd z uwagi na dynamiczną naturę struktur społecznych, jednak w okresie przełomowych i gwałtownych wstrząsów socjoekonomicznych spowodowanych kryzysem jest to pomyłka o nader poważnych konsekwencjach.

Koronawirus: nasza ostatnia nadzieja

czytaj także

Tak zmiana klimatu, jak pandemia dobitnie unaoczniły nam powszechną niezdolność do dostrzeżenia i rozwiązania kryzysu, który trwa, pogłębia się i obejmuje całą ludzkość. W obecnym układzie sił wydaje się, że jesteśmy zdolni radzić sobie wyłącznie z wyizolowanymi, jednostkowymi sytuacjami kryzysowymi, ograniczonymi w miejscu i czasie. W wielu innych kwestiach jesteśmy jak człowiek podcinający gałąź, na której siedzi.

Przyspieszenie

Być może jedyną pozytywną stroną pandemii COVID-19 jest to, że pozwoliła nam w przyspieszonym tempie ocenić skutki prób łagodzenia kryzysu. Czołowi krytycy strategii tłumienia, w tym Johan Giesecke i nagrodzony Nagrodą Nobla biofizyk Michael Levitt, podzielili się z opinią publiczną licznymi prognozami na temat pandemii, która w ich mniemaniu miała zakończyć się samoistnie przy stosunkowo niewielkiej liczbie zgonów, co oczywiście okazało się tragicznie fałszywą prognozą. Jednak zamiast przyznać się do błędu, ci zwolennicy taktyki łagodzenia nie tylko nie przestali jej głosić, ale wręcz nasilili swoją aktywność, wyszukując coraz więcej wątpliwych dowodów na to, że odporność populacyjna i powrót do normalności są w zasięgu ręki.

Ta niezdolność do przeniknięcia śmiercionośnej dynamiki COVID-19 bierze się z fundamentalnego niezrozumienia tego, jak funkcjonuje społeczeństwo. Tam, gdzie mamy do czynienia ze wzajemnie powiązanymi i zależnymi od siebie zbiorowościami, oni widzą zatomizowane jednostki – to książkowy przykład drzew przesłaniających las. Takie myślenie owocuje zwodniczymi fantazjami, takimi jak ta o chronieniu grup ryzyka, podczas gdy reszta społeczeństwa nabywa odporność zbiorową – propozycja, która zupełnie nie zważa na fakt, że nie mamy żadnego wykonalnego sposobu odseparowania osób szczególnie narażonych od społeczności, których wszyscy jesteśmy częścią.

Nasza odpowiedź na COVID-19 pozwala w przyspieszeniu zobaczyć, jak zwolennicy działań łagodzących zamierzają zareagować na nieuchronnie nadciągającą katastrofę klimatyczną. Ci, którzy forsują politykę adaptacyjną, uważają, że chodzi tylko o ocieplanie się planety i proponują metody przystosowania się do tego zjawiska. Niektórzy liczą nawet, że możemy na nim zyskać. Zdają się nie rozumieć, że spowodowane przez działalność człowieka dramatyczne zmiany w ekosystemie planety prowadzą do nieodwracalnych punktów krytycznych, a ich przekroczenie zmieni warunki do życia na Ziemi na sposoby, których nie potrafimy sobie w pełni wyobrazić, a które – to jedno jest pewne – są katastrofalne w skutkach.

W ostatecznym rozrachunku zwolennicy łagodzenia skutków COVID-19 i adaptacji do zmian klimatu pozbawieni są myślenia systemowego: widzą świat jako zbiór prostych zależności między jednostkami, a nie złożonych, zintegrowanych ekosystemów o emergentnych własnościach. W przypadku COVID-19 niezrozumienie nieodwracalnych szkód, jakie nagła, masowa śmiertelność i choroba przyniosły społeczeństwom i gospodarkom, ma fatalne konsekwencje. Dlatego w obliczu jeszcze większego, nieuchronnie zbliżającego się kryzysu klimatycznego będzie lepiej, jeśli przestaniemy zawracać sobie nimi głowę.

Postwzrost: gospodarka radykalnej obfitości

Zamiast tego powinniśmy zwrócić się w kierunku rzekomo „radykalnych” rozwiązań, takich jak idea postwzrostu, Zielony Nowy Ład czy szereg innych postkapitalistycznych wizji, które pojawiają się teraz, w erze wzmagającego się kryzysu, a które są dziś proponowane ze świadomością powagi sytuacji i konieczności skoordynowanego, zbiorowego i solidarnego działania w obliczu nieuchronnej katastrofy. Malm pisze: „Bycie »radykałem« to przede wszystkim celowanie w źródło problemów; bycie radykalnym wobec chronicznego zagrożenia oznacza celowanie w ekologiczne źródła nieustających katastrof”.

Szczepionka na przyszłość

Jakie są szanse na to, że ludzkość obierze ten tak bardzo potrzebny radykalny kurs? Jeśli potraktujemy światową odpowiedź na COVID-19 jako przyspieszony model, ale także objaw kryzysu klimatycznego, prognozy nie napawają optymizmem.

To, że nielicznym krajom udało się skutecznie stłumić pandemię, pokazuje, że zorganizowane, skoordynowane i wspólne działania są możliwe, ale stanowią jednak wyjątek od reguły. Stawienie czoła toczącym się i nabierającym tempa kryzysom takim jak pandemia czy o wiele większe wyzwanie, jakim jest alarm klimatyczny, wymaga globalnej solidarności i zbiorowej mobilizacji, których jest obecnie jak na lekarstwo. W rzeczywistości pandemia obudziła podejrzliwość i nacjonalistyczną rywalizację, które widać we wzroście geopolitycznych napięć i przemocy rasowej wymierzonej w Azjatów na całym świecie.

Koronawirus zamyka nas w domach, prawica otwiera szampana

Na przeszkodzie wspólnym działaniom stanął również nieodłączny argument, że jakiekolwiek ograniczenia wolności jednostki na rzecz dobra wspólnego są prostą drogą do autorytaryzmu. Chociaż reżimy od Węgier po Chiny wykorzystały pandemię, by wzmocnić kontrolę społeczną i wdrożyć nowe technologie inwigilacji, powinno być dla nas jasne, że zbiorowa mobilizacja dla stłumienia kryzysu jest z natury solidarna, a nie autorytarna. Niestety, w pandemii wiele debat związanych z prawami człowieka zostało sprowadzonych do wąskiego zakresu praw osobistych, nie zaś prawa szczególnie narażonych społeczności do istnienia wolnego od nieustającej groźby infekcji i śmierci.

Pojawienie się deus ex machina w postaci szczepionki na COVID-19 również wpływa na to, jak będzie postrzegany dalszy przebieg kryzysu. Błyskawiczne wyprodukowanie szczepionki to oczywiście wspaniała wiadomość, jednak umocni ono przekonanie, że mimo nieustannego eskalowania kryzysów nasza cywilizacja może się „uleczyć” dzięki technologii.

Zwolennicy łagodzenia chcą, żebyśmy wierzyli w tę bajkę, bo narracja ta leży u podstaw ich tezy, jakoby zmiana na rzecz bardziej wspólnotowej formy organizacji socjoekonomicznej opartej na solidarności była niewykonalna czy wręcz szkodliwa dla ludzkości. Zamiast do zmiany wzywają nas do jeszcze większego zaangażowania w niszczycielski kapitalizm, by urzeczywistnić kolejny etap postępu technologicznego. Podejście to przypomina leczenie kaca za pomocą butelki wódki i pokazuje brak zrozumienia o wiele bardziej złożonego zjawiska, jakim jest niszczenie środowiska.

Pięć perfidnych spisków, które naprawdę istnieją

Niestety, leczenie symptomów w żaden sposób nie pomoże na trawiącą nas chorobę, nie wpłynie też na ponure prognozy tego, co nas czeka. Nie ma szczepionki na nadchodzącą katastrofę ekologiczną. Jedyna nadzieja w tym, że uwolnimy nasze zbiorowe pokłady wyobraźni i stworzymy globalny ruch, który umożliwi podjęcie skoordynowanych, solidarnych działań w interesie dobra publicznego.

**
Nicholas Loubere wykłada sinologię na uniwersytecie w Lund w Szwecji. Bada rozwój wsi i zjawisko mikrokredytów we współczesnych Chinach oraz chińską emigrację związaną z wydobywaniem surowców. Jest współredaktorem naczelnym pisma „Made in China Journal”.

Artykuł opublikowany w magazynie ROAR na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Anna Opara.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij