Unia Europejska

Polska i Węgry? W Unii jest kolejne państwo, które zmienia się w dyktaturę parlamentarną

Jarosław Kaczyński i Viktor Orbán. Fot. Wikimedia Commons

Europa oburzona wetem Polski i Węgier dla unijnego budżetu zdaje się nie zauważać, że ich śladem idą już inne kraje. W Grecji właśnie powstaje dyktatura parlamentarna.

ATENY – „Jesteśmy zbyt wściekli, żeby płakać” – powiedział mi niedawno kierownik oddziału intensywnej terapii w moim okręgu wyborczym w Salonikach. Poprzedniej nocy, którą sugestywnie opisał jako „naszą Noc św. Bartłomieja”, ani on, ani jego zespół oddanych lekarzy i pielęgniarek nie zmrużyli oka. Spytałem, co jest powodem tej furii. „Zmarł mój 43-letni pacjent, którego można było uratować” – odparł ze złością w głosie, dodając: „Ale najbardziej doprowadzają mnie do szału kłamstwa. Te przeklęte kłamstwa i propaganda”.

Pierwsza fala COVID-19 w Grecji przebiegła dość łagodnie, jednak wraz z nadejściem drugiej fali greckie władze obudziły się z ręką w nocniku. Osoby znające szpitale północnej Grecji od podszewki, jak mój rozmówca, kierownik działu intensywnej terapii, porównują aktualną sytuację do tego, co działo się wczesną wiosną w północnych Włoszech.

Kraj niepotrzebnej śmierci

Jednak do opinii publicznej docierają jedynie strzępki informacji na temat odgrywających się tam dantejskich scen. Po pierwsze dlatego, że powołani przez rząd dyrektorzy szpitali grożą nieprzyjemnymi reperkusjami pracownikom, którzy będą rozmawiać z mediami. Po drugie, podczas pandemii media stały się całkowicie uzależnione od dużych grantów z Ministerstwa Informacji (Orwell wiecznie żywy!), przyznawanych zgodnie z widzimisię ministra.

Od kilku tygodni policja prowadzi śledztwo w sprawie personelu medycznego, który ogłosił skromny, symboliczny strajk w proteście przeciwko niedoborom kadrowym. Wraz ze zbliżającą się 47. rocznicą antyfaszystowskiego powstania studenckiego, która przypada 17 listopada i stanowi doroczny dzień pospolitego ruszenia dla greckich demonstrantów, policja wydała w całym kraju czterodniowy zakaz zgromadzeń powyżej czterech osób w miejscach publicznych. Pandemia była tutaj pretekstem, a właściwym celem – tłumienie sprzeciwu.

Posłanka z legitymacją kontra policjant z gazem

Partia MeRA25, której przewodzę, od jakiegoś czasu prowadzi we własnych szeregach dyskusję na temat tego, jak należy reagować na tego typu drakońskie posunięcia. Zdecydowaliśmy się na umiarkowaną odpowiedź. Postanowiliśmy zaapelować do opinii publicznej, naszej partii i jej młodzieżówki, by podporządkowali się ograniczeniom mającym zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa i nie gromadzili się. Jednak w wyrazie sprzeciwu wobec wysługiwania się pandemią do eliminowania protestów społecznych, zwłaszcza ze strony pracowników medycznych, siedmioro naszych parlamentarzystów postanowiło przejść tradycyjną trasą przemarszu, w maskach i z zachowaniem odpowiedniej odległości. Konstytucja gwarantuje parlamentarzystom swobodę poruszania się, dlatego nasza decyzja była odpowiedzialna i zgodna z prawem.

Demonstracja parlamentarzystów i parlamentarzystek MeRA25. Fot. facebook.com/mera25.gr
Demonstracja parlamentarzystów i parlamentarzystek MeRA25. Fot. facebook.com/mera25.gr

Podczas tego symbolicznego marszu setki młodych policjantów i policjantek próbowały przeszkodzić naszym siedmiu parlamentarzystom, ignorując wszelkie zasady zachowywania dystansu społecznego. Pod koniec przemarszu zostaliśmy otoczeni przez ludzki łańcuch złożony z ponad tysiąca funkcjonariuszy policji. Tymczasem premier, prezydent i jeszcze 20 innych osób przechadzało się spokojnie ulicą w kierunku Politechniki Ateńskiej, by złożyć tam wieńce.

Siedem godzin później nasi parlamentarzyści nadal tkwili w potrzasku, otoczeni przez zastępy policji, choć ulicę już dawno otwarto dla zwykłego ruchu i przechodniów. Komunikat był jasny: opozycyjnym parlamentarzystom de facto odebrano ich prawa konstytucyjne.

Warufakis: Faszyści w więzieniu, faszyzm na ulicach

Na dowód, że nie był to przypadek, wystarczyło poczekać zaledwie kilka dni. W Międzynarodowym Dniu Eliminacji Przemocy wobec Kobiet przypadającym 25 listopada, kiedy parlamentarzyści prześcigali się w gołosłownych deklaracjach poparcia dla walki z przemocą, policja aresztowała dziewięć znanych feministek, które z zachowaniem dystansu społecznego odważyły się demonstrować na ulicy poparcie dla tej samej sprawy. Tymczasem prokuratura rejonowa ogłosiła wszczęcie postępowania wobec opozycyjnych parlamentarzystów, w tym mnie, za naruszenie ograniczenia poruszania się, choć zgodnie z konstytucją ograniczenie to nas, posłów, nie obejmuje.

Korzystając z większości parlamentarnej, rząd rozwiał resztki wątpliwości co do swoich antydemokratycznych intencji, kiedy przegłosowano odebranie immunitetu jednej z naszych posłanek, by ciągać ją po sądach za coś, co powiedziała w parlamencie. A jej słowa były nie tylko chronione przez immunitet, ale również prawdziwe: prowokatorzy z policji, w kapturach i strojach anarchistów, zostali sfilmowani, jak wtapiają się w tłum demonstrantów, tu i ówdzie podżegając do przemocy. Nawet w burzliwych latach 60. XX wieku nie zdarzyło się, by ktokolwiek z parlamentarzystów lub parlamentarzystek został pozbawiony immunitetu za słowa wypowiedziane na forum parlamentu.

Zaledwie rok temu czytałem książkę Ece Temelkuran pt. How to Lose a Country: The 7 Steps from Democracy to Dictatorship [Jak stracić kraj. 7 kroków od demokracji do dyktatury], stanowiącą niepokojący opis drogi Turcji do dyktatury parlamentarnej. Nie przypuszczałem nawet, że rok później jej książka będzie brzmiała jak dokument na temat zmian zachodzących w samej Grecji. Pierwsze jaskółki zaczęły pojawiać się tuż po objęciu władzy przez konserwatywną Nową Demokrację, jeszcze na długo przed wybuchem pandemii.

Oddziały prewencji policji wkroczyły na kampusy uniwersyteckie, by dogodzić prawicowemu skrzydłu partii rządzącej. Nie było praktycznie żadnej stacji telewizyjnej czy radiowej, która nie rozpowszechniałaby usłużnie hasła: dzięki nowym władzom „Grecja znów będzie wielka”. Ministrowie z ramienia rządu zaczęli mówić o nieszczęsnych uchodźcach jako o „nielegalnych najeźdźcach”, co przyspieszyło wydanie greckiej Morskiej Straży Granicznej bezprawnego, zbrodniczego rozkazu, by spychała nędzne łódeczki uginające się pod ciężarem zdesperowanych mężczyzn, kobiet i dzieci z powrotem do wzburzonych morskich wód.

Uchodźcy jak powódź albo natarcie wrogich armii. Język w służbie nieludzkiej polityki

Czarne chmury zbierają się również nad wymiarem sprawiedliwości. Na początku 2020 roku skończyła się kadencja prezydenta. Władzom udało się zmienić konstytucję tak, by do wyboru nowego prezydenta wystarczyła zwykła większość, i jako swojego kandydata wystawiły urzędującego przewodniczącego Rady Stanu. Tym samym do sędziów najwyższego szczebla, którym grozi obowiązkowe przejście na emeryturę w wieku 67 lat, skierowano jasne przesłanie: nie orzekajcie niekorzystnie dla władzy, a czeka was ciepła posadka.

I kiedy liberalna Europa oburza się na polskie i węgierskie weto dla unijnego budżetu, będące próbą obrony nieliberalnych ustrojów panujących w tych dwóch krajach, nikt zdaje się nie zauważać, że ich śladem idą inne unijne państwa, takie jak Grecja.

W 2015 roku pisałem, że do obalenia greckiej demokracji nie są już potrzebne czołgi. Wystarczyło zamknąć banki. Pięć lat później transformacja w kierunku postmodernistycznej dyktatury parlamentarnej jest już mocno zaawansowana. Kilka dni temu, z okazji Dnia Sił Zbrojnych, na fasadzie greckiego parlamentu wyświetlono obraz czołgu, samolotów myśliwskich i pocisków. I tak, nad placem Sindagma, czyli placem Konstytucji, gdzie od zawsze odbywały się i prodemokratyczne demonstracje, i parady czołgów symbolizujące zawieszenie tej demokracji, zawisła dosłownie i w przenośni ponura wizja przyszłości.

Z angielskiego przełożyła Dorota Blaboli-Obrębska. 
Copyright: Project Syndicate, 2020

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Janis Warufakis
Janis Warufakis
Ekonomista, współzałożyciel DiEM25
Ekonomista, od stycznia od lipca 2015 roku minister finansów Grecji, współzałożyciel ruchu DiEM25 (Democracy in Europe Movement 2025). Autor książek „Globalny Minotaur” (2016) i „A słabi muszą ulegać?” (2017), „Porozmawiajmy jak dorośli” (2019).
Zamknij