Świat

Francja: wybory prezydenckie w cieniu wojny

Na dwa miesiące przed wyborami dwoje przyjaciół Putina plasuje się w wąskim gronie faworytów do zwycięstwa. Rosyjska agresja na Ukrainę znalazła się w centrum uwagi, a wszyscy najważniejsi kandydaci muszą wyjaśniać poglądy na jej temat. Pierwsze skrzypce gra prezydent Macron, dla którego wojna jest doskonałym pretekstem do kontynuowania stosowanej od miesięcy strategii wyborczej – prowadzenia kampanii bez kampanii.

Jeszcze przed rosyjską inwazją francuski prezydent był bardzo zaangażowany w próby pokojowego rozwiązania zaostrzającego się konfliktu na Ukrainie. W lutym odwiedził Moskwę oraz Kijów, wykonał wiele telefonów do światowych przywódców i usiłował w imieniu Unii Europejskiej zażegnać kryzys za jej wschodnią granicą.

Uznanie 23 lutego przez Władimira Putina separatystycznych republik oraz rozpoczęcie „specjalnej operacji wojskowej” następnego dnia jasno pokazało, że Rosja nie była poważnie zainteresowana francuską mediacją.

Sojusznikom Rosji w Azji Środkowej ta wojna bardzo się nie opłaca

Podwójna gra Macrona

Emmanuel Macron nie złożył jednak broni w sprawie Ukrainy i szybko stał się jednym z unijnych przywódców najmocniej opowiadających się za udzieleniem pomocy zaatakowanemu państwu.

Francja poparła bolesne sankcje, które już teraz odczuwa rosyjska gospodarka. Postawa francuskiego prezydenta miała duże znaczenie dla przełamania oporu grupy państw UE sceptycznie nastawionych do ostrego potraktowania Rosji.

Mimo twardego stanowiska Macron utrzymuje kontakt z Putinem jak żaden inny zachodni przywódca i wciąż próbuje objąć rolę mediatora w trwającym konflikcie. Od wybuchu wojny dwukrotnie rozmawiał z przywódcą Rosji, przedstawiając mu żądania UE i dyskutując nad warunkami zakończenia inwazji, jednak wciąż brakuje konkretnych ustaleń.

Specjalna rola Macrona wynika po części z jego wieloletnich prób nawiązania przyjaznych stosunków z Rosją. Wojna w Ukrainie oznacza fiasko tej strategii, od początku krytykowanej między innymi przez Polskę. Między Francją a Rosją utworzono jednak pewną nić porozumienia, o czym świadczy chociażby fakt, że Putin przed ogłoszeniem decyzji o uznaniu separatystycznych republik wykonał kurtuazyjny telefon do prezydenta Francji, aby go o tym uprzedzić.

Rosyjska gospodarko, idi na chuj!

Jednocześnie celem Macrona jest postawienie siebie w roli faktycznego lidera Unii Europejskiej, przynajmniej na arenie międzynarodowej. Przez lata ta pozycja należała do Angeli Merkel, ale koniec jej rządów otworzył nowe możliwości przed francuskim prezydentem, zwłaszcza że w tym półroczu to Francja sprawuje prezydencję Rady UE.

O ile zwiększenie prestiżu państwowego i własnego na światowej scenie politycznej jest dla Macrona bez wątpienia ważne, o tyle jego działania mają też wymiar wewnętrzny.

Trudno, żeby było inaczej, skoro wybory prezydenckie we Francji odbędą się za niewiele ponad miesiąc. Obecny lokator Pałacu Elizejskiego wciąż nie ogłosił swojej kandydatury i nie rozpoczął oficjalnej kampanii, co jest elementem przemyślanej strategii wyborczej.

Podczas gdy inni pretendenci od miesięcy rzucają się sobie nawzajem do gardeł i walczą o każdy punkt poparcia, prezydent Macron jest z pozoru ponad tym, pielęgnując wizerunek męża stanu. Na razie wydaje się to skuteczne, a wojna w Ukrainie tylko temu sprzyja.

Przyjaciele Putina ze skrajnej prawicy (i nie tylko)

Podczas gdy dla Macrona konflikt stwarza nowe możliwości, dla wielu jego oponentów jest on bardziej kłopotliwy.

Marine Le Pen musiała wyrzucić do kosza ponad milion świeżo wydrukowanych ulotek wyborczych, ponieważ na jednej ze stron znalazło się jej zdjęcie z Putinem. Przyjaźń francuskich narodowców z prezydentem Rosji od dawna nie jest dla nikogo tajemnicą. Z Kremla pochodziło wsparcie finansowe dla Frontu Narodowego i chociaż Le Pen temu zaprzeczała, to nie miała już żadnych oporów przed odwiedzaniem Władimira Putina i deklarowaniem poparcia dla jego polityki.

Marine Le Pen i Władimir Putin. Fot. kremlin.ru

Rzadziej mówi się o nie mniejszej sympatii Érica Zemmoura do rosyjskiego prezydenta. Były publicysta, a obecnie polityk rywalizujący z Marine o poparcie francuskiej skrajnej prawicy, podziela jej poglądy i również bronił polityki Rosji.

Zemmour kilka lat temu stwierdził nawet, że „marzy o francuskim Putinie”, nazywając go ostatnim bojownikiem przeciwko poprawności politycznej. W kontekście konfliktu z 2014 powielał rosyjską propagandę, mówiąc chociażby, że „Ukraina nie istnieje” i „nigdy nie była narodem”, a rosyjska interwencja miała charakter humanitarny.

Teraz, po wybuchu otwartej wojny, francuscy narodowcy dystansują się od tych najbardziej prorosyjskich wypowiedzi, ale wciąż krytykują nakładanie surowych sankcji czy wysyłanie Ukraińcom wsparcia oraz są przeciwni przyjmowaniu uchodźców wojennych.

Przyjazny stosunek francuskiej skrajnej prawicy do putinowskiej Rosji wynika przede wszystkim z pokrewieństwa ideologicznego. Dla Le Pen i Zemmoura konserwatywny nacjonalizm Putina jest atrakcyjny, podobnie jak jego wroga postawa względem UE i NATO.

To ostatnie podoba się również Mélenchonowi, obecnie najpopularniejszemu kandydatowi lewicy. Co prawda nigdy nie wygłaszał on peanów pochwalnych na cześć rosyjskiego prezydenta, jak Zemmour, nie odwiedzał go też na Kremlu, jak Le Pen. Zawsze był krytyczny wobec Putina, ale wciąż zalicza się go do polityków prorosyjskich. W przypadku lidera lewicowej Francji Niepokornej wynika to z częstego usprawiedliwiania akcji Rosji (np. zajęcia Krymu) i stawiania USA wraz z sojusznikami w roli głównego winowajcy.

Obecnie Mélenchon potępia rosyjską agresję, ale podtrzymuje opinię, według której za eskalację konfliktu odpowiada również NATO i jego ekspansjonizm. Tym samym wpisuje się w obecny na zachodniej lewicy nurt, dostrzegający imperialistyczne i neokolonialne działania Zachodu, ale ignorujący podobne zachowania innych mocarstw.

Do zachodniej lewicy: Nie trzeba kochać NATO, ale Rosja nie jest słabszą, zagrożoną stroną

czytaj także

Do zachodniej lewicy: Nie trzeba kochać NATO, ale Rosja nie jest słabszą, zagrożoną stroną

Zofia Malisz, Magdalena Milenkovska, Dorota Kolarska i Jakub Gronowski

Co z sankcjami, co z kampanią wyborczą?

Jedni sankcje krytykują, inni domagają się nałożenia kolejnych. Komunista Fabien Roussel zaproponował przejęcie posiadłości rosyjskich oligarchów na Lazurowym Wybrzeżu i zakwaterowanie w nich uchodźców z Ukrainy.

Także inni kandydaci centrolewicy i centroprawicy zgodnie wzywają do stanięcia po stronie zaatakowanych, wbijając przy tym szpilę prorosyjskim konkurentom. Hidalgo ostro atakuje Mélenchona, a Pécresse i republikanie mówią o „Władimirze Zemmourze”.

Takie przytyki mogą okazać się skuteczne, francuska opinia publiczna pod wpływem wojny przesunęła się bowiem wyraźnie na pozycje antyputinowskie. Czy to wystarczy, aby pozbawić choćby Le Pen szans na dostanie się do drugiej tury? Trudno powiedzieć, ale konflikt wywołany przez Rosję raczej nie będzie miał aż tak daleko idących skutków. Francuscy wyborcy mają też inne priorytety, nawet jeśli wojna stanowi obecnie temat numer jeden w debacie publicznej.

Oto (kolejna) ostatnia nadzieja francuskiej lewicy

Na razie na całej sytuacji korzysta głównie Macron, dla którego jest to okazja do zaprezentowania się w roli europejskiego przywódcy wznoszącego się ponad partyjne podziały. Politycy opozycji sami przyznają, że trudno w tych warunkach atakować prezydenta.

Emmanuel Macron może więc kontynuować swoją kampanię bez kampanii, ale prędzej czy później będzie musiało się to skończyć. Raczej prędzej niż później, bo wkrótce mija oficjalny termin zgłaszania kandydatur. Wtedy przekonamy się, czy prezydent może dalej unikać polityki wewnętrznej i skupiać się tylko na kryzysie ukraińskim.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Artur Troost
Artur Troost
Student UW, publicysta Krytyki Politycznej
Student historii i socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Publicysta Krytyki Politycznej.
Zamknij