Świat

Rękopis znaleziony w Ukrainie, czyli szkatułkowa historia impeachmentu

„Donald Trump jest pierwszym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych, który całkowicie blokuje śledztwo impeachmentu przedsięwzięte przez Izbę Reprezentantów na podstawie Artykułu I Konstytucji” (z 300-stronicowego raportu Komisji Wywiadu Izby Reprezentantów).


Impeachment prezydenta Donalda Trumpa rozpoczął się w pierwszym dniu jego prezydentury, twierdzą republikanie. Ostatnie trzy lata administracji rozgrywały się w cieniu tzw. śledztwa Muellera, które miało ustalić, czy Trump współpracował z rządem Rosji przed wyborami prezydenckimi z 2016 roku oraz w ich trakcie, które to wybory – ku swojemu zdumieniu – wygrał.

Pół roku po opublikowaniu raportu komisji Muellera, który w zasadzie rozszedł się po kościach, kontrolowana przez demokratów Izba Reprezentantów poważnie przygotowuje się do impeachmentu 45. prezydenta USA. Trump poślizgnął się na Rosji, ale to Ukraina może okazać się gwoździem do jego trumny.

Trump w ukraińskiej pułapce. Będzie impeachment?

Po dwóch tygodniach przesłuchań w dwóch różnych komisjach Izby Reprezentantów spikerka Nancy Pelosi oznajmiła, że niższa izba Kongresu zaczyna pisać artykuły impeachmentu – a więc cała naprzód. W poniedziałek 9 grudnia demokraci zobowiązali się przedstawić „dowody”, których – zdaniem republikanów – nie mają. Zamierzają oskarżyć Trumpa o „poważne przestępstwa i wykroczenia”, a być może nawet o „zdradę” i „przekupstwo” – wszystkie przewiny wyliczone w Konstytucji przez Ojców Założycieli w kontekście dosyć luźno zdefiniowanego manewru usuwania prezydenta z urzędu.

Nie tylko demokraci zaklinają się jednak na założycieli amerykańskiego narodu. Stojący za Trumpem murem republikanie twierdzą, że demokraci nie mają wystarczających dowodów oraz że pędzą z procesem na łeb, na szyję, nie dając oponentom czasu na zapoznanie się z dokumentacją ani na wezwanie świadków. Republikanie nazywają serię przesłuchań wielką ściemą i lamentują, że demokraci poglębiają konflikt i rozłam w narodzie, który przecież za niecały rok sam wypowie się o postępkach Trumpa w kolejnych wyborach prezydenckich.

Jak przeżyłam drugą wojnę światową (na pustyni w Arizonie)

Biały Dom nie współpracuje. Demokraci twierdzą, że taka postawa nie ma precedensu (w porównaniu z zachowaniem Andrew Johnsona, Richarda Nixona i Billa Clintona, trzech innych amerykańskich prezydentów, wobec których prowadzono podobne postępowanie) i sama w sobie prosi się o impeachment. Dziesięć osób ze środowiska prezydenta zignorowało wezwania sądowe. Dodatkowo w pierwszym tygodniu przesłuchań prezydent, zdaniem demokratów, próbował uciszać świadków i grozić im – czego przykładam ma być atakowanie na Twitterze byłej ambasadorki Ukrainy Marie Yovanovitch, która zaznawała w zeszłym tygodniu przez Kongresem.

Zdając sobie sprawę z tego, że impeachment i tak na razie nie ma szans przejść przez zdominowany przez republikanów Senat, demokraci podkreślają, że jest to kwestia moralnego obowiązku. Jeśli Izba nie podjęłaby się impeachmentu, dałoby to sygnał obecnemu prezydentowi i jego następcom, że mogą swobodnie narażać bezpieczeństwo państwa i rozgrywać politykę zagraniczną dla prywatnych korzyści.

A było to tak

W czwartek, 25 lipca, dzień po zeznaniach specjalnego doradcy Roberta Muellera w Kongresie, triumfujący i w swoim własnym mniemaniu całkowicie rozgrzeszony Trump odbył problematyczną rozmowę telefoniczną ze świeżo upieczonym prezydentem Ukrainy, Wołodymyrem Zełenskim. Jej przebieg zadziwił większość słuchających. Jedna z tych osób, zaniepokojony urzędnik publiczny, rozpoczął wewnętrzne postępowanie, zgłaszając, że prezydent nadużył swojego urzędu.

Co ciekawe, Biały Dom zareagował niemal natychmiast, publikując transkrypcję – zapis rozmowy, o którym wiemy, że nie jest dosłowny. „Transkrypcja” bynajmniej nie uspokoiła demokratów. Wynika z niej dość wyraźnie, że Trump uzależnił wartą 400 milionów dolarów pomoc wojskową dla Ukrainy od oczekiwanej obietnicy Zełenskiego, że ten doprowadzi do wszczęcia śledztwa w sprawie byłego wiceprezydenta Joe Bidena. Biden jest obecnie jednym z najważniejszych przeciwników Trumpa w wyścigu o prezydenturę 2020.

– Ale muszę poprosić cię o przysługę  (I would like you to do us a favor though) – powiedział Trump, gdy Zełenski ponowił prośbę o finansowe wsparcie, przyznane już przez Kongres i z niewiadomego powodu wstrzymywane.

Amerykański prezydent polecił swojemu ukraińskiemu koledze, żeby pogadał z prywatnym prawnikiem Trumpa, Rudym Giulianim. Powołał się również na obaloną już teorię spiskową, według której to nie Rosjanie, lecz Ukraińcy włamali się do serwera demokratów w 2016 roku. Ten serwer – utrzymują alt-prawicowe media – wciąż ma znajdować się w Ukrainie, a w nim ostateczny argument oczyszczający raz na zawsze Trumpa z podejrzeń Muellera, a przy okazji – oczyszczający z tych samych podejrzeń (o manipulowanie przy amerykańskich wyborach 2016) rosyjskiego prezydenta Władimira Putina.

Amerykańscy antykomuniści odkryli: 70% millenialsów woli socjalizm

Dwumiesięczne śledztwo nad tym, co dokładnie wydarzyło się w Ukrainie, pokazało, że stosunki amerykańsko-ukraińskie rozgrywały się równocześnie w dwóch różnych kanałach. Za plecami Yovanovitch Giuliani uzależniał przyszłą pomoc USA od tego, czy Zełenski rozpocznie  – a przynajmniej powie w CNN, że rozpocznie – śledztwo dotyczące Bidena i jego syna.

Kontekst

Za prezydentury Obamy wiceprezydent Joe Biden odpowiadał za amerykańską politykę wobec Ukrainy. Jedną z jego misji w 2014 roku były naciski na zwolnienie prokuratora generalnego za prezydentury Petra Poroszenki – Wiktora Szokina. Oficjalnie administracji Obamy chodziło o to, że Szokin był tak skorumpowany, że absolutnie bezużyteczny w walce z legendarną ukraińską korupcją.

Niestety, Biden również pozwolił swojemu synowi, Hunterowi Bidenowi, wykorzystać politycznie nośne nazwisko, żeby zarobić parę milionów. W 2014 roku prywatna ukraińska firma gazowa Burisma Holdings werbowała ludzi o znanych nazwiskach i zatrudniła Huntera Bidena – właśnie wywalonego z marynarki za kokainę – jako członka zarządu. Obok niego zasiadł między innymi były prezydent Aleksander Kwaśniewski, który w rozmowie z Associated Press przyznał, że Biden dostał pracę ze względu na nazwisko, bo „tak działa świat biznesu”. Zapewnił przy tym, że członkowie zarządu nigdy nie próbowali wykorzystywać Huntera, by wpływać na administrację Baracka Obamy. Tak czy owak, młody Biden dostawał 50 tysięcy dolarów miesięcznie za pomaganie Burismie „stać się firmą zachodnią”.

Odkurzanie Joe Bidena, czyli Puchatek nie zastąpi Krzysia

Republikanie zgryźliwie utrzymują, że rzeczywiście pomógł. Szokin został zwolniony w końcu marca, jeszcze przez Poroszenkę. Jego następca, Jurij Łucenko, który miał walczyć z korupcją na serio, potraktował Burisma Holdings nader łagodnie. Firma, którą nawet New York Times nazywa skorumpowaną, przestała mieć kłopoty. Właściciel Burismy, związany z administracją Janukowicza Mykoła Złoczewski, na pewno ma powody do zadowolenia.

Czy Joe Biden, nieco przyjemniejsze ucieleśnienie korpodemokratów, powinien nadal starać się o demokratyczną nominację w 2020? I czy ta historia nie osłabia siły moralnego oburzenia, które demokraci okazują w kontekście impeachmentu Trumpa?

Druga krucjata – czyli Rudy w Kijowie

Żeby było zabawnie, Giuliani znów buszuje w Ukrainie, informują dziennikarze w Kijowie, ganiając za osobistym prawnikiem Trumpa po barach z cygarami. W tym samym czasie w Waszyngtonie sam Giuliani jest przedmiotem osobnego federalnego śledztwa.

W zarządzie Burisma Holdings zasiadł także Aleksander Kwaśniewski, który przyznał, że Biden dostał pracę ze względu na nazwisko, bo „tak działa świat biznesu”.

Korupcja Bidenów w niczym nie zmienia szokującej korupcji i głupoty Trumpa oraz jego otoczenia. Giuliani próbował skaptować Łucenkę jako klienta, a obecnie produkuje w Kijowie dokument dla prawicowej telewizji One America, w którym Łucenko ma wyjaśnić historię Bidenów i ukraińskiego serwera oraz dowieść, że to Ukraina, nie Rosja, próbowała manipulować przy amerykańskich wyborach 2016. (Saga ukraińska nie ma dna: Łucenko miał wszcząć drugie postępowanie w sprawie Burisma Holdings pod wpływem nacisków Trumpa – zanim wraz z wiosenną zmianą ukraińskiej administracji [Poroszenko OUT, Zełenski IN] nie został zastąpiony przez trzeciego już ukraińskiego prokuratora w tej opowieści, Rusłana Riaboszapka).

Ambasador Gordon Sondland, biznesmen z Portland, który dał Trumpowi milion dolarów na prezydencką inaugurację w 2017 roku, powiedział, że dla wszystkich było oczywiste, że jest to „coś za coś”. W operację wtajemniczeni byli wszyscy – od szefa sztabu w Białym Domu Micka Mulvaneya, po republikańskiego posła z Kalifornii Devina Nunesa, który zasiada w komisji wywiadu, kluczowej w procesie impeachmentu Trumpa.

Konstytucja nie zbawi demokracji. Nie po to powstała

czytaj także

Konstytucja nie zbawi demokracji. Nie po to powstała

Daron Acemoglu, James A. Robinson

Podczas gdy alt-prawicowe media krzewią teorie spiskowe na temat ukrytego gdzieś w Ukrainie serwera demokratów, tzw. umiarkowana prawica, np. środowisko związane z „Wall Street Journal”, ogranicza się do stwierdzenia, że choć w polityce zagranicznej wobec Ukrainy Trump wykazał się głupotą i ignorancją, to nie urastają one do rangi impeachmentu.

Tymczasem trzech z czterech ekspertów zeznających w Kongresie w ubiegłym tygodniu orzekło, że jeśli takie postępowanie prezydenta nie zasługuje na impeachment, to nic nie zasługuje na impeachment.

Co dalej?

Gdy republikanie zarzucali demokratom, że nie mogą przesłuchać kluczowych świadków, mieli na myśli Huntera Bidena i jego koleżków. Przesłuchiwanie ich nie leży oczywiście w interesie demokratów, wśród których mało kto ma odwagę potępić Bidena.

Już wszyscy chcą się pozbyć Trumpa – tylko nie wyborcy

Partia Demokratyczna nie łudzi się, że zdoła usunąć prezydenta z urzędu. Pomysł jest taki, żeby głosować przed Bożym Narodzeniem (20 grudnia to ostatni dzień sesji Kongresu). W ten sposób w nowym roku partia będzie mogła skupić się na demokratycznych prawyborach, niezależnie od tego, co republikański Senat zdecyduje w kwestii impeachmentu Trumpa.

Pelosi, która zawiaduje całą nawałnicą, liczy na to, że naród słucha i że nawet bez wsparcia Senatu i bez usunięcia Trumpa z urzędu podejmie właściwą decyzję w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Agata Popęda

| Korespondentka Krytyki Politycznej w USA
Dziennikarka i kulturoznawczyni, korespondentka Krytyki Politycznej w Waszyngtonie.