Nauka, Świat

Kiedy koniec pandemii? Czy już zawsze będziemy nosić maseczki? Czy COVID-19 z nami zostanie?

Mutacje wirusów to losowy proces, żadnego scenariusza nie można wykluczyć ze stuprocentową pewnością. Ale były już na świecie koronawirusy, które udało się całkowicie wyeliminować. Kaja Puto w rozmowie z Emilią Skirmuntt.

Kaja Puto: Amerykańscy naukowcy zbadali brytyjski, brazylijski i południowoafrykański wariant wirusa SARS-CoV-2, poszukując odpowiedzi na pytanie, dlaczego jest on bardziej zaraźliwy. Wyszło im na to, że cząstki zmutowanego wirusa mają więcej kolców. Co to dokładnie znaczy?

Emilia Skirmuntt: Wirus infekuje organizm, wnikając do jego komórek. A żeby wniknąć do komórki, musi się połączyć z receptorem znajdującym się na jej powierzchni. Komórki wyposażone są w różne receptory, które służą do różnych celów: np. po to, by mogły na nie oddziaływać hormony. To właśnie niektóre z tych receptorów są wykorzystywane przez wirusy. Jeśli więc wirus ma więcej białek kolca – czyli w tym przypadku części, dzięki którym może połączyć się z receptorami – to będzie bardziej zaraźliwy, bo będzie miał więcej szans, by wniknąć do naszych komórek.

Czy nowe warianty są tylko bardziej zaraźliwe, czy też groźniejsze dla życia i zdrowia zakażonego?

Nie ma tu ogólnej zasady, choć niektóre badania nad wariantem brytyjskim pozwalają sądzić, że wywołuje on więcej hospitalizacji niż SARS-CoV-2 w pierwotnej wersji. Ale nie jest też tak, że ten wariant jest groźniejszy dla każdego z pacjentów. To nie jest jeszcze dokładnie przebadane, ale z pewnością nie jest tak, że wariant brytyjski wywołuje cięższą chorobę tylko u osób młodszych. Z przeprowadzonych badań wynika, że każda grupa wiekowa może się tym wariantem zarazić i w każdej będzie podobny odsetek osób, które przejdą COVID-19 ciężej w porównaniu z wariantami pierwotnymi.

Jak Unia zawaliła sprawę szczepionek na COVID-19

Dlaczego zatem do europejskich szpitali trafia więcej młodych ludzi niż wcześniej? Chodzi o to, że seniorzy są dziś częściej zaszczepieni?

Po pierwsze tak, bo więcej starszych osób jest już zaszczepionych. A po drugie dlatego, że młodzi statystycznie mają dużo więcej kontaktów społecznych. Częściej wychodzą do sklepu czy do pracy, mają dzieci, które chodzą do szkoły – a w wielu krajach szkoły ponownie otwarto – i dlatego mogą się łatwiej zarazić. Tym bardziej kiedy sam dominujący w tej chwili wariant też jest bardziej zaraźliwy niż przy pierwszych falach. A już na pewno mogą się zarazić zdecydowanie łatwiej niż osoby, które są już zaszczepione.

Lekarze alarmują o coraz częstszych przypadkach PIMS, czyli „wieloukładowego zespołu zapalnego powiązanego z COVID-19”. To powikłania, które występują u dzieci nawet do kilku tygodni od kontaktu z osobą zakażoną. Czy to robota nowego wariantu, czy wcześniej tego po prostu nie diagnozowaliśmy?

PIMS był zauważany już wcześniej, ale jego przypadków było dużo mniej. Nie ma potwierdzenia, jakoby był on wywołany nowymi wariantami. I w tym przypadku zasadniczy wpływ ma ten czynnik społeczny. Dzieci mają kontakty z innymi dziećmi, nauczycielami czy chociażby z opiekunami.

Kiedy w Wielkiej Brytanii pojawił się brytyjski wariant SARS-CoV-2, myślano początkowo, że dzieci są bardziej podatne na zarażenie. Ale okazało się to artefaktem statystycznym – chodziło po prostu o to, że szkoły były otwarte. Bardzo zresztą możliwe, że ten wariant narodził się właśnie w szkołach i dlatego to tam obserwowano gwałtowny wzrost zakażeń. To tłumaczy też wzrost ciężkich powikłań wśród dzieci – był on czysto statystyczny. Później to się wyrównało: wiemy już, że nowy wariant jest zakaźny tak samo dla dzieci, jak i dla dorosłych.

Eksperci doradzający rządowi brytyjskiemu rozważają wyszczepienie seniorów i pracowników służb medycznych trzecią, dodatkową dawką szczepionki. Dlaczego?

Prowadzone są obecnie badania, w ramach których podaje się ochotnikom trzecią dawkę, żeby sprawdzić, czy zapewni ona dodatkową ochronę – szczególnie przed wariantami, które mogą osłabiać naszą odporność uzyskaną po dwóch dawkach szczepionki. Mam tutaj na myśli wariant południowoafrykański i brazylijski – bo nic na razie nie wskazuje na to, by wytworzona przez szczepionki odporność słabiej sobie radziła z wariantem brytyjskim.

Jeśli badania te dadzą pozytywne wyniki – prawdopodobnie wprowadzi się szczepienie trzecią dawką dla seniorów i medyków, czyli osób najbardziej narażonych. Jednak w przypadku osób starszych musimy pamiętać, że odpowiedź ich układu odpornościowego na szczepienia jest zawsze niższa niż u osób młodych. I choćby z tego powodu trzeba kontrolować skuteczność przyjętych przez seniorów szczepionek.

Jeśli do tego dojdzie, będzie to trzecia dawka tej samej szczepionki czy jakoś zmodyfikowanej ze względu na nowe warianty wirusa?

Z tego, co wiem, zarówno Pfizer, Moderna, jak i AstraZeneca pracują nad lekkimi modyfikacjami formuł szczepionki, żeby dostosować je do nowych wariantów. Przy czym chodzi tu raczej o wariant południowoafrykański i brazylijski, bo, jak już wspominałam – przed brytyjskim szczepionka nadal skutecznie chroni. Przynajmniej na razie, bo i on może zmutować.

Nerka ludzkiego płodu w szczepionce AstraZeneca, czyli prawdy i mity z Facebooka

A obecne szczepionki przed tymi wariantami w ogóle nie chronią czy po prostu ich skuteczność jest niższa?

Zasadniczo raczej chronią, tylko mniej skutecznie. Według przeprowadzonych badań skuteczność przeciwciał stworzonych dzięki obecnym na rynku szczepionkom w obliczu niektórych nowych wariantów wirusa jest niższa, ale musimy pamiętać, że przeciwciała nie są jedynym systemem ochronnym naszego organizmu. Są jeszcze limfocyty, które też odgrywają w starciu z SARS-CoV-2 ogromną rolę, ale prowadzenie badań odporności na limfocytach jest niestety bardzo skomplikowane i prawie nikt tego nie robi.

Niemniej oceniając po przeciwciałach wyszczepionych osób, możemy powiedzieć, że szczepionki radzą sobie słabiej z wariantem południowoafrykańskim i brazylijskim. Nie znaczy to jednak, że nie radzą sobie w ogóle. No i jedno wiadomo na pewno: wszystkie szczepionki obecne na rynku chronią nas przed ciężkim przebiegiem COVID-19 i hospitalizacją niezależnie od wariantu, który złapaliśmy.

Czy ze względu na wysoką zaraźliwość nowych wariantów musimy osiągnąć większą wyszczepialność? Do tej pory mówiono, że wystarczy wyszczepić 60–70 proc. społeczeństwa.

Moim zdaniem 60–70 proc. to nadal pułap, do którego powinniśmy dążyć. SARS-CoV-2 w znanych dziś wariantach nie jest aż tak zaraźliwy jak np. odra, więc to 60–70 proc. pozwoli znacząco obniżyć transmisję wirusa.

A czy osoby, które mimo przyjętej szczepionki złapią wirusa – mogą zarazić innych i dlatego nadal powinny nosić maseczki?

Niestety tak. Dopóki wyszczepialność jest niska, osoby zaszczepione jak najbardziej muszą nosić maseczki, bo wciąż istnieje ryzyko – choć niewielkie – że mogą zarazić się SARS-CoV-2 i zarażać innych.

Niewielkie, czyli jakie?

Wiemy już z badań nad szczepionkami – zarówno wektorowymi, jak AstraZeneca, jak i typu mRNA, jak Pfizer – że szczepionki zdecydowanie ograniczają transmisję wirusa. Tak naprawdę jednak niewiele szczepionek przeciwko wirusom zupełnie zatrzymuje transmisję patogenu. Wyjątkiem od tej reguły jest szczepionka na HPV. Ale już popularna szczepionka na grypę nie zatrzymuje w pełni transmisji. A mimo to nie zarażamy się masowo grypą, choć do zeszłego roku nie chroniliśmy się przed nią maseczkami – bo szczepi się na nią w Europie na tyle dużo ludzi, że wirusowi grypy ciężej się transmitować.

Czyli nie jesteśmy skazani na maseczki do końca świata?

Maseczki nie zostaną z nami na zawsze, ale by się z nimi pożegnać, musimy wyszczepić odpowiednio wysoki odsetek populacji, by przerwać transmisję SARS-CoV-2. I nie zmieni tego nawet fakt, że niektórzy złapią wirusa już po szczepieniu: szansa na to, że infekcja się w ogóle wykształci, a więc będzie można kogoś zarazić, jest u osób zaszczepionych o wiele niższa.

Jak oceniasz prawdopodobieństwo, że SARS-CoV-2 zostanie z nami na zawsze – tak jak wirus grypy? A jeśli się tak stanie – czy będzie on mniej groźny?

Trudno to przewidzieć, bo każda pandemia jest inna, a każdy patogen może ewoluować w różnych kierunkach. Możemy mówić o różnych prawdopodobnych scenariuszach. Jeden jest taki, że SARS-CoV-2 zostanie z nami na zawsze i stanie się zwykłym endemicznym wirusem, a przy tym stanie się mniej groźny dla zdrowia i życia jego nosicieli. Masowe szczepienia mogą pomóc w spełnieniu się tego scenariusza.

To ta dobra opcja. A ta gorsza?

Może się jednak zdarzyć i tak – choć jest to mniej prawdopodobne – że kolejne zmutowane warianty SARS-CoV-2 będą coraz bardziej zaraźliwe i zjadliwe. Ale z tego, co wiemy o koronawirusach, one z biegiem czasu stają się coraz słabsze. Taki np. SARS-CoV-1, czyli koronawirus znany wcześniej jako SARS, zupełnie zniknął.

Dlaczego?

Tak naprawdę do końca nie wiemy. Był zdecydowanie bardziej zjadliwy i śmiertelny niż SARS-CoV-2, ale też symptomy infekcji pojawiały się szybciej, więc łatwiej było ograniczyć jego transmisję poprzez izolację zarażonych. Naukowcy spekulują, że zniknął, bo pojawiła się mutacja, która osłabiła wirusa, tzn. sprawiła, że nie był on już w stanie infekować kolejnych organizmów.

Mutacje wirusów to losowy proces, więc żadnego scenariusza nie można wykluczyć ze stuprocentową pewnością. Jednak jedno jest pewne: im bardziej ograniczymy transmisję SARS-CoV-2, tym większa szansa, że pandemia skończy się szybciej i że za jakiś czas będziemy mogli o tym wirusie zapomnieć. Ale tak naprawdę zależy to od tego, żeby wszystkie kraje wyszczepiły odpowiednio wysoki odsetek populacji. Bo jeśli będziemy obserwować duże różnice pomiędzy państwami, wirus nadal będzie miał drogi transmisji, które zniweczą cały wysiłek państw o wysokiej wyszczepialności.

**
Emilia Skirmuntt – wirusolożka ewolucyjna, biomedyczka i specjalistka z zakresu medycyny sądowej. Na Uniwersytecie Oksfordzkim przygotowuje doktorat na temat wirusów przenoszonych przez nietoperze. Absolwentka SGGW, londyńskiej Queen Mary’s School of Medicine and Dentistry oraz Uniwersytetu Westminster.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kaja Puto
Kaja Puto
Reportażystka, felietonistka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej, migracji i nacjonalizmu. Współpracuje z mediami polskimi i zagranicznymi jako freelancerka. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. Absolwentka MISH UJ, studiowała też w Berlinie i Tbilisi. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.
Zamknij