Zdrowie

Psychiatra tłumaczy, czym jest „psychodeliczny renesans”

Maciej Lorenc

Wielka Brytania marnuje dziesięć miliardów funtów rocznie na utrzymywanie politycznie bezużytecznej i niebezpiecznej polityki antynarkotykowej. Ben Sess, psychiatra zajmujący się psychodelikami, odpowiada na pytania Macieja Lorenca. Fragment książki „Czy psychodeliki uratują świat?”.

Maciej Lorenc: W ostatnich latach nastąpiła wyraźna zmiana w podejściu do substancji psychodelicznych, którą nazywa pan „psychodelicznym renesansem”. Czy mógłby pan opowiedzieć o przyczynach tej kulturowej transformacji i związanych z nią nadziejach?

Dr Ben Sessa: Pod koniec lat 60. psychodeliki zostały zdelegalizowane i zdemonizowane, ponieważ władza podjęła zdecydowane działania mające na celu ograniczenie skali ich rekreacyjnego użycia. W tamtym czasie badania nad nimi w zasadzie ustały. Jednak po czterdziestu latach przerwy widzimy obecnie mnóstwo nowych projektów badawczych, a także zmianę w nastawieniu do użyteczności i względnego bezpieczeństwa psychodelików – zarówno w medycynie, jak i kulturowym mainstreamie. Możemy więc mówić o renesansie.

Mam nadzieję, że tym razem będziemy w stanie uniknąć stereotypów i skoncentrować się na pozytywnych wynikach współczesnych badań, aby substancje psychodeliczne mogły być wykorzystywane do leczenia zdesperowanych i zasługujących na uwagę pacjentów, którym obecnie nie jesteśmy w stanie pomóc przy użyciu tradycyjnych usług psychiatrycznych.

Jest pan współorganizatorem Breaking Convention, największej w Europie interdyscyplinarnej konferencji poświęconej badaniom nad substancjami psychodelicznymi. Jakie idee i cele przyświecają temu wydarzeniu?

Dotychczas zorganizowaliśmy cztery konferencje, które odbyły się w latach 2011, 2013, 2015 i 2017. Jest to wysoce multidyscyplinarne wydarzenie łączące w sobie elementy medyczne, antropologiczne i kulturalno-artystyczne. Bierze w nim udział mniej więcej dziewięciuset słuchaczy i ponad stu czterdziestu prelegentów, a w jego organizację jest zaangażowanych ponad trzysta osób. Jesteśmy dumni z tego, że mamy niezwykle otwarte podejście. Naszym celem jest popularyzowanie wiedzy o psychodelikach, a także poprawianie publicznego wizerunku tych substancji i zachęcanie do prowadzenia badań dotyczących ich potencjału.

Jak być zdrowym gejem w Polsce?

czytaj także

W jaki sposób zetknął się pan z MDMA i klasycznymi psychodelikami?

W okresie dojrzewania zetknąłem się z psychodelikami i MDMA jako uczestnik imprez rave. Miało to miejsce na początku lat 90. Nieco później poszedłem do szkoły medycznej i uzyskałem dyplom lekarza, a następnie zrobiłem specjalizację z psychiatrii. Wiedziałem, że w latach 50. i 60. prowadzono badania nad psychodelikami, ale podczas mojej edukacji medycznej nikt o nich nie mówił. W 2004 roku napisałem więc o nich artykuł przeglądowy, który był pierwszą tego rodzaju publikacją w mainstreamowej prasie medycznej od lat 60. Następnie szybko wniknąłem w małą, ale rozrastającą się międzynarodową społeczność badaczy psychodelicznych.

Jakie ma pan doświadczenie zawodowe w stosowaniu substancji psychoaktywnych podczas terapii?

Od 2009 roku podawałem lub przyjmowałem LSD, psylocybinę, ketaminę i DMT podczas wielu badań prowadzonych w Londynie, Bristolu i Cardiff. Posiadam kwalifikacje do prowadzenia terapii wspomaganej użyciem MDMA. Zajmuję się również sytuacjami kryzysowymi spowodowanymi używaniem środków psychoaktywnych i przyjmuję pacjentów, którzy chcą się poddać terapii po trudnych doświadczeniach psychodelicznych.

Czy psychodeliki uratują świat? Na razie pomagają leczyć depresję [rozmowa]

Jest pan specjalistą od używania MDMA w terapii i nazywa pan tę substancję „psychiatrycznym antybiotykiem”. Czy może pan wyjaśnić znaczenie tego terminu?

Większość procedur używanych obecnie w psychiatrii można zaklasyfikować jako „terapie podtrzymujące”, które zaledwie maskują symptomy, ale nie zajmują się główną przyczyną dolegliwości. Z mojego doświadczenia wynika, że źródłem problemów psychicznych bardzo często jest dziecięca trauma. Postrzegam ją jako coś w rodzaju infekcji.

Terapia wspomagana za pomocą MDMA jest nowym sposobem na konfrontację z urazami psychicznymi. Podczas niej pacjent osiąga bezpieczny i skuteczny stan mentalny, w którym może zająć się traumatycznymi wspomnieniami i je przepracować. Mamy tu do czynienia z radykalnym odejściem od procedur, które są współcześnie wykorzystywane w psychiatrii. Z tego względu możemy uznać MDMA za coś w rodzaju nowego antybiotyku.

Cała prawda o mikrodawkowaniu

czytaj także

Czy istnieją jakiekolwiek sytuacje, zaburzenia lub typy osobowości, w przypadku których lepiej unikać terapii psychodelicznej i pozostać przy standardowych protokołach psychiatrycznych, na przykład używaniu leków SSRI?

Ogólnie rzecz biorąc psychodelików – wliczając w to MDMA – powinny unikać wszystkie osoby, które w przeszłości doświadczyły zaburzeń psychicznych albo miały tego rodzaju przypadki w swojej rodzinie. Przykładem może być schizofrenia albo choroba afektywna dwubiegunowa. Z badań należy wykluczyć również wszystkich ludzi cierpiących na dolegliwości fizyczne, które mogłyby zwiększyć fizjologiczne niebezpieczeństwa związane z przyjmowaniem MDMA. Mam tu na myśli chociażby poważne choroby serca, wątroby i nerek. Psychodelików powinny unikać również kobiety w ciąży i osoby ze skłonnościami samobójczymi. Niektórzy ludzie zainteresowani udziałem w terapii z użyciem MDMA przyjmują leki SSRI. Przed dopuszczeniem ich do badań należy pomóc im w odstawieniu tych środków, ponieważ osłabiają one skuteczność efektów wywoływanych przez MDMA.

Po pierwsze nie szkodzić? Nie, po pierwsze zarobić

Terapia wspomagana za pomocą MDMA jest uważana za jedną z najskuteczniejszych metod w leczeniu zespołu stresu pourazowego (PTSD). Obecnie prowadzi pan natomiast badania nad potencjalnym zastosowaniem tej substancji w terapii uzależnień. Czy uważa pan, że może być skutecznie używana do rozwiązywania innych problemów psychicznych?

Oczywiście. Dopiero zaczynamy wprowadzać psychodeliki do opieki medycznej. Kto wie, gdzie będziemy za dziesięć lat? Bezsensowna „wojna z narkotykami” przeszkodziła w prowadzeniu badań, ale sytuacja ulega obecnie zmianie i na całym świecie pojawiają się nowe projekty.

Farmaceutyczny gigant oskarżony o wywołanie fali śmiertelnych przedawkowań

Czy istnieją jakieś podstawowe zasady, które pozwalają badać substancje psychodeliczne w sposób zgodny ze współczesnymi standardami psychiatrycznymi?

W przypadku terapii psychodelicznej ogromne znaczenie ma fakt, że samo podanie substancji będzie mało skuteczne. Przed podróżą psychodeliczną, a także po niej pacjent musi wziąć udział w serii spotkań, podczas których nie będzie przyjmował żadnych środków psychoaktywnych. Standardowa kuracja obejmuje od dziesięciu do szesnastu cotygodniowych sesji psychoterapeutycznych, które w większości nie są wspomagane substancjami zmieniającymi świadomość. W jej trakcie pacjent przyjmuje psychodelik tylko raz, dwa razy albo trzy razy. Pozostałe sesje są niezbędne do zintegrowania doświadczeń wywołanych przez substancje psychoaktywne.

Nie ulega wątpliwości, że psychodeliki zbyt często są używane i nadużywane poza kontekstem naukowym. Czy ma pan jakieś porady dla ludzi, którzy korzystają z tych substancji na własną rękę? Co powinni robić, aby zadbać o własne bezpieczeństwo i wynieść jak najwięcej korzyści ze swoich doświadczeń?

Pamiętajcie, że wszystkie psychodeliki są nielegalne. Grozi wam pobyt w więzieniu. Nie mogę wyrazić aprobaty ani akceptacji dla nielegalnego stosowania środków psychoaktywnych. Mogę jednak udzielić kilku wskazówek, które mogą pomóc w ograniczeniu potencjalnych szkód spowodowanych przyjmowaniem psychodelików.

Czy grzybki i kwas uratują ludzkość przed zagładą?

Powinniście wiedzieć, jaką substancję przyjmujecie. Korzystajcie z testów służących do sprawdzania jakości środków dostępnych na czarnym rynku. Przyjmujcie wyłącznie MDMA pochodzące z zaufanego źródła. Przed zażyciem tej substancji weźcie udział w kilku sesjach przygotowawczych, podczas których nie będziecie używać żadnych środków psychoaktywnych i zbudujecie bliską więź z waszym terapeutą. Zadbajcie o to, aby podczas waszej podróży psychodelicznej przez cały czas towarzyszył wam „trzeźwy” opiekun. W trakcie doświadczenia zwracajcie uwagę na funkcje życiowe swojego organizmu, takie jak ciśnienie krwi, temperatura ciała i tętno. Zachowujcie spokój. Załóżcie opaskę na oczy i wsłuchajcie się w muzykę, aby łatwiej było wam wniknąć we własne wnętrze. Skorzystajcie ze wsparcia osoby, która zgodzi się być przy was przez całą noc po zakończeniu sesji psychodelicznej. Nie używajcie żadnych innych środków psychoaktywnych, w tym również alkoholu. Zadbajcie o to, abyście przez kilka dni i tygodni po sesji mogli liczyć na wsparcie bliskich wam osób, dzięki którym będziecie czuć się bezpiecznie. Po sesji weźcie udział w kilku sesjach kontrolnych, aby zintegrować treści, które zamanifestowały się podczas doświadczenia.

Niektórzy ludzie używający psychodelików w niekontrolowanych warunkach – na przykład podczas festiwali muzycznych – miewają czasem bardzo nieprzyjemne doświadczenia. W jaki sposób można pomóc osobie, która musi stawić czoło trudnej podróży psychodelicznej?

Zapewnijcie jej łagodne i uważne wsparcie. Zajmijcie się nią w spokojnym i cichym otoczeniu. Zachęćcie ją do tego, aby nie walczyła z doświadczeniem i spróbowała je „przepracować”. Zapewnijcie ją, że jest bezpieczna i że przyjęta przez nią substancja wkrótce przestanie działać. Tego rodzaju osoby na ogół nie potrzebują żadnych lekarstw o działaniu doraźnym.

Panie ministrze, pan się nie boi

Niektóre statystyki pokazują, że w samej Wielkiej Brytanii jest używanych mniej więcej 100 milionów tabletek ecstasy rocznie, ale spowodowane przez nie zgony przytrafiają się stosunkowo rzadko: zaledwie kilkadziesiąt razy w roku. Dlaczego tego rodzaju przypadki są tak nagłaśniane w mediach – w przeciwieństwie do zgonów wynikających z nadużywania legalnych środków takich jak paracetamol? Jakie są fizjologiczne zagrożenia związane z używaniem czystego MDMA?

MDMA nie jest w stu procentach bezpieczne. Nic nie jest. Używanie MDMA pociąga za sobą określone zagrożenia fizjologiczne, między innymi ryzyko wystąpienia hipertermii i hiponatremii. Tego rodzaju problemy są jednak rzadkie i można je z łatwością kontrolować w warunkach klinicznych. Na podstawie danych dotyczących rekreacyjnego użycia tabletek ecstasy nie powinno się wnioskować na temat ewentualnych zagrożeń związanych z przyjmowaniem klinicznego MDMA.

Nic nie nauczyła nas walka z narkotykami. Dlaczego tak samo walczymy z dopalaczami?

Warto jednak przyjrzeć się wspomnianym przez pana statystykom. Gdy weźmiemy pod uwagę ogromną popularność tabletek ecstasy w naszym społeczeństwie, liczba wywoływanych przez nie dolegliwości i zgonów może zostać uznana za zdumiewająco niską. Używanie MDMA pociąga za sobą bardzo niewielkie ryzyko uzależnienia i jest stosunkowo mało toksyczne, nawet w przypadku używania rekreacyjnego. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie niekorzystne sytuacje związane z przyjmowaniem tej substancji trafiają na pierwsze strony tabloidów.

Skoki przez okno, Lenin wiecznie grzybem i inne mity o psylocybinie

Wielu ludzi – wliczając w to niektórych naukowców – w dalszym ciągu podchodzi nieufnie do psychodelików i wierzy w stare mity dotyczące zagrożeń związanych z przyjmowaniem tych substancji. Czy zgadza się pan z Rickiem Doblinem, który twierdzi, że medykalizacja psychodelików doprowadzi do dekryminalizacji i stopniowo zmieni podejście ogółu społeczeństwa?

„Wojna z narkotykami” bardzo skutecznie rozpowszechniła błędne dane dotyczące potencjalnych zagrożeń związanych z używaniem psychodelików. Przygnębia mnie słuchanie lekarzy, którzy publicznie przedstawiają te nieprawdziwe informacje. Powinni bardziej się postarać i przyjrzeć się wynikom badań naukowych dotyczących bezpieczeństwa psychodelików. Według mnie Rick Doblin ma świetne podejście i jestem bliskim sprzymierzeńcem działań podejmowanych przez jego organizację MAPS.

Ketamina to nie magiczna pigułka

czytaj także

W wielu przypadkach prohibicja narkotykowa jest bardziej szkodliwa niż same substancje psychoaktywne. Czy jako psychiatra ma pan jakieś porady dla polityków, którzy prowadzą „wojnę z narkotykami”?

„Wojna z narkotykami” jest niemoralna, nienaukowa, nieetyczna, arbitralna i niebezpieczna. Współczesna walka z substancjami psychoaktywnymi jest kompletnie bezsensowna i równie nieskuteczna jak prohibicja alkoholowa wprowadzona w latach 20. W obecnych czasach kryminaliści wprowadzają na rynek środki psychoaktywne, które pod względem jakości można porównać do samogonu. „Wojna z narkotykami” zwiększa szkody, liczbę zgonów, a nawet liczebność użytkowników. Ustawa o Nadużywaniu Narkotyków z 1971 roku nie ma żadnego uzasadnienia naukowego i nie spełnia swoich funkcji. Większość ludzi używa substancji psychoaktywnych, ale ich nie nadużywa. Osoby borykające się z problemami narkotykowymi potrzebują opieki medycznej, a nie kryminalizacji.

Pan sobie ogarnie marihuanę

czytaj także

Wielka Brytania marnuje dziesięć miliardów funtów rocznie na utrzymywanie politycznie bezużytecznej i niebezpiecznej polityki antynarkotykowej. Zainteresowanie środkami psychoaktywnymi nigdy nie zostanie w pełni zlikwidowane. Potrzebujemy bardziej kreatywnego i skuteczniejszego podejścia, aby zredukować szkody związane z przyjmowaniem narkotyków. „Wojna” nie rozwiąże tego problemu.

Na koniec chciałbym dodać, że tendencja do uzależnień i nadużywania narkotyków nie ma nic wspólnego z samymi narkotykami. Stanowi ona raczej konsekwencję traum dziecięcych, utraty kontaktu z otoczeniem społecznym i niewystarczającej edukacji. Ograniczanie się do kryminalizacji użytkowników w niczym nie pomoże, a jedynie przeszkodzi w poradzeniu sobie z sytuacją.

Pamiętajcie, że narkotyki nie zabijają ludzi. Zabija ich prohibicja.

***

Fragment pochodzi z książki Macieja Lorenca „Czy psychodeliki uratują świat?” wydanej przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej. 

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.