Zdrowie

Cała prawda o mikrodawkowaniu

Maciej Lorenc

Efekty mikrodawek są niezwykle subtelne, a przez to trudne do zbadania. W przeprowadzeniu rygorystycznych eksperymentów klinicznych przeszkadza jednak przede wszystkim fakt, że psychodeliki są nielegalne.

Coraz większa liczba ludzi – również w Polsce – decyduje się regularnie przyjmować minimalne dawki psychodelików w nadziei na to, że dzięki nim poprawią swoje samopoczucie i codzienne funkcjonowanie. Ten sposób eksperymentowania ze środkami psychoaktywnymi nazwano „mikrodawkowaniem” (ang. microdosing) i obecnie jest jednym z najpopularniejszych trendów w kulturze psychodelicznej, ale naukowcy w dalszym ciągu nie wiedzą zbyt wiele o jego wpływie na procesy fizjologiczne i poznawcze. Wyniki wstępnych badań pozwalają jednak w przybliżeniu wyznaczyć kierunek dalszych eksperymentów.

Psychodeliki – ani trucizna, ani panaceum. W takim razie, co?

Mikrodawkowanie zazwyczaj definiuje się jako przyjmowanie około 1/10 (lub mniej) standardowej dawki wywołującej pełne spektrum psychoaktywnych efektów danej substancji. Używanie tak niewielkich ilości psychodelików nie powoduje wyraźnych zmian w percepcji, ale według wielu ludzi może mieć korzystny wpływ na codzienne życie: zwiększać kreatywność, pobudzać intelekt, stabilizować emocje, pomagać w kontaktach międzyludzkich i dodawać energii. Do mikrodawkowania zazwyczaj używa się LSD w dawkach 5–20 mikrogramów, ale niektóre osoby w podobny sposób korzystają z innych środków – zazwyczaj grzybów zawierających psylocybinę. Trudno jest zweryfikować doniesienia o cudownym oddziaływaniu mikrodawek, ponieważ pojawiają się przede wszystkim w nieformalnych raportach dotyczących niekontrolowanego stosowania psychodelików poza jakimkolwiek nadzorem medycznym. W takich sytuacjach nie da się sprawdzić, jaką dokładnie substancję przyjmowała dana osoba (kupowanie nielegalnych środków na czarnym rynku często przypomina rosyjską ruletkę) ani w jakiej dokładnie dawce (odmierzanie mikrodawek w domowych warunkach jest niezwykle trudne). Ogromna liczba pozytywnych doniesień może sugerować, że mikrodawkowanie jest panaceum na niemal wszystkie problemy w emocjonalnym i zawodowym życiu przedstawicieli klasy średniej w późnym kapitalizmie. Warto jednak pamiętać, że osoby rozczarowane tą techniką prawdopodobnie są znacznie mniej skłonne dzielić się publicznie swoimi spostrzeżeniami na jej temat. Póki co powinniśmy więc traktować entuzjastyczne sprawozdania jako coś w rodzaju plotek i nie zapominać, że możemy mieć do czynienia z efektem placebo albo przejawem myślenia życzeniowego.

Mikrodawki. Jak to się robi w Polsce?

Popularność mikrodawkowania

Za popularność mikrodawkowania w największym stopniu odpowiada psycholog, dr James Fadiman, który od lat 60. bada potencjał psychodelików. Początkowo interesował się ich wpływem na proces terapeutyczny i zdolność rozwiązywania problemów przez ekspertów z różnych dziedzin – między innymi architektów, inżynierów, fizyków, matematyków, artystów, dziennikarzy i projektantów mebli. Poprawianiem ogólnego funkcjonowania przy użyciu mikrodawek zainteresował się za sprawą doniesień o tym, że podobno sam Albert Hofmann (wynalazca LSD) przyjmował je przed spacerami po lesie i uważał, że jego pracodawcy z firmy Sandoz mogliby użyć ich do stworzenia produktu farmaceutycznego poprawiającego nastrój. Fadiman zaczął więc zbierać raporty od ludzi regularnie stosujących niewielkie ilości psychodelików i przedstawił kilka z nich w 2011 roku w swojej książce The Psychedelic Explorer’s Guide (polskie wydanie pt. Przewodnik psychodelicznego podróżnika ukaże się niedługo nakładem Wydawnictwa Cień Kształtu), wskutek czego zaczęli zgłaszać się do niego kolejni entuzjaści tej techniki – głównie młodzi pracownicy firm z Doliny Krzemowej. Wiele osób mówiło mu o tym, że wpływ mikrodawek trwa również następnego dnia po przyjęciu substancji, więc zaproponował im trzydniowy protokół: pierwszego dnia zażywają mikrodawkę o poranku, drugiego dnia obserwują utrzymujące się efekty, trzeciego dnia robią sobie przerwę, a następnie powtarzają cały cykl przez kilka tygodni. Przez cały ten czas zajmują się swoimi codziennymi czynnościami i relacjonują swoje spostrzeżenia.

Niektóre z nich stopniowo modyfikowały protokół i dopasowywały go do swoich indywidualnych potrzeb, ale na podstawie ich sprawozdań Fadiman doszedł do wniosku, że w wielu przypadkach mikrodawki działają antydepresyjnie (poprawiają nastrój) i nootropowo (poprawiają funkcje poznawcze). Wraz z dr Sophią Korb założył stronę microdosingpsychedelics.com i dotychczas zgromadził sprawozdania od mniej więcej dwóch tysięcy ludzi, którzy udzielili informacji o swoim samopoczuciu, poziomie energii i interakcjach z innymi. Ponad połowa z nich szukała sposobu na poradzenie sobie z depresją. Cały ten projekt jest oczywiście daleki od współczesnego „złotego standardu” badań psychofarmakologicznych, czyli randomizowanych eksperymentów z użyciem placebo i podwójnie ślepej próby. Dostarcza jednak cennych danych na temat tego, w jaki sposób ludzie w codziennym życiu reagują na niewielkie ilości psychodelików i jakie wiążą z nimi nadzieje.

W roku 2015 roku mikrodawkowanie zaczęło przedostawać się do kulturowego mainstreamu. Fadiman opowiedział o nim w podcaście znanego amerykańskiego przedsiębiorcy Tima Ferrissa, a nieco później na łamach „Rolling Stone” ukazał się artykuł pt. How LSD Microdosing Became the Hot New Business Trip, opowiadający o młodych pracownikach firm technologicznych, którzy próbują zwiększać swoją produktywność nie za pomocą kawy, lecz niewielkich ilości psychodelików. Doniesienia medialne zachęciły kolejnych ludzi do eksperymentów z mikrodawkowaniem, a materiały na jego temat ukazały się w takich magazynach jak „Forbes”, „Wired”, „New York Times” czy „Guardian”. Do jego popularyzacji przyczyniły się również mniej lub bardziej rzetelne publikacje napisane przez entuzjastów – przede wszystkim wydana w 2017 roku książka popularnej pisarki Ayelet Waldman, która wcześniej zajmowała się głównie tematami związanymi z macierzyństwem i życiem domowym. Rosnącą skalę tego zjawiska dość dobrze obrazuje fakt, że poświęcone mu forum w serwisie Reddit gwałtownie się rozrasta. Na początku 2015 roku skupiało około 1500 subskrybentów, ale w połowie 2018 roku było ich już 30 tysięcy, a obecnie jest ich ponad 50 tysięcy. Dotychczas nie powstała w Polsce analogiczna internetowa społeczność dotycząca mikrodawkowania (nie licząc kilku wątków w serwisie Hyperreal), a rodzimi entuzjaści tej praktyki czerpią wiedzę głównie z zagranicznych źródeł.

Warto zwrócić uwagę na zasadniczy zwrot w podejściu do substancji psychodelicznych. Od lat 60. XX w. przeważnie postrzegano je jako narzędzie w rękach kontrkultury walczącej z technokratycznym społeczeństwem, natomiast współcześnie coraz częściej traktuje się je jako sposób na poprawę wydajności, produktywności i kreatywności w przedsiębiorstwach skupionych na akumulacji kapitału (zwłaszcza w przemyśle technologicznym). Obecnie niektóre osoby używają ich w podobny sposób jak Adderallu, Ritalinu i modafinilu, czyli zasadniczo po to, żeby pracować szybciej, ciężej i dłużej.

Początkowe badania nad wpływem niskich dawek

W opublikowanej niedawno książce pt. The Science of Microdosing Psychedelics dr Torsten Passie skrupulatnie przedstawił wyniki licznych badań, które jeszcze w latach 50. i 60. przeprowadzili tacy badacze jak dr Harold Abramson czy dr Harris Isbell (obydwaj otrzymywali środki finansowe w ramach kontrowersyjnego projektu MK-Ultra, podczas którego pracownicy CIA badali potencjalne metody manipulowania ludzkim umysłem i prowadzili między innymi eksperymenty polegające na podawaniu substancji psychoaktywnych niczego niepodejrzewającym osobom). Te projekty przeważnie korzystały z rozwiązań metodologicznych i narzędzi badawczych odbiegających od współczesnych standardów, a ich wyniki w wielu przypadkach zostały słabo albo niedokładnie udokumentowane. W niektórych z nich wykorzystywano bardzo niewielkie dawki psychodelików w celu zgromadzenia informacji o różnych zagadnieniach – między innymi tolerancji farmakologicznej i dawce progowej (czyli najniższej dawce wywołującej zauważalne efekty). Obie te kwestie z oczywistych względów są istotne dla osób zainteresowanych mikrodawkowaniem. Wyniki badań wskazują na to, że z fizjologicznego punktu widzenia LSD i psylocybina są bardzo bezpieczne, ponieważ wykazują niezwykle niską toksyczność i nie mają właściwości uzależniających. W niektórych projektach badacze podawali je ludziom codziennie nawet przez kilka miesięcy i stwierdzili, że nie wywołują żadnych zauważalnych szkód w organizmie, ale za to prowadzą do błyskawicznego wzrostu tolerancji farmakologicznej, więc ich działanie szybko staje się praktycznie niewyczuwalne.

Czy grzybki i kwas uratują ludzkość przed zagładą?

Większość eksperymentów sugeruje, że w przypadku LSD dawka progowa wynosi 20 mikrogramów i że mniejsze ilości tej substancji nie wywołują u ludzi żadnych subiektywnych efektów. Nie upośledzają funkcji poznawczych i nie oddziałują na temperaturę ciała, tętno czy oddech, więc ich wpływ jest praktycznie niewidoczny dla zewnętrznych obserwatorów. Badacze zauważyli jednak nieznaczny wzrost średnicy źrenic, podniesiony poziom adrenaliny i wydłużenie się fazy REM. Sytuacja wyglądała nieco gorzej w przypadku minimalnie wyższych dawek, czyli 25–50 mikrogramów. Takie ilości LSD również nie wywoływały żadnych zauważalnych reakcji fizjologicznych, ale osłabiały uważność, koncentrację i zdolności matematyczne, a oprócz tego powodowały pobudzenie, rozdrażnienie, rozproszenie i zmiany w charakterze pisma. Niektórzy badani informowali o nudnościach, zwiększonej potliwości i dokuczliwym zmęczeniu pojawiającym się pod koniec dnia, a jednym z najwyraźniej widocznych efektów była labilność emocjonalna i spotęgowanie bieżącego stanu psychicznego: dobry nastrój zmieniał się w euforię, a kiepski w przygnębienie. Osoby zainteresowane mikrodawkowaniem powinny więc liczyć się z tym, że nieznaczna pomyłka w dawkowaniu może wywołać efekty, które będą bardzo przeszkadzać w wykonywaniu codziennych obowiązków, a wręcz je uniemożliwiać.

Grzybki, które leczą, czyli czescy hipisi mają receptę na twoje problemy

W tym kontekście warto również wspomnieć o spostrzeżeniach dr. Theodore’a Greinera, który w drugiej połowie lat 50. badał psychodeliki na zlecenie amerykańskich sił powietrznych – prawdopodobnie z myślą o potencjalnym wykorzystaniu ich do celów militarnych. U osób znajdujących się pod wpływem 20 mikrogramów LSD (czyli dawki progowej) zaobserwował „hipomaniakalne zachowania połączone z euforią, zwiększone napięcie psychomotoryczne i rozkojarzenie”, a także „wycofanie, drażliwość i częsty wymuszony śmiech pozbawiony przyjemności”. Niektóre z nich wykazywały „poczucie wyższości, obsesyjne myśli i dziwne, odrealnione myśli”, a pod koniec sesji odczuwały zmęczenie i przygnębienie. Co ciekawe, według Greinera głównym efektem podawania niskich dawek LSD były wyraźne wahania nastroju, ale badane osoby wydawały się nie zauważać u siebie tego rodzaju zmian.

Współczesne badania dotyczące mikrodawkowania

Efekty mikrodawek są niezwykle subtelne, a przez to trudne do zbadania. W przeprowadzeniu rygorystycznych eksperymentów klinicznych przeszkadza jednak przede wszystkim fakt, że psychodeliki są nielegalne, więc przygotowanie jakichkolwiek badań z ich użyciem wymaga nie tylko przebrnięcia przez uciążliwe procedury administracyjne, ale również zebrania ogromnej ilości środków finansowych. Naukowcy zainteresowani mikrodawkowaniem póki co opierają się głównie na anonimowych sprawozdaniach, więc z oczywistych względów warto zachować dystans wobec twierdzeń o korzyściach płynących z tej praktyki i pamiętać, że mogą wiązać się z nią również realne zagrożenia.

Wchodzi Amerykanin, Czech i Indianin i rozmawiają o psychodelicznej herbatce

Dr Fadiman i dr Korb na przestrzeni kilkunastu tygodni zaobserwowali pozytywne zmiany nastroju u swoich badanych, którzy często informowali, że regularne przyjmowanie niewielkich dawek psychodelików miało korzystny wpływ na ich produktywność, koncentrację, satysfakcję z pracy, kreatywność, empatię, kontakty międzyludzkie, zdolność rozwiązywania problemów, nawyki żywieniowe i umiejętność wyczuwania swoich prawdziwych potrzeb, a także pomogło im poradzić sobie ze stanami lękowymi i depresją, a nawet z napięciem przedmiesiączkowym i migrenami. Niektóre osoby donosiły jednak o negatywnych efektach, takich jak wahania emocjonalne, większa potliwość, niepokój, problemy z koncentracją, nadwrażliwość na światło, zmęczenie, drażliwość, niepokój, przygnębienie i bezsenność. Fadiman ostrzega, że z mikrodawkowania nie powinny korzystać kobiety w ciąży i osoby, które mają za sobą epizody psychotyczne, znajdują się w trudnej sytuacji życiowej albo cierpią na przewlekłe choroby, takie jak stwardnienie rozsiane. Oprócz tego odradza tę praktykę wszystkim ludziom, u których wywołuje ona dyskomfort i problemy w codziennym funkcjonowaniu. Takie zalecenie jest bardzo rozsądne, ale w oczywisty sposób zwiększa liczbę pozytywnych doniesień.

Powyższe spostrzeżenia w znacznym stopniu zostały potwierdzone w pierwszych artykułach naukowych o mikrodawkowaniu napisanych przez badaczy z uniwersytetów w Bergen, Londynie, Lejdzie, Toronto i Sydney. Warto jednak zaznaczyć, że te publikacje w większości powstały na podstawie badań, które pozostawiają wiele do życzenia pod względem metodologicznym (np. bazują na deklaracjach anonimowych internautów albo zostały przeprowadzone bez próby kontrolnej). Co ciekawe, pojawiają się w nich rozbieżności dotyczące rzekomego wpływu mikrodawek. Na przykład Vince Polito i Richard J. Stevenson z Macquarie University stwierdzili, że zauważyli poprawę psychologicznego funkcjonowania w dniu przyjmowania mikrodawek, ale wbrew rozpowszechnionym twierdzeniom efekt ten nie utrzymywał się następnego dnia. Oprócz tego nie odnotowali u swoich respondentów wzrostu kreatywności, a niektórzy z nich stali się bardziej neurotyczni, a więc bardziej podatni na negatywne emocje.

O bracie Davidzie mówią „psychodeliczny mnich”

We wrześniu 2018 roku badacze z Imperial College London wraz z Beckley Foundation zainicjowali nowy projekt, który ma dostarczyć bardziej szczegółowych danych o mikrodawkowaniu. Z uwagi na nielegalność psychodelików i ogromne koszty standardowych badań klinicznych postanowili skorzystać z nowatorskiej metody polegającej na tym, że uczestnicy badania samodzielnie mieszają kapsułki zawierające mikrodawki i kapsułki zawierające placebo, po czym przyjmują je w określone dni i za pośrednictwem komputera regularnie wykonują zadania mierzące funkcje kognitywne, m.in. uważność, pamięć i zdolność logicznego myślenia, a także wypełniają kwestionariusze dotyczące stanu emocjonalnego. Badanie wciąż trwa, a jego wyniki mają zostać opublikowane jesienią 2019 roku.

Beckley Foundation planuje również zrealizować w ściśle kontrolowanych warunkach laboratoryjnych szerzej zakrojony projekt, w ramach którego badacze będą obserwować wpływ mikrodawek na organizm – chcą między innymi użyć technik neuroobrazowania do obserwowania zmian w aktywności neuronalnej, łączności czynnościowej i przepływie krwi w mózgu. Uczestnicy będą również wykonywać zadania oceniające procesy poznawcze, wypełniać kwestionariusze dotyczące nastroju i grać w skomputeryzowaną wersję starochińskiej gry „go”, która ma pomóc w ocenie kreatywności i intuicji. Obecnie pracownicy Beckley Foundation we współpracy z Maastricht University prowadzą wstępne eksperymenty, które sprawdzają wpływ dawek wynoszących od 5 do 20 mikrogramów LSD na parametry życiowe, sprawność umysłową, stan emocjonalny i rozwój neuronów, a także odporność na stres i ból. Główna część badania odbędzie się jeszcze w tym roku i pozwoli zebrać bardziej konkretne informacje o skuteczności i bezpieczeństwie mikrodawkowania.

Zapytałam dziewczyny o narkotyki i seks na polskich festiwalach

Pewnych wskazówek dotyczących potencjalnego wpływu tej praktyki na organizm dostarczają wyniki eksperymentów na szczurach. Kilka lat temu grupka badaczy odkryła, że regularne podawanie zwierzętom dużych dawek LSD przez kilka miesięcy wywierało wpływ na ich zachowanie i ekspresję genów w mózgach – między innymi genów odpowiedzialnych za neuroprzekaźnictwo, neuroplastyczność i metabolizm energetyczny. Jednym z autorów tego badania był dr David Nichols, który należy do najważniejszych autorytetów w nauce psychodelicznej i uważa, że mikrodawkowanie nie jest dobrym pomysłem. Podkreśla, że w dalszym ciągu nie jesteśmy w stanie przewidzieć potencjalnych następstw regularnego przyjmowania psychodelików, które mogą długofalowo oddziaływać na metabolizm organizmu i wywoływać zmiany w produkcji endogennych hormonów oraz neuroprzekaźników takich jak serotonina czy dopamina. Niedawno ukazał się artykuł o eksperymencie, podczas którego grupa pod kierownictwem dr. Davida Olsona z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis przez dwa miesiące regularnie podawała szczurom mikrodawki DMT (jednej z substancji odpowiadających za działanie ayahuaski). Badacze nie odnotowali zmian w funkcjach poznawczych zwierząt, ale zauważyli bardzo pozytywny wpływ na ich poziom strachu i niepokoju. Odnotowali jednak również negatywne skutki uboczne: wyraźny przyrost masy u samców i zanik neuronów u samic. Ostatnie z tych odkryć było dość niespodziewane, ponieważ wyniki zeszłorocznych badań przeprowadzonych na tej samej uczelni wskazywały na to, że większe ilości psychodelików sprzyjają rozwojowi komórek nerwowych. Według dr. Olsona wyniki jego eksperymentów sugerują, że terapeutyczny wpływ DMT nie jest uzależniony od silnych doświadczeń psychodelicznych wywołujących zmiany w percepcji i że duże dawki mogą wpływać na organizm zupełnie inaczej niż niskie dawki.

Skoki przez okno, Lenin wiecznie grzybem i inne mity o psylocybinie

Dotychczasowe badania dotyczące mikrodawkowania mają wiele niedociągnięć metodologicznych, ale jednoznacznie pokazują, że ludzie używają tej praktyki na rozmaite sposoby i wielu z nich przypisuje jej wymierne korzyści. Naukowcy i użytkownicy dopiero zaczynają poznawać tę stosunkowo nową dziedzinę, a zgromadzenie jakichkolwiek pewnych informacji będzie wymagać nie tylko czasu, ale również cierpliwości i środków finansowych. Przemysł medyczny póki co nie wspiera żadnych badań dotyczących mikrodawkowania, ponieważ dotychczasowe raporty przeważnie dotyczą wzbogacania funkcji poznawczych w codziennych sytuacjach, a nie leczenia jakichkolwiek konkretnych dolegliwości. Być może zainteresuje się nim dopiero wtedy, gdy naukowcy dostarczą pierwszych konkretnych dowodów na jego terapeutyczną skuteczność. Mikrodawki używane do leczenia depresji lub rozwiązywania innych problemów zdrowotnych potencjalnie mogłyby przynieść firmom farmaceutycznym duże zyski finansowe, ponieważ pacjenci przyjmowaliby mikrodawki równie regularnie jak standardowe leki psychiatryczne, ale prawdopodobnie byliby narażeni na mniej dokuczliwe efekty uboczne. Ten scenariusz jak na razie pozostaje jedynie fantazją, a dalsze losy wszystkich psychodelików w medycynie w dużej mierze zależą od wyników bieżących eksperymentów dotyczących leczenia stresu pourazowego z pomocą MDMA i depresji z pomocą psylocybiny. Obecnie wiemy tylko tyle, że zainteresowanie mikrodawkowaniem szybko rośnie, ale realne efekty tej praktyki nadal pozostają niemal zupełnie nieprzebadane.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.