Kultura

Wzmacnianie tendencji spadkowych metodami operacyjnymi

Fot. Jakub Szafrański. Edycja KP

Dzisiaj w Polskim Radiu mamy do czynienia z zarządzaniem na podstawie „prawa esemesowo-mailowego”. Czy nominacja Jakuba Strzyczkowskiego na nowego szefa Trójki ma szansę doprowadzić do zmian w sposobie kierowania stacją?

Notatki, SMS-y, maile

„Proponuję, aby metodami operacyjnymi wzmocnić tendencję spadkową piosenki i wyeliminować ją z listy przebojów po 2–3 tygodniach. Natychmiastowa eliminacja jest także możliwa, jednak wprowadziłaby niepotrzebny rozgłos”.

Tak brzmi ręczny dopisek na notatce sporządzonej w roku 1983 przez oficera Departamentu II (kontrwywiad) Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL w związku z podejrzeniami o aluzje do postaci i śmierci Grzegorza Przemyka w piosence Mniej niż zero grupy Lady Pank. W notatce stwierdzano otwarcie, że związki są przypadkowe, ale… i tak lepiej różnymi „metodami operacyjnymi” doprowadzić do tego, żeby piosenka stopniowo spadła z Listy Przebojów Programu Trzeciego Polskiego Radia.

Wertując fora słuchaczy LP3, można natrafić na szereg mniej lub bardziej spiskowych teorii dotyczących „nagłych spadków” z zestawienia rozmaitych piosenek, których teksty lub kontekst stawały się nagle niewłaściwe, albo po prostu z opóźnieniem zwracały uwagę cenzorów.

Jawna cenzura wiąże się w historii LP3 z zakazem dopuszczania do głosowania utworów z USA oraz Norwegii (z powodu Pokojowej Nagrody Nobla dla Lecha Wałęsy) w roku 1983 – Marek Niedźwiecki wspominał wręcz, że był problem z… Abbą, bo wokalistka  urodziła się w Norwegii. Zakazem emisji rok później objęto też Maanam, gdy zespół odmówił udziału w koncercie przyjaźni polsko-radzieckiej w Sali Kongresowej. Zakaz dla Maanamu nastąpił u szczytu popularności grupy, gdy na LP3 znajdował się utwór To tylko tango – w efekcie utwór pozostał na liście, lecz puszczano z niego jedynie zapętlony motyw perkusyjny (np. przez 3–4 minuty). Podobny los spotkał następne utwory Maanamu wprowadzane na listę do czasu zniesienia zakazu (Krakowski spleen, Jestem kobietą i Simple Story). Po kilka razy w ciągu jednego notowania rozbrzmiewał wyłącznie werbel.

Okudżawa, Kaczmarski… Zappa?

Jako pierwszy o notatce wspominał Jan Widacki w wywiadzie rzece z Wojciechem Wróblewskim Czego nie powiedział generał Kiszczak? (1992). Widacki należał do ludzi, którzy brali udział w reorganizacji MSW w okresie transformacji, jako uczestnik negocjacji ze strony opozycyjnej, a następnie wiceminister w resorcie Krzysztofa Kozłowskiego w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Widacki w innym rozdziale (bardzo ciekawym z perspektywy sound studies), dotyczącym podsłuchów, stwierdza, że:

omówione zarządzenia wydane zostały bez żadnej podstawy prawnej. W resorcie zarządzenia wydawane bez wyraźnej podstawy prawnej nazywano „zarządzeniami samoistnymi”. W tej drodze regulowano w MSW szereg kwestii, w tym także takie, które jak sprawa podsłuchów, powinny być regulowane ustawą. (…) Mówiono wówczas, że najważniejsze są nie akty prawne publikowane w „Dzienniku Ustaw”, ale zarządzenia i okólniki, odbite na powielaczu i z tej racji nazywane „prawem powielaczowym”.

Jawna cenzura wiąże się w historii LP3 z zakazem dopuszczania do głosowania utworów z USA oraz Norwegii (z powodu Pokojowej Nagrody Nobla dla Lecha Wałęsy) w roku 1983.

Wszystko to brzmi znajomo zarówno w kontekście praktyki prawnej ostatnich miesięcy, zwłaszcza w obliczu pandemii, jak również w kontekście prób, by prostymi mechanizmami odgórnie sterować anteną Trójki. Dzisiaj w Polskim Radiu mamy do czynienia z zarządzaniem na podstawie „prawa esemesowo-mailowego”, czego najlepszy dowód stanowiła wiadomość od dyrektora stacji Tomasza Kowalczewskiego, zaprezentowana na antenie TVN przez Piotra Metza. Kowalczewski domagał się w tym SMS-ie po prostu zdjęcia z anteny piosenki Kazika Twój ból jest lepszy niż mój, którą słuchacze mieli czelność wywindować na pierwsze miejsce LP3. Niedługo później zablokowany został dostęp do strony LP3 i rozpoczął się korowód sensacyjnych oświadczeń dyrekcji radia, w których o ręczne sterowanie Listą oskarżono Niedźwieckiego. Punktem kulminacyjnym tej akcji był z jednej strony artykuł sugerujący handlowanie miejscami na liście, a z drugiej – absurdalna konferencja prasowa, na której „demaskowano” rzekome manipulacje i bezeceństwa.

Ernest Zozuń, znany słuchaczom z anteny Trójki, ale być może niekoniecznie jako członek tamtejszych związków zawodowych, opowiadał na posiedzeniu Senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu o metodach politycznego sterowania Trójką. W jego wystąpieniu znajdziemy cały wachlarz strategii i taktyk – od ramowego narzucania długości wypowiedzi przedstawicieli różnych partii (zgodnie z podziałem mandatów w Sejmie, przy czym przedstawiciele aparatu wykonawczego władzy wliczają się osobno), poprzez przemilczanie niewygodnych tematów metodą „po prostu się nie zmieściły”, aż po bezpośrednie ingerencje w programy publicystyczne (polecam fragment poświęcony sposobowi ujęcia tematu tegorocznych Dnia Babci i Dnia Dziadka w audycji Za, a nawet przeciw).

Mam nadzieję, że przemówienia Zozunia nie da się przemilczeć, że publicystyka nada mu odpowiednią rangę. Jest ono bowiem jedną z odpowiedzi na powracające pytanie: „czemu nie odeszli wcześniej?”. Cóż, jako osobie działającej w piśmie funkcjonującym dzięki państwowej dotacji, do tego pracującej nad doktoratem w państwowej Akademii, niespecjalnie spieszy mi się mówić ex cathedra, kiedy ludzie powinni porzucać pracę w innych państwowych instytucjach. Zozuń pokazuje jednak inny sens trwania w instytucjach mniej lub bardziej upadłych w dobie „dobrej zmiany” – sens kronikarskiego rejestrowania mechanizmów, jakimi nowa władza niszczy instytucje. Sens polegający na rozumieniu tych mechanizmów, aby w przyszłości móc lepiej im przeciwdziałać.

Kurz: „Dobra zmiana” dowartościowała kulturę – ale tylko jako „kulturę narodową”

Związki zawodowe

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że Trójka właściwie przez cały czas jest areną tlącego się konfliktu między zespołem tworzącym to radio od wielu lat a dobrozmianową dyrekcją. Konflikt czasem przycichał, czasem wybrzmiewał głośniej przy okazji odejścia kolejnego znanego radiowca, pełno było również podejrzeń ze strony słuchaczy oraz innych mediów o drobne akty dywersji i sabotażu ze strony redakcji. Za przykład niech posłuży sprawa emisji w trakcie niedawnego Polskiego Topu Wszech Czasów poza kolejnością utworu Edyty Geppert Władza – interpretowana jako antyrządowe puszczanie oka do słuchaczy przez zespół. Wszystko to sprawiło, że doszło do sytuacji paradoksalnej: jak podkreślał Zozuń, wywiady polityczne na antenie Trójki przeprowadzali głównie zewnętrzni publicyści, dodajmy, że zazwyczaj powiązani z prawicowymi mediami.

Ostatnie notowanie prezesa Kaczyńskiego?

Senackie wystąpienie znanego redaktora jest również istotne jako głos przedstawiciela związków zawodowych. Warto w tym miejscu zrobić krok wstecz i przypomnieć, jak w ogóle możliwe stały się cyrki, które miały miejsce w Polskim Radiu, łącznie ze zwalnianiem pracowników, którzy nie chcieli podpisać absurdalnego oświadczenia dyrektora Kowalczewskiego. Kluczowe znaczenie miało dawniejsze dławienie radiowych związków zawodowych – na czele ze zwolnieniem dziennikarza radiowej Dwójki Marcina Majchrowskiego, przeciwko czemu protestowaliśmy m.in. na łamach „Glissanda”. Majchrowski ostatecznie wrócił do radia.

Obok Majchrowskiego dyscyplinarnie zwolniony został w tym okresie również dziennikarz Trójki Wojciech Dorosz. Ich sprawy znalazły się w sądzie i ostatecznie doszło do zawarcia ugód między nimi oraz dyrekcją radia. Dorosz i Majchrowski znaleźli się w Zarządzie Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego i to w jego ramach starali się wspierać zachowanie niezależnego dziennikarstwa, m.in. publikując w grudniu 2018 roku (w Dniu Praw Człowieka) list otwarty w sprawie nasilających się działań „władz państwowych i służb przeciwko dziennikarzom wielu redakcji”. Przywrócenie Majchrowskiego i Dorosza do pracy miało wyraźny wpływ na taktyki pracowników Trójki, którzy później nieustannie lawirowali i ewidentnie próbowali przeczekać prezesowanie Jacka Sobali – bo skoro udało się za poprzednich rządów PiS-u…

Zmiany na szczytach Polskiego Radia, które nastąpiły w zeszłym roku – latem Sobalę zastąpił Andrzej Rogoyski – stopniowo prowadziły do zmian w samej Trójce. Po jesiennych wyborach parlamentarnych do dymisji podał się dyrektor programu Wiktor Świetlik, który zainicjował wiele z opisywanych procesów, lecz był jeszcze w stanie utrzymać zespół i starał się do niego wprowadzać również nowe osoby, legitymizujące pluralizm stacji. Po odejściu Świetlik napisał zaskakujący tekst, w którym bronił swojej koncepcji Trójki i kreślił wizję spisku przeciwko radiu ze strony Agory oraz dawnej szefowej stacji Magdaleny Jethon. Przyznam, że chętnie zapytałbym Zozunia, co sądzi na temat tego artykułu, jak i całego okresu prezesowania Świetlika – ale też na temat zarzutów o skrzydlato-czekoladowe upolitycznienie Trójki za czasów Jethon.

W każdym razie, gdy Świetlika zastąpił dotychczasowy wicedyrektor Kowalczewski, doszło do wyraźnego nasilenia konfliktów z zespołem – a strumień odejść przybrał na sile. Czy to zresztą dziwne, że perspektywa kolejnych kilku lat pracy w podobnych warunkach u różnych dziennikarzy przeważyła szalę decyzji o odejściu? W zeszłym tygodniu odejście całej grupy pracowników uczyniło z Trójki antenę widmową, w której słychać głównie playlistę pozbawioną prowadzących. A przypomnijmy, że mówimy o stacji, która wyjątkowo długo opierała się wprowadzeniu komputerowej rotacji. W miniony piątek, 22 maja, nie doszło do emisji LP3, za to odbyła się demonstracja pod siedzibą stacji.

Napięcie zresztą nie ustaje – w mediach społecznościowych krąży filmik, na którym policja aresztuje kobietę samotnie protestującą pod siedzibą radia na Myśliwieckiej. Na stronie internetowej LP3 opublikowano wyniki ostatniego notowania – Kazik z Mój ból jest lepszy niż twój ponownie znalazł się na miejscu pierwszym (zobaczymy, czy tym razem dotrwa tam do czwartku) – lecz równocześnie poinformowano o zawieszeniu audycji. W międzyczasie cała awantura przestała dotyczyć po prostu ręcznego sterowania wynikami jakiejś listy przebojów. Metodami operacyjnymi wzmocniono tendencje spadkowe całej stacji.

Szczerek: Kazik a walka klasowa

Kowalczewskiego już w Trójce nie ma – Jakub Strzyczkowski wyraźnie dostał zadanie ratowania wizerunku stacji. Już słychać zapowiedź negocjacji z wieloma spośród dziennikarzy, którzy odeszli w ostatnich dniach. Czy jednak faktycznie nominacja Strzyczkowskiego ma szansę doprowadzić do zmian w sposobie kierowania stacją? Nowy dyrektor wielokrotnie był krytykowany za polaryzujące audycje, dające pełne przyzwolenie na wygłaszanie „kontrowersyjnych” (czytaj: np. homofobicznych) opinii. Z drugiej strony Wiktoria Beczek napisała niegdyś, że Strzyczkowski stanowi przykład problemów, jakie w Trójce narastały od lat, ignorowane za czasów Jethon. Czy postać krytykowana za napuszczanie na siebie ludzi będzie w stanie faktycznie odbudować zniszczony zespół? Czy jest pan za likwidacją upartyjnionego medium? Przeciw? Za, a nawet przeciw?

Bo przecież na końcu tej radiodemolki majaczy wizja likwidacji takich mediów jak Trójka i prostej uniformizacji przekazu medialnego – zapewne wszystko w imię zaciskania pasa lub budowania nowszych, jeszcze narodowszych instytucji, którym można będzie napisać od nowa statuty.

Na końcu tej radiodemolki majaczy wizja likwidacji takich mediów jak Trójka i prostej uniformizacji przekazu medialnego.

Powróćmy jeszcze na chwilę do wywiadu rzeki Wróblewskiego z Widackim. Znalazł się w nim ciekawy materiał, zatytułowany Stan zagrożenia wewnętrznego państwa – nadbudowa. To fragmenty z raportu przygotowanego w 1984 roku przez Departament III MSW na posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR. Poniżej parę zdań dotyczących ówczesnego stanu radia:

Sytuacja polityczna w Radiokomitecie nie stwarza obecnie poważniejszych zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa. Atmosfera i nastroje społeczne kształtowane są głównie przez proces przygotowań do wdrożenia rządowego programu oszczędnościowego, który został wprowadzony z początkiem 1984 r. Wśród pracowników Radiokomitetu nastąpiły poważne przewartościowania w postawach i poglądach politycznych. Były one skutkiem zastosowania wobec środowiska szeregu środków dyscyplinujących, a także były następstwem procesu umacniania się stabilizacji politycznej i gospodarczej w kraju oraz aktywnej pracy profilaktycznej.

Arytmetyka głosowania

Niezależnie od znaczenia kulturowego Trójki (które opisywał np. Michał Sutowski) trzeba pamiętać o szerszym kontekście tego, co spotkało ostatnio stację. Po pierwsze, sprawa Trójki urasta do symbolu ogólniejszego wzrostu cenzorskiej samowoli obozu władzy, w walce o kontrolę treści w mediach i przestrzeni publicznej. Widać ją w najróżniejszych kontekstach: od wycinania przez TVP niepożądanych fragmentów programu Eurowizji – obecności transpłciowej youtuberki NikkieTutorials – przez wymazywanie w montażu serduszek WOŚP lub tęczowych flag, aż po prześladowanie artystów „karami sanepidu” za rekonstrukcję happeningu List Tadeusza Kantora.

„List” przeciw nielegalnym wyborom. Protest środowisk artystycznych pod Sejmem

W tym kontekście sytuacja w Trójce to także kolejny – po np. sytuacji z peregrynacjami festiwalu w Opolu – test dla środowiska muzyki popularnej i przyległości, zaangażowanego aktualnie w szeroką akcję #hot16challenge2. Pytanie brzmi jednak: czy zatomizowane środowisko, a raczej zlepek zatomizowanych środowisk i koterii, będzie w stanie zdobyć się na rodzaj solidarności? A poza tym: czy i w którym momencie zostanie podjęta próba choćby nawiązania do postawy ZASP-u, który w okresie stanu wojennego potrafił doprowadzić do oficjalnego bojkotu szeregu instytucji publicznych? Na razie podobne działania nie mają charakteru wyraźnego środowiskowego stanowiska, lecz raczej indywidualnych gier i uników, w poszukiwaniu sposobów, by w możliwie niewielkim stopniu splamić się współpracą z aktualnym systemem.

Jaś Kapela masakruje #hot16challenge2

Po drugie jednak, sprawa Trójki tak mocno rezonuje również dlatego, że pokazuje doskonale pola oraz strategie manipulacji obozu władzy, wzmacniając obawy przed kolejnymi posunięciami. Mam na myśli oczywiście manipulowanie procedurą głosowania, strategię podważenia wcześniejszych praktyk i szybkiego przejęcia liczenia poprzez klejenie naprędce zielonego stolika, przy którym będzie można kontrolować podanie wyników. Leciwa lista przebojów to mało istotny obszar tego typu zagrywek, ale przecież równolegle obserwujemy analogiczną strategię przejmowania Sądu Najwyższego. Powiedzmy to wprost: skoro widzimy manipulacje przy głosowaniu tak mało istotnym jak LP3, to słusznie boimy się, jak będą wyglądać ostatecznie nadchodzące wybory.

Kreatywna matematyka to element, który u jednych wzbudza skojarzenia z minionym ustrojem (Widacki we wspomnianej książce skupia się np. na statystykach przestępstw), a u innych ze współczesnym kapitalizmem – vide manipulowanie wskaźnikami produkcji, procentami podwyżek wynagrodzenia lub przecen w sklepach itd. Wszyscy zanurzeni jesteśmy w matematykę wyższego rzędu, jaka towarzyszy pieniądzowi, ale wciąż przekręty finansowe oparte na kreatywnej księgowości wywołują skandale. Dzisiaj jednak ta kreatywna matematyka rozlewa się po innych sferach życia, trzęsąc instytucjami i podważając wiarę w podawane dane i konsensus naukowy.

W przypadku LP3 jako skandal przedstawiono znany problem ludzkiej weryfikacji „podejrzanych głosów” – botów, prób obejścia systemu głosowania itd. We wszystkich opowieściach o historii LP3 w latach 80. powraca m.in. motyw fanklubów wielokrotnie dzwoniących, by oddać głos na daną piosenkę czy wysyłających seryjnie pocztówki – tak jak dzisiaj, tak i wtedy głosy te starano się odsiewać. Bartosz Gil w liście otwartym do Kowalczewskiego pisze, że dyrekcja wiedziała od dawna, że to największe wyzwanie dla LP3 – można powiedzieć, że wiedza ta została wykorzystana jako „hak” na prowadzących audycję, kiedy na szczycie znalazł się niepożądany utwór. Zapewne podobny charakter miały mieć postulowane działanie wobec Mniej niż zero – rozdzwonienia telefonów i rozpisania listów tak, by móc podważyć większą liczbę głosów oddanych na kawałek Lady Pank, dosypując za to głosów pozostałym piosenkom.

Paweł Sito, który współtworzył LP3 w latach 80., w niedawnym wywiadzie dla Onetu opisuje, jak starano się przeciwdziałać „wzmacnianiu tendencji” – przy czym przyznaje się do ręcznych ingerencji w notowania, które sam prowadził. Ale Sito traktował zawsze instytucję „listy przebojów” z przymrużeniem oka, uznając, że to niekoniecznie „demokratyczny plebiscyt”, tylko wspólna zabawa. Kiedyś w dokumencie telewizyjnym poświęconym LP3 opowiadał, że miał pomysł usunięcia nielubianej a popularnej piosenki z listy „do góry” – ogłoszenia, że utwór zyskał tak wiele głosów, że opuścił ją tak, jakby z niej spadł… tylko że inną drogą. Cóż, jego pomysł w jakimś sensie po latach zrealizował dyrektor Kowalczewski.

**
Antoni Michnik – doktorant w Instytucie Sztuki PAN, absolwent IHS UW, historyk kultury, performer. Członek założyciel researchersko-performatywnej Grupy ETC. Od jesieni 2013 roku w redakcji magazynu „Glissando”. Publikował m.in. w „Kontekstach“, „Kulturze Popularnej”, „Kulturze Współczesnej”, „Kwartalniku Filmowym”, „Przeglądzie Humanistycznym”, „Roczniku Historii Sztuki”, „Zeszytach Literackich”. Współredaktor książek Fluxus w trzech aktach. Narracje – estetyki – geografie Grupy ETC (Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2014) oraz Poza Rejestrem. Rozmowy o muzyce i prawie autorskim (Fundacja Nowoczesna Polska 2015).

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać