Felieton

Szczerek: Kazik a walka klasowa

Fot. SP Records/youtube.com

Zabawne zjawisko w weekend widziałem. Scrollowałem i patrzyłem, jak najlepsze umysły młodego pokolenia podkreślają, że oczywiście zachowanie Trójki be, ale dodają przy tym jasno i wyraźnie, że nie lubią Kazika Staszewskiego.


Zabawne zjawisko w weekend widziałem. Otóż po całej tej facepalmowej sprawie z wyrzuconej z listy tekturowej Trójki nieprawomyślnej wobec tekturowego dyktatora piosenki Kazika Staszewskiego tekturowa Rzeczpospolita Polska opadła znów o kilka poziomów żenady niżej. Poziomy, jak widać, też są z tektury.

Ostatnie notowanie prezesa Kaczyńskiego?

Wiele już napisano o tym, jak to debilna jest ta biedacenzura pisowskich gorliwców. Nie z ideologicznej potrzeby ona zresztą pochodzi, bo ideologia pt. „Jebać pedałów i połowę Polski, wodzu, prowadź” to nie jest ideologia, tylko zwykłe bucerstwo zakutych obskurantów, którzy sami sobie wbili w głowę, że wodzowi trzeba czołobitnie służyć i mu nadskakiwać. Nawet w miejscach, gdzie na nadskakiwaniu wodzowi niespecjalnie zależy. Bo cóż, pisowscy ministrowie od razu rzucili się do walenia po nadgorliwcu, choć generalnie dziwne było to ich zaangażowanie po stronie obrońców wolnego słowa w czasie, gdy TVP została zamieniona w maszynę do robienia lodów.

Okej, to, że PiS i jego funkcjonariusze są śmieszni, wiadomo nie od dziś. Chciałbym skoncentrować się natomiast na szarży, do jakiej od razu przystąpił na nieco koślawych konikach lewobańkowy komentariat.

Scrollowałem i patrzyłem, jak najlepsze umysły młodego pokolenia podkreślają, że oczywiście zachowanie Trójki be, ale warto było również podkreślić, że się „nie lubi Kazika Staszewskiego”, a poza tym „są ważniejsze rzeczy, jak na przykład nierówności w Polsce”.

O Boże, Boże, żeby tylko ktoś przypadkiem nie zaczął podejrzewać najlepszych umysłów młodego pokolenia, że słuchają Kazika! Bardzo ważne było to zaznaczenie, bo niechże jeszcze ktoś pomyśli, że dobry lewicowiec w cichości ducha lubi posłuchać w domu siarowatego muzyka, którego słuchają kuce i który w dodatku co jakiś czas lubi rzucić w przestrzeń korwinowskim poglądem.

Oczywiście nic mi do tego, co kto z osobna sądzi o walorach artystycznych piosenkarza Kazika Staszewskiego, nie każdy musi go lubić, wielu może go nie lubić (choć nigdy do końca nie rozumiałem potrzeby negatywnego wypowiadania się o czyjejś sztuce, jeśli można po prostu zająć się konsumowaniem sztuki, którą się lubi). Chodzi o to, że całe zjawisko – nie czepiając się poszczególnych osób, bo w sumie nie ma za co – po raz kolejny obnażyło pewną tendencję, która wygląda tak: „do lewicowej bańki należą ludzie o guście elitarnym”. Ewentualnie perwersyjnie się przyglądający niektórym aspektom kultury niskiej.

I znów: nie ma w tym niczego złego. Pisząc to, co piszę, nie chcę nikogo oceniać. Po prostu zauważam wielokrotnie zresztą już odnotowany fakt, że daleko stąd nawet do przaśnych gustów klasy średniej, nie mówiąc już o gustach klasy ludowej, którą ta bańkowa lewica bardzo by chciała poznać, bo nie bardzo zna. A nawet jeśli zna, to chyba nie tę, którą sobie wyobraża. Nie bardzo zresztą dostrzega różnice między klasą średnią a ludową, bo w Polsce są one mocno rozmyte i diabli wiedzą, czy w ogóle można o nich mówić.

No ale tak. Słuchasz Kazika – jedź sobie na Woodstock. Klasa średnia, kuce śpiewające Tatę dilera i w ogóle cała ta ekipa, która pozostała po „normalności III RP”, to ludzie, o których lewicowa bańka nie za bardzo miałaby ochotę się troszczyć. Od razu chciałaby zejść niżej, do klasy ludowej, i co więcej, chciałaby jeszcze, żeby ta klasa – o której przecież sami doskonale wiedzą, że jest nieuprzywilejowana, czyli często nie ma dostępu do wysokiej edukacji, nie uczestniczy w wyrafinowanych intelektualnych, że tak powiem, ucztach, nie ma bowiem kasy nawet na te zwykłe – by ta klasa od razu podzielała lewicowe przekonania obyczajowe. Żeby ot tak, od razu, odrzuciła tradycyjną religijność i moralność, żeby ukochała osoby LGBT pomimo całej tej histerii, która jest rozpętywana po kościołach, państwowej TV i w ogóle całego mindsetu, który przeciętny Polak wyniósł z domu i rodziny.

No, ale cóż poradzić: jest coś pomiędzy bańką a klasą ludową, tą wyobrażoną, wyglądającą w oczach tej bańki tak, jak bańka by chciała, żeby wyglądała. Pomiędzy jest klasa średnia. Ciężko najczęściej pracująca, obłożona kredytami, klasa, która ledwie wyszła z nędzy późnego PRL-u i ciężkiego burdelu lat 90., już się stała dla tej lewicowej bańki obiektem nienawiści. Bo według bańki klasa średnia prześladuje klasę ludową, bo terroryzuje swoim przaśnym gustem i moralnością debatę publiczną, bo wierzy w indywidualizm, a nie w państwo, i nie chce na to państwo płacić podatków (pomijam już proste pytanie: a w co ma wierzyć, jeśli państwo w PRL-u było pośmiewiskiem, a od lat 90. istnieje głównie teoretycznie?).

Legendy o „zdradzie elit” i te o „złotym wieku” służą politykom. Ludzkie doświadczenie się w nich nie mieści

No więc taką mamy teraz sytuację: klasa ludowa broniona jest raczej przez PiS, a o tym, że ma opiekuna o wyrafinowanym guście, który mówi „pieprzyć aferę o Kazika, bo są poważniejsze sprawy, na przykład klasa ludowa”, nawet nie wie.

Klasa średnia jest walona po głowach i ze strony lewicy, i ze strony prawicy (choć cech odróżniających ją od klasy ludowej raczej nie ma, poza tym, że lepiej sobie radzi finansowo, jest więc po prostu klasą ludową w wersji takiej, jaką chciałaby ją widzieć lewica, czyli bogatszej). I, szczerze mówiąc, to klasa, której za bardzo nie ma kto bronić. Są, oczywiście, „Newsweek”, „Gazeta Wyborcza” i „Polityka”, ale i publicyści tych czasopism bywają przez bańkę raczej pogardzani za „kodziarstwo” i – tu już często słusznie – brak społecznej wrażliwości.

Rzecz w tym, że to właśnie ta klasa średnia jest potencjalnym rezerwuarem lewicowych kadr. To klasa średnia, cóż poradzić, przegryzła się już przez tradycyjną moralność i jest gotowa poprzeć postulaty lewicy, w każdym razie znacznie chętniej niż klasa ludowa. To klasa średnia mniej więcej od zwycięstwa PiS-u w 2015 roku została z pytaniem: jaka ma być Polska po PiS-ie i dlaczego liberalizm nie jest odpowiedzią – i często zaczęła skłaniać się ku refleksjom lewicowym.

Cóż z tego jednak, bo wystarczy, by trafiła do piekła lewicowego komentariatu w portalach społecznościowych i nie podzielała gówniarsko rewolucyjnych tez tam podawanych. Wystarczy, by naiwnie zapytała na profilu u Dehnela, jak też ta klasa ludowa ma się zacząć przekonywać do lewicy, jeśli z perspektywy tegoż ludu lewica ta kojarzona jest głównie ze sprawami obyczajowymi, bo tak ją przedstawia prawicowa propaganda (zresztą przecież tematy te są mocno na lewicy, co zrozumiałe, reprezentowane). Więc może, zapyta taki nowy potencjalny wyborca lewicy, niezapoznany jeszcze z lewicowymi kodami i niewiedzący, o co wolno, a o co nie wolno pytać. Może warto tę walkę o gejów opakować w o wiele szersze społeczne pakiety i mówić o nich głośniej i wyraźniej, żeby nie sprawiać wrażenia, że to, z kim kto sypia, jest ważniejsze od tego, co ma jeść? Zapyta taki świeżak, walnie parę tez, które wiszą w powietrzu, którym oddycha i są dla niego neutralne i naturalne – i dowiaduje się, że jest z dzbanów i matołów i w ogóle jebać go i jego starych.

Od kiedy lewica zaczęła – w imię walki o sprawy obyczajowe, którą zresztą rękami i nogami popieram – odchodzić od swojego tradycyjnego elektoratu, czyli po rewolucji obyczajowej – jest kulturalną elitą. To widać, to słychać. Chciałaby z tego punktu przeskoczyć od razu do klasy ludowej, co jej się średnio udaje. Nie wiem, może potencjalny rozwój lewicowego hip-hopu ma jakieś szanse dotarcia do młodych ludzi „z dołu”, ale poza tym nie bardzo widać sukcesy na tym polu. Lewicowa bańka odmawia przyjęcia do wiadomości faktu, że odrzucając klasę średnią, normalsów, słuchaczy Kazika i T.Love, wyśmiewanych „wychowanych na Trójce”, odrzuca jedynych sojuszników, jakich może zdobywać. Ci, którzy mają spełnione podstawowe potrzeby z piramidy Maslowa, mogą przejść do kolejnych. Lewica, rozpiąwszy się pomiędzy maksymalnie szeroką tolerancją obyczajową a postulatami radykalnych zmian gospodarczych – musi gdzieś przyciąć i skrócić.

Osobiście skłaniałbym się ku przycięciu w tematach gospodarczych: warto iść w stronę socjaldemokracji, a wtedy nie ma problemu z kaptowaniem do swoich szeregów klasy średniej. Ewentualnie później można zaostrzyć stanowisko, gdy elektorat będzie już mocniejszy – zresztą w epoce robotyzacji pracy jedyną alternatywą dla jakiejś formy socjalizmu może być tylko dystopijny totalitaryzm. Można też, faktycznie, bić się o klasę ludową, ale wtedy trzeba przyciąć od strony obyczajowej, a to, szczerze mówiąc, przerażałoby mnie bardziej niż to pierwsze. Kto wtedy będzie bronił mniejszości, tych, które nie pasują do reszty, Komisja Europejska?

Ken Loach: Jeśli nie rozumiemy walki klas, nie rozumiemy zupełnie nic

Ale coś trzeba robić, a nie tkwić w tym nieszczęsnym szpagacie i nienawidzić klasy średniej, bo jest średnia i słucha chujowej muzyki, nienawidzić (pomimo deklaracji miłości) ludu, bo chodzi do kościoła i głosuje na PiS. Nienawidzić wszystkich, słuchać wyrafinowanej muzyki i czekać, aż podjedzie wózek z napisem SLD i wtedy wskoczyć nań na przyczepkę?

Drogie snoby z zamków wampirów, włączcie sobie czasem Trójkę. Choć teraz to już nie ma po co, bo nawet Trójki nie ma. Posłuchajcie nowego projektu Manna i Jethon, nawet jeśli będzie „libkowy” i „dziaderski”. Nauczcie się rozmawiać z tymi ludźmi. Albo raczej nie udawajcie, że nie umiecie, bo ci ludzie to wasi starzy czy wujkowie i ciotki. I przestańcie być takimi snobistycznymi bucami. Bo kilka razy widziałem, jak tzw. zwykli ludzie przysiadali się do stolików, przy których siedzieli lewicowi intelektualiści, i byli albo ignorowani, albo sprowadzani do pionu: twoje gusty są obciachowe, a to, co mówisz na dowolny temat, to dziaderskie pitolenie. Nacki, niestety, mają lepszy kontakt z ludźmi, i nie są demonstracyjnie elitarystyczni.

Eribon: Jesteśmy pariasami, dziedziczymy wykluczenie

No, ale pewnie znów piszę o lewicy, która nie istnieje, a ta, która istnieje, jest inna, niż bańkowy komentariat. Tyle że nikt jej w Polsce nie widział.

I tak, wiem, że są ważniejsze sprawy niż Kazik. Pamiętajcie o tym, by za każdym razem, gdy odpalacie coś wysmakowanego i atestowanego przez bańkę, wygłosić litanię: pomyślałem o biednych dzieciach, o prekariacie na śmieciówkach, o przepełnionych szpitalach, o sytuacji uchodźców, a teraz, uff, w końcu PLAY.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Ziemowit Szczerek

| Dziennikarz i prozaik
Dziennikarz i prozaik, autor książek „Siódemka”, „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”, „Rzeczpospolita Zwycięska”, „Tatuaż z tryzubem”, „Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową” oraz współautor zbioru opowiadań „Paczka radomskich”. Laureat Paszportu „Polityki”. Pisze dla „Polityki”, „Nowej Europy Wschodniej” i „Tygodnika Powszechnego”.