Kraj

Mieszkania, ochrona zdrowia i inne przeżytki z PRL-u. Elementarz dla obrońców konstytucji

Część opozycji nadal nie przyjęła do wiadomości, że mieszkanie, ochrona zdrowia i godne warunki bytowe to nie skansen z PRL, ale prawa zapisane w polskiej konstytucji i fundamentalne potrzeby wszystkich ludzi. Dopóki tego nie skuma, będzie przegrywać wybory, bo koniec miesiąca zawsze jest bliżej niż koniec świata.

Na marginesie dyskusji o poparciu Lewicy dla Planu Odbudowy posłanka Klaudia Jachira stwierdza na Twitterze: „Już od jakiegoś czasu widzę na Lewicy tęsknotę za PRL-em, że były mieszkania, praca, sanatoria i w ogóle super. Pytanie do pokolenia moich rodziców: wiedzieliście, że mieszkaliście w raju? I po co było to zmieniać?”.

Znanej z obrony wartości konstytucyjnych posłance trafnie odpowiada partia Razem, cytując art. 75 konstytucji: „Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania”.

To nie wszystko, bo w odpowiedzi można też przytoczyć art. 65 ust. 5 konstytucji: „Władze publiczne prowadzą politykę zmierzającą do pełnego, produktywnego zatrudnienia poprzez realizowanie programów zwalczania bezrobocia, w tym organizowanie i wspieranie poradnictwa i szkolenia zawodowego oraz robót publicznych i prac interwencyjnych”.

A może jeszcze jeden fragmencik, ten dotyczący ochrony zdrowia, bo w obrębie tego pola można umiejscowić sanatoria, z których śmieszkuje posłanka. W art. 68 ust. 1 konstytucji czytamy: „Każdy ma prawo do ochrony zdrowia”. Dorzućmy do tego ustępy 2 i 3: „Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych” oraz „Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku”. A jeżeli mielibyście jakieś wątpliwości, to NFZ dopłaca do leczenia sanatoryjnego, a koszty zakwaterowania i wyżywienia są dla uzdrowisk regulowane prawnie.

Radykałowie? Komuniści? Nie – Razem to zwyczajna europejska socjaldemokracja

Nie chcę być źle zrozumiany: wartości konstytucyjne są bardzo istotne. Zbyt często bywa jednak tak, że konstytucja jest czytana wybiórczo, w ramach tożsamościowych narracji politycznych. Tymczasem poza takimi jakościami jak państwo prawa w naszej ustawie zasadniczej zapisane są również pewne prawa socjalne, na których nagminne łamanie część obrońców konstytucji przymyka oko – o ile owe prawa w ogóle ich interesują. Można odnieść wrażenie, że dla tych osób artykuły odnoszące się do kwestii socjalnych w najlepszym razie są zbiorem niezobowiązujących sugestii. A w najgorszym, że ich realne wprowadzenie w życie byłoby właśnie rodzajem restauracji Polski Ludowej.

Poza tym jednak, że prawa obywateli i obowiązki państwa, z których próbuje dworować Jachira, są ujęte w konstytucji (co jako obrończynię owej konstytucji ją kompromituje), są one także elementami normalnego, wygodnie urządzonego państwa. Władze w zasadzie wszystkich wysoko rozwiniętych państw (ale nie tylko ich przecież) dążą do możliwie dostatecznego zaspokojenia potrzeb swoich obywateli właśnie poprzez politykę, z której drwi posłanka.

Państwo dobrobytu: socjaldemokratyczne albo żadne

Nie bez kozery stopa bezrobocia (obok wysokości zarobków) jest najbardziej podstawową miarą, o której mówi się w kontekście rynków pracy. Szeroka dostępność dobrze płatnych miejsc pracy w wyobrażalnych systemach gospodarczych jest tak nieodzowną cechą dobrobytu, że w zasadzie aż głupio o tym wspominać. Powszechna, publiczna opieka zdrowotna jest systemem, który zazwyczaj się po prostu najlepiej sprawdza jako sposób na wydłużanie życia obywateli i obywatelek danego kraju.

Dostępne mieszkania są nie tylko jednym z praw ujętych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, ale również jednym z absolutnie podstawowych dóbr wyznaczających poziom godnego życia.

Godna, dostępna praca, dostępne mieszkania i ochrona zdrowia to żadne tęskne spoglądanie w stronę PRL-u. To realizacja najbardziej podstawowych potrzeb wszystkich ludzi. Nie są to przecież wyłącznie postulaty Lewicy – ma je w programie niemal każde ugrupowanie polityczne. Łącznie zresztą z Koalicją Obywatelską, z której list startowała Jachira, a która to formacja w swoim programie ma zapisy zarówno mówiące o konieczności budowy mieszkań na wynajem, jak i o poszerzeniu dostępu do dobrej jakości ochrony zdrowia.

Mogę starać się zrozumieć, że co do zasady Klaudii Jachirze nie chodziło o potępienie tych wszystkich rzeczy, a tylko o pokazanie, że istnieje pewien Wielki i Ostateczny Wybór między poparciem dla programu, który będzie ostatecznie wdrażał PiS, a wartościami demokratycznymi. Jednak tak tworzony język jest kompletnie przeciwskuteczny.

Problem w tym, że dla ogromnej części ludzi poparcie dla programu demokratycznego znajduje się niżej w hierarchii polityczno-bytowych potrzeb niż mieszkanie i godne, w miarę dostatnie życie. To nie znaczy oczywiście, że każda wygodnie mieszkająca i dobrze zarabiająca osoba będzie głosować w jedynie słuszny sposób. To po prostu banalne w swojej istocie spostrzeżenie, że zanim nastąpi koniec świata, nastąpi koniec miesiąca. A poparcie dla instytucji demokratycznych buduje się przez to, że owe instytucje pozwalają ludziom na godny byt.

Przestańmy używać języka skrajnej prawicy. Czasy Reagana dawno minęły

Dopóki część opozycji tego oczywistego faktu głęboko nie zinternalizuje, dopóki nie skuma, że sprzeczność między mieszkaniami, godnym życiem i dostępną opieką zdrowotną a demokracją i przestrzeganiem konstytucji jest głęboko fałszywa, dopóty będzie przegrywać wybory. Dlaczego? Bo w ramach tak ustawionej alternatywy większość ludzi najzwyczajniej w świecie opowie się za mieszkaniami, wyższymi płacami i zdrowiem. Koniec końców taka narracja szkodzi więc również demokracji.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kamil Fejfer
Kamil Fejfer
Publicysta ekonomiczny
Publicysta zajmujący się rynkiem pracy i tematyką ekonomiczną. Autor książek: „O kobiecie pracującej. Dlaczego mniej zarabia chociaż więcej pracuje” oraz „Zawód”.
Zamknij