Kraj

Majmurek o dymisji Gowina: Kaczyński zaczyna zjadać przystawkę

Jarosław Gowin

Jeśli Kaczyński ma asa w rękawie i wbrew Gowinowi zbudował większość dla Lex TVN, to znaczy, że walkę z liderem Porozumienia wygrał przez nokaut. Jeśli jednak z Gowinem zostaną lojalni posłowie, to on będzie mógł sprzedać swoje wyrzucenie z rządu jako sukces, a Kaczyński na tej przystawce połamie sobie zęby.

Jarosław Gowin został usunięty z rządu. Od dawna było oczywiste, że jego dni w koalicji z PiS są policzone, że prędzej czy później Kaczyński się z nim pożegna albo Gowin sam wyjdzie z rządu – tempo, w jakim się to stało, jest jednak zaskakujące.

Kaczyński najwyraźniej zmęczył się prowadzoną od ponad roku grą z Gowinem i postanowił zjeść przystawkę – pytanie, czy nie połamie sobie na niej zębów.

Lex TVN jako test

Część odpowiedzi na to pytanie poznamy w środę w okolicach południa – jeśli jak podaje PAP, pierwszym punktem środowego porządku obrad Sejmu będzie głosowanie Lex TVN.

Lex TVN: o co właściwie chodzi PiS?

Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy PiS skieruję ustawę pod obrady na tym posiedzeniu – co wskazuje, że losy koniecznej do uchwalenia feralnej ustawy większości długo musiały się ważyć. Jeśli Kaczyński faktycznie ma jakiegoś asa w rękawie, jeśli wbrew Gowinowi zbudował nową większość, to znaczy, że walkę z liderem Porozumienia wygrał przez nokaut, a spekulacje o rozpadzie władzy Zjednoczonej Prawicy są co najmniej przedwczesne.

Łatwo sobie wyobrazić, każdy ciągle lojalny poseł i posłanka Porozumienia jest teraz „kuszony” przez PiS. Głosowanie za Lex TVN ma być testem: albo zostajecie z nami i razem dalej dzielimy się fruktami władzy, które hojnie na was spłyną, jeśli zostaniecie w Zjednoczonej Prawicy, albo wypad na niepewny opozycyjny chleb.

Gowin w środę przekona się więc, czy ma jeszcze partię, czy Kaczyński skutecznie mu ją rozebrał, pozostawiając sam kadłubek. Jeśli zostanie mu dwóch, trzech posłów, to może się znaleźć na politycznym aucie, z którego trudno będzie mu wrócić. Zostanie mu opowiadanie w programach telewizyjnych i wywiadach dla liberalnej prasy, jak okropni są PiS i Kaczyński.

Jeśli jednak Gowin zachowa wszystkich lub prawie wszystkich lojalnych posłów, a już zwłaszcza, gdyby Kaczyński nie zebrał jednak większości w sprawie TVN, to lider Porozumienia będzie mógł sprzedać swoje wyrzucenie z rządu jako sukces.

„Broniłem przedsiębiorców i portfeli Polaków przed szkodliwymi, socjalistycznymi pomysłami oraz wolności mediów, Jarosław Kaczyński zamiast posłuchać głosu rozsądku rozbił Zjednoczoną Prawicę” – będzie brzmiał komunikat Gowina.

Z takim przekazem, kilkoma rozpoznawalnymi posłami, senatorami i radnymi różnych szczebli, Porozumienie może jeszcze znaleźć sobie miejsce w jakimś opozycyjnym komitecie – od dawna słyszy się, że gowinowcy rozmawiają z PSL.

Czas wielkiego gnicia

Co dla polskiej polityki oznaczałaby sytuacja, gdyby Kaczyński jednak nie zbudował nowej większości? Gdyby okazało się w środę, że mamy jednak rząd mniejszościowy? Nie musi to oznaczać nowych wyborów.

Premiera w Polsce chroni bardzo silna instytucja konstruktywnego wotum nieufności – by go odwołać, trzeba przegłosować powołanie nowego rządu. Prawdopodobieństwo, by w tym Sejmie pojawiła się większość do powołania jakiegoś rządu technicznego, zdolnego administrować państwem do czasu przyszłych wyborów, oceniam na niskie. Teoretycznie mogłaby się zebrać większość zdolna wybrać Gowina na marszałka Sejmu, a Władysława Kosiniaka-Kamysza na premiera technicznego, ale musiałaby się porozumieć cała opozycja: od Konfederacji do partii Razem. Opozycja brałaby wtedy na siebie ryzyko mocno niestabilnych rządów tuż przed czwartą falą pandemii, których każdą ustawę blokowałby prezydent Duda, a wszystko to działałoby w dodatku pod stałym obstrzałem TVP Kurskiego. Nie jest to szczególnie kusząca perspektywa.

Czy czekają nas zatem wcześniejsze wybory? Niekoniecznie. Sondaże PiS od miesięcy nie dają partii Kaczyńskiego szans na samodzielne rządy, a w przyszłym Sejmie bez samodzielnej większości jeszcze trudniej będzie PiS-owi zbudować rząd, nawet jeśli wybory wygra. Sondażowe wyniki PiS miał pomóc podreperować Polski Ład, ale na razie Kaczyński nie ma większości do tego, by przegłosować składające się na niego ustawy w Sejmie. Decyzja o wcześniejszych wyborach byłaby dla niego potężnym ryzykiem. Już raz sparzył się, decydując się na podobny ruch w 2007 roku.

Porozumienie wysyła jasny sygnał: jesteśmy do wzięcia

Co więc nas czeka? Jeśli nie rząd techniczny, nie wcześniejsze wybory, to proces powolnego gnicia obozu rządzącego. Czy raczej przyspieszenie procesów gnilnych, widocznych tak naprawdę już od wyborów parlamentarnych w 2019 roku – gdy PiS wbrew świetnej koniunkturze, realnej poprawie sytuacji materialnej szerokich grup społecznych, całemu pakietowi transferów socjalnych i propagandzie TVP, wziął w Sejmie tyle samo mandatów, co w 2015, 235. Rządząca partia zderzyła się ze szklanym sufitem, musiała boleśnie zweryfikować serio snute przed wyborami plany „co zrobimy z większością 3/5, jeśli nie konstytucyjną”.

Zaraz po wyborach wierzgać zaczęli też ziobryści – atakując PiS za bezideową, odległą od prawicowych wartości politykę. Potem sam Jarosław Kaczyński podjął cały szereg błędnych decyzji, które przyspieszały korozję jego obozu: o parciu do wyborów pocztowych, piątce dla zwierząt (nie oceniam tu jej treści, tylko polityczne skutki – kluczowe grupy elektoratu PiS odrzuciły projekt), delegalizacji aborcji rękami Trybunału Konstytucyjnego. Jeśli Kaczyński nie policzył szabel, wyrzucił Gowina w ciemno pod wpływem emocji i nie ma większości, to decyzja o jego usunięciu z rządu okaże się kolejnym takim błędem.

Jak i gdzie pęka Zjednoczona Prawica

Bez większości Kaczyński będzie skazany na wyczerpujący politycznie proces budowania poparcia dla każdej ustawy. Raz szukając głosów w Konfederacji, a raz w Lewicy – gdzie PiS liczy na poparcie Polskiego Ładu przez Razem, zwłaszcza zmian zasad naliczania składki zdrowotnej i nowej kwoty wolnej.

Nie pomagać PiS!

Co w sytuacji gnijącego rządu mniejszościowego powinna robić opozycja? Po pierwsze, pilnować Polski przed próbami przewrócenia stolika. Bo słabnący, tracący władzę Kaczyński może czuć pokusę szukania radykalnych, jeszcze bardziej popychających Polskę w autorytarną stronę rozwiązań.

Po drugie, nie pomagać PiS. Opozycja powinna głosować razem z rządzącą partią wtedy i tylko wtedy, gdy szybkie przyjęcie danej ustawy jest absolutnie konieczne – np. ze względu na sytuację zdrowotną.

Poza tym nie warto wchodzić ze słabnącym PiS w żadne porozumienia, nieważne co by obiecywał i jak pozornie słusznych spraw by nie podejmował. Ratowanie większości PiS w tej sytuacji byłoby skrajną polityczną naiwnością, za którą opozycyjny elektorat będzie karał. Dotyczy to zwłaszcza Lewicy, której część rozważa poparcie niekt orych ustaw Polskiego Ładu.

Według sondażu „Dziennika Gazety Prawnej” i RMF FM aż 85 proc. wyborców Lewicy uważa, że straci na Polskim Ładzie. Poparcie go, wbrew emocjom własnych wyborców, w tym tej kluczowej, antypisowskiej, po to, by minimalnie uprogresywnić system podatkowy, jest złym politycznym targiem. Obecna sejmowa Lewica mogłaby go zwyczajnie nie przetrwać.

Podsumowując, jeśli Kaczyński stracił większość, to trzeba przede wszystkim dać się władzy PiS zużyć. Przez lata PiS wygrywał jako partia, która wywiązuje się z tego, co obiecywała – po raz pierwszy jest szansa, by odebrać im ten atut i przykleić łatkę partii nieskutecznej, która na własne życzenie pozbawiła się większości i możliwości efektywnego rządzenia państwem.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.
Zamknij