Kraj

Ryneczek Lewicy

Lewica ma program dla wsi, a w nim wiele ciekawych i przyszłościowych propozycji. Pytanie tylko, czy rolnicy cokolwiek na lewicowym ryneczku kupią, bo koncepcja „państwo z miasta przyjeżdżajo i znajo się na wszystkim” może nie być przekonująca.

Co lewica – ta lewica, która pije sojowe latte, mówi o klimacie i aborcji oraz domaga się nieheteronormatywnych małżeństw – ma do powiedzenia o rolnictwie?

Zdaje się, że scenarzyści sobotniej konwencji przewidzieli tę wątpliwość młodych albo zapominalskich, bo już na samym jej początku Włodzimierz Czarzasty przypomniał, że to SLD razem z PSL wprowadziło Polskę do Europy i otworzyło rynki zbytu, zwiększając w ciągu 19 lat wartość eksportu z 4 mld euro w 2004 roku do 47 mld obecnie. To również dzięki SLD i ministrowi Olejniczakowi pojawiły się renty strukturalne i sieci wodociągowe. Dzięki wejściu do Unii na polską wieś trafiło 300 mld zł.

Epicki gambit rządu Morawieckiego albo państwo z kukurydzy

Czarzasty przypomniał też kryzys, za który odpowiada PiS, chaos spowodowany brakiem organizacji tranzytu ukraińskiego zboża, likwidację 300 tysięcy kilometrów połączeń PKS w ciągu ostatnich sześciu lat, brak żłobków, przedszkoli i instytucji kultury. Poseł ziemi płockiej Arkadiusz Iwaniak przypomniał zaś upadek branży hodowli trzody chlewnej.

Dla wsi, dla rolników, dla ludzi

Lewica ma kilka bardzo konkretnych pomysłów na wieś, i to z obszarów, w których jest wiarygodna i mocna: na koniku komunikacji wjechała partia Razem, obiecując PKS w każdej gminie i każdej większej wsi. Możliwość dojazdu to warunek wolności – mówiła Dorota Olko, bo nie ma wyboru ten, kto musi wybrać najbliższą szkołę. Do tego oczywiście żłobki, szkoły, przedszkola – elementy silnego państwa wedle lewicowego przepisu.

Ciekawą propozycję dofinansowania targowisk przedstawiła posłanka Anita Sowińska. To pomysł na skrócenie łańcucha dostaw, a więc proklimatyczny i wzmacniający zaufanie konsumentów – ludzie będą wiedzieli, co, skąd i od kogo kupują. Będą też mieli bliżej, bo nie każdy chce jechać samochodem na duże zakupy do supermarketu, kiedy da się je zrobić, wracając rowerem z pracy. To sposób na dotarcie do tańszej i zdrowszej żywności. Dzięki wsparciu targowisk sprzedawcy będą wystawiać towary taniej, nie płacąc wielkich sum za korzystanie ze straganów ustawionych na placach.

Posłanka zapowiedziała też wsparcie dla kooperatyw, które od lat zawiązują się oddolnie, a mogą być rozwiązaniem powszechniejszym i dawać stałe miejsca zbytu rolnikom, a także – co podkreślała i Sowińska, i Robert Biedroń – naprawić pozrywane więzi między wsią i miastem.

Kolejnym pomysłem na miejsko-wiejską współpracę są spółdzielnie energetyczne. Energia z terenów wiejskich może zasilać miasta. Oczywiście wymaga to decentralizacji energetyki i wzmocnienia, rozbudowania i odnowienia infrastruktury przesyłowej. Na to znajdą się pieniądze, gdy wrócimy do praworządności i odblokujemy fundusz KPO.

Lasy Państwowe niszczą polskie lasy, Wody Polskie trują polskie wody

Przypomnijmy, że spółdzielnie i kooperatywy to pomysł zupełnie nie nowy, ale wciąż niedoceniony. W Polsce wyrosły na podglebiu pracy u podstaw, samoorganizacji pod zaborami. Krótki moment tryumfu miały po pierwszej wojnie światowej, zatrzymany niestety przez wielki kryzys, a potem kolejną wojnę. Do tamtych społecznych i socjalistycznych tradycji nawiązuje też kolejny pomysł, a mianowicie Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych do ochrony upraw i hodowli.

Cały ten pakiet pozwala na uniezależnienie się od wielkich kapitałów i koncernów, a jednocześnie buduje strukturę solidarnościową na wsi i między miastem a wsią.

Chronić i pomagać

A jak Lewica chciałaby rozwiązać kryzys zbożowy? Nałożeniem ceł na towary, które zostawałyby w Polsce (50 proc. pobranego cła wracałoby do Ukrainy jako wsparcie w czasie wojny), oraz upłynnieniem tranzytu. Wymagałoby to wsparcia partnerów unijnych, bo portów wysyłkowych trzeba więcej niż te, którymi dysponujemy sami. To kolejne przypomnienie, jak istotna dla poziomu naszego życia i bezpieczeństwa jest obecność w Unii.

Poza tym, na wzór Hiszpanii, Lewica proponuje zakaz kupowania żywności od rolnika poniżej kosztów jej wytworzenia, krótkie, trzydziestodniowe terminy rozliczeń z odbiorcami żywności oraz kontrolę jakości żywości importowanej.

Już około 50 proc. kupujących deklaruje, że wybiera polskie produkty. Kontrolować należy więc zarówno jakość, jak i rzeczywiste pochodzenie produktów sprzedawanych jako lokalne. Przymiotnik „polskie” można przecież spotkać również na etykietkach ziemniaków tuż obok słów „młode, cypryjskie”.

Czy świat bez mięsa jest możliwy?

czytaj także

A jaką Lewica ma radę na to, żeby kupujący nie dawali się wkręcać? To oczywiście edukacja. Żeby nikt nie wierzył w polskie truskawki w marcu albo że mleko bierze się z pudełka, Lewica proponuje edukacyjne wycieczki dzieci z miejskich szkół na wieś. Słabym punktem może tu być produkcja świń, którą Lewica chce wspierać. Lekcja pod tytułem „skąd bierze się schabowy” mogłaby być jednak kontrowersyjna.

Do tego jeszcze pakiet klimatyczny, czyli wsparcie małej retencji i docenienie pracy sołtysek i sołtysów przez nadanie im statusu funkcjonariuszy publicznych, a za tym diet.

Tak, ale…

Wszystko to bardzo piękne, ale Beata Szydło idąca w gumiakach przez błotniste wiejskie podwórko jest stokroć wiarygodniejsza od po miejsku ubranych posłanek i posłów, w garniakach i spodniach z kantem stojących już to na tle nieruchomego ciągnika, już to kompletnie pustej ulicówki. To stały zarzut do Lewicy, że na ich konwencjach brakuje ludzi, a liderki i liderzy mówią tylko do kamery i równie dobrze mogliby nagrywać filmy w garażu w Warszawie, zmieniając tło rzutnikiem, zamiast wypalać kilometry benzyny na wycieczki po Polsce. Nie ma pytań, nie ma konfrontacji, a przecież są w kontaktach z ludźmi bezpośredni, fajni, przekonujący. Czemu tego nie wykorzystują?

Brak poważnej konwencji, na której zachodzi między posłankami i posłami a publicznością jakaś relacja, osłabia wizerunek koła, skazuje na domysły: boją się konfrontacji? Za bardzo lubią swoje pomysły, by skonfrontować je z pytaniami samych zainteresowanych? Z dużo większą ciekawością oglądałabym tę konwencję, gdyby byli tam prawdziwi rolnicy, z mnóstwem pytań do tych pomysłów. A może Lewica ma problem z organizacją? Brakuje jej na wsi ludzi i struktur?

Dlaczego organizujemy Strajk Kryzysowy z rolnikami?

czytaj także

Dlaczego organizujemy Strajk Kryzysowy z rolnikami?

Dominika Lasota, Wiktoria Jędroszkowiak

Niestety, koncepcja „państwo z miasta przyjeżdżajo i znajo się na wszystkim” może nie być przekonująca, nawet jeśli pomysły są ciekawe.

Znów pomyślałam też, że szkoda jednak, że opozycja działa w rozproszeniu i każdy teraz na gwałt musi pokazać się wszędzie i dla każdego z kapelusza albo całkiem od czapy wyciągnąć parę pomysłów. Donald Tusk nie brzmi wiarygodnie, kiedy mówi o socjalach, a Lewica, kiedy mówi o trzodzie chlewnej.

Gdyby opozycja demokratyczna zwarła szeregi, poszczególne partie mogłyby mobilizować tych wyborców, dla których są wiarygodne i do których potrafią mówić bez przebierania się w cudze stroje. Dobre pomysły można by podsuwać kolegom z sąsiedniej partii albo gościnnie wystąpić na konwencji opozycyjnych partnerów, by budować w ten sposób wspólną wiarygodność. Ale tego przed wyborami już raczej nie zobaczymy.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij