Kraj, Psychologia

Jak nie pracować zdalnie w domu z dziećmi – potwierdzone info

covid-19-praca-zdalna

Miałam napisać o tym, jak pracować zdalnie z domu, w którym są też dzieci. Po kolejnym dniu takiego doświadczenia mogę jednak napisać tylko o tym, jak tego nie robić.

W internecie aż roi się od dobrych rad. Patrzę z nienawiścią na kolejne filmiki, na których zadowolone maluchy dmuchają w papierowe dżdżownice, oraz na posty wymieniające całą masę jakże pomocnych portali edukacyjnych.

Sama też taką listę sporządziłam już drugiego dnia pracy zdalnej, kiedy pisałam tekst o chaosie w szkole − obiecując sobie, że ze wszystkich skorzystamy.

Koronawirus: Edukacja w chaosie

Tymczasem w weekend zrobiłam zakupy dla siebie, mamy i sąsiadki, na rowerze odwiedzając kolejne otwarte lokalne sklepiki. Potem było już głownie mało skuteczne uspokajanie dzieci i animowanie ich czasu wolnego, przerywane nerwowym śledzeniem powrotu do domu mojej przyjaciółki tuż przed zamknięciem granic oraz równie nerwowym sprawdzaniem wykresów zliczających liczbę zdiagnozowanych przypadków koronawirusa w Polsce i na świecie… Zasnęłam nad ledwo otwartą książką.

W niedzielę poszliśmy z dziećmi na długi spacer i rozmawialiśmy. Przed snem obejrzeliśmy razem cztery odcinki Friendsów na Netfliksie. I to wszystko – nic ponad to. Oczywiście poza „niewidzialnymi” godzinami prac domowych: gotowania, sprzątania, zmywania. A potem nadszedł poniedziałek i siadłam do pracy.

A zatem:

Czego nie robić

Przede wszystkim nie robić wszystkiego naraz. Wiem, wiem – dom jest pełen odciągaczy uwagi. Są w nim dzieci szukające pocieszenia i koty ładujące się bezceremonialnie na klawiaturę. Już dwadzieścia pięć zarażonych osób. Zlew zapełnia się kubkami i talerzami, jabłka zaczynają przejrzewać i należy coś z nimi zrobić, szybko. Kwiaty w doniczkach mają sucho. Już czterdzieści zarażonych osób. Starsza sąsiadka ma psa, którego należałoby wyprowadzić. Dzieci mają zadane przez nauczycieli lekcje, a w związku z nimi pytania. Mają też za krótkie spodnie i rękawy − bo rosną, należałoby więc zrobić porządki w szafie. Już pięćdziesiąt pięć zarażonych osób. Dziewięćdziesiąt. Dwieście. Telefon dzwoni, internet przynosi kolejne ostrzeżenia, virale, rady i sugeruje grupy samopomocowe, w które warto się zaangażować… Jak skupić się na pracy?

7 doskonałych internetowych inicjatyw na czas epidemii

Nie wszystko naraz

Wszystkiego zrobić i tak się nie uda. A już na pewno nie dzisiaj. Zresztą nie ma takiej potrzeby. Przed nami najprawdopodobniej długie tygodnie pozostawania w domu i jego okolicach.W pewnym momencie te ubrania da się przesegregować.

First things first. Pomóc starszej sąsiadce, nie używać za dużo fejsbuka, a jabłka po prostu jak najszybciej zjeść.

Nie rozglądać się

To kluczowe. Nie będzie idealnego momentu, żeby siąść do pracy. Nie wszystko będzie na swoim miejscu. Dzieci będą aktywne i koty będę aktywne. Nawet jeśli ogarniesz w końcu biurko, możesz spodziewać się, że zaraz wyląduje na nim skarpetka z kocimiętką i sterta najnowszych dzieł sztuki twojej latorośli, modele związków chemicznych z plasteliny i wykałaczek, zeszyt, czytanka i spinka do włosów, pojazd kosmiczny z klocków lego.

Te wszystkie rzeczy będą się od ciebie domagać, żeby natychmiast coś z nimi zrobić. Nie rób.

Nie zakładać optymistycznych scenariuszy

Trzeba założyć pesymistycznie. Doba ma 24 godziny. Trzeba spać i nie będziemy o tym dyskutować. Każda czynność trwa w czasie. Lepiej nie zakładać, że zrobię w „godzinkę” coś, czego się w „godzinkę” zrobić nie da. Lepiej nie nazbierać zbyt dużej liczby zadań i nie porzucać ich, przenosząc uwagę na inne, ważniejsze, na przykład na skrolowanie alarmistycznych informacji na fejsie. Ani się obejrzysz, a robi się 19.30, a ty wciąż jeszcze jesteś w pracy. A ściślej – jesteś gdzieś w jej połowie.

Nie organizować czasu swoim dzieciom

Przecież sama sobie tego czasu nie potrafisz zorganizować. Może lepiej dać dzieciom zadania. Dwa, maksymalne trzy. Wykonalne. Nie jest konieczne, żeby w kwarantannie dzieci od razu rzuciły się na wszystkie dostępne portale z quizami i filmami edukacyjnymi. Zwłaszcza jeśli komputer w domu jest jeden – twój. Ten, na którym pracujesz. Dzieci zajmą się sobą same, wystarczy nie przeszkadzać. O ile są już trochę podrośnięte, oczywiście. Bo jeśli są jeszcze małe, najlepszy czas na pracę to… Może jednak weźmiesz ten urlop?

„Weźcie dziewczynę, niech ona to policzy!” Kim była Katherine Johnson

Nie gotować skomplikowanych potraw

To bardzo złudne myślenie, że mamy więcej czasu, bo nie dojeżdżamy do pracy, i w związku z tym możemy zrobić na przykład kotleciki z kaszy gryczanej i cukinii. Nie możemy. Możemy ugotować kaszę i upiec cukinię. Ale mieszać je ze sobą już nie, lepić w kotleciki też nie, smażyć i patrzeć, ile wody się zbiera na patelni, bo przecież taka cukinia zawiera dużo wody i należało ją wcześniej odsączyć – nie, nie, nie.

Zresztą dzieci i tak nie będą chciały tych rozmoczonych kotletów potem zjeść. A ty spędzisz w kuchni dwie godziny, myśląc gorączkowo, że przecież lancz w pracy nie trwa więcej niż 45 minut.

Lepiej wyjść za mąż czy napisać książkę?

Nie włączać internetu jak długo się da

Kompulsywne sprawdzanie liczby osób zarażonych koronawirusem wcale nie posuwa pracy naprzód. Konsumowanie informacji o tym, że ludzie z grupą krwi A chorują częściej niż ci z grupą 0 – również. Na nic też w tej chwili wiedza, ile dokładnie masek ma szpital bielański oraz że lek na malarię i HIV najprawdopodobniej pomaga 74-letniej pacjentce z Wrocławia. Filmiki o tym, jak rozładować stres w ciele, które oglądasz, siedząc zgarbiona z nogami na krześle, nie przyniosą ulgi.

Niech internet służy ci do pracy. No dobrze, może jeszcze do tego, żeby obejrzeć memy o tym, jak marnie idzie innym praca z domu.

Nie narzekam, jestem tylko przebodźcowana

Wszystko to robiłam w ciągu ostatnich dni. Może oprócz kotlecików z cukinii, ale tylko dlatego, że nie mam zapasu cukinii. Jestem wykończona i przekonana, że długo tak nie pociągnę. Nie idźcie tą drogą.

Jak już uda mi się podzielić zadania na godziny, a potem upchnąć je wszystkie w ciągu doby w dobrze przemyślane bloki, podzielę się z wami tym odkryciem. Wniosek na dziś − im mniej, tym lepiej.

Moja żona będzie feministką

czytaj także

Moja żona będzie feministką

Dariusz Żółtowski

A przecież i tak jestem szczęściarą, bo po pierwsze mogę pracować zdalnie i nie wychylać się za często z domu. Po drugie moje dzieci są już podrośnięte (12 i 13 lat), jest ich dwoje, więc nie nudzą się same, lubią czytać i nawet podejmują się prac domowych.

PS: Z tekstu usunęłam wszystkie zdania zaczynające się od inwokacji „mamo…”, na przykład „mamo, a gdzie jest szczypiorek?”, „mamo, a o której będzie matematyka?”, „mamo, zobacz, na tamtym balkonie siedzi kotek”, „mamo, wszystkie światełka w modemie z powrotem się świecą”, „mamo, a mogę nie zakładać kurtki?”, „mamo, a sprawdzisz mój angielski?”, „mamo, muszę zobaczyć na librusie nowe zadania”, „mamo, a co będzie z wakacjami?”, „mamo, tutaj nie ma tego szczypiorku”.

PS 2: Na stronie, na której zasnęłam, Amos Oz mówi Szirze Chadad , że na spacery chodzi o piątej rano, a o 5.30 siada do pracy i pisze, bo wie, że o tej porze nikt niczego nie będzie od niego chciał.

Młynarska: Nadchodzi koniec epoki lubieżnego dziada [rozmowa]

Ciekawy artykuł? Pomóż nam pisać takie teksty dalej.

Bio

Katarzyna Przyborska

| Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka strony KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, studentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskigo 1976-79”.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.