Kraj

Wasza prawda nikogo nie wyzwala

Margot i Łania z kolektywu Stop Bzdurom. Fot. Jakub Szafrański.

Po oburzeniu wywołanym nominacją Beaty Lubeckiej do nagrody Grand Press za wywiad z Margot Radio Zet zapowiada szkolenia dotyczące tematyki LGBTQIA+. „To jakiś absurd” – komentuje na Twitterze Dominika Wielowieyska. Dlaczego takie szkolenia przydałyby się nie tylko mediom, wyjaśnia tekst Katarzyny Dębskiej.

W ostatnim czasie politycy polskiej prawicy i transfobiczne środowiska, ale także fałszywe osoby sojusznicze po stronie liberalnej zgłaszają roszczenia do „prawdy” o osobach transpłciowych, mającej wyrażać się w zgodności płci metrykalnej z tą deklarowaną i odgrywaną przez jednostkę w życiu codziennym. Kluczową rolę odegrało tu aresztowanie Margot, aktywistki Stop Bzdurom, ale nie bez znaczenia jest też zapoczątkowana w USA dyskusja o transfobicznych wypowiedziach J.K. Rowling, autorki serii książek o Harrym Potterze.

Odwołania do „jednej prawdy”, mającej być przeciwieństwem kłamstwa i fałszu, stają się narzędziem ataków homofobicznych środowisk na osoby LGBTQIA+ na całym świecie. Zarzucanie komuś kłamstwa jest strategią podważenia zaufania, jakie wobec niego/niej żywią inni.

„Prawda”, do której odwołują się transfobiczne środowiska, staje się maską dla nienawiści, pogardy i dyskryminacji. Osoby transpłciowe, czyli te, które nie utożsamiają się ze swoją płcią metrykalną, albo niebinarne, które nie identyfikują się z żadną z płci, zmuszane są do nieustannego potwierdzania szczerości swoich deklaracji dotyczących własnej tożsamości płciowej.

Domagają się tego zarówno „zwykli” członkowie społeczeństwa, wyrażający niezrozumienie dla tożsamości osób odrzucających płeć przypisaną im przy urodzeniu, jak i przedstawiciele instytucji państwa, utrudniający osobom transseksualnym np. przeprowadzenie procedury uzgodnienia płci metrykalnej z płcią, z którą się te osoby identyfikują.

Wie lepiej

Ten sam gest wykonała również Magdalena Grzyb, przedstawicielka środowiska akademickiego, kryminolożka, odrzucając kategorie transpłciowości i queeru i twierdząc, że nie mają one pokrycia w rzeczywistości. Osoby identyfikujące się jako transpłciowe czy niebinarne stają się w tej optyce oszustami/oszustkami przypisującymi sobie cechy, których jakoby wcale nie mają, tylko po to, by podszyć się pod kogoś, kim de facto nie są, żeby coś dla siebie uzyskać kosztem praw kobiet i osób LGBT (Grzyb skraca akronim LGBTQIA+, do pierwszych czterech liter, co ułatwia jej uzasadnienie swojej argumentacji).

Magdalena Grzyb wie lepiej, jakiej płci jest Margot, aktywistka Stop Bzdurom aresztowana w sierpniu 2020 roku w związku z oskarżeniem jej o dokonanie ataku na furgonetkę szkalującą osoby LGBTQIA+: „Jednak Margot, pomimo że określa się jako osoba niebinarna i każe zwracać się do siebie zaimkami żeńskimi, jest przecież społecznie-kulturowo typowym i klasycznym facetem. Więcej – jest samcem alfa. I tak jest przecież przez wszystkich traktowany. Bo wygląda jak mężczyzna, mówi jak mężczyzna i zachowuje się jak mężczyzna. I tworzy relacje intymne jak mężczyzna” − pisze Grzyb.

Artykuł Magdaleny Grzyb, opublikowany w Kulturze Liberalnej, nie różni się wiele od wypowiedzi przedstawicieli władzy, którzy po wielokroć odmawiali odnoszenia się do Margot w rodzaju żeńskim, jak np. wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, który w rozmowie z Dominiką Wielowieyską w Tok FM z ironią pytał dziennikarkę, czy nazywałaby go per „krzesło”, gdyby ją o to poprosił.

Margot: Niech granice wytyczają osoby krzywdzone, nie rząd czy opinia publiczna

Areszty i więzienia należą do tych instytucji, których organizacja szczególnie wyraziście poddana jest logice binarnego podziału płciowego, co potwierdzają powtarzające się przykłady łamania praw osób transpłciowych przebywających w systemach penitencjarnych wielu państw (OKO.press opisało w lipcu 2020 przypadek transseksualnej Wiktorii, która w zakładzie karnym została odcięta od niezbędnej jej terapii hormonalnej i dostępu do wykwalifikowanej opieki medycznej).

Binarny świat

Aresztowaniu Margot towarzyszyły liczne wypowiedzi psychologów i psycholożek na temat tego, jak negatywne konsekwencje dla osoby nieidentyfikującej się jako mężczyzna może nieść osadzenie w męskim więzieniu. Dyskusja na ten temat toczy się od dłuższego czasu m.in. w USA, w Polsce jednak jest on wciąż zaniedbany. Klarowność podziału aresztów i więzień na kobiece i męskie, bez uwzględnienia potrzeb osób niemieszczących się w tym podziale, jest konsekwencją biurokratycznej i ideologicznej potrzeby stwierdzania „prawdy” o jednostce – „prawdy” narzucanej przez tych, którzy znajdują się u władzy – nie tylko w sensie posiadania formalnego mandatu, ale również przynależenia do dominującej większości. W ostatnich latach dokonują się powolne zmiany na korzyść tej kategorii osób przebywających w więzieniach, ale wciąż jest to kropla w morzu potrzeb.

Sadyzm impotentów, czyli sprawa Margot a schyłkowa sanacja

Osoby transseksualne, interseksualne, queer i niebinarne oraz te, które nie identyfikują się z żadną z kategorii określających płciowość, w chwili aresztowania lub trafienia do więzienia narażone są na przemoc motywowaną nienawiścią wobec wszelkich form płciowej nienormatywności. Przykładów naruszeń praw osób transpłciowych w więzieniach jest mnóstwo. Przywołać tu można historię Chelsea Manning, amerykańskiej whistleblowerki, która została skazana na 35 lat więzienia za ujawnienie tajnych danych na temat operacji Stanów Zjednoczonych w czasie interwencji w Iraku. W trakcie jej pobytu w więzieniu uniemożliwiano jej m.in. odbywanie kuracji hormonalnej, a za próbę samobójczą trafiła do izolatki (tzw. solitary confinement).

Bez wątpienia jednak na szczyt hipokryzji zakrawa fakt, że ochrona osób transpłciowych w amerykańskich więzieniach – i nie tylko tam – prowadzi do ich wtórnej wiktymizacji zarówno poprzez cierpienia wynikające z izolacji, jak i przemoc ze strony strażników więziennych, którzy szczególnie często stosują przemoc (w tym przemoc seksualną) wobec osób transpłciowych.

Argumentu z podejrzliwości wobec szczerości osób transpłciowych i „prawdziwości” ich deklaracji używa się właśnie z premedytacją, nie tylko jako strategii utrudniania przeprowadzenia procedury uzgodnienia płci, ale również jako mechanizmu stosowania przemocy wobec nich. Jak dowiadujemy się z raportu o znamiennym tytule It’s War in Here. A Report on the Treatment of Transgender and Intersex People in New York State Men’s Prisons, osoby zachowujące się w sposób odbiegający od społecznych oczekiwań związanych z daną płcią często traktowane są szczególnie ostro przez policję, a także nierzadko identyfikowane są jako świadczące pracę seksualną, nawet jeśli nie są w nią zaangażowane.

Niezgodność zachowania jednostki czy jej wyglądu (ubioru, makijażu itd.) ze społecznymi wyobrażeniami na temat płci, do której zdaje się ona przynależeć, wywołuje u funkcjonariuszy państwa podejrzenia i poczucie, że mają oni prawo zastosować wobec niej przemoc. Ta sama sytuacja ma miejsce, gdy trudno zidentyfikować jednostkę jako „kobietę” lub „mężczyznę” na podstawie drugorzędowych i trzeciorzędowych cech płciowych.

W Polsce jakość życia więźniów nie jest zagadnieniem, nad którym chciałyby się pochylić rządzące siły polityczne. Ale również w społecznym odbiorze osoby trafiające do więzienia nie zasługują na nadmierną troskę. Dominujący dyskurs dotyczy kosztów, które społeczeństwo ponosi, by utrzymać osobę pozbawioną wolności.

Dyskusja wokół sprawy Tomasza Komendy skazanego za gwałt, którego nie popełnił, szeroko znana m.in. ze względu na film 25 lat niewinności, oparty na jego historii, ujawnia hipokryzję elit utyskujących na działania państwa w tej sprawie. W historii uwięzienia Komendy przeraża bowiem nie tylko jego przymusowa izolacja od rodziny, przyjaciół i uniemożliwienie mu prowadzenia normalnego życia, ale również – a może przede wszystkim – przemoc, jakiej doznał on ze strony współwięźniów.

Margot: Powiedzieć, że pierdolę Polskę, to nic nie powiedzieć

 

Oburzona większość dostrzega problem, ponieważ osoba niesłusznie skazana doświadczała przemocy, która jest codziennością więzienia. Jeśli państwo decyduje się pozbawić kogoś wolności, a przez to możliwości samodzielnego zadbania o zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb, musi zapewnić jemu/jej podstawowe bezpieczeństwo i dostęp do zasobów niezbędnych do przetrwania – nie tylko w sensie fizycznym, ale również psychologicznym i społecznym. Mało kto zwraca uwagę na fakt istnienia systemowej przemocy w więzieniach. Nie powinno mieć bowiem znaczenia, czyim staje się ona udziałem; tak przestępca, jak i osoba niesłusznie skazana (gdy taka rzecz ma miejsce) powinna być przed nią chroniona.

Tymczasem w Polsce zdaje się dominować przekonanie, że przemoc ze strony innych więźniów jest uprawnioną strategią wymierzenia kary jednostce skazanej na karę więzienia czy tymczasowe aresztowanie. Nie inaczej było w przypadku aresztowania Margot, któremu towarzyszył w prawicowym internecie natychmiastowy wysyp sugestii, co współwięźniowie w męskim areszcie powinni zrobić z osobą, która, zgodnie ze swoją płcią metrykalną, umieszczona została w męskim areszcie (przez pierwsze dwa tygodnie przebywała w izolatce ze względu na epidemię COVID-19). Nienawistne komentarze nawołujące do przemocy wobec aktywistki bliskie były idei gwałtów reparatywnych (dokonywanych na osobach nienormatywnych płciowo czy seksualnie w celu „naprawienia” ich rzekomo „nieprawidłowej” orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej) czy innych form przemocy wobec osób LGBTQIA+, które mają na celu „naprawienie” niewłaściwych jakoby zachowań czy postaw tychże osób. Gwałt czy inne rodzaje przemocy seksualnej mają − w tym sposobie myślenia − za zadanie doprowadzić do porządku osobę nienormatywną pod względem orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej.

Ci, którzy dopuszczają się aktów agresji fizycznej i słownej wobec osób LGBTQIA+, przypisują sobie prawo decydowania o tym, które tożsamości, style życia i relacje intymne mają prawo pojawiać się w przestrzeni publicznej. Idea „naprawiania” cudzej tożsamości wiąże się z przekonaniem, że transpłciowość zawsze jest próbą przesłonięcia prawdy o jednostce – a prawda ta wyraża się w zgodności płci metrykalnej z biologiczną. W tej optyce wszelka nienormatywność jest dziecinadą i „wymyślaniem” czy – w perspektywie bliższej teorii spiskowej – próbą podszywania się pod kogoś innego – np. kobietę w celu zyskania rozgłosu, jak sugeruje Magdalena Grzyb w przywołanym wyżej tekście z łamów Kultury Liberalnej.

W takim właśnie ujęciu wielu przedstawicieli władzy oraz prawicowi komentatorzy wypowiadali się o Margot, używając jej deadname’u, a nie imienia, którym ona sama się określa. Argumentem, po który sięgają często przeciwnicy i przeciwniczki osadzania osób transseksualnych skazanych na karę więzienia zgodnie z ich identyfikacją płciową, a nie płcią przypisaną im w akcie urodzenia, są przykłady przestępców seksualnych, takich jak Karen White – transkobietą, która dopuściła się przestępstw seksualnych wobec kobiet zarówno na wolności, jak i w trakcie pobytu w więzieniu dla kobiet. Przywoływanie tej historii ma na celu odwrócenie uwagi od zagrożeń, jakie dotykają osoby transpłciowe w więzieniach, a wręcz sugerują, że to one są de facto zagrożeniem dla innych.

Wokół wątku podszywania się jednostki pod osobę innej płci zbudowana jest najnowsza powieść J.K. Rowling Niespokojna krew (Troubled Blood), opublikowana pod pseudonimem Robert Galbraith, w której jeden z bohaterów przebiera się za kobietę i w takiej postaci dopuszcza się morderstw. Autorka sagi o Harrym Potterze, wygłaszająca w mediach społecznościowych skandaliczne opinie na temat osób transpłciowych, np. naigrawała się na Twitterze z określenia „osoby menstruujące” czy porównywała terapię hormonalną stosowaną w procesie uzgadniania płci do terapii konwersyjnej, po raz kolejny spotkała się z ożywioną krytyką w związku z publikacją nowej powieści.

Egzorcyzmy i piłka nożna nie zmienią orientacji seksualnej

Uzasadnione oburzenie środowiska LGBTQIA+ oraz osób sojuszniczych zmobilizowało również tych, którzy w nowej odsłonie dyskusji o granicach wolności słowa stają po stronie uprzywilejowanych nie tylko dzięki przynależeniu do „normatywnej” większości, ale również dzięki posiadaniu dostępu do mediów (zarówno społecznościowych, jak i „tradycyjnych”, czyli prasy czy telewizji) oraz dysponowaniu kapitałem ekonomicznym i społecznym, chroniącym je przed konsekwencjami swoich wypowiedzi.

Dlatego podważanie prawdziwości czy szczerości deklaracji osób nienormatywnych płciowo dotyczących ich tożsamości jest każdorazowo aktem agresji zarówno wobec konkretnej jednostki, jak i całej grupy. Przemoc wobec jednej osoby należącej do tej kategorii, jeśli nie spotka się ze zdecydowanym oporem społeczeństwa i opinii publicznej, stwarza klimat przyzwolenia dla kolejnych takich zachowań, a także legitymizuje praktyki narzucania osobom niebinarnym i transpłciowym kategorii płciowych, w tym także przedstawicieli państwa. Ci ostatni natomiast, jak można było to wielokrotnie zaobserwować w ostatnich miesiącach, sami biorą czynny udział w jej stosowaniu, a nie chronieniu przed nią jednej z najbardziej wrażliwych grup w społeczeństwie.

KPH: Transfobiczny wywiad dziennikarki Radia Zet z nominacją do Grand Press

Jasnym światełkiem w polskiej rzeczywistości jest wprowadzenie na Uniwersytecie Jagiellońskim możliwości zmiany deadname’ów w uniwersyteckich systemach informatycznych, adresach mailowych i na platformach zdalnej edukacji na imiona, których osoby używają w życiu codziennym. Dzięki temu osoby niebinarne i trans nie będą musiały za każdym razem, gdy sprawdzana jest lista obecności, prosić, by zwracać się do nich w sposób zgodny z tym, jak one same doświadczają własnej tożsamości, a nie z tym, co za zgodne z prawdą uważają inni.

**
Katarzyna Dębska – socjolożka, badaczka społeczna, feministka, doktorantka na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się nierównościami społecznymi i ich wpływem na różne sfery życia jednostek, w tym relacje z rodziną i związki intymne.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij