Kraj

Biejat: Jest szansa na dialog, ale nie w wykonaniu POPiS-u

Magdalena Biejat.Fot. Lewica/Materiały Prasowe

Politycy PiS i PO wykorzystali wszystkie możliwe środki i siły na kampanię, a i tak żadna z tych partii nie osiągnęła oszałamiającego i wyraźnie większościowego wyniku w wyborach prezydenckich. To znak, że oferta, którą przedstawiają główne obozy polityczne, coraz bardziej się wyczerpuje. To szansa dla Lewicy – mówi nam Magdalena Biejat, posłanka Lewicy.


Paulina Januszewska: Wysoka frekwencja w wyborach prezydenckich to dla jednych święto demokracji, dla innych – apogeum napędzanej po obu stronach strachem wojny polsko-polskiej. A dla pani?

Magdalena Biejat: Uważam, że z wysokiej frekwencji wyborczej należy się cieszyć. Widać, że obywatele i obywatelki wierzą w to, że ich głos się liczy i coś od nich zależy. Na takich postawach i poczuciu sprawstwa oraz współodpowiedzialności za losy kraju, niezależnie od intencji społecznych, nam – demokratkom i demokratkom – powinno zależeć najbardziej. Niemniej jednak dostrzegam, że o wyniku tych wyborów, o ich impasie decyduje elektorat strachu.

Mobilizacją wielu wyborców i wyborczyń – zarówno tych, którzy poparli Andrzeja Dudę, jak i głosujących na Rafała Trzaskowskiego – był głównie strach. Po jednej stronie silna jest obawa przed łamaniem praw człowieka i niszczeniem instytucji demokratycznych, zaś po drugiej – lęk przed powrotem do tego, co było, utratą stabilizacji i bezpieczeństwa socjalnego rzekomo zapewnianego przez PiS. Mówię „rzekomo”, ponieważ oferowane przez Zjednoczoną Prawicę rozwiązania socjalne nie są systemowe, a posunięcia rządu w związku z koronawirusem jasno pokazały, że owo bezpieczeństwo socjalne jest bardzo złudne.

Mimo to Andrzej Duda wygrał.

Owszem, ale niemal równy podział głosów i fakt, że do końca nie byliśmy pewni, który z kandydatów odniesie zwycięstwo, pokazują coś więcej niż tylko duże poparcie dla PiS-u. Społeczeństwo jest dzisiaj w klinczu, ale też staje się coraz bardziej gotowe do wycofania mandatu zaufania zarówno dla obozu rządzącego, jak i jego głównego politycznego przeciwnika. Proszę zwrócić uwagę, że politycy PiS i PO wykorzystali wszystkie możliwe środki i siły na kampanię, a i tak żadna z tych partii nie osiągnęła oszałamiającego i wyraźnie większościowego wyniku. To znak, że oferta, którą przedstawiają, coraz bardziej się wyczerpuje.

Po wyborach społeczeństwo dzieli się jeszcze bardziej, często wzdłuż linii klasistowskiej. W sieci i mediach już spadł deszcz oburzenia i wytykania wyborcom PiS, że są gorzej wykształceni, mieszkają na wsi i nie mają pojęcia o demokracji. Z drugiej strony tak właśnie rozkładają się głosy. Jaką lekcję należy tu wyciągnąć i czy jakikolwiek dialog pomiędzy tymi dwiema Polskami jest możliwy?

Na pewno nie jest możliwy w wykonaniu POPiS-u. Te dwie partie i ich środowiska bardzo mocno, często bezkrytycznie okopują się na swoich stanowiskach i ewidentnie nie uczą się na błędach. To przytyk zwłaszcza do PO, która po raz szósty z rzędu przegrała wybory, wciąż powtarza te same diagnozy i wnioski oraz nie proponuje żadnego nowego rozwiązania. Stałą praktyką powyborczą Platformy jest obrażanie wyborców PiS i osób, które z całkowicie zrozumiałych powodów popierają politykę prosocjalną i nie chcą wracać do czasów koszmarnie niskiej pensji minimalnej i pracy za 3,5 zł za godzinę.

Bendyk: Wybraliśmy

Lekcję powinniśmy jednak wyciągnąć wszyscy i o to właśnie apeluje Lewica. Domagamy się uszanowania wyborów, których dokonali i jedni, i drudzy obywatele. Jednocześnie uważamy, że to dobry moment, by stworzyć dla nich alternatywę i ofertę, by nie musieli głosować powodowani strachem ani wybierać pomiędzy bezpieczeństwem socjalnym a demokracją i wolnością.

Brzmi jak szansa dla Lewicy, a jednak Robert Biedroń fatalnie poradził sobie w wyścigu prezydenckim.

Oczywiście wyciągamy z tego wnioski, ale nie zapominamy, że wciąż tworzymy trzecią siłę w parlamencie. Nasz głos jest i będzie słyszalny. Chcemy z naszą perspektywą docierać szerzej. To robimy już w Sejmie, składając ustawy oraz recenzując te składane przez rząd, jak i inne partie opozycyjne. W tej chwili trwają prace nad przygotowaniem nowej strategii, rewizją oferty dla naszych aktualnych i potencjalnych wyborców. Wierzymy bowiem, że lewica jest niezwykle potrzebna Polakom. Jesteśmy w stanie przekonać do siebie ludzi, którzy wcale nie kochając PiS ani PO, głosują na te partie powodowani wspomnianym już wcześniej strachem.

Jako Lewica najbliższe trzy lata wykorzystamy na to, by pokazać społeczeństwu, że alternatywa dla obecnej polityki nie tylko istnieje, ale też może być pozytywna. Nasza propozycja wynika z silnych przekonań i takiej wizji świata i Polski, w jakich chcielibyśmy żyć my sami oraz nasze dzieci. Jesteśmy w tym autentyczni i będziemy to przekuwać na konkretny program oraz plany legislacyjne. To one pozwolą odpowiedzieć na największe problemy, które stoją tuż przed nami, ale gubią się w nakręcanej przez POPiS wojnie polsko-polskiej.

Czego nowego dowiedzieliśmy się o wojnie polsko-polskiej

Czyli jakie?

Pandemia, kryzys klimatyczny, zapaść gospodarcza i wyzwania stojące przed rynkiem pracy. Na propozycje rozwiązania tych kwestii nie doczekaliśmy się ze strony rządu. A są to zagadnienia, które interesują wszystkie grupy społeczne. Również młodych wyborców, którzy jednak nielicznie wzięli udział w głosowaniu, a to ich poparcie będzie mieć decydujące znaczenie w wyborach za trzy lata. Mam nadzieję, że uda nam się ich zmobilizować, jak również przekonać tych, którzy w wyborach parlamentarnych zagłosują po raz pierwszy.

No dobrze, ale jak Lewica chce to zrobić, skoro warunki do prowadzenia polityki stają się coraz bardziej ekstremalne? Z jednej strony kolejna kadencja Andrzeja Dudy to groźba pogłębienia trwającego kryzysu demokracji i demontażu instytucji publicznych, a z drugiej – zamachu na niezależność mediów głównego nurtu, które po pierwsze, są tubą propagandową PiS-u, po drugie, nieoficjalnie sympatyzują z PO, a – po trzecie – drżą przed repolonizacją. Czy Lewica ma szansę przebić się do mainstreamu? Po jaki elektorat miałaby sięgnąć?

Wiemy, że ta kadencja będzie pełna wyzwań, ponieważ mamy przed sobą co najmniej trzy lata, przez które Zjednoczona Prawica będzie konsolidowała władzę. Już zapowiadane są projekty ustaw, które budzą duży niepokój. Mam na myśli te dotyczące sądownictwa, jak i repolonizacji mediów. Natomiast druga kadencja daje prezydentowi szansę na uniezależnienie się od swojego środowiska. Zobaczymy, czy Andrzej Duda jest do tego zdolny. Oby tak było, bo prezydent, który bez żadnej refleksji podpisuje wszystkie najgorsze nawet buble prawne, niewiele wnosi do naszego systemu, a wręcz go niszczy. Nie zmusza rządu do tego, by starał się zachowywać podstawy demokracji.

Repolonizacja. Czy PiS weźmie się za media?

Chyba nikt na to nie liczy. Wróćmy jednak do planów Lewicy. Jak i o czyje głosy będzie walczyć?

Z pewnością drogi, które pozwalają ominąć problem związany z dostępem do mediów głównego nurtu, jak i problem monopolu władzy, są dwie. Jedna to postawienie na media społecznościowe, kontakt tu i teraz, szansa na zdobycie młodego elektoratu. A druga – pójście w teren – także do mniejszych ośrodków, a nie tylko miast. Miejsce Lewicy jest i zawsze było na ulicach, blisko ludzi. To tam przede wszystkim muszą pojawiać się nasi działacze i działaczki. Uważam, że Lewica może stworzyć ofertę zarówno dla tych, którzy zagłosowali na Dudę, jak i sympatyków Trzaskowskiego. W obu tych grupach istnieje bowiem silny elektorat, który głosuje przeciwko czemuś, a nie za konkretną wizją. Musimy ją dla nich skonstruować.

A czy możliwe i konieczne pani zdaniem jest zjednoczenie opozycji? Takie marzenia ma Grzegorz Schetyna, który jednocześnie poza Koalicją Obywatelską poszukuje winnych porażki Roberta Trzaskowskiego. Odpowiedzialnością zdążył już obarczyć Biedronia, Kosiniaka-Kamysza i Hołownię, mówiąc, że niewystarczająco zmobilizowali swój elektorat do głosowania na kontrkandydata Dudy bądź nie udzielili mu wystarczająco dużo wsparcia. Co nam to mówi o stanie polskiej polityki na dziś?

Uważam, że to wyraz niedojrzałości polityków PO. PO, jak się wydaje, nie umie dostrzec klinczu, w którym tkwi na własne życzenie. Kolejną z rzędu przegraną Grzegorz Schetyna interpretuje w dokładnie ten sam sposób jak poprzednie, co nie wróży dla całej formacji niczego dobrego. Bo ile razy można popełniać ten sam błąd i w ten sam sposób się potem tłumaczyć? Czas, by PO wzięła odpowiedzialność za swoje decyzje i działania, bo to, że mamy dziś dwie Polski, ludzi po dwóch stronach barykady, którzy nie potrafią nawiązać dialogu, jest również jej zasługą, a nie – jak chciałby wierzyć Grzegorz Schetyna – wyłącznie PiS-u.

Wydaje mi się, że PO powinna jak najszybciej zrewidować swoją strategię i zacząć podejmować działania, które będą służyć zasypywaniu podziałów, a nie szukać winnych naokoło. To nie służy obywatelom i obywatelkom. Marzenia o budowie ponadpartyjnego porozumienia w obozie opozycyjnym są słuszne, ale nie mogą być równoznaczne z ujednoliceniem przekazu poszczególnych, bardzo różnorodnych ugrupowań. Żadne z nich, a zwłaszcza Lewica, nie może porzucić własnej agendy i postulatów na rzecz interesów większego gracza, jakim wciąż próbuje być PO.

***
Magdalena Biejat jest posłanką na Sejm, członkinią partii Razem i Klubu Lewica. Socjolożka, od lat związana z organizacjami pozarządowymi, mieszkanka warszawskiej Pragi.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Paulina Januszewska

| Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.