Felieton

Najlepsza lewicowa książka roku

Jaś Kapela. Fot. Albert Zawada

Czy ekonomia to poważna nauka? Czy raczej tańczenie o malowaniu? Choć ekonomiści lubią podpierać się wyliczeniami, rachunkami i tabelkami w Excelu, ekonomia pozostaje nauką, której bliżej do humanistycznych dywagacji niż matematycznych twierdzeń, które można potwierdzić lub obalić, wykonując odpowiednią liczbę obliczeń.

Niestety ekonomia stała się dziedziną nauki, która ma niebezpiecznie dominujący wpływ na nasze życie. O ile wydaje się, że nikt nie straci zdrowia ani życia, jeśli błędnie oceni dorobek poetycki Czesława Miłosza, o tyle błędy w założeniach przyjmowanych przez ekonomistów doprowadzają do ruiny całe kraje i sprowadzają biedę nie tylko na jednostki, ale nawet na wielkie grupy społeczne.

Stiglitz: Neoliberalizm chciał zatrzymać historię. Teraz historia kładzie mu kres

Nie sposób zrozumieć, jak doszło do tego, że neoliberalny dogmatyzm (z bezpodstawną wiarą w wolny rynek, którego co prawda nikt jeszcze nie widział, ale który podobno istnieje) stał się tak wpływową doktryną, jeśli nie weźmiemy pod uwagę, że dominacja tej ideologii była w interesie określonych uprzywilejowanych grup społecznych. A konkretnie bogatych, którzy najwyraźniej uznali, że ciągle są bogaci za mało.

Jak pisze Tomasz Bąk: „Ekonomia neoklasyczna / nie musi być narzędziem poznania rzeczywistości, / w zupełności wystarczy, że będzie / narzędziem sprawowania władzy”. Dzięki skutecznemu wymuszaniu wolnorynkowych rozwiązań, bogaci stali się jeszcze bogatsi, a biedy ciągle nie udało się zlikwidować, choć teoretycznie było i jest to bardzo proste. Wystarczyłoby zmniejszyć nierówności. No, ale wtedy ci, co mają za dużo, musieliby oddać część tym, którzy nie mają niczego, a niestety tego zrobić nie chcą.

Nic dziwnego, że taka sytuacja budzi sprzeciw co bardziej wrażliwych jednostek. W swoim najnowszym tomie poetyckim Bailout Tomasz Bąk postanowił zmierzyć się z dziedzictwem ekonomii, nauki, dla której poezja – zdaje się – mogłaby w ogóle nie istnieć. Choć pisanie wierszy się nie opłaca, to jednak poezja ma sens daleko wykraczający poza to, co można policzyć. Być może dlatego poemat Bąka jest taki mocny, a jego krytyka ekonomii tak bezlitosna.

Już w pierwszych zdaniach autor pisze, że będzie to: „Bezwzględna krytyka wszystkiego, co istnieje: / proste i skuteczne, słuszne i zbawienne”, a dalej udowadnia, że nie są to słowa rzucane na wiatr. Co prawda poemat Bąka nie krytykuje wszystkiego, ale obecny model kapitalizmu zostaje w nim zmieszany z błotem, opluty, a na jego grobie poeta odprawia ozdrowieńcze harce.

Dostaje się zarówno absolwentom studiów ekonomicznych („stan umiarkowanego potłuczenia umożliwia bezbolesne uzyskanie dyplomu”), jak i głównym nurtom ekonomii:

Główne założenie ekonomii polega na tym,
że człowiek egoistycznie ugania się za bogactwem
i kieruje wyłącznie interesem własnym.

Przedstawiciele nurtu
ekonomii eksperymentalnej
dowiedli, że cechy te bardziej pasują do małp.

Kapucynki, gdy nauczyć je posługiwania się pieniądzem,
bardzo szybko opanowują także
rozboje, prostytucję i napady na bank.

Poziom zaufania w ich społeczności
błyskawicznie zaczyna przypominać
hobbesowski stan wojny wszystkich ze wszystkimi.

Myślę, że w tym miejscu wypadałoby
przerwać eksperyment i zastanowić się nad
ustawową ochroną zwierząt przed kapitalizmem.

Progresywna polityka w interesie średniaków

Krytyk literacki Paweł Kaczmarski twierdzi wręcz, że „autor pisze otwarcie komunistyczny poemat, który jako dowcipny i językowo inwencyjny utwór o »ekscesach kapitalizmu« czy »potrzebie systemowej zmiany« będą w stanie przyswoić nawet etatowi recenzenci liberalnych tygodników”.

Co prawda nie widziałem, żeby recenzje tomu ukazały się w „Newsweeku” czy „Polityce”, ale niewykluczone, że etatowi liberalni recenzenci rzeczywiście byliby w stanie przyswoić tak zgrabną krytykę kapitalizmu. Tylko raczej jej nie napiszą ani nie opublikują, bo ekonomia rządząca mediami sprawia, że poezję recenzuje się tylko w wyjątkowych okolicznościach. Obawiam się, że ani kryzys kapitalizmu, ani nawet jawiący się na horyzoncie kres cywilizacji nie tworzą jeszcze stanu wyjątkowego, w którym utrzymujące się z wpływów z reklam tygodniki zajęłyby się na poważnie pisaniem o lewicowej poezji.

Trochę pokory, ekonomiści!

Ostatecznie ciągle żyjemy w świecie, w którym „Dorośli chłopcy (…) budują światową ekonomię / w oparciu o doskonale falliczny kształt”. O ile może być przypadkiem, że krzywa Laffera przypomina penisa, to związek kapitalizmu z patriarchatem z pewnością nie jest przypadkowy. Jak pisze poeta:

Poemat jest próbą wytłumaczenia
tego, co będąc doskonale wytłumaczalnym,
jest – w obecnych warunkach społecznych –
rzeczą niemożliwą do wytłumaczenia.

Jeśli jesteś bankiem, zawsze możesz powiedzieć,
że nie wiesz, co się stało. 

22 najbogatszych mężczyzn ma więcej pieniędzy niż wszystkie kobiety w Afryce

Oczywiście większość z nas nie jest bankami, a niektórzy nawet chcieliby zrozumieć, co się stało ze światem, że mówi do nas „językami menadżerów i księgowych”.

Bailout jest krytyką nie tylko ekonomii, ale również społecznej apatii: „Naszym błędem jest to, że pragniemy zbyt mało, / i jeszcze gotowi jesteśmy iść na ustępstwa. / Żeby móc żądać niemożliwego, musimy najpierw to niemożliwe wymyślić”. Choć bliska jest mi diagnoza autora, który postrzega społeczeństwo jako oszukane przez propagandę, podzielone przez kłamstwa i umiarkowanie zdolne do stawiania oporu, to wcale nie jestem pewien, czy rzeczywiście musimy wymyślić niemożliwe, żeby walczyć o inny świat.

Bardziej chyba zgodziłbym się z twierdzeniem Joanny Macy, pionierki głębokiej ekologii: „Żyjemy w ciemnych czasach, przepełnionych cierpieniem i niepewnością. Podobnie jak żywe komórki będące częścią większego ciała, to naturalne, że czujemy traumę naszego świata. (…) Współcierpienie jest prawdziwym znaczeniem współczucia. (…) Z tej ciemności może wyłonić się nowy świat – nie będący wytworem naszych umysłów, lecz raczej wyłaniający się z naszych snów. Pomimo że nie możemy zobaczyć jasno, jaki będzie, jesteśmy wezwani do zaproszenia przyszłości do naszej wyobraźni” (przeł. Jan Skoczylas).

Głód, zniszczenie, choroby, migracje i wojna. Tak, mowa o twoim życiu

Wszyscy byśmy się chyba zgodzili co do krytyki neoliberalizmu. Jak pisze poeta (nawiązując do tekstu prof. Simona Springera Jebać neoliberalizm):

Nie mam nic pozytywnego do dodania
w dyskusji o neoliberalizmie
i jeżeli mam być szczery, to mdli mnie,
gdy tylko muszę o nim myśleć.

Kontynuowanie namysłu nad tą ideą
przedłuży jej panowanie.
Więc jebać.

Morozov: Neoliberalizm na google’owskich sterydach

Choć poeta bezpardonowo piętnuje szeroko rozpowszechnione postawy społeczne („Redukcję ubóstwa wśród dzieci / nazywamy zbędnym luksusem. // Prawa zwierząt to dla nas // JEZU, KOMUNIZM”), nie przeszkadza mu to widzieć wyraźnie, że winny jest system, a nie jednostki:

Czy możemy winić człowieka za to,
że nie interesuje się końcem świata,
skoro tak odległy jest dla niego koniec miesiąca?

Nie ma jednak powodów ukrywać, że niektóre jednostki są naprawdę winne. Poeta z nazwiska wymienia m.in. Busha juniora, Bernarda Madoffa czy Alana Greenspana, ale facetów, którzy doprowadzili nasz świat do skraj zagłady, jest oczywiście znacznie więcej. Pisze poeta:

Mówiłem już o mężczyznach.
Nie należy zapominać,
że każdy z nich był kiedyś dzieckiem.
To jeden z głównych argumentów antynatalistycznych.

Oczywiście możemy poczuć ironię w słowach poety, który sam identyfikuje się z płcią męską, ale zapewniam państwa, że bycie mężczyzną nie przeszkadza myśleć o płci męskiej jak najgorzej. Sami mężczyźni już się o to postarali i starają się dalej. Jeśli nie wierzycie, zajrzyjcie do internetu i poczytajcie, co tam wypisują jeden z drugim.

Oczywiście to też nie do końca jest wina mężczyzn, tylko bardziej patriarchatu, ale wierzę, że wykonując odrobinę pracy, można przestać być bucem, zamiast obwiniać kobiety o swoje frustracje. Niestety ciągle wielu mężczyzn chce być zatwardziałymi bucami i kapitalistami. Tymczasem:

Kapitalizm nigdy nie rozwiązuje swoich problemów,
po prostu przenosi je w inne miejsce.
Prawdziwy problem zaczyna się w miejscu,
w którym powoli kończą się miejsca.

[…]

Spójrzmy na rynek derywatów.
Przypomina on trochę branie ślubu
z księżniczką, która się jeszcze nie urodziła.

[…]

Można zarobić naprawdę niezłe pieniądze,
handlując czymś, czego jeszcze nie ma
albo
handlując czymś, czego nigdy nie będzie.

[…]

Ciekawe rzeczy dzieją się w momencie,
w którym rzeczy, które nie istnieją,
zaczynamy kojarzyć z rzeczami,
które istnieją, a także takimi,
które prawdopodobnie nie zaistnieją.
Brzmi to nieco jak schizofrenia synchroniczna,
a tak naprawdę jest systemem ekonomicznym,
który tak malowniczo rozpadł się na naszych oczach.

Światowy Dzień Pracownic i Pracowników Poezji

Chyba jeszcze nikt w Polsce nie pisał tak pięknej i dowcipnej poezji o ekonomii jak Tomasz Bąk, więc polecam czytać Bailout. A na koniec jeszcze jeden cytat:

Ostatecznie, jeśli to my jesteśmy rynkiem pracy
i jednocześnie słyszymy, że jesteśmy do tego rynku
strukturalnie niedopasowani,
to chyba gdzieś popełniliśmy błąd jako SPOŁECZEŃSTWO.

Choć błądzić jest rzeczą ludzką, to już najwyższy czas zacząć tworzyć system społeczny, w którym pieniądz nie będzie głównym źródłem wartości i posiadanych praw.


***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Jaś Kapela

| Pisarz, poeta, felietonista
Pisarz, poeta, felietonista, aktywista. Autor trzech książek z wierszami („Reklama”, „Życie na gorąco”, „Modlitwy dla opornych”), powieści („Stosunek seksualny nie istnieje”, „Janusz Hrystus”, „Dobry troll”) i zbioru felietonów „Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu”. W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka, „Polskie mięso. Jak zostałem weganinem i przestałem się bać”. Należy do zespołu redakcji Wydawnictwa Krytyki Politycznej. Opiekun Serii Literackiej.