Felieton

I po wyborach. Naprawdę mamy się z czego cieszyć!

Tak, wiem, że PiS pobił prawie wszystkie rekordy III RP: zdobył najwięcej głosów procentowo i w liczbach bezwzględnych (choć już nie w mandatach). Ale będzie to też pierwsza kadencja Sejmu, w której lewica będzie miała swoją reprezentację. A to może sporo zmienić.

Przyzwyczaiłam się już do schematu, w którym głosuję na kandydatów bez szans, a moją alternatywą jest „mniejsze zło”. Przed tym dylematem stałam od swoich pierwszych wyborów do europarlamentu w 2009 roku. Dopiero przedwczoraj miałam szansę zagłosować z realną nadzieją – na wspólną listę Lewicy. I nawet jeśli wynik nie spełnił fantazji bańki o pogonieniu zrezygnowanej KO z pozycji lidera opozycji, pozwoli stanąć Lewicy w takie szranki w najbliższej kadencji Sejmu.

Znamy już ostateczne wyniki: na Lewicę zagłosowało 2 319 946 osób, co stanowi 12,56% wyborców.

Do parlamentu KW SLD wprowadzi 49 posłów i posłanek, wśród których – obok wytartego już nieco garnituru SLD – znajdziemy sporo nowych twarzy, do tej pory rozpoznawalnych głównie w bańce. Razem wprowadzi do Sejmu sześcioro posłów (Magdalenę Biejat, Darię Gosek-Popiołek, Paulinę Matysiak, Macieja Koniecznego, Adriana Zandberga i Marcelinę Zawiszę), a Wiosna – czternaścioro (Roberta Obaza, Krzysztofa Śmiszka, Krzysztofa Gawkowskiego, Monikę Pawłowską, Anitę Kucharską-Dziedzic, Hannę Gill-Piątek, Anitę Sowińską, Pawła Krutula, Beatę Maciejewską, Macieja Kopca, Monikę Falej, Marka Rutkę, Katarzynę Ueberhan i Małgorzatę Prokop-Paczkowską).

Sutowski: Przyszłość lewicy, czyli jak wyjść poza naście procent

Dodajmy do tego sześcioro kandydatów bezpartyjnych (Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, Joannę Scheuring-Wielgus, Roberta Kwiatkowskiego, Macieja Gdulę, Wandę Nowicką i Katarzynę Kotulę), świeże twarze na licznych (23) stołkach SLD (Anna-Maria Żukowska czy Tomasz Trela), ale i wprawionych weteranów politycznych przepychanek (Włodzimierz Czarzasty, Andrzej Rozenek czy Joanna Senyszyn). Otrzymamy mieszankę, która ma szansę odnowić oblicze polskiej opozycji.

No bo tak: mamy tu zarówno autentycznych społeczników, jak i błyskotliwych teoretyków; mamy całościową wizję lewicowego programu i osoby, które potrafią przedstawić ją w mediach; i bezkompromisowych strażników czerwonej linii, i cynicznych politycznych graczy. Mamy też to, czego zawsze nam brakowało u każdego „mniejszego zła”: połączenie postulatów prospołecznych i propracowniczych z poszanowaniem praw człowieka oraz świadomością wyzwań ekologicznych.

Mamy to, czego brakowało u „mniejszego zła”: połączenie postulatów prospołecznych i propracowniczych z poszanowaniem praw człowieka oraz świadomością wyzwań ekologicznych.

Wynik Lewicy oznacza też większy udział kobiet w parlamencie: aż 43,8% jej zwycięzców to przyszłe posłanki, mimo że na listach KW SLD kobietom przyznano dwa razy mniej jedynek niż mężczyznom. Oznacza też wzmocnienie rachitycznego dotąd głosu pokolenia dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestolatków – im młodszych, tym bardziej zmęczonych polaryzacją PO–PiS. Według sondaży exit poll IPSOS Lewica swój najwyższy wynik – 17,7% – uzyskała w grupie wiekowej 18–29. Inna sprawa, że jeszcze lepiej poszło w tej grupie Konfederacji (20,2%).

Jest się z czego (bardzo ostrożnie) cieszyć, jeśli chodzi o wybory do Senatu. 48 mandatów przypadło PiS, 48 – antypisowskiemu paktowi senackiemu, a cztery – kandydatom niezależnym (z czego trójka sympatyzuje z opozycją). Jeśli PiS nie podkupi co bardziej betonowych konserwatystów z PO lub kandydatów niezależnych, a senatorzy PO będą się łaskawie stawiać na głosowaniach, nowy Senat będzie mógł się szarpać z PiS w sprawach ustawodawczych (choć tu ostateczna decyzja należy do bezwzględnej większości posłów). Będzie miał także wpływ na mianowanie m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka i prezesów Najwyższej Izby Kontroli czy Instytutu Pamięci Narodowej.

Sierakowski: Czy PiS zostało zatrzymane? Czy pokona je Lewica?

 

Ale i z wyniku PiS można wyciągnąć powody do optymizmu. Z jednej strony dlatego, że nie jest to wynik fantastyczny – PiS będzie miał w nowej kadencji o cztery mandaty mniej niż na końcu poprzedniej (w 2015 roku, tak samo jak w 2019, ugrał w wyborach 235, ale czwórkę przeciągnął później na swoją stronę). No i przerżnął Senat. Zważywszy na dobrą sytuację gospodarczą Polski, machinę propagandową partii rządzącej, a także to, jak pozytywnie ostatnia kadencja wpłynęła na życie wielu Polaków i Polek – nie jest źle. Nad PiS wyrósł sufit.

A z drugiej strony powody do optymizmu mamy dlatego, że czasy ideologii transformacji definitywnie sie w Polsce skończyły. Bezduszny liberalizm ekonomiczny, pogarda dla słabszych i ślepe zapatrzenie w zachodni kapitał i zachodnie wzorce – tym już w Polsce nie wygra się wyborów. Można je za to wygrać – jak pokazują liczne badania motywacji wyborców PiS – polityką społeczną.

To szansa dla lewicy: po pierwsze dlatego, że dotąd PiS nie miał w tym zakresie wiarygodnej i widocznej w mediach konkurencji – której chyba się właśnie obawia, sądząc po aktywności twitterowych trolli. A po drugie, bo postawił w poprzedniej kadencji na transfery finansowe, ale państwo wciąż mamy z tektury. Ochrona zdrowia leży, edukacja i transport publiczny mają się niewiele lepiej, a pracownicy budżetówki dostają grosze. Lewica mieliła to w swojej kampanii, ale skutek jak dotąd jest kiepski. Z powyborczego sondażu IPSOS wynika, że zaledwie 1,1% nowego elektoratu Lewicy głosowało poprzednio na PiS. Na marginesie ciekawostka: od Kukiza przepłynęło do Lewicy niewiele mniej wyborców niż z PO (11,8% do 16%).

Lewicowy narybek po wejściu do Sejmu uzyska jednak dostęp do mównicy i łamów mainstreamowych gazet, a obecność w parlamentarnych bojach pomoże mu w dłuższej perspektywie pozbyć się wizerunku niedoświadczonych idealistów. Widzialność lewicowych postulatów i twarzy może w wychodzeniu z bańki tylko pomóc.

Program Lewicy jest wyjątkowo konfrontacyjny. Czy to źle?

Z kolei stosunkowo słaby wynik KO zwiastuje dalszą degrengoladę albo przetasowania w szeregach Platformy. O dalszych losach tej partii zadecydują zapewne wybory na przewodniczącego, które odbędą się na początku przyszłego roku. Nadchodzą więc czasy walki o władzę i starć frakcyjnych, które nie służą przekazywaniu elektoratowi nowych, spójnych opowieści. A kto mógłby to wykorzystać, to już się pewnie sami domyślacie.

Bezduszny liberalizm ekonomiczny, pogarda dla słabszych i ślepe zapatrzenie w zachodni kapitał i zachodnie wzorce – tym już w Polsce nie wygra się wyborów.

Z list KO do parlamentu dostało się zresztą parę kojarzonych z lewicą nazwisk – Franciszek Sterczewski, Iwona Hartwich czy Barbara Nowacka, a także trójka Zielonych: Małgorzata Tracz, Tomasz Aniśko i Urszula Zielińska. Warto byłoby się postarać, żeby wyciągnąć ich z tego podtopionego cokolwiek statku.

Tak, wiem, że powodów do pesymizmu jest pewnie więcej. PiS już przebiera nogami, żeby kontynuować zawłaszczanie instytucji (a zwłaszcza sądów, zważywszy na dobry wynik otoczenia Ziobry), poniewierać liberalne wartości i machać szabelką za granicą. PO pojedzie jeszcze parę lat na mobilizowaniu twardego antypisu ubijaniem coraz bardziej oklapłej piany. Z kolei Lewica może się zaraz pożreć o formy współpracy, przywództwo czy kasę. No, albo o idee.

Poza tym wiadomo: Konfederacja. Chociaż i tu przed włączeniem biadolenia na pełnej warto byłoby najpierw zbadać motywacje ich wyborców. Pamiętajmy, że hardkorowi wolnorynkowcy nie mieli w tych wyborach alternatyw, a Konfederacja właśnie na tym budowała swoją kampanię.

Leszczyński: Lewico, oszczędzaj siły do walki z PiS. Platforma za moment zapadnie się sama

Tak czy inaczej: wszystko, o czym napisałam, to nie są po prostu argumenty na pocieszenie. To szanse, które lewica otrzymała od wyborców i może je wykorzystać w nowej kadencji. Przyglądajmy się uważnie, jak sobie z tym radzi.

Bio

Kaja Puto

| Reportażystka, felietonistka
Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką Europy Wschodniej, migracji i nacjonalizmu. Współpracuje z mediami polskimi i zagranicznymi jako freelancerka. Związana z Krytyką Polityczną, stowarzyszeniem reporterów Rekolektyw i stowarzyszeniem n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. Absolwentka MISH UJ, studiowała też w Berlinie i Tbilisi. W latach 2015-2018 wiceprezeska wydawnictwa Ha!art.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.