Świat

Zaród: Indie i kult nauki

Indie są jedynym krajem na świecie, gdzie programy rządowe uwzględniają traktaty filozoficzne przy planowaniu rozwoju przemysłu lotniczego.

„Obowiązkiem każdego obywatela i każdej obywatelki Indii jest rozwijanie pasji naukowej, humanizmu oraz ducha poszukiwań i zmian”.
Konstytucja Republiki Indii (fragment pochodzi z nowelizacji z 1954 roku)

 

Kiedy Indie odzyskały w 1947 roku niepodległość, szukano różnych sposobów na zbudowanie wspólnej narodowej tożsamości. Religia, język czy pochodzenie etniczne raczej dzieliły niż łączyły, dlatego dla elit Indyjskiego Kongresu Narodowego takim spoiwem niepodległych Indii stała się świecka nauka. Jawaharlal Nehru, zanim został pierwszym premierem Indii, z wyróżnieniem ukończył studia przyrodnicze w Cambridge i to z jego inicjatywy w indyjskiej konstytucji jako jeden z obywatelskich obowiązków wpisano rozwój nauki.

 

Indie stały się tyglem, w którym inwestycje publiczne łączą się z prywatnymi centrami badawczymi, a dobre kwalifikacje kadry technicznej nie wykluczają złych warunków pracy i powszechnego analfabetyzmu. Są też jedynym krajem na świecie, gdzie programy rządowe uwzględniają traktaty filozoficzne przy planowaniu rozwoju przemysłu lotniczego.

 

Specyficzny kult nauki ma w Indiach wielowiekową tradycję. W kraju monsunów wiedza astronomiczna szybko stała się składnikiem cywilizacji. W przeciwieństwie do matematyków śródziemnomorskich starożytni matematycy indyjscy silniej koncentrowali się na arytmetyce niż na geometrii, a ich prace miały duże znaczenie praktyczne. Z traktatów indyjskich matematyków wywodzi się nasz system dziesiętny, a prace szkoły matematycznej z Kerali doprowadziły do odkrycia niektórych elementów rachunku różniczkowego i całkowego na dwa stulecia przed Newtonem i Leibnitzem (czyli przed rozwojem europejskich nauk ścisłych w formie, jaką znamy do dzisiaj). Aryabhata (matematyk indyjski z VI wieku) stworzył podstawy arytmetyki i zapisu liczbowego. Prace te dotarły do Europy za pośrednictwem Arabów, co doprowadziło do tego, że pochodzące z Indii cyfry nazywamy „arabskimi”.

 

Te naukowe tradycje uległy przerwaniu jeszcze przed panowaniem brytyjskim (dziedzictwo matematyczne szkoły keralskiej zostało odkryte dopiero w XX wieku), a pierwszy indyjski nowożytny uniwersytet otwarto w Kalkucie dopiero w 1857 roku. Wielu najzdolniejszych uczniów z Indii było jednak zachęcanych do studiowania na uczelniach metropolii (głównie w Cambridge). Część z nich wracała do ojczyzny, dzięki czemu lepsze warunki do rozwoju miała późniejsza generacja wybitnych fizyków indyjskich – urodzony w 1894 roku Satyendra Nath Bose był współtwórcą fundamentów mechaniki kwantowej (to właśnie od jego nazwiska pochodzi nazwa bozon), z kolei Chandrasekhara Raman odkrył efekt rozpraszania fotonów nazwany potem jego imieniem (za co w 1930 otrzymał Nagrodę Nobla z fizyki).

 

Zarówno dziedzictwo historyczne, jak i przedwojenne pokolenie naukowców stanowiły ważne wsparcie dla rozwoju niepodległej Republiki Indii. Z kolei niepodległe państwo wspierało naukę nie tylko zapisami konstytucyjnymi, ale też na dużo bardziej konkretnym poziomie. W 1950 roku na miejscu brytyjskiego obozu odosobnienia w Hilji powstał pierwszy z kilkunastu publicznych instytutów technologii (Indian Institute of Technology), będących połączeniem uczelni technicznej z instytutem badawczym pracującym dla lokalnego przemysłu. IIT od początku zyskały status instytucji o znaczeniu narodowym, co uwolniło je od polityki na szczeblu regionalnym i zapewniło im samodzielność tworzenia programu.

 

Wzrost i rozwój w oczach twórców niepodległych Indii zależał od wielkich państwowych inwestycji. Kolejne lata powojennych rządów przyniosły zatem kolejne plany pięcioletnie, skupione głównie na rozwoju miejscowego przemysłu ciężkiego i chemicznego. Jednak już w latach 80. XX wieku Indie stały się istotnym źródłem wysoko wykwalifikowanych informatyków, napędzających rozwój sektora komputerowego w USA. Oprócz kilku oczywistych czynników (angielski jako język wykładowy w części IIT, tradycje wymian zagranicznych) istotnym źródłem znajomości były ruchy młodzieżowe po 1968 roku. Zagraniczni studenci podróżowali po Indiach w poszukiwaniu wiedzy, nawiązując jednocześnie kontakty w kręgach akademickich. Kiedy Steve Jobs szukał nirwany gdzieś w zaułkach Delhi, Narayana Murthy brylował w kręgach paryskich intelektualistów. Steve Jobs nawrócił się na kapitalizm w jakimś aśramie, Narayana odkrył go po pięciu dniach pobytu w więzieniu Bułgarskiej Republiki Ludowej (wszedł jako fan Marksa, wyszedł jako fan wolnego rynku). Podobnie jak wielu aktywistów 1968 roku po flircie z socjalizmem i New Age szybko odnalazł swoje miejsce w cyfrowym kapitalizmie. W 1981 roku Murthy założył Infosys, który stał się jedną z trzech największych indyjskich firm informatycznych. Specyficzny sentyment do Europy Środkowej chyba mu pozostał, bo Infosys ma obecnie centrum usługowe w specjalnej strefie ekonomicznej w Łodzi.

 

Zabójcza matematyka

 

Obecność Hindusów w subkulturze technicznej (tzw. kulturze geeków lub nerdów) stała się w zasadzie popkulturową kliszą. W tej roli pojawiają się oni w wielu popularnych serialach – od Raja (sympatycznego fizyka z serialu Big Bang Theory) aż po Apu Nahasapeemapetilona (sprzedawcę z Simpsonów, doktora informatyki). Popularność nauk przyrodniczych i technicznych w Indiach nie jest jednak jedynie popkulturową fantazją kultury amerykańskiej. W 2012 roku ponad 470 tysięcy nastolatków rywalizowało o nieco ponad 10 tysięcy miejsc w uczelniach prowadzonych przez władze centralne. Obecnie system został zmieniony, dodano dodatkowe miejsca w uczelniach lokalnych.

 

Kult testów (podobnie jak w Korei Południowej i w Polsce) doprowadził do powstania rynku korepetycji i kursów przygotowawczych (przy czym w Indiach istnieją nawet kursy przygotowujące do najlepszych kursów przygotowujących).

 

Najlepsi maturzyści osiągają status społeczny porównywalny z celebrytami, dla najgorszych pozostają często szemrane uczelnie prywatne.

 

Przykładem takiego maturalnego celebryty może być Nitin Jain, który dzięki zdobyciu pierwszego miejsca w swoim roczniku maturalnym stał się osobą publiczną (wszystkie gazety przeprowadziły z nim wywiady). Jain jest też autorem poradnika Secret of My Success, w którym doradza innym nastolatkom poświęcanie codziennie dwóch godzin na zadania z fizyki oraz żarliwą modlitwę (to ostatnie to prawdopodobnie wkład jego rodziców, bo sam Nain przyznaje się jedynie do sporadycznych modlitw). Co ciekawe, popularność Jaina nie zaczęła się wraz z maturą, ale wcześniej, przy okazji złotego medalu w Międzynarodowej Olimpiadzie Fizycznej. Do dzisiaj Indie mają więcej medalistów w olimpiadach edukacyjnych i szachowych niż w tradycyjnych sportach olimpijskich. Istnieją nawet prywatne programy treningowe dla kandydatów do zespołów olimpiad przedmiotowych. Sam program objęty egzaminami wykracza poza zakres matury w Polsce (np. zawiera rozszerzone elementy rachunku różniczkowego i całkowego).

 

Ambicje edukacyjne, oprócz wzorców kulturowych, są dodatkowo wzmacniane przez rosnące nierówności ekonomiczne w Indiach. Otrzymanie rządowego stypendium (pokrywa około 80% kosztów nauki) w publicznej uczelni technicznej staje się najlepszą metodą na wyjście z ubóstwa. System pozostaje jednak mocno elitarny. Jak pokazała Carol Upadhya (antropolożka z Indyjskiej Akademii Nauk), zamożność, wykształcenie, kasta i region pochodzenia rodziców wpływają na szanse dostania się na IIT.

 

Ponad połowa programistów pochodzi z najwyżej kasty (braminów), chociaż stanowi ona jedynie 5% społeczeństwa. Na dodatek około 85% z nich ma przynajmniej jedno z rodziców pracujące w zawodach związanych z klasą średnią (nauczyciele, urzędniczki itp.).

 

Nacisk na sukces w egzaminach zewnętrznych odbił się niestety na zdrowiu psychicznym młodzieży. W badaniu przeprowadzonym przez Instytut Zdrowia Psychicznego i Neurologii w Delhi pokazano, że ponad 40% egzaminowanych odczuwa trwałe skutki stresu związanego z egzaminami. W 2008 roku indyjskich statystyk ponad 2000 uczniów odebrało sobie życie na skutek złych wyników egzaminów (co stanowi wzrost o 10 procent w stosunku do 2007 roku).

 

Kosmos, atom, neutralność

 

W trakcie zimnej wojny Indie stały się jednym z liderów tak zwanego ruchu państw niezaangażowanych. Historia indyjskiego programu kosmicznego stanowi dobry przykład polityki lawirowania pomiędzy dwoma supermocarstwami – ZSRR i Stanami Zjednoczonymi.

 

Program kosmiczny miał być narzędziem budowy dumy narodowej Indii, symbolicznym zwieńczeniem koncepcji „nauki jako religii spajającej społeczeństwo”. Wykorzystując doświadczenia emigracji naukowej zebrane w laboratoriach NASA, Indie uruchomiły go w 1969 roku. Pierwszy satelita badawczy został stworzony dzięki pracy „pokolenia NASA”, ale na orbitę wyniosła go już (w 1975 roku) rakieta produkcji rosyjskiej. Symboliczny wymiar tego wydarzenia podkreślała nazwa programu odnosząca się do dziedzictwa nauki indyjskiej (wspominany już wcześniej – Aryabhata).

 

W przeciwieństwie do wyścigu kosmicznego wielkich mocarstw Indie skupiły się na misjach bezzałogowych (do dzisiaj jedyne misje załogowe Indii były prowadzone przy wsparciu Rosjan lub Stanów Zjednoczonych). Indyjskie satelity INSAT realizowały zadania meteorologiczne i komunikacyjne. Pierwsza była szczególnie istotna z perspektywy kraju zmagającego się z głodem spowodowanym zjawiskami klimatycznymi. Komunikacja satelitarna stanowiła z kolei logiczny sposób zbudowania sieci łączności w kraju pozbawionym gęstej infrastruktury telefonicznej. Satelity IRS (następcy INSAT) stanowią najbardziej rozbudowaną sieć do prowadzenia obserwacji Ziemi z kosmosu.

 

Program kosmiczny zawierał też element militarny, łączący się z programem jądrowym. Rozwój zbrojeń jądrowych Indii był prowadzony również w okresie odprężenia zimnowojennego i napędzany przez konflikt z Pakistanem – Indie nie podpisały traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (z 1968 roku). Pomimo sankcji zagranicznych dopiero w ostatnich latach rozwinęły sieć bilateralnych porozumień związanych z energią lub bronią jądrową. Specyfiką Indii jest rozwijanie badań i wdrożeń jądrowych opartych na torze, zamiast na uranie (ze względu na dostępność toru w Indiach).

 

Od babu raja do cyfryzacji

 

Trzydzieści lat po rozpoczęciu swojego programu kosmicznego w 1999 roku Indie uruchomiły pierwsze programy cyfrowej administracji. W kraju, w którym korupcja łączy się z wysokim analfabetyzmem, projekty tego typu miały szczególne znaczenie. Określenie „babu raj” na stałe weszło do słownika większości osób z terenów wiejskich. W dużym skrócie oznacza leniwego i skorumpowanego urzędnika niższego szczebla, przyzwyczajonego do urzędowej celebry, papierów i łapówek. Według szacunków Transparency International łapówki wymuszane od osób prywatnych to w Indiach suma około 200 milionów dolarów.

 

Jednym z pierwszych projektów cyfrowej administracji była inicjatywa eSeva rozwijana w prowincji Andhra Pradesh od 1999 roku. W regionie tym różne formy analfabetyzmu dotyczą ponad 50 procent spośród 70 milionów ludności. Pierwszym etapem było połączenie komputerów urzędowych. Drugim stworzenie sieci punktów publicznego dostępu do sieci, w których można było opłacić rachunki, zdobyć akty urodzenia lub zgonu lub zakupić bilety autobusowe. Zasięg projektu był ograniczony do miast, a zdecydowana większość odbiorców rekrutowała się z grup o przynajmniej średnich dochodach.

 

Doświadczenia z tego projektu zostały użyte w programie CARD (dokumenty urzędowe związane z nieruchomościami), już zakrojonego na znacznie większą skalę. Koszty tego programu wyniosły około 70 milionów dolarów (mniej niż niedokończona ciągle cyfryzacja polskiego ZUS), rocznie obsługuje on jakieś 1,2 miliona dokumentów i 5 milionów obywateli.

 

Z kolei w Kerali projekty skoncentrowały się na umiejętnościach korzystania z komputera. Projekt Akhsaya doprowadził do powstania ponad 2600 lokalnych centrów edukacyjno-usługowych (prowadzonych przez lokalnych drobnych przedsiębiorców). Ponad 2300 z tych punktów powstało na terenach wiejskich. Do września 2009 roku, z usług tej sieci skorzystało ponad 3 miliony osób, z czego ponad dwie trzecie to kobiety. Punkty pozwalały uregulować płatności i załatwić sprawy administracyjne zarówno z agencjami rządowymi, jak i z podmiotami prywatnymi.

 

Najważniejszą cechą tych wszystkich projektów była lokalność oraz dążenie do utrzymania know-how w kraju. Dzięki taniej i wykwalifikowanej kadrze eksperymenty z wdrożeniami były tańsze niż w krajach zachodnich. Ubocznym skutkiem rozwoju tego sektora było otwarcie centrów badawczych firm zachodnich w Indiach (np. IBM rozwija projekty „inteligentnych miast” w New Delhi). Trzeba jednak pamiętać, że w wielu projektach administracja publiczna zrzeka się części zadań na rzecz podmiotów prywatnych, co może prowadzić po prostu do zamiany jednych form korupcji na inne i dalszego osłabiania władzy państwa. Wygląda jednak na to, że w kolejnych projektach państwo pozostaje nie tylko biernym fundatorem, ale aktywnym partnerem (dzięki wydzieleniu osobnych komórek administracyjnych zatrudniających osoby z doświadczeniem informatycznym). Zgodnie z raportami Ministerstwa Komunikacji i Technologii Informacyjnych Indii dzięki tym projektom czas oczekiwania w urzędzie zmniejszył się od 20 do 40 procent, a przeciętny petent oszczędził około 2 dolarów (odpowiednik około pięciu dni utrzymania dla najuboższych, według obliczeń rządowych).

 

Rewolucjoniści w edukacji…

 

Rozwój technologii komputerowych stał się też jednym z narzędzi walki z analfabetyzmem oraz umożliwił utrzymanie niskiego kosztu i dostępności wykwalifikowanych kadr naukowo-technicznych. Korzystając z doświadczeń otwartych zasobów edukacyjnych, z którymi mieli kontakt indyjscy emigranci, rząd stworzył narodowy program edukacji wspomaganej technologiami cyfrowymi (NPTEL). Docelowo program ma udostępnić ponad 2500 kursów. Wykłady i materiały kursowe obejmują przede wszystkim przedmioty podstawowe w ramach kursów akademickich (elektrochemia, fizyka fazy skondensowanej, przetwarzanie sygnałów). W ten sposób kształcenie akademickie może położyć większy nacisk na praktykę, zostawiając fundamenty teoretyczne w zakresie pracy własnej studentów. Drugim, nie mniej ważnym czynnikiem, jest promocja nauki i edukacji indyjskiej na zewnątrz.

 

Oprócz nagrań wykładów i materiałów dydaktycznych Indie mają też publiczny uniwersytet cyfrowy (Indira Gandhi National Open University), oferujący zajęcia i egzaminy dla ponad 4 milionów studentów i studentek. Nieprzypadkowo też to osoby pochodzenia hinduskiego są liderami projektów e-learningowych w Stanach Zjednoczonych. Salman Khan (Amerykanin o indyjskich korzeniach) stworzył Akademię Khana, czyli inicjatywę oferującą bezpłatne materiały edukacyjne milionom uczniów i uczennic na całym świecie. Anand Agarwal (absolwent IIT Madras i Stanford, profesor elektroniki MIT) stworzył podobną inicjatywę, koncentrującą się na kursach związanych z edukacją wyższą (edX). Zarówno Akademia Khana, jak i edX stały się popularnym źródłem wiedzy na całym świecie. Z Akademii Khana skorzystało ponad 10 milionów ludzi, z edX około 1,5 miliona.

 

Pierwsze eksperymenty społeczne związane z użyciem narzędzi cyfrowych w środowisku osób niewykształconych związane są z projektem Hole in the Wall, prowadzonym przez Sugatę Mitrę, absolwenta IIT w Delhi, pracującego obecnie w School of Education, Communication and Language Sciences w Newcastle. Projekt został wsparty przez władze regionu stołecznego Delhi, dzięki czemu powstało około 30 tego rodzaju punktów. W sumie około 300 tysięcy dzieci skorzystało z około 300 punktów w ciągu ostatnich ośmiu lat.

 

Prywatne utopie i publiczne nadzieje

 

Powiększające się nierówności dochodów między miastem a wsią oraz zmiany w charakterystyce upraw (mechanizacja rolnictwa) wymuszają emigrację do miast. Jednocześnie tworząca się elita zawodowa społeczeństwa indyjskiego szuka sposobów na poprawę swojego standardu życia.

 

W mniejszej skali prowadzi to do powstawania dzielnic korporacyjnych i/lub akademickich, skupionych dookoła centrów badawczych lub zakładów produkcyjnych. Zarówno firmy indyjskie, jak i zagraniczne budują kompleksy, w których mieszkanie, praca i życie prywatne naśladują realia zachodnie (aż do poziomu obecności wołowiny w tamtejszych McDonaldach).

 

Lavasa stanowi jednak projekt o zupełnie innej skali. Położona o kilka godzin jazdy od Mumbaju ma być miastem przyszłości, od początku zaprojektowanym i zbudowanym w oparciu o technologie cyfrowe. Całość ruchu samochodowego ma być tam nadzorowana przez centralę informatyczną, podobnie jak obieg wody czy energii elektrycznej. Wszystkie mieszkania mają mieć możliwość obsługi zdalnej (np. możliwość kontroli automatycznych urządzeń domowych z miejsca pracy). Przeznaczona dla 300 tysięcy mieszkańców Lavasa ma być alternatywą dla zatłoczonych indyjskich miast. Stworzona i rozwijana od początku jako prywatna inwestycja, Lavasa stała się przyczyną wysiedleń lokalnych rolników oraz dodatkowych kontraktów dla rodzin urzędników państwowych. Pod względem skali zaawansowania projektów informatycznych stanowi poligon doświadczalny dla projektów inteligentnych miast. To, co przejdzie testy w Lavasie, będzie następnie sprzedawane (odpowiednio drożej) Londynowi lub Warszawie.

 

Dla mieszkańców wsi istotniejsze są wciąż projekty publiczne i niekomercyjne. Główne czynniki to niższy koszt i szersza skala. Rozwój technologii komputerowych był w Indiach szybszy niż rozwój edukacji. Rozwiązania stworzone w społeczeństwach zachodnich (np. internet oparty na piśmie) napotykały tu niespodziewane problemy. Jednak przeszło miliard ludzi to rynek zbyt wielki, by można było czekać na alfabetyzację.

 

Avaaj Otalo to projekt stworzenia internetu opartego na tekście mówionym (podobny w pewnym sensie do automatycznych biur obsługi klienta).

 

Pierwsze takie projekty powstały w indyjskim IBM-ie i w lokalnej organizacji pozarządowej (Development Support Center) w 2008 roku. W pracach biorą również udział uczelnie amerykańskie (Stanford, Berkeley). Stworzone w ten sposób strony internetowe miały na początku głównie charakter poradnikowy (związany z wiedzą rolniczą), ale rozwinięto również sieci społecznościowe.

 

Inicjatywą bardziej masową miał być Simputer, czyli niekomercyjny projekt partnerstwa publiczno-prywatnego stworzenia taniego komputera produkcji krajowej, przeznaczonego dla osób mieszkających na terenach wiejskich. Projekt wystartował w 2002 roku, jednak do 2005 roku udało się sprzedać jedynie 4000 sztuk. Zadecydowały zbyt wysokie koszty i zbyt ubogie oprogramowanie.

 

Indie biorą również udział w kampanii One Laptop Per Child, w ramach której specjalnie zaprojektowane laptopy (XO) mają trafiać do dzieci z uboższych środowisk za pośrednictwem systemów edukacyjnych, fundatorów prywatnych i innych mechanizmów. Projekt budzi mieszane reakcje władz indyjskich. Regiony Manipur i Kerala zamówiły duże partie laptopów (ponad 50 tysięcy w każdym), w Manipurze trwa program pilotażowy (1000 sztuk). Inne regiony wybrały raczej wspierany przez administrację centralną tablet Aakash. Partnerem w tym projekcie jest brytyjsko-kanadyjska firma DataWind. Same tablety są produkowane w Hyderabadzie w regionie Andhra Pradesh. W przeciwieństwie do koncepcji Mitry, zarówno XO, jak i Aakash opierają się również na budowie zaplecza pedagogicznego i treningu kadr nauczycielskich. Przykładem może być platforma edukacyjna Sugar, powstała jako wsparcie dla XO. Oba projekty rządowe budzą kontrowersje – nieprzejrzyste procedury przetargowe rodzą podejrzenia o korupcję. Konieczność zbijania kosztów generuje zastrzeżenia co do trwałości urządzeń (badania własne inicjatywy pokazują, że po półtora roku od zakupu laptopa XO aktywność jego użytkowników drastycznie maleje).

 

Indyjski model nauki i kapitalizm jugaad

 

W 2008 roku około 1,8 miliona Hindusów zmarło na gruźlicę, z czego połowa w wyniku powikłań związanych również z HIV.

 

Gruźlica, ponieważ została praktycznie wytępiona w krajach bogatszych, jest jedną z chorób zaniedbanych badawczo. Dlatego to uboższe kraje muszą brać na siebie ciężar finansowania badań i testów klinicznych.

 

Jak pokazały badania Sujathy Narayanan z indyjskiego Centrum Badań Nad Gruźlicą z 2006 roku (prowadzone równolegle z zespołami z całego świata), każdy region świata ma charakterystyczne dla siebie szczepy i etiologie choroby. W samych Indiach zidentyfikowano siedemnaście odmian gruźlicy. Z inicjatywy Rady Badań Naukowych i Przemysłowych (Council for Scientific and Industrial Research – najważniejszej indyjskiej organizacji naukowej, koordynującej badania naukowe i przydzielanie części funduszy grantowych) laboratoria indyjskie przyjęły strategię „otwartych badań”, zgodnie z którą komplet informacji badawczych (od roboczych notatek aż po wyniki końcowe) jest upubliczniany bez opłat. Aby zwiększyć skuteczność badań, organizowane są również maratony naukowo-programistyczne (tzw. hackatony). Około 8 tysięcy osób ze 130 krajów świata bierze udział co roku w tego rodzaju imprezach badawczych. Firmy indyjskie zapewniły darmową infrastrukturę informatyczną, umożliwiającą oglądanie transmisji z wybranych laboratoriów w Indiach oraz programy symulujące przebieg syntezy wybranych związków biochemicznych.

 

Umiejętność tworzenia zaawansowanych projektów przy ograniczonym budżecie w jednym z dialektów hindu określa się słowem jugaad. Słowo to świetnie oddaje politykę naukową Indii. Najnowszy satelita Marsa Mangalyaan, stworzony przez indyjski program kosmiczny, kosztował mniej niż film Grawitacja (75 milionów kontra 100 milionów USD) i około dziewięciu razy mniej niż jego amerykański odpowiednik Maven (671 milionów USD). Indyjski program kosmiczny (ISRO) zaczyna też przynosić korzyści społeczeństwu – jeszcze w latach 70. cyklony zabijały w Indiach dziesiątki tysięcy ludzi. W zeszłym roku cyklon Phailin zabił mniej niż stu obywateli i obywatelek Indii.

 

Tradycje, infrastruktura naukowa i potencjał intelektualny Indii sprawiają, że coraz częściej to inne kraje są dla nich tańszym podwykonawcą. Konieczność tworzenia rozwiązań w warunkach ograniczonych środków nauczyła indyjskich naukowców i badaczki specyficznej formy pomysłowości.

 

Strona indyjskiego ministerstwa nauki i techniki może mieć bardziej staroświecki układ graficzny niż polski odpowiednik, ale to Indie mają wieloletnią strategię rozwoju nauki (plus coroczny raport z kompletem wskaźników).

 

To Indie mają uczelnie kształcące różdżkarzy i astrologów, ale to Hindusi eksperymentują na dużą skalę z nowymi formami edukacji. To Indie mają krajowe programy edukacyjne i komplety wykładów specjalistycznych w internecie.

 

Komputery stały się codziennością wszystkich warstw społecznych w Indiach. Niestety nie dla wszystkich warstw oznacza to to samo. Dzieci ze slumsów zbierają stare części elektroniczne z wysypisk. Ich rodzice odzyskują metale rzadkie (takie jak koltan) i umierają przed czterdziestką (bo odzysk wymaga pracy z wysoce toksycznymi substancjami). Aspirująca klasa średnia pracuje w call center dla Infosysu lub Taty. Ci, którym się udało, awansują do laboratoriów badawczych lub urzędów. Najbogatsi zgarniają zyski (w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej około 30 procent start-upów zakładają Hindusi) lub próbują wpuścić do systemu jeszcze więcej komputerów. Bardziej idealistyczni próbują użyć komputerów do badań nad gruźlicą, bardziej cyniczni budują cyfrowe enklawy.

 

Indie, pomimo szybkiego rozwoju, wciąż zmagają się z drenażem mózgów. W ostatnim sondażu magazynu „Economist” ponad 50 procent młodych Hindusów zadeklarowało chęć emigracji do USA. Skala emigracji naukowej jest tak duża, że polska socjolożka zawodów naukowych Izabela Wagner używa wobec niej określenia „getto laboratoryjne”. Firmy lub uczelnie importują z Indii całe zespoły badawcze, a emigranckie laboratorium pozostaje odizolowane od lokalnego społeczeństwa.

 

Rosnące rozwarstwienie ekonomiczne prowadzi również do wzrostu przemocy (szczególnie wobec kobiet, dla których nauka jest szczególną szansą na emancypację). Państwo stanowi mieszaninę rozrośniętej biurokracji i świetnie wykształconych elit, mających doświadczenie w bogatszych krajach i kultywujących konstytucyjne idee Jawaharlala Nehru.

 

Fundamenty zbudowane przez socjalistyczne rządy i kolejne plany pięcioletnie okazały się nadzwyczaj przydatne „w kapitalizmie wiedzy”, kiedy Indie stały się jednym ze światowych centrów usług informatycznych. W ten sposób nadzieja naukowa socjalistycznego premiera stała się paliwem dla cyfrowego kapitalizmu. Ale pomimo wszystkich problemów społecznych część z tej nadziei zaczyna też służyć samym Indiom.

 

Źródła:
Dużą część przypadków zaczerpnąłem z książki Geek Nation Angeli Saini. Publikacje naukowe czerpałem z Indyjskiej Akademii Nauk i repozytoriów uniwersyteckich (polecam badania Carol Upadhyi – bardzo dobrze pokazują, jak kasty wzmacniają kapitalistyczne podziały klasowe). Dane o innowacjach społecznych zaczerpnąłem z książki Technology and Social Inclusion Marka Warchauerea oraz ze stron internetowych lokalnych projektów (OLPC i Aakash wiki). Polecam też wizytę na stronie indyjskiego Ministerstwa Nauki i Techniki – zawiera ona wiele cennych dokumentów urzędowych w języku angielskim. Podsumowanie dyskusji o GMO zawiera też specjalny numer czasopisma „Nature” i raport ONZ (bardziej wiarygodne niż teksty korporacji lub aktywistów).

 

 

Tekt pochodzi z pisma Krytyka Polityczna” #37-38: Nowoczesność na peryferiach.

Czytaj także:

Urvashi Butalia: Indie się zmieniły, szowinizm został. Rozmowa Agnieszki Wądołowskiej.

Arundhati Roy, Indie – bogowie na sprzedaż

 

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Marcin Zaród
Marcin Zaród
Fizyk, socjolog
Doktor inżynier, wykładowca socjologii cyfrowej na Uniwersytecie Warszawskim. Specjalizuje się w badaniach socjologii nauki i techniki. Z pierwszego wykształcenia fizyk i inżynier OZE. Członek partii Razem.
Zamknij