Świat

„Zielony Ład dla Europy”, praworządność, integracja. I jak tam wielki sukces PiS?

Rządząca Polską partia deklaruje zwycięstwo. Na szefową KE wybrana została chadeczka, z pewnością bliższa ideologicznie PiS niż socjaldemokrata Timmermans. Tyle że Ursula von der Leyen mówi o Zielonym Ładzie dla Europy, integracji i praworządności. Co na to polska prawica?

Historia często podąża dziwnymi ścieżkami. Najbardziej konserwatywne, by nie powiedzieć: reakcyjne w Europie rządy Polski i Węgier doprowadziły do tego, że szefową Komisji Europejskiej po raz pierwszy w historii została wybrana kobieta – Ursula von der Leyen. Gdyby nie obstrukcja Mateusza Morawieckiego i Viktora Orbána w sprawie wyboru Fransa Timmermansa, niemiecka polityczka nigdy nie pojawiłaby się jako kompromisowe rozwiązanie. Bez głosów europosłów i europosłanek z PiS najpewniej nie uzyskałaby też dla siebie większości w Parlamencie Europejskim.

**
Kim jest Ursula von der Leyen?

PiS się cieszy, ale dzień dziecka się skończył

**
Rządząca Polską partia deklaruje zwycięstwo. Na szefową KE wybrana została chadeczka, z pewnością bliższa ideologicznie PiS niż socjaldemokrata Timmermans. Ten ostatni został obsadzony w pisowskiej propagandzie w roli symbolu wszystkiego tego, co w zjednoczonej Europie złe i dybiące na polską suwerenność. PiS może teraz powtarzać elektoratowi: „Patrzcie, jacy jesteśmy skuteczni, Timmermans nam bruździł, więc odebraliśmy mu wymarzone stanowisko. Na Polskę nie można bezkarnie podnosić ręki”.

Czego polska lewica może się nauczyć od Holendrów?

Czy czeka nas spór o klimat i praworządność?

Czy jednak komisja von der Leyen faktycznie okaże się ideologicznie bliższa PiS niż ta Junckera? Niemka została wybrana w przeważającej większości głosami europejskiej prawicy. Nie przekonała bardziej radykalnej od socjaldemokracji frakcji Lewicy, większości Zielonych, a także wielu socjaldemokratów – w tym tych niemieckich. Przeciw von der Leyen zagłosowało więc całe „europejskie lewactwo”, którym PiS straszy swój wierny elektorat.

Jednocześnie w wygłoszonej we wtorek przed PE mowie polityczki znalazło się wiele elementów, które nie tylko uchodzą u nas za „lewackie”, ale mogą być źródłem konfliktu między rządami PiS – nie oszukujmy się, te najpewniej przetrwają po wyborach – a nową Komisją.

Pierwszy potencjalny punkt sporu to polityka klimatyczna. Gdy nasi ministrowie obiecują kolejne stulecia dobrobytu opartego na węglu, a wspierające rząd media przeklejają fake newsy klimatycznych negacjonistów zza oceanu, świeżo wybrana przewodnicząca KE stawia Europie ambitne cele klimatyczne: zwiększenie celów redukcji emisji do 2030 roku oraz zapisane w twardym unijnym prawie osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050. W sto dni Komisja ma przygotować zestaw obowiązujących państwa członkowskie regulacji – „Zielony Ład dla Europy”.

Jeśli Komisja von der Leyen faktycznie będzie realizować taką politykę, to czeka ją pewny konflikt z polskim rządem. Przecież jeszcze niedawno Mateusz Morawiecki zablokował nieobowiązujący nawet prawnie zapis o neutralności klimatycznej jako celu UE w perspektywie 2050 roku.

Czas, by prawo zaczęło ścigać ekobójstwo

Von der Leyen mówiła przy tym wczoraj, że do transformacji ekologicznej różne gospodarki startują z bardzo nierównych poziomów. Zapowiedziała powołanie specjalnego funduszu sprawiedliwościowego, który uzupełniając działanie Funduszy Spójności, pomógłby wyrównać te różnice. Te słowa wychodzą trochę naprzeciw wątpliwościom PiS i innych rządów z Grupy Wyszehradzkiej dotyczących zielonej transformacji. Czy jednak politycy regionu, z polskimi na czele, nie ulegną pokusie, by bez względu na obietnice pomocy z Brukseli zaangażować się w obronę „naszego węgla i przemysłu”? Obawiam się, że mogą ulec.

Zielona fala w Niemczech

czytaj także

Kolejnym zapalnym obszarem stanie się najpewniej praworządność. Von der Leyen poświęciła jej całkiem obszerną część swojego wystąpienia w PE. Zapowiedziała, że w kwestii praworządności nie będzie kompromisów. Wcześniej przyznawała, że UE potrzebuje bardziej skutecznych mechanizmów monitorowania przestrzegania prawa w państwach członkowskich. Być może to tylko retoryka. Ale jeśli nie, to nic nie wskazuje na to, by w nowej Komisji problemy PiS z praworządnością zelżały. Zwłaszcza jeśli – jak mówiło się wcześniej – Timmermans zachowa w niej stanowisko wiceprzewodniczącego i obecną funkcję.

Ku ściślejszej Unii?

Wreszcie ostatni obszar potencjalnego konfliktu PiS z nową Komisją to wizja przyszłości politycznego wymiaru UE. PiS chciałby Unii jako w zasadzie strefy wolnego handlu, skorygowanej o solidarnościowe mechanizmy – przynajmniej tak długo, jak długo oznacza to finansowane ze składek bogatszych państw dopłat dla Polski.

Krasnodębski: Nie chcemy Europy-superpaństwa, nie chcemy europejskiego narodu

Von der Leyen wielokrotnie proponowała rozwiązania wymagające głębszej politycznej integracji (bądź taką skutkujące). We wtorek mówiła między innymi o rozwiązaniach faktycznie gwarantujących europejską płacę minimalną, co pogłębiłoby integrację polityk ekonomicznych państw członkowskich i ograniczyłoby ich suwerenność w kwestii dumpingu socjalnego.

Najważniejszy obszar, gdzie von der Leyen wzywała we wtorek do większej jedności Europy, to polityka zagraniczna i bezpieczeństwa. Niemka rzuciła np. propozycję dyskusji nad podejmowaniem decyzji w polityce zagranicznej UE kwalifikowaną większością głosów, nie jednomyślnie. Apelowała, by Europa była bardziej widoczna w świecie.

To znów problem dla PiS. Dla części elektoratu i aktywu partii – Antoniego Macierewicza czy środowisk „Gazety Polskiej” − jakiekolwiek pomysły głębszej integracji Europy na tym polu, a zwłaszcza w dziedzinie obronnej, to rosyjsko-niemiecki spisek wymierzony w obecność Stanów w Europie – jedynego gwaranta polskiej niepodległości. Europa ze wspólną polityką zagraniczną i obronną to dla głównego nurtu PiS mrzonki, bo jedyny pomysł na polskie bezpieczeństwo polega na zmianie Polski w wielką amerykańską bazę wojskową.

Von der Leyen podkreślała co prawda znaczenie transatlantyckich więzi dla bezpieczeństwa Europy. Trudno jednak nie udawać, że trzy lata prezydentury Trumpa bardzo politycznie oddaliły od siebie dwa brzegi Atlantyku. Jeśli amerykański prezydent zapewni sobie drugą kadencję, dystans będzie się zwiększał, a europejskie elity coraz poważniej zastanawiać się będą, co z tym zrobić w kontekście bezpieczeństwa Europy.

Słaby mandat z ducha niezgody

Z deklaracjami von der Leyen jest tylko jeden problem: niemiecka polityczka ma na razie dość słaby politycznie mandat, by realizować jakiekolwiek ambitne plany. Jak skomentował to „Le Monde”: wybraną bez entuzjazmu von der Leyen czekają trudne początki.

Czym się karmią populiści?

Większość, jaka zapewniła Niemce wybór, była naprawdę wątła. Von der Leyen nie była niczyim pierwszym wyborem, przeszła jako kandydatka, którą większość PE i rządów państw członkowskich była jakoś w stanie ścierpieć. To nie jest dobra pozycja startowa. Zwłaszcza w silnie spolaryzowanej regionalnie i politycznie Unii, takiej jak dzisiejsza.

Jak celnie zauważyła „Süddeutsche Zeitung”, sposób wyboru von der Leyen przez Radę Europejską pokazuje, że „Europa jest dziś opętana duchem niezgody”. Ten duch niezgody wywrócił mający wzmocnić demokratyczną legitymację KE system „czołowych kandydatów”. Zamiast szefa KE wystawionego przez którąś z frakcji PE do weryfikacji przez europejskich wyborców, otrzymujemy kandydatkę wyłonioną w zamkniętych dla opinii publicznej, zupełnie nieprzejrzystych negocjacjach szefów rządów.

Wyłoniona w ten sposób Komisja będzie najpewniej politycznie słaba – a na pewno o realną siłę będzie musiała sporo powalczyć. Na to, że ta walka się nie uda, liczy pewnie PiS. Słaba Komisja, niezależnie od tego, jakie cele wyznaczać będzie jej szefowa, to dla rządzącej partii gra warta braku ważnych stanowisk w Unii dla Polaków i jeszcze co najmniej kilku upokorzeń Beaty Szydło.

Wracając raz jeszcze do komentarza „SZ”: można tylko się zgodzić, że cały proces wyboru obecnej Komisji pokazuje, jak bardzo potrzebujemy wzmocnić Parlament Europejski. To on – jako jedyne ciało w UE z bezpośrednią demokratyczną legitymacją – powinien wyłącznie decydować o kształcie Komisji Europejskiej, najważniejszej wspólnotowej instytucji.

Kształt ten powinien odzwierciedlać demokratyczną wolę Europejek i Europejczyków – a nie targi rządów zainteresowanych głównie tym, by nikt nie przeszkadzał im w przykręcaniu śruby sędziom, renacjonalizacji mediów, rozdawaniu kontraktów zaprzyjaźnionym oligarchom itp. Komisja Europejska to sprawa zbyt dla nas wszystkich ważna, by mogła być zakładniczką Kaczyńskich i Orbánów.

**
Podcast Krytyczny: Ile demokracji w Unii Europejskiej?

Ile demokracji w Unii Europejskiej? [Podcast]

Bio

Jakub Majmurek

| Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.