UE

Dlaczego biznes popiera populistów

Autorytarny projekt Orbána z początku karmił się gniewem robotników. Dziś Orbán uważa, że czasy państwa opiekuńczego się skończyły. „Ludzie, którzy niczego nie posiadają, są warci tyle ile ich majątek” – jak podsumował filozofię rządzących elit były minister w rządzie Orbána.


Kryzys wywołany przez koronawirusa obnażył słabości niektórych populistycznych przywódców, takich jak Jair Bolsonaro w Brazylii czy Donald Trump w Stanach Zjednoczonych. Inni jednak wyłonili się z niego zwycięscy, w otoczeniu niespodziewanych sprzymierzeńców.

Rząd Serbii, jak się wydaje, zmanipulował dane o przypadkach śmiertelnych i liczbie osób zakażonych wirusem podczas kampanii wyborczej przed czerwcowym głosowaniem, pozwalając prezydentowi Aleksandrowi Vučiciowi jeszcze bardziej umocnić władzę. Na Węgrzech Viktor Orbán również zdołał umocnić swój reżim, ograniczając finansową autonomię samorządów i tnąc finansowanie partii politycznych, co nieproporcjonalnie mocno uderzyło w opozycję.

Pomimo że dojście do władzy tych populistycznych przywódców wywołało niepokój o przyszłość demokracji, jako że wykorzystują oni pandemię do politycznych i osobistych korzyści, spadek notowań demokracji zaczął się na długo przed nadejściem pandemii. Przyczyny tego stanu rzeczy trudno jest zaś zwalczać, bo często są one opacznie rozumiane.

PiS, Unia, demokracja

czytaj także

PiS, Unia, demokracja

Jarosław Pietrzak

Komentatorzy często traktują Orbána jak nieprzewidywalnego, nastawionego przeciwko biznesowi populistę, całkowicie sprzeciwiającego się neoliberalnym formom rządów. Wielu twierdzi, że jedynym celem populistów pokroju Orbána jest kupowanie sobie poparcia przed nadchodzącymi wyborami, w międzyczasie zaś napychanie kieszeni znajomych i krewnych elit rządzących.

Zasiadałem jako poseł z ramienia opozycji w węgierskim parlamencie od 2010 do 2014 roku, kiedy Orbán doszedł do władzy po raz drugi (wcześniej był premierem w latach 1998–2002). Na własnej skórze doświadczyłem jego zdolności do ukrywania kontrowersyjnych posunięć politycznych poprzez tworzenie zasłony dymnej ze sporów o symbole. Opierając się na tym doświadczeniu, pokazuję w mojej książce, że mimo stosowanej przez siebie retoryki Orbán wcale nie jest wrogiem globalizacji ani wielkiego biznesu. W szaleństwie Orbána jest metoda, a elity biznesu odgrywają zaś kluczową rolę w jego autorytarno-populistycznym reżimie.

W tym szaleństwie jest metoda

Integracja Węgier w ramach światowej gospodarki w latach 90. XX wieku przyniosła nowe możliwości i postępowała równolegle z procesem demokratyzacji. Jednak jak wykazały moje badania prowadzone w węgierskiej strefie „pasa rdzy”, wygaszanie przemysłu i prywatyzacja doprowadziły tam do erozji kultury klasy robotniczej i zmniejszyły siłę przetargową osób świadczących pracę. To z kolei spowolniło wzrost płac, a także doprowadziło do zwiększenia śmiertelności.

Pod koniec pierwszej dekady XXI wieku wiele z tych osób utraciło już złudzenia. Wobec braku postępowej lewicowej alternatywy ludzie przeszli na prawo. Rozpad struktur społecznych umożliwił partii Fidesz pod wodzą Orbána zmobilizowanie robotników przeciwko „bezdusznym” kosmopolitycznym neoliberałom – a tym samym wygranie kluczowych wyborów w 2010 roku.

Poparcie dla Orbána płynie jednak także z innego źródła. W swojej pierwszej kadencji na stanowisku premiera rządził wszak jako centrowy konserwatysta, a dopiero później, pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, przeszedł na gospodarczy nacjonalizm. W latach 1990–2010 Węgry przodowały w Europie w rywalizacji o kapitał zagraniczny. Dopiero złe zarządzanie integracją kraju z ogólnoświatowym obiegiem gospodarczym doprowadziło do rozdwojenia gospodarki: od lat 90. większość przychodów z eksportu generują międzynarodowe korporacje, podczas gdy krajowe firmy nie mają dostępu do zagranicznych rynków.

Owa gospodarcza dezintegracja nasiliła również gospodarczy nacjonalizm wśród węgierskich przedsiębiorstw, które przed wyborami w 2010 roku poparły Orbána w zamian za zapewnianą im przez państwo ochronę w formie zwiększonych dopłat, kontraktów rządowych, niższych podatków i uelastycznienia kodeksu pracy. Jednocześnie od 2010 roku reżim Orbána z zadowoleniem wita międzynarodowe korporacje w sektorach produkcji eksportowej i dba o niski poziom deficytu budżetowego, posłusznie trzymając się logiki globalnych rynków finansowych.

Zielonka: Płacimy za wypaczenia liberalizmu

Innymi słowy, globalizacja pomogła prawicowym, populistycznym reżimom takim jak rząd Orbána zarówno sięgnąć po władzę, jak i umocnić ją na dłużej.

Wspólnota międzynarodowa niekiedy sama zaognia ten problem. Na przykład Unia Europejska aktywnie wspiera finansowo nieliberalnych autokratów. Europejska Partia Ludowa, mająca większość w Parlamencie Europejskim, odgrywa tu szczególnie haniebną rolę, udając, że nie widzi wybryków Orbána.

Orbánomia

Ta nader wysoka tolerancja wobec autorytarnego populizmu zakorzeniona jest w korzyściach, które wdrażane przez niego strategie przynoszą przedsiębiorstwom.

Chociaż Orbán wykorzystał gniew robotników, aby nadać impetu swojemu autorytarno-populistycznemu projektowi w 2010 roku, to jednak nie oni są rzeczywistymi beneficjentami jego reżimu. Obecnie Węgry są krajem z najwyższym poziomem nierówności dochodów w całym regionie wyszehradzkim (obejmującym Czechy, Węgry, Polskę i Słowację). Orbán uważa, że czasy państwa opiekuńczego już się skończyły, i promuje oparty na darwinizmie społecznym model „społeczeństwa opartego na pracy”. W myśl owego modelu „ludzie, którzy niczego nie posiadają, są warci tyle ile ich majątek”, jak podsumował filozofię wyznawaną przez elity rządzące János Lázár, były minister w Kancelarii Premiera (2012–2018) w nagraniu z 2011 roku, które wyciekło do prasy.

Rząd Orbána okazuje się za to mniej stanowczy, gdy mowa o przedsiębiorstwach. Węgry oferują najniższą w Europie stawkę opodatkowania przedsiębiorstw (9 proc.), 15-procentowy ryczałtowy podatek dochodowy, hojnie rozdawane dopłaty i umowy partnerskie oraz centralnie koordynowane procedury inwestycyjne. Beneficjenci to nie tylko kumple Orbána. Z orbánomii korzystają także wyższa klasa średnia, krajowy kapitał oraz międzynarodowe korporacje działające w ramach wymagających technologii sektorów eksportu.

Nie próbujcie tłumić społecznego gniewu. On powróci jeszcze silniejszy [fragment książki]

Utrzymując sojusz z elitami biznesu, Orbán utracił nieco ze swojego wcześniejszego poparcia wśród klasy robotniczej. W 2014 roku na Fidesz zagłosowało mniej osób niż w 2006, kiedy partia ta przegrała wybory. Jednakże w międzyczasie rząd zdołał głęboko wynaturzyć system wyborczy, sprawiając, że sprzyja on teraz Fideszowi. Orbán podporządkował sobie także dużą część mediów. To wszystko jak do tej pory pomagało Fideszowi utrzymać władzę.

Stabilność tego reżimu w coraz większym stopniu zależy od środków z repertuaru autorytarno-populistycznego, takich jak manipulowanie granicami okręgów wyborczych, wymiana przysług za wsparcie polityczne, obsadzanie niezawisłych instytucji lojalnymi wobec partii pionkami, ograniczanie pluralizmu mediów czy publiczne finansowane kampanii nienawiści. Połączenie neoliberalizmu z autorytarnym państwem i nacjonalistyczną hucpą nieodmiennie sprawia, że finansowe ofiary reżimu zwracają się przeciwko sobie, zamiast sformować wspólny front opozycyjny.

Autorytaryzm się opłaca

Schyłek demokracji i gospodarcza strategia Orbána to dwie strony tej samej monety.

Na całym świecie kosmopolityczny neoliberalizm i jego skupienie na kwestiach praw człowieka i multilateralizmie jest w odwrocie. Jednak zamiast niego nie pojawia się socjaldemokracja – w siłę rośnie inna odmiana neoliberalizmu: narodowo-populistyczna. Dobrze oddaje ten trend termin ukuty przez badacza Reijera Hendriksa: „neonieliberalizm” (ang. neo-illiberalism). Zamiast się ścierać, neoliberalne i nieliberalne tendencje wzajemnie się wzmagają.

Lekcja Orbana, lekcja Trumpa

czytaj także

Lekcja Orbana, lekcja Trumpa

Gábor Scheiring

To wyjaśnia, dlaczego europejskie i międzynarodowe elity wykazują się tak niezwykłą elastycznością w układach z panującym na Węgrzech autorytarnym, populistycznym reżimem, nawet jeśli Orbán nie jest ich wymarzonym kandydatem.

Zwalczanie autorytarnego populizmu wymaga przyznania, że jest on zagnieżdżony w elitach biznesowych. Pierwszym krokiem jednak jest odzyskanie zaufania pracowników. Postępowcy muszą uznać, że to państwo jest obrońcą społecznej spójności i jednocześnie przekonać przedsiębiorców, że rozwój oparty na włączaniu innych grup społecznych leży, na dłuższą metę, także w ich interesie.

 

**
Gabor Scheiring zajmuje się empirycznym podejściem do gospodarki politycznej. Pracuje jako Marie Curie Fellow na mediolańskim uniwersytecie Bocconi. Uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie Cambridge. W latach 2010–2014 zasiadał jako poseł w węgierskim parlamencie. Jego nowa książka nosi tytuł The Retreat of Liberal Democracy (Palgrave, 2020).

Artykuł opublikowany w magazynie The Conversation na licencji Creative Commons. Z angielskiego przełożyła Katarzyna Byłów.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać