Unia Europejska

„Dobry” uchodźca jest biały, ubogi, wdzięczny za pomoc i chętny do pracy. „Źli” uchodźcy to cała reszta

Czesi przebudzili się ze swojej typowej hibernacji i rzucili na pomoc Ukraińcom. Pozostaje jednak pewna gorycz, wszechobecny, aczkolwiek rzadko poruszany rasistowski wydźwięk sytuacji, w której cały kraj rzuca się do działania na rzecz potrzebujących – pod warunkiem że potrzebujący to biali Europejczycy.

Na fali proukraińskiego entuzjazmu popłynął również premier Petr Fiala – a właściwie pojechał, pociągiem, aż do Kijowa. Fiala, świadomie czy nie, nie przegapił doskonałej okazji do zbudowania politycznego poparcia i przyłączył się do konserwatywno-populistycznej podróży do ukraińskiej stolicy wraz z przedstawicielami Polski i Słowenii.

Pociąg do historii

Fiala jechał rzekomo po to, by osobiście przekazać europejskie poparcie dla Zełenskiego, ale działania polityczno-marketingowe w kraju służyły przede wszystkim publicznemu wyeksponowaniu jego nazwiska (w towarzystwie Kaczyńskiego, Morawieckiego i Janšy). Obok niewątpliwej odwagi, którą trzeba mu oddać, podróżujący z PiS-em premier Fiala pokazał też, gdzie leży jego rzeczywista polityczna lojalność w Europie.

Faktyczne skutki wizyty pozostają niejasne. Najzłośliwsi mówią, że największą korzyścią, jaką ta podróż mogła przynieść Ukrainie, byłoby postrzelenie któregoś z nich przez zabłąkaną rosyjską kulę, co skłoniłoby UE do podjęcia zdecydowanych działań.

Dobry uchodźca, zły uchodźca

Rosyjska inwazja na Ukrainę wywarła tymczasem szczególny wpływ na politykę i obywateli Czech. Nasz kraj, pogrążony w tradycyjnym, strategicznym i systematycznym letargu, nagle z całą brutalnością zdał sobie sprawę z możliwości wojny w Europie, mimo że we wschodniej Ukrainie trwa ona już od 2014 roku, co najwyraźniej się nie liczy.

Nasi obywatele stanęli niczym jeden mąż, niosąc wsparcie Ukrainie. Jak zwykle jednak najlepsze wsparcie to takie, które nic nie kosztuje. Czyli na przykład zmiana nazewnictwa: żegnamy się z Hotelem Moskwa. Praga proponuje także, aby tę symboliczną ofensywę przeciwko rosyjskiej ambasadzie kontynuować poprzez przemianowanie kolejnej ulicy, przy której ambasada ma swój oficjalny adres, na ulicę Bohaterów Ukrainy oraz w geście, który zapewne sprawi, że Putinowi zatrzęsą się łydki w tych jego tycich kamaszkach, zmienić nazwę popularnej Ruské zmrzliny – „lodów ruskich” na „lody ukraińskie”. Teraz to im pójdzie w pięty.

Tak bardziej serio, podejmowane są również rzeczywiście skuteczne środki: Ministerstwo Obrony wysyła Ukrainie broń, amunicję i sprzęt medyczny, a Czechy przyjęły już ponad 100 tysięcy ukraińskich uchodźców, z czego większość stanowią kobiety i dzieci. W całym kraju ludzie mobilizują się jako wolontariusze.

To, że Czesi przebudzili się ze swojej typowej hibernacji dotyczącej spraw publicznych, nie jest niczym złym, jednak kilka aspektów tej całej sytuacji sprawia, że pozostaje pewna gorycz. Jednym z nich jest wszechobecny, aczkolwiek rzadko poruszany rasistowski wydźwięk ogólnej sytuacji, w której cały kraj rzuca się do działania na rzecz potrzebujących – pod warunkiem że potrzebujący to biali Europejczycy. Podobnie górnolotne deklaracje solidarności i przysięgi dochowania wierności humanitarnym ideałom brzmią jak hipokryzja, kiedy słyszymy je od tych samych polityków, których bądź to zupełnie nie interesował wcześniej los uchodźców na południowej granicy Europy, bądź stanowczo sprzeciwiali się ich przyjmowaniu.

Uchodźcy a brzydkie emocje, które są w nas

czytaj także

Jako że w mediach pełno jest teraz deklaracji solidarności, trudno pamiętać, że mówimy o kraju, który zdołał wcześniej utrącić nawet plan przyjęcia zaledwie 50 syryjskich dzieci osieroconych w wyniku wojny. Rasistowski wydźwięk obecnej sytuacji dosadnie pokazało dziwaczne zdarzenie w Słowacji, gdzie dwóch członków neonazistowskiej partii politycznej LSNS nakręciło wideo, w którym pokazują, że niektórzy z uchodźców na granicy słowackiej to – i tu wstrząs – osoby niebiałe, sugerując jednocześnie, że nie mają one nic wspólnego z wojną toczącą się w Ukrainie. To, że obcokrajowcy mogą studiować i pracować w jednym ze wschodnioeuropejskich krajów, zupełnie nie przyszło im do ich maleńkich główek.

Jak wygląda uchodźca? [reportaż z granicy]

Podczas gdy ta próba zdyskredytowania uchodźców była jedynie głupia, leżące u jej podstaw przekonanie, że są dwa rodzaje uchodźców, rozróżnialnych na podstawie koloru ich skóry, jest rzeczywiste i o wiele bardziej rozpowszechnione, niżbyśmy chcieli. „Dobry” uchodźca jest biały, w widoczny sposób ubogi (na plusie są złachmanione ubrania, najlepiej, aby uchodźca nie miał telefonu komórkowego), nieskończenie wdzięczny za jakąkolwiek pomoc, którą mu łaskawie oferujemy, a przede wszystkim uległy i chętny do idealnego wtopienia się w nasze Bardziej Zaawansowane Społeczeństwo, najlepiej poprzez wykonywanie kiepskiej, słabo opłacanej pracy. „Źli” uchodźcy to cała reszta.

Kolejną grupę głośno narzekających na przyjmowanie uchodźców stanowią ci, którzy twierdzą, że zasiłki dla uchodźców przyznawane są kosztem naszych własnych ubogich. Działają oni pod hasłem „a co z samotnymi czeskimi matkami?”. Media i komentatorzy odrzucają ten punkt widzenia, choć niektóre z nich nie tak, jak powinny, a jako zwykłą zawiść, zazwyczaj oferując tradycyjną neoliberalną receptę: „pracuj ciężej i weź się w garść, żeby państwo nie musiało cię utrzymywać”. Pogląd w dużej mierze zgodny z polityką obecnego rządu i planowanymi atakami na system świadczeń i usług publicznych.

Nie muszę dodawać, że to stuprocentowo czyste, niczym niezmącone banialuki. Łatwo byłoby po prostu machnąć ręką na bandę popaprańców, których wcześniej w ogóle nie interesował ciężki los samotnych matek i którzy zapewne tak czy inaczej, zagłosują na jakieś faszystowskie ugrupowanie, jednak pod całym tym szlamem, rzucanym przez obie strony konfliktu, leży pogrzebana ważna kwestia, której niestety do tej pory nikt nie poruszył.

A mianowicie to, że taka rodząca się złość, błędnie skierowana teraz przeciwko wypędzonym z domów ludziom, powinna być w rzeczywistości skierowana przeciwko coraz bardziej antyspołecznemu rządowi, którego jedyną reakcją na wzrastającą inflację i masowe podwyżki cen gazu i energii jest wyświechtane już nawoływanie do zaciskania pasa. Dziwna rzecz, ale to nigdy nie są ich własne pasy.

Uchodźcy mogą stać się częścią naszego społeczeństwa [rozmowa]

Etui trafia do kosza

Jest tylko kwestią czasu, zanim jakiś przedsiębiorczy siewca nienawiści uczyni z powyższego przekonania broń skierowaną przeciwko żyjącym w Czechach Ukraińcom, licząc na szybkie zyski i wzrost popularności. Teraz jednak na froncie politycznym panuje podejrzana cisza.

Inwazja rosyjska była wstrząsem nawet dla tych, którzy tradycyjnie opowiadali się za Kremlem, a którzy teraz albo siedzą cicho, albo mówią bardzo ogólnikowo.

Być może najbardziej spektakularnym tego przykładem był nasz najukochańszy prezydent, któremu jakimś cudem udało się zrobić woltę o całe 180 stopni (nieźle jak na wiekowego trupa). Zaledwie kilka dni przed inwazją prezydent Zeman wygłosił mowę, w której jeszcze mamrotał, że wszelkie plany rosyjskiej inwazji to zwykły straszak spreparowany przez CIA. Wojna tymczasem naprawdę wybuchła, a Zeman szybko publicznie ogłosił, że się mylił i że jednak potępia rosyjską agresję. Co oczywiście byłoby cacy, gdyby powiedział to w 2014 roku, ale nie przez osiem lat był posłusznym i bezwstydnym klakierem reżimu Putina.

Prezydencka świta, jak się wydaje, wzięła to sobie do serca: jeden z najbliższych doradców prezydenta, Martin Nejedlý, facet po szyję umoczony w interesach z rosyjskim światem polityki i biznesu, posunął się nawet do tego, że zdjął ze swojego telefonu etui z podobizną Putina. To się nazywa zaangażowanie!

Partie polityczne, które dotychczas najgłośniej gardłowały za Rosją, poszły w rozsypkę. Altprawicowa SPD wykazała się budzącą podziw zwinnością politycznego akrobaty, przechodząc od stanowiska opartego na prorosyjskiej teorii spiskowej (wiecie, chodzi o CIA) do potępienia Rosji na wzór tego, jak uczynili to inni, odmawiając jednak wysłania broni do Ukrainy („Musimy wymóc na Ukrainie, aby również zaprzestała walk”), następnie roztrzaskując się na całe mnóstwo dziwacznych opinii wygłaszanych przez członków partii (z których jeden zaproponował zrzucenie bomby wodorowej na ukraińskich faszystów), aby ostatecznie zastygnąć w ostrożnej ciszy, w ramach której partia zbudowana na niechęci do uchodźców ostentacyjnie ignoruje uchodźców z Ukrainy.

To jednak zapewne tylko cisza przed burzą: ludzie Okamury czekają tylko, aż obecna fala solidarności opadnie, żeby potem naskoczyć na nową mniejszość do bicia.

Wschód porwany albo tragedia Słowacji w brudnych łapach Rosji

Nieco tragiczniejsza opowieść dotyczy losu partii komunistycznej, która już dawno przestała udawać, że dąży do jakichkolwiek lewicowych ideałów, stawiając zamiast tego na nieprzyjemny smród zmieszanego konserwatyzmu, nacjonalizmu i adoracji totalitarnych rządów.

Zmasowana agresja Rosji na Ukrainę wywołała w komunistach taki wstrząs, że skrajnie rozczarowana przewodnicząca partii Kateřina Konečná posunęła się do przyznania, że Putin okazał się równie zły jak Stany Zjednoczone i NATO. A to najsurowsze wyrazy potępienia, jakie mogą paść z ust czeskich komunistów.

Pamiętajmy, że ta sama przewodnicząca wcześniej wspomniała o „niewiarygodnie faszyzoidalnych tendencjach Ukrainy”, co współbrzmiało z reakcjami pozostałych członków tego ugrupowania. Oficjalna linia partii komunistycznej wydaje się brzmieć „Ukraina sama sobie nagrabiła, tylko nie aż tak”. Pytanie, jakich dokładnie działań odwetowych spodziewali się komuniści ze strony Rosji, niestety pozostaje bez odpowiedzi.

Dezinformacyjny tort

Argumenty przywoływane jako stanowisko partii komunistycznej w dużym stopniu bazują na rosyjskiej propagandzie, goszczącej na dobre w obiegu medialnym w Czechach. To nic nowego – różne „alternatywne” media i inicjatywy w mediach społecznościowych forsowały prorosyjskie narracje już co najmniej od 2014 roku. Teraz wydaje się, że po raz pierwszy takie inicjatywy są oficjalnie ścigane i blokowane.

Grupa CZ.NIC, prowadząca rejestr internetowych domen o końcówce .cz, uczyniła nawet bezprecedensowy krok i zablokowała osiem stron internetowych, które systematycznie rozpowszechniały kłamstwa i teorie spiskowe o wybitnie prorosyjskim charakterze.

Bilewicz: Ukraińcy dokonali wyboru i są gotowi oddać za to życie

Dużą rolę w dezinformacji odgrywają altprawicowe strony internetowe, królujące w rozpowszechnianiu i wprowadzaniu do obiegu oszukańczych treści. Widzimy nawet powrót największych hitów z 2014 roku. W fejkniusowej podaży znajdują się narracje, które można podzielić z grubsza na trzy typy: 1) Ukraina zła, 2) Rosja dobra, 3) Czechy też złe.

Dwie pierwsze nie wymagają wyjaśnienia. Trzecia jest wielowarstwowa. Na samej jej górze jest warstwa: „jako część UE i NATO jesteśmy bezpośrednio odpowiedzialni za sprowokowanie pokojowo nastawionej Rosji poprzez próby poszerzania wpływów Zachodu”. Warstwa tuż pod spodem to: „UE i NATO są agresywne i my jesteśmy źli, bo z nimi trzymamy”. A jeszcze jeden poziom głębiej: „UE i NATO są niekompetentne, dekadenckie i totalitarne (ci wszyscy brukselscy biurokraci)”.

Potem robi się już osobiście: nasz rząd stanowi część UE i NATO, a zatem spadają na niego wszystkie ich grzechy. I ostateczne: nasz rząd (i jego międzynarodowe powiązania) nie jest naszym, ludu, przedstawicielem. Często towarzyszą temu odwołania do wspólnych etnicznych korzeni (Rosjanie to nasi bracia Słowianie, którzy co prawda teraz mordują innych braci Słowian, ale mniejsza z tym) oraz do wspólnej historii, zwłaszcza traktowanej wybiórczo historii długich i złożonych relacji pomiędzy Czechami a Niemcami.

Ogólnie wywieranie wpływu i destabilizacja spakowane są w zgrabny pakiecik, i to taki, który zapewne będzie się rozprzestrzeniać dalej, w miarę jak nieuchronnie słabnąć będą zarówno wstrząs etyczny wywołany wojną, jak i zupełnie niespodziewana fala poparcia politycznego dla Ukrainy.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Michal Chmela
Michal Chmela
Tłumacz, dziennikarz
Tłumacz, dziennikarz, korespondent Krytyki Politycznej w Republice Czeskiej.
Zamknij