Świat

Razem albo wcale. Cały świat i Polska strajkują dla klimatu

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny protest

„Wspólne działanie lub wspólne wymieranie” – pod takim hasłem 24 września ulicami ponad 1300 miast z całego globu przejdą demonstracje ruchów klimatycznych. W Polsce protesty odbędą się w 21 miastach. Dlaczego warto się przyłączyć? O tym mówią nam Kajetan Nowak i Marta Walkowiak z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

Paulina Januszewska: Co wyróżnia tegoroczne strajki klimatyczne na tle poprzednich?

Marta Walkowiak: Przede wszystkim to, że wracamy po długiej pandemicznej nieobecności. Wprawdzie w ubiegłym roku we wrześniu również strajkowaliśmy, ale w ograniczonej, podyktowanej obostrzeniami formule. Z kolei w marcu 2021 roku lockdown całkowicie uniemożliwił nam wyjście na ulice, więc zorganizowaliśmy jedynie konferencję prasową w okrojonym składzie. Teraz w końcu możemy się spotkać dużym gronie – w sumie w 21 miastach.

Kajetan Nowak: Postanowiliśmy też, że zastrajkujemy pod nowym, otwierającym się na kwestię pojednania i intersekcjonalności hasłem, które ogólnoświatowej narracji ruchów klimatycznych towarzyszy od dłuższego czasu, ale w Polsce nie zdążyło się jeszcze zadomowić.

Brzmi ono: „Wspólne działanie lub wspólne wymieranie”, co – jak rozumiem – ma być przypomnieniem, że kryzys klimatyczny uderza lub uderzy w każdego i każdą z nas?

K.N.: Zdecydowanie tak. Musimy jednak pamiętać, że nie wszystkich dotknie w równym stopniu, dlatego tak bardzo potrzebujemy empatii i solidarności społecznej, która jest motywem przewodnim piątkowych wydarzeń i której musimy poświęcić więcej niż dotychczas miejsca w debacie publicznej. A w niej przyjęło się mówić raczej o tym, co nas dzieli, a nie, co łączy.

M.W.: Tymczasem tylko dzięki wspólnym wysiłkom będziemy w stanie poradzić sobie ze skutkami katastrofy klimatycznej lub im przeciwdziałać, mając świadomość, że mogą nas one dotykać na różnych poziomach.

Na przykład jakich?

M.W.: Ekonomicznym, prawnoczłowieczym, zdrowotnym i wielu innych. W Poznaniu skupimy się w tym roku na sytuacji uchodźców i uchodźczyń klimatycznych, jednocześnie solidaryzując się z osobami, które w tej chwili znajdują się na granicy z Białorusią. Poza tym będziemy mówić o odpowiedzialnym środowiskowo rolnictwie, walce z wszechobecną w naszym (i nie tylko) mieście betonozą, a także o zdrowiu psychicznym w kontekście coraz częściej odczuwanej społecznie depresji klimatycznej.

Co czujesz, kiedy myślisz o zmianie klimatu?

Wierzycie, że głęboko spolaryzowany kraj da się scalić w obliczu zagrożenia?

K.N.: Nie mamy złudzeń, że stanie się to ot tak, ale musimy próbować. Jesteśmy już zmęczeni sporami, dlatego wychodzimy z pojednawczym kontrprzekazem. Zresztą jako Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, czyli ruch oddolny, a nie ideologiczna odnoga którejś z partii politycznych, od początku naszego istnienia opowiadamy się za empatią i porozumieniem ponad podziałami, a nie wykluczaniem i tworzeniem wrogich sobie obozów.

Od pierwszego strajku MSK minęły już ponad dwa lata, a rząd wciąż nie traktuje polityki klimatycznej priorytetowo. Może to znak, że przyjętą przez was formułę pokojowych i apolitycznych strajków należałoby zradykalizować i podkreślić ich antysystemowość, tak jak robi się to za granicą?

M.W.: Zapoczątkowana przez Gretę Thunberg inicjatywa Fridays for Future w zależności od kraju, w którym działa, wykorzystuje bardzo różne formy protestu, a krytyka neoliberalnego kapitalizmu wyniszczającego planetę jest tylko jedną z nich. Wiadomo, że wszyscy działamy pod tym samym szyldem i w tym samym celu, ale funkcjonujemy w różnych warunkach polityczno-społecznych, do których musimy jakoś dostosować swoją narrację.

K.N.: Poza tym zrzeszamy ludzi zarówno o antysystemowych poglądach, jak i takich, którzy twierdzą, że systemu nie należy burzyć, ale go naprawić. Wiemy, że obecnie działa on niesprawiedliwie, więc cały czas krążymy wokół pytania, czy jednak nie trzeba przypadkiem wymyślić wszystkiego od zera. Jedne założenia nie wykluczają drugich, możemy starać się budować nowe rozwiązania, ale też naprawiać te istniejące. Od środka i z zewnątrz. Osobiście natomiast nie uważam, by radykalizacja MSK była słuszna.

Dlaczego?

K.N.: Bo istnieją inne organizacje, które wykorzystują takie metody, a my chcemy być pokojowym głosem młodzieży i inkluzywną grupą, która przyciągnie do siebie jak najwięcej osób.

M.W.: Staramy się być przyjaźni społecznie. Poza tym naszym początkowym celem było dotarcie głównie do najmłodszych osób, więc musieliśmy też zadbać o to, by na organizowanych przez nas wydarzeniach było jak najbezpieczniej. Nie powiedziałabym jednak, że strajki klimatyczne są mało wyraziste. Nie unikamy mocnych słów i form wyrazu gniewu na rzeczywistość. Część z nas chciałaby, rzecz jasna, pójść w takim kierunku jak np. Extinction Rebellion, inni wolą po prostu skandować odważne hasła. Ale są i tacy, dla których rozmowy z politykami bywają ryzykowne.

140 milionów migrantów klimatycznych. Czy jest się czym martwić?

Ale chyba taki jest wasz cel – wymóc zmiany systemowe, których może dokonać rząd.

M.W.: Owszem, jednak niektórzy twierdzą, że to nie ma sensu, bo decydenci i tak wiedzą swoje, a my tylko tracimy czas i apolityczny wizerunek, narażając się na przypięcie łatki popleczników którejś z opcji.

K.N.: Poza tym wydaje mi się, że w dzisiejszej Polsce strajki i protesty nie mają bezpośredniej politycznej sprawczości, co pokazały nie tylko Marsze dla Klimatu i nasze strajki, ale też zeszłoroczne, bardzo liczne, ale – jak się okazało – nieskuteczne demonstracje przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego.

To nie brzmi pocieszająco.

K.N.: Ale jest druga, optymistyczna i ważna strona tego medalu. Protesty mają dużą moc oddziaływania społecznego, które z czasem przekłada się na zmiany polityczne.

M.W.: Fakt, rząd wciąż nie spełnił najważniejszego dla nas postulatu i nie zadeklarował konkretnej oraz zgodnej ze stanowiskiem nauki daty odejścia od węgla, ale to nie znaczy, że w kwestii klimatu zupełnie nic się w Polsce nie dzieje, a nasze działania nie przynoszą efektów.

A co konkretnie wam się udało osiągnąć?

M.W.: Walczyliśmy m.in. o wprowadzenie edukacji klimatycznej do szkół. I dziś wiemy, że to się wydarzy, więc nacisk na polityków i dyskusje z nimi mają sens. Wprawdzie w planach lekcji takie zajęcia pojawią się dopiero w 2023 roku, ale już teraz trwają prace nad korektą podstawy programowej w taki sposób, by kwestie klimatyczne zostały w niej uwzględnione i oparte na rzetelnych źródłach. To są działania oddolne, które bywają mniej widoczne i spektakularne, ale budują świadomość społeczną, wobec której rząd już nie będzie mógł przejść obojętnie.

MSK do ministra edukacji: „Chcemy w szkołach nauki o klimacie”

czytaj także

Czy zgodzilibyście się z tezą, że kryzys klimatyczny w ciągu dwóch ostatnich lat zyskał więcej miejsca w debacie publicznej?

K.N.: I tak, i nie. Widzę pewien progres, ale jestem rozczarowany jego rozmiarem i tym, jak funkcjonują mainstreamowe media. Prośrodowiskowe i proklimatyczne kampanie reklamowe stały się ostatnio popularne, jednak skupiają się one na przerzucaniu winy na jednostki. Potrzebujemy informowania o niezbędnych zmianach systemowych. Cieszy natomiast to, że najnowszy raport IPCC przez parę dni był głównym newsem. Jednak bardzo szybko ustąpił miejsca sytuacji w Afganistanie i tej na granicy z Białorusią. Nie twierdzę, że nie są to ważne wydarzenia…

Ale…?

K.N.: Przeraża mnie to, że obecny kryzys humanitarny okazuje się tak trudny do zażegnania i wzbudza ogromne emocje, żeby nie powiedzieć sensację, podczas gdy ubóstwo klimatyczne, o którym w ogóle się nie mówi, spowoduje migracje na znacznie większą skalę niż dziś i kilka lat temu. Jeśli media oraz politycy w Polsce wspierają energetykę węglową i nieprzyjazne klimatowi rozwiązania, a więc aktywnie przyczyniają się do globalnego ocieplenia i masowych wędrówek ludzi walczących o przetrwanie, to chyba coś jest nie tak. Zmiany klimatu istotnie wpływają na wydarzenia polityczne. Wywołana nimi wieloletnia susza przyczyniła się przecież do wybuchu wojny w Syrii i ucieczki jej mieszkańców do Europy.

M.W.: Dostrzegamy jednak także pozytywne zmiany. Ruch rozpoczęty przez Gretę nie tylko rośnie w siłę, pokazując, że troska o planetę staje się udziałem coraz większej liczby osób, ale w ogóle wprowadził kwestię katastrofy klimatycznej do głównego nurtu debaty w mediach, krajowych politykach i międzynarodowej agendzie.

Ale porozumienie paryskie jest trochę starsze niż strajki Grety.

M.W.: To prawda, tylko że jego założeń przez wiele lat nie traktowano poważnie. Temat powrócił do bieżących dyskusji m.in. dzięki buntowi młodzieży, a także stał się czymś, o czym ludzie częściej rozmawiają na co dzień. Niektórych to wkurza, innych męczy, a są i tacy, którzy globalne ocieplenie uważają za wymysł ekoterrorystów. Trudno byłoby jednak znaleźć kogoś, kto o zmianach klimatu nie słyszał w ogóle. Wiedzę o nich mają już kilkuletnie dzieci. I to jest dobra wiadomość.

Ale w niektórych szkolnych podręcznikach można przeczytać, że np. globalne ocieplenie „ma też pozytywne skutki”.

M.W.: Na szczęście nie wszędzie tak jest. Miałam ostatnio przyjemność prowadzić lekcje o klimacie w drugiej klasie szkoły podstawowej i okazało się, że ośmiolatki dzięki swojej nauczycielce i rodzicom wiedzą, że o planetę trzeba dbać jak o wspólny dom. W przeciwieństwie do niektórych dorosłych przyjmują globalne ocieplenie i jego konsekwencje za niezaprzeczalny fakt, a nie traktują jak opinię. To bardzo budujące. Ale też świadomość dotycząca globalnego ocieplenia może wzmagać lęki klimatyczne, a nawet depresję, więc musimy głośno mówić o wsparciu i zdrowiu psychicznym.

Czego nie mają dzieci i ryby? Nadziei na przetrwanie katastrofy klimatycznej

Jak przekonalibyście tych, którzy są sfrustrowani biernością rządu, do udziału w tegorocznych strajkach?

K.N.: Jesteśmy strajkującą młodzieżą, więc w pierwszej kolejności zwrócę się do młodych ludzi: chodźcie z nami! Nasze strajki są jedyne w swoim rodzaju. Mimo strachu przed masowym wymieraniem chcemy dawać sobie nawzajem nadzieję i energię do dalszego działania. Będziemy nie tylko skandować hasła, ale też tańczyć do techno. Zobaczycie, że nie jesteście sami, że są obok was ludzie, którym zależy na tych samych sprawach. Udział w strajku to jeden ze skutecznych sposób radzenia sobie z lękiem i gniewem klimatycznym. Nam, aktywistom, pomógł już nie raz.

M.W.: Czasami lęk pcha mnie do działania, a czasami też nie mam już siły z nim walczyć. Ale jedno, co jest pewne i co motywuje mnie do działania, to fakt, że za 20–30 lat będę mogła powiedzieć sobie i moim dzieciom, że próbowałam, że walczyłam o lepszą przyszłość. Wy też możecie to zrobić. Zmiany klimatu nagle się nie cofną tylko dlatego, że przyjdziecie na strajk. Ale zobaczą was społeczeństwo i rząd. Jeszcze w 2019 roku na szczycie Rady Europejskiej premier Morawiecki odrzucił jakiekolwiek zobowiązania dotyczące dekarbonizacji, dziś pojawiają się przynajmniej jakieś daty. Wiemy, że czasu jest mało, że to idzie zbyt wolno, ale nie możemy się poddać.

Monbiot: Klimat na ostrzu noża

czytaj także

Czy wasze postulaty jakoś ewoluowały od tamtej pory?

K.N.: Niezmiennie chcemy ogłoszenia jasnych celów redukcyjnych i konkretnych dat całkowitej rezygnacji z węgla i innych emisyjnych paliw kopalnych, bo na razie mamy sprzeczne informacje. Dokumenty związane z pozyskaniem funduszy unijnych mówią jedno, umowy premiera z górnikami – drugie, a jeszcze co innego zapisano w Polityce Energetycznej do 2040 roku. Potrzebujemy realnych działań zgodnych nie tylko ze stanowiskiem nauki, ale i takich, które uwzględniają społeczną skalę kryzysu.

Chodzi o sprawiedliwą transformację sektora energetyki?

K.N.: Dokładnie tak. Nie może być tak, że nagle zamkniemy wszystkie kopalnie i zostawimy setki tysięcy ludzi pracujących w górnictwie na lodzie. To też wpisuje się w naszą narrację o pojednaniu i solidarności. Przede wszystkim jednak oczekujemy uczciwości.

To znaczy?

K.N.: Rząd musi przestać oszukiwać społeczeństwo, a zwłaszcza górników, przekonując ich o rentowności wydobywania węgla w latach 30. i 40. naszego stulecia.

M.W.: Poza tym domagamy się wprowadzenia rzetelnej edukacji klimatycznej, dostępnej nie tylko dla uczniów i studentów, ale także starszych osób. Oczekujemy też oficjalnego ogłoszenia stanu kryzysu klimatycznego przez rząd. Politycy powinni reagować na zagrożenia nie tylko w ekstremalnych przypadkach albo na żądanie nasze czy mediów, lecz codziennie. Kryzys nie wysyła zaproszeń.

*
Strajk klimatyczny – Co? Gdzie? Kiedy?

Jedno z głównych wydarzeń rozpocznie się w Warszawie na placu Teatralnym krótko po 11:00, po czym przejdzie pod Pałac Prezydencki, gdzie osoby aktywistyczne z MSK skierują przemówienie specjalnie w stronę prezydenta Andrzeja Dudy, ponieważ dotychczas jedynie negował on potrzebę działań dla klimatu. Następnie strajk przejdzie ul. Świętokrzyską na plac Bankowy i tam się zakończy znaną aktywistyczną akcją w formule „die-in”. Oznacza to, że wszyscy położą się na placu i symbolicznie „będą wymierać”, czyli pokażą, co się stanie, jeśli nie zadziałamy już teraz.

Takie akcje planowane są nie tylko w Warszawie. Protesty odbędą się także w ponad 20 innych polskich miastach. Poniżej prezentujemy listę wydarzeń:

Poznań, plac Mickiewicza, 10:00

Łódź, plac Wolności, 12:00

Rzeszów, Pomnik Czynu Rewolucyjnego, 11:00

Nowy Sącz, Rynek, 10:00

Wrocław, plac Wolności, 10:00

Białystok, plac Józefa Piłsudskiego, 10:00

Człuchów, Rynek, 12:00

Cieszyn, Wzgórze Zamkowe, 10:00

Kalisz, skwer Rozmarek, 11:00

Płock, Stary Rynek, 10:00

Szczecin, Urząd Miasta, 11:00

Sopot, Urząd Miasta, 12:00

Olsztyn, plac Jana Pawła II, 12:00

Toruń, pomnik Kopernika, 12:00

Kraków, Muzeum Narodowe, 10:00

Piła, Deptak, 13:00

Zakopane, Oczko Wodne, Krupówki, 12:00

Gorzów Wielkopolski, Urząd Miasta, 12:00

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Paulina Januszewska
Paulina Januszewska
Dziennikarka KP
Dziennikarka KP, absolwentka rusycystyki i dokumentalistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o kulturze, prawach kobiet i ekologii.
Zamknij