Świat

Turecka lekcja demokracji

Billboardy w Stambule po zwycięstwie Ekrema Imamoglu

Populistów wynoszą do władzy prawdziwe problemy i bolączki społeczeństwa. Jeśli opozycja chce wygrywać wybory, musi się nimi poważnie zająć – tak jak to się stało w Stambule.

STAMBUŁ – Gdy turecka Wysoka Rada Wyborcza, zdominowana przez popleczników prezydenta Recepa Erdoğana, anulowała w maju tego roku kluczowe wybory samorządowe w Stambule, świat miał powody do niepokoju. Wybory zostały jednak powtórzone, a ich wynik sprawia, że teraz to Erdoğan powinien się martwić.


Tegoroczne wybory lokalne, pierwotnie przeprowadzone 31 marca, powszechnie uważano za plebiscyt poparcia dla autorytarnych rządów Erdoğana. Właśnie poznaliśmy ostateczne wyniki powtórzonego głosowania w Stambule. Opozycyjna koalicja skupiona wokół Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) wygrała w trzech najważniejszych obszarach metropolitalnych: Ankarze, Izmirze oraz Stambule. Jako gospodarcza stolica i najludniejsze miasto kraju Stambuł był najbardziej łakomym kąskiem. Poza wartością symboliczną miasto oferuje także znaczącą władzę i zasoby (oraz potencjał korupcyjny) dla tych, którzy nim władają. Jak sam Erdoğan powiedział, „kto wygra Stambuł, wygra Turcję”.

Zwolennicy praw człowieka nie potrafią się zachować, więc PiS wygrywa

Podobnie jak populistyczni liderzy na Filipinach, w Brazylii, w Polsce, na Węgrzech i wszędzie indziej Erdoğan, który sam zaczynał polityczną karierę jako burmistrz Stambułu w latach 90., wydawał się gotowy odkręcić wynik wyborów, które nie poszły po jego myśli. Opozycja zignorowała jednak nawoływania do bojkotu i stanęła do powtórzonych wyborów z jeszcze większą determinacją. W rezultacie solidnie pokonała Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Erdoğana, która rządzi Turcją od 2002 roku, a Stambułem – od 1994. Nowo wybrany burmistrz Ekrem Imamoğlu z Republikańskiej Partii Ludowej zebrał ponad 54 procent głosów, pokonując byłego premiera Binali Yıldırıma z partii AKP.

Znaczenie tego wyniku wykracza dalece poza Stambuł, a nawet i Turcję, ponieważ zwraca uwagę na największą słabość autorytarnych populistów: urnę wyborczą. Dzisiejsi populiści to już nie są dawni despoci z Ameryki Łacińskiej, Południowej Azji czy właśnie Turcji, którzy nosili wojskowe mundury i oficerskie buty, a do władzy dochodzili drogą przewrotów. Ci dawniejsi wrogowie demokracji, jak Augusto Pinochet w Chile, utrzymywali władzę nagą przemocą, regularnie mordując, torturując i zamykając w więzieniach wszystkich, którzy stawali im na drodze.

W przeciwieństwie do nich autorytarni populiści dwóch ostatnich dekad doszli do władzy dzięki wyborom i (na ogół) nie mordowali w tym celu swoich oponentów. Najczęściej zostali wybrani, bo udało im się wyartykułować, a potem wykorzystać głębokie podziały kulturowe i niezadowolenie społeczne spowodowane wzrostem nierówności. Już u władzy, legitymizowali swoje rządy przez wiece poparcia i przez definiowanie swoich zwolenników w kontrze do innych (mniej istotnych, mniej godnych) grup społecznych.

Szkopuł w tym, że strategia bazująca na polaryzacji elektoratu nie pociąga za sobą zaangażowania na rzecz wolnych i uczciwych wyborów, nie mówiąc już o szacunku dla praw obywatelskich. Warto pamiętać, że ostatecznie władza populistów opiera się na rzekomym poparciu większości. Właśnie dlatego czują oni potrzebę przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść i wymuszają na mediach pieśni pochwalne na swój temat.

Ta wojna Erdogana przyniesie Zachodowi nową falę islamskiego ekstremizmu

Według tych właśnie zasad gra Erdoğan. Doszedł do władzy, zagospodarowując skargi bardziej religijnych, mniej wykształconych i mniej otwartych na Zachód Turków, którzy czuli się pozbawieni głosu w polityce, ekonomicznie zmarginalizowani i lekceważeni na poziomie kulturowym. (W rzeczywistości przedstawiciele tej grupy uczestniczyli na różnych poziomach w rządzeniu krajem przez dekady, stając się w tym czasie coraz bardziej ambitni).

Już u władzy, Erdoğan podkreślał swoją popularność wśród „ludu” i odniósł kilka wyborczych zwycięstw na przestrzeni ostatnich 17 lat. Jego rządy stawały się jednak coraz bardziej autorytarne. Tureckie telewizje i prasa stopniowo traciły niezależność, aż straciły ją całkowicie, a ludzie lojalni wobec Erdoğana w pełni kontrolują dziś urzędy, sądownictwo i siły bezpieczeństwa.

Co oznacza wygrana Zełenskiego na Ukrainie?

czytaj także

Do niedawna dzięki tej przewadze Erdoğan mógł wygrywać wybory za wyborami, budując swoją władzę na fundamencie społecznego poparcia. Jednak gdy jego partia AKP straciła parlamentarną większość w wyborach z czerwca 2015 roku, Erdoğan musiał zdwoić wysiłki. Jako prezydent zablokował utworzenie rządu koalicyjnego i rozpisał nowe wybory, którym towarzyszyła atmosfera jeszcze bardziej spolaryzowanych nastrojów i widmo represji. Z kolejnych wyborów wyszedł zwycięską ręką, zachowując autorytet i mandat do rządzenia.

Czy Włosi oddadzą kraj w łapy faszystów?

Próba wpłynięcia na wybory w Stambule stanowiła kontynuację tej logiki. Jednak sromotna porażka ukazała piętę achillesową Erdoğana: on, który utrzymuje władzę dzięki urnie wyborczej, nagle przy urnie przegrywa. To właśnie w wyborach można pokonać współczesnych populistycznych despotów – i to właśnie przy urnie zaczyna się odzyskiwanie demokracji.

Sromotna porażka ukazała piętę achillesową Erdoğana: on, który utrzymuje władzę dzięki urnie wyborczej, nagle przy urnie przegrywa.

Oczywistym wyjątkiem jest obecnie Wenezuela pod rządami Nicolása Maduro. Mimo że Maduro zdobył prezydenturę w demokratycznych wyborach, jego władza od początku bazowała na kontrolowaniu armii, aż w pewnym momencie przestał udawać, że poparcie społeczeństwa jest mu do czegokolwiek potrzebne. W Brazylii, na Filipinach i w wielu innych krajach pod rządami populistów sytuacja wygląda jednak zgoła inaczej. Dla nich, podobnie jak dla Turków, stambulskie wybory powinny stanowić ważną lekcję.

Opozycyjna Republikańska Partia Ludowa przez długi czas nie potrafiła stać się przeciwwagą dla AKP Erdoğana. Nie próbowała stworzyć programu, który dałby jej szerszą popularność, za to trzymała się swoich starych, twardych postulatów świeckiego państwa. To się jednak zmieniło, gdy Ekrem Imamoğlu poszedł do wyborów z pozytywną kampanią skupioną na wzroście dobrobytu, podnoszeniu jakości usług publicznych, ograniczeniu ilości odpadów, walce z korupcją oraz – w przypadku ponownego wygrania wyborów – przywróceniu demokracji. Innymi słowy, wygrał dzięki temu, że nie dał się zamknąć w pułapce  polaryzujących, uwsteczniających podziałów ideologicznych. Podobne pragmatyczne podejście, skupiające się na poprawie jakości życia ludzi, wszędzie stanowi duże wyzwanie dla populistów.

Transfery socjalne, nie obyczajówka. Jak PiS wygrał eurowybory

Pamiętajmy jednak, że to nie jest koniec władzy AKP w Turcji. Sam Erdoğan stanie do wyborów dopiero w 2023 roku, zaś jego partia wciąż ma silną większość w parlamencie. Aby wzmocnić swoją wiarygodność, opozycyjna CHP musi pokazać, że realizuje obietnice wyborcze, co nie będzie łatwe z Erdoğanem próbującym im przeszkodzić na każdym kroku. Pamiętajmy, że populistów wynoszą do władzy prawdziwe problemy i bolączki społeczeństwa. Tylko przez faktyczne zajęcie się tymi bolączkami, a nie ich ignorowanie, opozycyjne partie mogą wyrwać demokrację z uścisku populistycznych uzurpatorów.

**
Daron Acemoglu jest doktorem ekonomii, wykładowcą w Massachusetts Institute of Technology. James A. Robinson jest ekonomistą, wykłada na Uniwersytecie Chicagowskim i zajmuje się problematyką globalnych konfliktów. Wspólnie napisali książkę Dlaczego narody przegrywają.

Copyright: Project Syndicate, 2019. www.project-syndicate.org. Z angielskiego przełożyła Marzena Badziak.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.