Świat

Piotr Pawlenski, seksafera, miał być mer i nie ma mera

Nagranie przedstawiające masturbującego się Benjamina Griveaux zostało umieszczone na portalu pornopolitique.com przez Piotra Pawlenskiego, rosyjskiego akcjonistę, deklarującego walkę z hipokryzją polityków. Griveaux pożegnał się ze stanowiskiem, ale gromy posypały się na Pawlenskiego. Pisze Artur Kula.


W okolicach 12 lutego 2020 roku w internecie pojawiło się nagranie przedstawiające masturbującego się Benjamina Griveaux, byłego rzecznika prasowego rządu francuskiego, a do 14 lutego 2020 r. kandydata na mera Paryża z ramienia prezydenckiej partii La République En Marche (Republika Naprzód ew. Republika w Marszu). Z kontekstu wynikało, że materiał wideo oraz towarzyszące mu wiadomości tekstowe zostały wysłane do Alexandry de Taddeo, paryskiej studentki prawa, z którą Griveaux miał romans w 2018 roku. To z tego okresu pochodzi opublikowane nagranie.

Film został umieszczony na portalu pornopolitique.com przez Piotra Pawlenskiego, rosyjskiego akcjonistę, deklarującego walkę z hipokryzją polityków. Artysta twierdzi, że materiał wykradł z komputera swojej partnerki, de Taddeo, bez jej wiedzy i zgody.

Pawlenski dostał azyl polityczny we Francji

Griveaux, grający w kampanii wizerunkiem kochającego męża i ojca, został skonfrontowany z własnym zachowaniem, będącym przeciwieństwem głoszonych przez niego sloganów. W odpowiedzi zrezygnował z udziału w wyborach, argumentując, że ataki na niego i jego rodzinę zaszły zbyt daleko.

Prawo do prywatności

Akcja Pawlenskiego spotkała się z szeroką krytyką. Oburzenie zostało wywołane naruszeniem prawa do prywatności. W bardzo podobnym tonie, atakującym publikację nagrania, wypowiedzieli się m.in. Jean-Luc Mélenchon (lider lewicowej La France insoumise, Niepokornej Francji), Marine Le Pen (liderka nacjonalistycznego Rassemblement national, Zjednoczenia Narodowego) czy Cédric Villani, jeden z obecnych kandydatów na mera Paryża, który przez większość kampanii pozostawał w konflikcie ze swoim kontrkandydatem.

Prawnik Griveaux uznał działania Pawlenskiego za wschodnioeuropejskie praktyki polityczne. Nazwał je nowym totalitaryzmem, a stwierdzenie Juana Branco, prawnika Pawlenskiego, że akcja Rosjanina to akt polityczny, gest oporu wobec polityki Emmanuela Macrona i rządu francuskiego, porównał do postawy rzecznika Stasi czy „małego Stalina”.

Francuskie media szybko podchwyciły te hasła i wyprodukowały kilka artykułów opisujących instytucję kompromatów oraz jej związki z KGB i Pawlenskim. Wspomniana wcześniej Le Pen wyraziła nadzieję, że proces sądowy w sprawie akcji artysty ujawni, kto tak naprawdę za nim stoi. Jej zdaniem należy sprawdzić, kim w rzeczywistości jest ten antyputinowski Rosjanin, który otrzymał azyl polityczny we Francji i pozwala sobie na tego typu działania. Benjamin Griveaux – zdaniem polityczki – mógł zostać pierwszą ofiarą (czy też został wykorzystany na próbę) większego spisku, którego ostatecznym celem byłaby destabilizacja procesu demokratycznego w wyborach.

Po jednej stronie stanęła francuska cywilizacja, demokracja i prawa człowieka, po drugiej neostalinowskie praktyki godne agentów Stasi czy KGB.

Inny stosunek do Pawlenskiego zaprezentował portal Mediapart, na którym artysta pierwotnie chciał opublikować posiadane materiały. 11 lutego akcjonista spotkał się z przedstawicielkami redakcji, które ostatecznie odmówiły współpracy. Nie chodziło tu jednak o stereotypowy obraz Wschodu, a o fakt, że Griveaux nie popełnił żadnego przestępstwa, wysyłając de Taddeo nagrania własnej masturbacji, ani nie dopuścił się wobec niej żadnej formy molestowana seksualnego, ani nie nadużył władzy wynikającej z jego funkcji państwowej, ani w trakcie swojej kampanii nie postulował wprowadzenia zakazu cudzołóstwa.

Warufakis: Gratulacje, prezydencie Macron. Od teraz się Panu sprzeciwiamy

Ze względu na powyższe opublikowanie materiałów, które posiadał Pawlenski, prawdopodobnie byłoby uznane za ingerencję w życie prywatne Griveaux lub za formę zemsty z wykorzystywaniem materiałów erotycznych. Oba te przypadki są karalne we Francji. Mediapart w swoim tekście, w którym wytłumaczyło się ze swojej decyzji, podkreśliło, że pozycja redakcji w sprawie przemocy seksualnej jest jednoznaczna, na dowód czego wskazano artykuły dotyczące takich spraw zarówno w świecie kina, jak i polityki, akademii, sportu czy korporacjach. Akcję Pawlenskiego potraktowano jako coś bliższego działaniom portali plotkarskim – i to tych, które wiążą się z odpowiedzialnością karną publikujących – niż rzetelnego dziennikarstwa śledczego.

Prywatne i polityczne

Społeczne oburzenie nie uchroniło jednak Benjamina Griveaux przed rezygnacją z udziału w wyborach. O ile ciężko teraz stwierdzić, czy jest to koniec jego kariery politycznej, o tyle z pewnością było to wydarzenie istotne dla polityki francuskiej, w której skandale obyczajowe rzadko prowadziły do upadku polityków. Jedną z najsłynniejszych afer ostatnich lat, która dotyczyła sfery seksualnej, była sprawa Dominique Strauss-Kahna, jednego z faworytów w nadchodzących wówczas wyborach prezydenckich 2012 roku. Niemniej fundamentalna różnica między tymi dwiema sytuacjami leży w fakcie, iż Griveaux nie złamał prawa, wdał się „po prostu” w romans, gdy drugi z nich został oskarżony o napaść seksualną i usiłowanie zgwałcenia.

Należy podkreślić, że stosunek Strauss-Kahna do kobiet, jego seksistowskie zachowania niepodpadające pod żaden z paragrafów, zostały zignorowane. Prezydentem Francji został wtedy François Hollande (z którym Strauss-Kahn rywalizowałby w prawyborach)  – męskocentryczny status quo w polityce i stosunkach społecznych został zachowany.

Chociaż mediom we Francji nie przeszkadza inwigilowanie życia gwiazd na łamach portali plotkarskich, to politycy i inne osoby zajmujące się „poważnymi” sprawami cieszą się parasolem ochronnym.

Prywatne to jedno, publiczne to drugie. Hasło, iż prywatne jest polityczne, nie do końca dotarło do francuskiego establishmentu. Być może to tutaj leży kluczowy aspekt sprawy Griveaux. Przedstawiony przez Pawlenskiego w ramach pornopolitique materiał nie może zostać bezpośrednio przełożony na akt oskarżenia, który – na powszechnie akceptowanej drodze prawnej – docelowo doprowadziłby do stwierdzenia winy lub jej braku. Wskazuje jednak na hipokryzję systemową, w ramach której politycy mogą bezkarnie głosić dowolne hasła i być zwolnieni z potrzeby skonfrontowania słów z postawą. Podtrzymując ten rozdział teorii i praktyki, Francja była w stanie zachować wspomniany wcześniej status quo faworyzujący grupy dominujące.

Eribon: Jesteśmy pariasami, dziedziczymy wykluczenie

Niemniej akcja Pawlenskiego nie jest jedynym zjawiskiem poruszającym kwestię relacji między prywatnym a publicznym, które obecnie ma miejsce we Francji. Innym głosem jest ten Adèle Haenel, aktorki znanej m.in. z ubiegłorocznego Portretu kobiety w ogniu, która stała się twarzą francuskiego #metoo. W listopadzie 2019 roku na łamach Mediapart opublikowano artykuł dotyczący molestowania seksualnego artystki przez Christophe’a Ruggię w latach 2001–2004, kiedy miała 12–15 lat. Jej świadectwo stało się katalizatorem dla kolejnych wyznań, m.in. Valentine Monnier, która kilka dni później, przełamując 44 lata ciszy, oskarżyła Romana Polańskiego o zgwałcenie w 1975 roku.

Wschodnia barbaria

Piotrowi Pawlenskiemu udało się osiągnąć to, co nie udało się żółtym kamizelkom, a więc wycofanie się Benjamina Griveaux z życia politycznego (przynajmniej na jakiś czas). Ponadto akcja doprowadziła do podjęcia dyskusji o aksjologii francuskiej republiki, a także wskazała na systemową faworyzację grup dominujących, które dotychczas były w stanie ukrywać niewygodne dla siebie fakty w sferze „prywatnej” dopóty, dopóki były one pozornie zgodne z prawem.

Oddając głos Pawlenskiemu:

„Jej [sztuki politycznej – AK] zadaniem jest zakłócenie narracji władzy, a z czasem wręcz doprowadzenie do jej całkowitej zmiany. Gdy tylko, choć na krótką chwilę, udaje się zaburzyć oficjalną narrację, wszelkie narzucone zasady i związane z nimi ograniczenia stają się bardzo wyraźne i doskonale widoczne”[1]P. Pawlenski, Biurokratyczna gorączka i zupełnie nowe podejście sztuki politycznej, tł. W. Bieliaszyn, J. Kutyła, w: Pawlenski, red. J. Kutyła, P. Walaszkowski, Warszawa 2016, s. 95.

Chociaż wspomniana debata o aksjologii trwała krótko, a także nie należy uznawać akcji Pawlenskiego za przenikliwy atak świadomie wymierzony w jądro problemu francuskiego społeczeństwa, to należy przyznać, że pornopolitique zakłóciło narrację władzy. To z tego powodu afera wokół Benjamina Griveaux jest tak istotna. Nie umniejszając olbrzymiej wagi słów Adèle Haenel czy pracy wykonywanej przez redakcję Mediapart, chciałbym zauważyć, że akcja Pawlenskiego wyłamuje się ze standardowych sposobów ujawniania bądź nagłaśniania problemów. Akcjonista nie skorzystał z prawa, lecz wystąpił przeciwko niemu, by zaatakować to, co jest legalne, i – w przeciwieństwie do tradycyjnych mediów – nie powstrzymała go przed tym wizja potencjalnych sankcji karnych.

Pawlenski został uznany za wschodnioeuropejskiego barbarzyńcę, co można uznać za dość klasyczne podejście Zachodu do Wschodu.

Podobna sytuacja miała miejsce w 1996 roku, w trakcie wystawy Interpol zrealizowanej w Sztokholmie. Pierwotnym celem jej kuratorów (Rosjanina Viktora Misiano oraz Szweda Jana Amana) było zaprezentowanie twórczości artystycznej z obydwu stron byłej już żelaznej kurtyny. Każdy z uczestników projektu miał zagospodarować całą przestrzeń galerii.

Czy Pawlenskiego spotka los Assange’a?

W trakcie wernisażu rosyjski artysta Alexander Bruner zaatakował i zniszczył instalację jednego z zachodnich twórców, a drugi Rosjanin, Oleg Kulik, w ramach swojego performensu, odgrywając psa na łańcuchu, zaatakował widzów. Zdarzenie to wywołało oburzenie wśród artystów z Zachodu, którzy w otwartym liście określili działania Brunera oraz Kulika jako bezpośredni atak na sztukę, demokrację i wolność ekspresji. Rosyjskiego kuratora oskarżono natomiast o legitymizowanie nowej formy ideologii totalitarnej.

Analogiczne zarzuty stawiane są Pawlenskiemu, który swoją akcją podważa francuskie status quo. W momencie zaatakowania aksjomatu, jakim jest prawo do prywatności, twórca pornopolitique przestał być – w oczach opinii publicznej – awangardowym artystą politycznym sprzeciwiającym się reżimowi Putina, a stał się Rosjaninem korzystającym z metod KGB.

Piotr Pawlenski oraz Alexandra de Taddeo usłyszeli zarzuty dotyczące naruszenia sfery prywatnej oraz rozpowszechniania materiałów o charakterze seksualnym bez zgody osób pojawiających się na nich i czekają na ciąg dalszy postępowania. Ponadto akcjonistę czeka proces związany z zaatakowaniem przy pomocy noża dwóch osób podczas zabawy sylwestrowej 2019/2020 roku. Co więcej, na tej samej imprezie znajdowała się Alexandra de Taddeo oraz Juan Branco.

Niemniej francuskie media przestały ekscytować się seksaferą i na pierwsze strony gazet powróciły koronawirus oraz reforma emerytalna, którą obecnie zajmuje się Zgromadzenie Narodowe.

Silne państwo?

Powyższe obserwacje mogą sugerować, że sytuacja polityczna we Francji się uspokoiła. Wybory miejskie toczą się swoim rytmem.

Rezygnacja Griveaux paradoksalnie pomogła partii prezydenckiej. Nową kandydatką La République En Marche w wyborach w Paryżu – które odbędą się 15 i 22 marca – została Agnès Buzyn, dotychczasowa ministra solidarności i zdrowia. Chociaż na razie faworytkami pozostają obecna mer, Anne Hidalgo (Parti socialiste, Partia Socjalistyczna) oraz Rachida Dati (Les Républicains, Republikanie), które w sondażach otrzymują ok. 25%, to tuż za nimi znajduje się Agnès Buzyn, mogąca liczyć na ok. 20% głosów. Niemniej zważywszy na dynamikę tej kampanii, nie sposób przewidzieć, które kandydatki wejdą do kolejnej tury.

Jasne są jednak dwie inne sprawy: po pierwsze poparcie dla Buzyn niemal od razu było wyższe od tego, którym cieszył się Griveaux, po drugie Paryżem w kolejnej kadencji ponownie będzie rządzić kobieta.

Pomimo różnych afer pozycja Macrona pozostaje stabilna i wciąż nie ma on z kim przegrać. Wprowadzając kolejne reformy, spotyka się z silnym oporem społecznym (żółte kamizelki, strajk przeciwko reformie emerytalnej), niemniej ostatecznie realizuje swoje cele, a innym partiom nie udaje się wykorzystać protestów do znaczącego zwiększenia swojego poparcia. Natomiast sytuacje takie jak ta z Griveaux stosunkowo szybko przestają interesować opinię publiczną.

Żółte kamizelki: to już nie ruch społeczny, to rewolucja

Prezydent Francji stąpa jednak nieustannie po cienkim lodzie. Największym atutem La République En Marche pozostaje bycie partią władzy, która konsekwentnie wprowadza swoje reformy. Jednak ta reformistyczna polityka, która często przerzuca swoje koszty z klasy wyższej na niższe (np. w przypadku przekształcenia podatku solidarnościowego od majątku – ISF – w podatek od nieruchomości – IFI), będzie najprawdopodobniej irytowała kolejne środowiska Francuzek i Francuzów. W szczególności tych spoza Paryża. Natomiast taktyka ignorowania napięć społecznych przez władze może w końcu nie odnieść sukcesu.

Bunt kamizelek w imperium Macrona

czytaj także

Akcja Pawlenskiego mogłaby stać się punktem wyjścia do przemyślenia podstaw francuskiej aksjologii i skonfrontowania ich ze światem, w którym prywatne jest publiczne, a ustawą nie da się zakazać publikacji materiałów w internecie. Reakcje na aferę Griveaux każą jednak w to powątpiewać, chociaż wciąż nie wiemy, czy akcja pornopolitique dobiegła już swojego końca. Być może większą wiarę należy pokładać w takie działania, jak te autorstwa Adèle Haenel czy Mediapart. Niemniej francuski izolacjonizm społeczno-polityczny, który tak dobrze ujawnił się w momencie konfrontacji z Pawlenskim jako obcym ze Wschodu, nie napawa optymizmem.

**
Artur Kula
jest doktorantem Uniwersytetu Warszawskiego. Absolwent Kolegium MISH UW oraz Uniwersytetu Oksfordzkiego. Przebywał także na stypendium w École des hautes études en sciences sociales (EHESS) w Paryżu. Zajmuje się tematyką wyobraźni narodowej, polityki historycznej oraz praw człowieka.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać