Świat

Afera taśmowa wstrząsnęła Macedonią

Nagrania ujawnione przez opozycję dokumentują gigantyczną korupcję, nadużycia władzy i nepotyzm na najwyższych szczeblach administracji państwowej.

Od 5 maja codziennie o 18 ludzie zbierali się przed budynkiem rządu, skandując „Mafia precz” albo „Żegnaj Nikola”. Na 17 maja opozycyjna lewicowa partia SDSM zapowiedziała wielki protest. Rozstawiono scenę i nagłośnienie. Przybyło kilkadziesiąt tysięcy osób, a wieczorem przed budynkiem rządu rozstawiono namioty. Protestujący nie zamierzają ustąpić, dopóki rząd wraz z premierem nie podadzą się do dymisji. To największy protest antyrządowy w historii Macedonii.

Dzień później, 18 maja, rządząca nacjonalistyczno-patriotyczna partia VMRO-DPMNE zorganizowała wiec poparcia dla polityki rządu. Rozstawiono scenę i nagłośnienie. Przybyło kilkadziesiąt tysięcy osób skandujących imię premiera, a wieczorem przed budyniem parlamentu rozstawiono namioty. Wiecujący nie zamierzają się rozejść, póki opozycja nie zaprzestanie swoich prowokacji. To największy wiec poparcia dla rządu w historii Macedonii.

„Bomby” Zaewa

Macedonia to jeden z najmłodszych europejskich krajów. Niespełna dwadzieścia kilka lat temu ogłosiła niepodległość, odłączając się od Federacji Jugosłowiańskiej. Dziś zmaga się z największą w historii zapaścią polityczną, ekonomiczną i społeczną (bezrobocie sięgnęło właśnie 28%). Greckie pretensje do nazwy kraju utknęły na prowizorycznym anglojęzycznym skrócie FYROM oznaczającym Dawną Jugosłowiańską Republikę Macedonii, do NATO i Unii Europejskiej jeszcze daleko. Jednak zarzewiem największych w historii Macedonii protestów stały się publikowane przez socjaldemokratyczną opozycję nagrania, dokumentujące gigantyczną korupcję, nadużycia władzy i nepotyzm na najwyższych szczeblach administracji państwowej – włącznie z rządzącym Macedonią od dziewięciu lat premierem Nikolą Gruewskim.

Zdaniem protestujących Macedonia spełnia wszystkie warunki autorytarnego reżimu: inwigilacja, kontrola mediów, przemoc i propaganda.

Gruewski wraz z tysiącami swoich zwolenników zaprzecza autentyczności nagrań i wszczął dochodzenie sądowe przeciw Zoranowi Zaewowi, liderowi opozycji, który od lutego upublicznia na konferencjach prasowych nagrania, ochrzczone przez obóz antyrządowy „bombami”, które to już na dobre zadomowiły się w macedońskim języku polityki.

Nagrania – jak twierdzi Zaew – przekazał mu jeden z agentów wywiadu, który „nie mógł dłużej pozostać bierny wobec skali manipulacji” stosowanej przez rząd. Zaew oskarżył premiera o podsłuchiwanie niemal 20 tysięcy osób, w tym dziennikarzy, dyplomatów i antyrządowych aktywistów. Wciąż ujawniane nagrania – do dziś opublikowano ich ponad trzydzieści z około stu, które znajdują się w rękach opozycji – dowodzą między innymi manipulacji wyborczych, tego, jak najwyżsi urzędnicy państwowi ustawiają wybór przewodniczącego Sądu Najwyższego, a premier za pieniądze wyprowadzone z MSW kupił mercedesa wartego 600 tysięcy euro. W jednym z nagrań można usłyszeć też, jak minister finansów mówi o „wariackich wydatkach” rządu i posądza premiera o utratę rozumu. Techniki manipulacji wyborczych ujawnione w nagraniach swoim absurdem przypominają czarną komedię: znajdziemy wśród nich blokowanie wind w budynkach, by utrudnić starszej części mieszkańców pójście na wybory, albo wysłanie połowy taboru komunikacji miejskiej na przegląd techniczny, by uniemożliwić dojazd do lokali wyborczych ludziom mieszkającym dalej od centrum.

Co ciekawe, podsłuchiwani byli nie tylko ludzie opozycji, lecz również ustępujący dziś ministrowie czy szef wywiadu Saszo Mijalkow, prywatnie kuzyn Gruewskiego.

Skala zjawiska i fakt, że inwigilowani byli wszyscy, świadczą o masowej paranoi autorytarnej władzy.

Partia rządząca konsekwentnie powtarza, że Zaew kłamie i montuje taśmy we współpracy z obcym wywiadem, chcąc zagrozić stabilności kraju i dojść do władzy bez żadnego konstruktywnego programu. Rząd wspierany jest przez Rosję, która zdążyła wyrazić głęboki niepokój sytuacją, w której zachodnie siły inspirujące tutejsze organizacje pozarządowe wprowadzają w Macedonii chaos: „Logika ulicy i dobrze znany scenariusz kolorowej rewolucji pełen jest niebezpiecznych konsekwencji” – powiedział rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.

Państwowe egzaminy i barokowe marzenia o potędze

Majowe protesty związane z taśmami Zaewa to jednak nie początek, ale kulminacja całej serii antyrządowych wystąpień. Na dobre zaczęło się w lutym od tysięcy studentów i profesorów gromadzących się przed siedzibą premiera w odpowiedzi na proponowane przez rząd reformy w szkolnictwie wyższym.

W świetle nowych zapisów macedońskie Ministerstwo Nauki miało dostać większe kompetencje w ustalaniu programów nauczania oraz wpływać bezpośrednio na sposób i system oceniania. Reformy obejmowały wprowadzenie obowiązkowego egzaminu państwowego z każdego z obowiązujących w programie nauczania przedmiotów. Taka zewnętrzna ewaluacja miała być przeprowadzona dwa razy w czasie trwania studiów: na drugim i czwartym roku, przy czym realizacja i organizacja egzaminu również miały przypaść delegatom upoważnionym przez Ministerstwo. Zdaniem studentów z Uniwersytetu św. Cyryla i Metodego w Skopje reforma zagrażała autonomii uniwersytetu: studenci, którzy nie zdadzą egzaminu państwowego, nie mogliby odebrać dyplomu. Innymi słowy, to od rządu miało zależeć, kto zostanie magistrem. „Tego typu zewnętrzne ingerencje nie mają miejsca nigdzie na świecie” – twierdzą nie tylko protestujący studenci, lecz również profesorowie.

Ostatecznie udało się osiągnąć porozumienie pomiędzy studentami a Ministerstwem. Rząd wstrzymał mające wejść w życie reformy i zobowiązał się do współpracy z reprezentującym studentów Studenckim Plenum i zarządzającymi Uniwersytetem.

Jednak niedługo potem Skopje znowu ruszyło do protestu. Tym razem przeciw przebudowie modernistycznego centrum handlowego GTC. Gdy ogłoszono konkurs na renowację obiektu, a w wytycznych zasugerowano styl barokowy i klasycystyczny, swój niepokój wyrazili miejscy aktywiści i studenci architektury. Lokalni architekci rozpoczęli kampanię społeczną „I love GTC”. „Walka o GTC symbolizuje walkę o to, co pozostało z tego miasta” – mówiła przewodnicząca Związku Macedońskich Architektów, nawiązując do projektu przebudowy całego miasta w klasycystycznym i barokowym stylu noszącego nazwę Skopje 2014. Od pięciu lat bowiem Skopje to jeden wielki plac budowy. W centrum powstało ponad sto pomników, do tego stylizowane gmachy użyteczności publicznej, łuk triumfalny i ogromna, ponad 25-metrowa statua Aleksandra Macedońskiego (w związku z konfliktem na linii Skopje–Ateny oficjalna nazwa monumentu to „Wojownik na koniu”).

Projekt Skopje 2014 wciąż budzi żywe emocje nie tylko ze względu na rozmach, ale też nieprzejrzysty kosztorys, którego widełki rozstawione są szeroko, bo od 200 do 500 milionów euro.

Wizualizacja projektu przebudowy GTC potwierdziła wcześniejsze obawy – fasadę modernistycznego centrum mają pokryć dziesiątki klasycystycznych kolumn, a dach mają zwieńczyć trzy złote kopuły. Na trzecim piętrze ma z kolei powstać taras z licznymi stylizowanymi rzeźbami. Referendum w sprawie przebudowy odbyło się 26 kwietnia. Do głosowania uprawnieni byli mieszkańcy dzielnicy Centrum – jedynej dzielnicy Skopje, gdzie burmistrzem jest przedstawiciel opozycji, która właśnie w tym okręgu zebrała najwięcej głosów w wyborach parlamentarnych. Choć przeciw przebudowie centrum handlowego zagłosowało 95 procent głosujących, referendum okazało się nieważne, ponieważ nie uczestniczyła w nim ponad połowa uprawnionych do głosowania. Mimo unieważnienia referendum ruch „I love GTC” zapowiedział, że broni nie złoży i protesty będą trwały.

Rząd traci głowę

5 maja SDSM opublikowało kolejne nagrania. Tym razem można było na nich usłyszeć, że rząd Gruewskiego chciał zatuszować śmiertelne pobicie przez policjanta 22-latka, który próbował dostać się na scenę w czasie powyborczego wiecu. Ponad tysiąc demonstrantów wyszło na ulice – 19 osób zostało rannych, w tym 15 policjantów. Zebrani obrzucili jajkami i pomidorami białą, „klasycystyczną” fasadę budynku rządowego. Jeśli ziści się rządowy plan, dostępu do budynku już niedługo ma strzec „barokowe” ogrodzenie, na które rząd Macedonii chce przeznaczyć 700 tysięcy euro.

W tym samym czasie Studenckie Plenum zerwało porozumienie z Ministerstwem Nauki. Była to reakcja na wtargnięcie policjantów do czytelni biblioteki miejskiej oraz zatrzymania i groźby pod adresem studentów zaangażowanych w antyrządowe protesty. Studenci, jak sami twierdzą, przestali traktować obecną władzę jako prawomocną.

„Wielu ludzi po prostu się boi. Utraty pracy, represji. Jeden z antyrządowych dziennikarzy dostał upomnienie. Następnego dnia jego samochód stanął w płomieniach” – mówi chcący zachować anonimowość aktywista ruchów Protestiram i Solidarnost. Pierwszy z ruchów to otwarta organizacja obywatelska zbudowana wokół trzech podstawowych postulatów: natychmiastowa rezygnacja rządu, zwolnienie z aresztu aktywistów zatrzymanych po protestach 5 maja, ponowne wybory i utworzenie nowego, demokratycznie wybranego rządu. Solidarnost to z kolei lewicowe ugrupowanie, które powstało w 2012 roku. Dziś walczy o prawa robotników, sprawiedliwość społeczną, antyklerykalne i nie nacjonalistyczne państwo. „Zwolennicy partii rządzącej to grupa o silnie nacjonalistycznym charakterze: jesteśmy społeczeństwem spolaryzowanym. Jesteśmy my i oni” – dodaje.

Nowa karta w historii czy niedzielne niezadowolenie?

„Zapisaliśmy nową kartę w historii, historii multietnicznych Bałkanów” – mówił Zoran Zaew po masowej manifestacji z 17 maja, która – choć organizowana przez SDSM – przerodziła się w protest ponadpartyjny i wieloetniczny. „Jestem tu, bo wstydzę się za to, co zrobili z mojego miasta – Disneyland. Dlatego, że skończyłam studia i wciąż nie mam perspektyw na pracę” – mówi 29-letnia Diana.

Nad tłumem poza macedońskimi powiewały flagi tureckie, albańskie, serbskie, romskie i tęczowe. W proteście uczestniczyły różne partie polityczne, organizacje pozarządowe, ruchy miejskie i oczywiście studenci, nie tylko ze Skopje. „Między Sztipem a Skopje jest godzina drogi. Przez kontrole techniczne i zatrzymania jechaliśmy cztery godziny” – mówi Marijana, studentka ze Sztipu, skarżąc się na niecodzienne i uciążliwe kontrole policyjne mające zweryfikować np. stan techniczny pojazdów. „Ale jutro też tu będziemy” – dodaje. Mówi się również o blokadach, które miały uniemożliwić przyjazd protestującym z innych miast oraz o straszeniu odebraniem licencji przewoźników chcących oferować takie usługi. Telewizja publiczna nie emitowała relacji z protestu.

Poniedziałkowy wiec poparcia rozpoczął się o 20 wieczorem. Poza narodowymi i czerwono-czarnymi flagami partii VMRO-DPMNE najwięcej było flag serbskich i rosyjskich, lecz również spora reprezentacja romska. Na tych macedońskich widać było symbol Gwiazdy z Werginy, znajdujący się na fladze sprzed dwudziestu lat, dziś zmienionej ze względu na greckie pretensje o zawłaszczanie grecko-macedońskiej historii i symboliki. Za każdym razem, gdy padało nazwisko Zaew, tłum wydawał głośne okrzyki niezadowolenia. Na scenie umieszczonej przed ogromnym Łukiem Triumfalnym premier przemawiał do tysięcy zebranych: „Nie dajmy zastraszyć się wynajętym szpiegom. Macedonia jest silna”. Powiedział, że jego politycznym celem jest wejście Macedonii do UE i NATO i jest gotów wysłuchać zdania opozycji, ale z urzędu nie ustąpi. „Jest nas ponad 100 tysięcy” – padło ze sceny. Dziś wiadomo, że liczba ta była raczej zawyżona, choć atmosfera i rozmach wiecu naprawdę robiły wrażenie, którego zabrakło protestowi opozycji: bębny, race, dym i pompatyczne pieśni folkowo-narodowe. W porównaniu z tym protesty opozycji to raczej sympatyczny niedzielny piknik. Czy w tej piknikowej atmosferze uda się obalić znienawidzony przez dużą część Macedończyków rząd? Negocjacje między partyjnymi liderami trwają.

 

**Dziennik Opinii nr 149/2015 (933)

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.