Sztuki wizualne

Będziemy się teraz sami cenzurować?

Czarne Szmaty

W miniony piątek w krakowskiej Cricotece otworzył się festiwal Miesiąc Fotografii w Krakowie. Otwarcie przywitał performance Czarnych Szmat, które symbolicznie „aresztowały” Cricotekę za „cenzurę prewencyjną”, „uciszanie głosu kobiet” oraz łamanie art. 73 konstytucji, gwarantującego wolność twórczości artystycznej.

Jednym z pierwszych działań Piotra Glińskiego na stanowisku ministra kultury była próba ocenzurowania spektaklu Śmierć i dziewczyna Eweliny Marciniak z wrocławskiego Teatru Polskiego. Glińskiego oburzyły informacje o tym, że na scenie pojawić się mają „czescy aktorzy porno”, symulujący akt seksualny na teatralnych deskach. Ta próba cenzury nie powiodła się, spektakl można było zobaczyć nie tylko we Wrocławiu, ale także na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych.

Tamta akcja wicepremiera Glińskiego okazała się jednak zapowiedzią tego, jak będzie wyglądała polityka kulturalna PiS. Tego, jak rząd, używając wszystkich dostępnych sobie narzędzi, będzie starał się narzucić publicznym instytucjom kultury bliskie prawicy treści – i ludzi gwarantujących ich ekspozycję – oraz eliminować z nich te, które uznaje za niepożądane. Obok wielu głośnych przypadków – cenzura w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, walka o usunięcie profesora Stoli ze stanowiska dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, usunięcie seminariów wokół Roku Antyfaszystowskiego w Zamku Ujazdowskim kierowanym przez Piotra Bernatowicza – w tle mieliśmy też z pewnością wiele prewencyjnych aktów autocenzury, o których opinia publiczna nigdy się nie dowiedziała.

Teraz dowiadujemy się o jednym z nich. Wszystko za sprawą afery wokół odwołanej wystawy Powaga sytuacji, która miała zostać zaprezentowana w Cricotece jako cześć festiwalu Miesiąc Fotografii w Krakowie.

Zakazane transparenty

Wystawa miała, jak głosi jej ciągle znajdujący się na stronie MFK opis, pokazywać efekty prac artystów, którzy „przekuwają społeczną rzeczywistość w sztukę, często spuszczając powietrze z patosu i monumentalnych narracji. Zajmują też stanowisko w ważnych kwestiach społecznych i politycznych – jak tożsamość i obowiązujące narracje historyczne czy prawa człowieka”.

I to właśnie praca zajmująca polityczne stanowisko, a przynajmniej poruszająca temat polityczny, doprowadziła do zamknięcia wystawy. Poszło o dzieło Krzysztofa Powierży Banery z placu Wilsona – instalację z transparentów używanych w trakcie protestów kobiet po faktycznie zakazującym w Polsce aborcji wyroku trybunału Julii Przyłębskiej jesienią zeszłego roku.

Julki kontra kuce i piwniczaki. Ale generalnie to ***** ***

Na ekspozycję pracy w swoim budynku nie zgodziła się dyrekcja Cricoteki – instytucji kultury podległej zarządowi województwa małopolskiego, w którym od 2018 roku władzę dzierży PiS. OKO.press przytacza stanowisko placówki: „Dopiero kiedy praca została zamontowana w przestrzeni Cricoteki, ujawniła w całości swoją wymowę. […] Uważamy, że to dzieło może zostać odebrane jako manifestacja polityczna, na którą […] nie może być miejsca w Cricotece, przekonanej o potrzebie dążenia do neutralności światopoglądowej”. Akt cenzury miał miejsce 25 maja, dwa dni przed zaplanowanym otwarciem wystawy.

Organizatorzy zastanawiali się nad znalezieniem formuły umożliwiającej prezentację wystawy bez pracy Powierży. Biorący udział w wystawie artyści byli podzieleni w kwestii tego, co robić dalej. Zbigniew Libera nawoływał do wycofania prac i bojkotu wystawy. Ostatecznie Miesiąc Fotografii w Krakowie wydał oświadczenie, w którym czytamy: „wspólnie z kuratorką i przy akceptacji artystów i artystek, podjęliśmy decyzję o nieotwieraniu wystawy […] w zaplanowanym kształcie”.

Trochę inaczej sytuację przedstawia oświadczenie kolektywu Czarne Szmaty, którego prace także miały być pokazywane na wystawie. Zgodnie z oświadczeniem decyzja kuratorów i organizatorów festiwalu została podjęta bez wypracowania konsensusu wśród mających brać udział w wystawie artystów: „decyzja o wycofaniu wystawy Powaga sytuacji została podjęta arbitralnie. Więcej: […] decyzja ta odbiera artystom i artystkom możliwość zabrania głosu w sprawie. […] W naszym mniemaniu odwołanie wystawy Powaga sytuacji, a utrzymanie otwarcia festiwalu oraz innej wystawy w Cricotece, jest aktem autocenzury kuratorskiej, pociągającej za sobą cenzurę wszystkich naszych prac”.

Kolektyw pisze też w oświadczeniu, że jeszcze przed cenzurą pracy Powierży doszło do innego aktu cenzury: zablokowania performance’u Czarnych Szmat, który miał towarzyszyć otwarciu wystawy. Performance, jak czytamy w oświadczeniu, miał polegać na „grze z obiektem przypominającym flagę Polski oraz queerowaniu opresyjności władzy policyjnej”. Cricoteka nie chciała się zgodzić na takie działania w jej murach i 10 maja Czarne Szmaty poinformowano, że nie będą mogły przeprowadzić performance’u w tym kształcie.

Byle nie drażnić kołtuna

28 maja, w miniony piątek, w Cricotece otworzył się cały Miesiąc Fotografii w Krakowie i jego druga, obok Powagi sytuacji, wystawa goszcząca w murach instytucji. Otwarcie przywitał protest, transparenty z placu Wilsona oraz performance Czarnych Szmat, które symbolicznie „aresztowały” Cricotekę za „cenzurę prewencyjną”, „uciszanie głosu kobiet” oraz łamanie art. 73 konstytucji, gwarantującego wolność twórczości artystycznej.

Czarne Szmaty Cricoteka
Czarne Szmaty + Pat Mic. Fot. Pat Mic

Do protestujących wyszła dyrektorka Crticoteki, Natalia Zarzecka. Cenzorską ingerencję w wystawę próbowała usprawiedliwiać, powołując się na… dorobek patrona instytucji, Tadeusza Kantora. „Misją Cricoteki jest opieka nad spuścizną artysty i jego teatru. Wierność ideom patrona nadaje kierunek działaniom programowym Cricoteki, które są ściśle określone” – mówiła. Kantor tymczasem, przynajmniej zdaniem Zarzeckiej, „świadomie unikał bezpośredniego angażowania się w bieżącą rzeczywistość”. „Cricoteka jest instytucją publiczną, a ten element oznacza, że jej program jest skierowany do całego społeczeństwa, a nie jego części. Dlatego instytucja odmawia udziału w przedsięwzięciach, które propagują wrogość” – przekonywała.

Czarne Szmaty Kraków
Czarne Szmaty + Pat Mic. Fot. Pat Mic

Szczerze mówiąc, trudno uwierzyć, że Zarzecka, doświadczona menadżerka kultury, kierująca Cricoteką od 2004 roku, wierzy w to, co mówi. Po pierwsze, można by zapytać, czemu, skoro Cricoteka ma realizować wizję „sztuki wolnej od ideologii”, instytucja w ogóle zgodziła się na organizację wystawy o jawnie politycznej wymowie? Czemu sięgnęła po twarde cenzorskie decyzje dopiero na ostatnim etapie instalacji wystawy? Czy doszło do jakichś nacisków politycznych?

Po drugie, trudno się nie uśmiechnąć, gdy postać Kantora, jednego z kluczowych artystów polskiej awangardy XX wieku, wykorzystywana jest do podparcia bardzo konserwatywnej wizji sztuki, rodem z drobnomieszczańskiego salonu gdzieś tak sprzed czasów impresjonizmu: sztuka ma być przyjemna, „wolna od ideologii”, nikogo specjalnie niedrażniąca, podobająca się wszystkim.

Problem w tym, że taka sztuka dla wszystkich będzie sztuką dla nikogo. Sztuka nowoczesna od dobrych kilkudziesięciu lat jest jednym z wielu obszarów, gdzie toczy się polityczna debata, artykułowane są różne – często opozycyjne i zdecydowanie jednostronne – polityczne stanowiska, tożsamości i interesy. Najlepsze polskie wystawy ostatnich lat zajmowały wyraźne polityczne stanowisko: Wiek półcienia w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej (w sprawie kryzysu klimatycznego), Strachy Daniela Rycharskiego (w sprawie Kościoła, wsi i społeczności LGBT+ w Polsce), Trzy plagi z Galerii Labirynt (nowe populizmy i faszyzmy), Chleb i róże z MSN (artyści jako pracownicy) czy kolejne odsłony Warszawy w Budowie, zwłaszcza ta z 2015 roku, poświęcona odbudowie stolicy i reprywatyzacji.

Rycharski: Krzyż jest dla mnie symbolem wyzwolenia z więzów religii

Publiczna instytucja kultury, która odcina się od polityki, zamiast pobudzać dyskusję, stara się nikogo nie drażnić, chodzi na palcach wokół trudnych tematów, by nie irytować sprawującego władzę kołtuna, skazuje się na intelektualną nieistotność.

Odpowiedzialność i konformizm

To, co stało się w zeszłym tygodniu w Cricotece, musi budzić złość, a nawet wściekłość. Pytanie, wobec kogo najbardziej? Dyrekcji placówki czy politycznego układu, który kładzie – nawet nieformalnie – nacisk na podobne zachowania? Nie jest bowiem pozbawione racjonalnego jądra to, co powiedział w trakcie otwarcia wystawy Tomasz Gutkowski, organizator Miesiąca Fotografii: „Usunięcie pracy z przestrzeni galerii można odczytywać zarówno jako akt autocenzury prewencyjnej, jak i wyraz troski o przyszłość i dobro instytucji. Nasz sprzeciw budzi przede wszystkim fakt, że rzeczywistość polityczna zmusza kogokolwiek – instytucję, organizację, artystę czy kuratora – do stawania przed tego typu dramatycznymi wyborami”.

Bez wątpienia otwarcie wystawy z transparentami z placu Wilsona mogłoby się zakończyć protestami oburzonego pisowskiego aktywu i interwencją małopolskich radnych wojewódzkich, dobijających się do premiera Glińskiego, by coś zrobił z „uprawiającą politykę Cricoteką”. A wiemy dobrze, że kto jak kto, ale premier Gliński ma zawsze w rękawie naprawdę złych kandydatów na kierowników państwowych instytucji kultury, przy których nawet najgorsi ze starego rozdania wyrastają na tytanów merytoryki i politycznej otwartości. Kategorie mniejszego zła, ratowania substancji, troski o instytucje – dylematy typowe raczej dla systemów autorytarnych niż demokracji liberalnych – są dziś jak najbardziej realne w polskiej kulturze.

Kurz: „Dobra zmiana” dowartościowała kulturę – ale tylko jako „kulturę narodową”

Z drugiej strony, jeśli sami się będziemy cenzurować, zanim zrobi to PiS, jeśli uwewnętrznimy głos pisowskiego kołtuna i rządowego cenzora, to już przegraliśmy. Jak nie poddać się przemocy rządzącego układu z jednej strony, a z drugiej chronić te instytucje, które ciągle nie zostały przez ten układ wrogo przejęte, będzie bolesnym dylematem w następnych latach. Nie ma dobrych, jasnych wskazówek, jak się zachowywać. To, że znów się nad tym musimy zastanawiać, pokazuje, jak destrukcyjne dla kultury narodowej są te rządy.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Jakub Majmurek
Jakub Majmurek
Publicysta, krytyk filmowy
Filmoznawca, eseista, publicysta. Aktywny jako krytyk filmowy, pisuje także o literaturze i sztukach wizualnych. Absolwent krakowskiego filmoznawstwa, Instytutu Studiów Politycznych i Międzynarodowych UJ, studiował też w Szkole Nauk Społecznych przy IFiS PAN w Warszawie. Publikuje m. in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej”, Oko.press, „Aspen Review”. Współautor i redaktor wielu książek filmowych, ostatnio (wspólnie z Łukaszem Rondudą) "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".
Zamknij