Sztuki wizualne

Hunwejbin „dobrej zmiany” w CSW? Kim jest Piotr Bernatowicz

Piotr Bernatowicz dyrektorem CSW

Piotr Bernatowicz, który lada chwila zostanie mianowany dyrektorem Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, prawdopodobnie przejdzie do historii jako grabarz tej instytucji. Historia jego rządów w poznańskim Arsenale oraz ostatnie lata jego kariery pokazują, że czeka nas seria zwolnień, konfliktów pracowniczych oraz drastyczne obniżenie poziomu artystycznego.

Jak donoszą media, Piotr Bernatowicz ma zostać powołany z pominięciem procedury konkursowej. Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej wezwało go w związku z tym do odmowy przyjęcia nominacji w tym trybie. Nic nie wskazuje na to, żeby Piotr Bernatowicz miał tego wezwania posłuchać, co u bardziej pamiętliwych obserwatorów lokalnego pola sztuki może wzbudzić pewną wesołość. Stosunek Bernatowicza do procedur konkursowych zmieniał się bowiem wielokrotnie w zależności od sytuacji, w jakiej się znalazł. W 2013 roku, kiedy ówczesny prezydent Poznania Ryszard Grobelny zamierzał mianować go dyrektorem poznańskiego Arsenału z pominięciem konkursu, w rozmowie, którą z nim przeprowadziłem dla Obiegu, mówił:

[…] prezydent [Grobelny] ma mocną legitymację demokratyczną, mocniejszą od środowiska zabierającego głos w tej sprawie, które nie było przecież wybierane w demokratycznych wyborach. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem, na które wielu się powołuje.

Sytuacja była trochę podobna do obecnej: po nieudolnie przeprowadzonych przez Urząd Miasta konkursach, gremialnie oprotestowanych przez środowisko, Piotr Bernatowicz miał być mianowany poza tą procedurą. „Władza nie jest pojęciem wrogim” – dodał w tej samej rozmowie. Minister Zdrojewski nie zgodził się jednak wtedy na ten tryb i został przeprowadzony kolejny (trzeci) konkurs, który Bernatowicz wygrał głosami urzędników i starannie dobranych przedstawicieli wskazanych w ustawie „związków i stowarzyszeń twórczych”.

Trzy lata później, dzięki poparciu miejskich urzędników oraz przedstawicieli już „dobrozmianowego” MKiDN, znów wygrał konkurs, jednym głosem pokonując Marka Wasilewskiego. Wówczas kolejny prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, wskazał na to stanowisko jego kontrkandydata. Mogę zapewnić czytelników i czytelniczki tego tekstu, że niewielu było wówczas tak gorących obrońców procedur konkursowych jak niedoszły dyrektor Bernatowicz.

W obliczu ostatniej nominacji podejście Bernatowicza do konkursów znów uległo zmianie i prawdopodobnie do końca jego kadencji w Zamku się nie zmieni.

Kurz: „Dobra zmiana” dowartościowała kulturę – ale tylko jako „kulturę narodową”

Mimo że media widzą w Piotrze Bernatowiczu typowego hunwejbina „dobrej zmiany” w kulturze, mamy do czynienia z postacią, którą trudno postawić w jednym rzędzie z ikonami polityki kadrowej PiS w sztuce, takimi jak Jerzy Miziołek z Muzeum Narodowego w Warszawie, Cezary Morawski z Teatru Polskiego we Wrocławiu czy Marek Mikos z Teatru Starego w Krakowie. Nowy dyrektor Zamku Ujazdowskiego jest obecny w świecie sztuki od prawie dwóch dekad, z których jedynie ostatnie osiem lat, od czasu jego zaskakującego zwrotu politycznego, budzi kontrowersje.

W Krakowie już jebło

czytaj także

W Krakowie już jebło

Maciej Stroiński

Jeszcze w 2011 roku, wspólnie z autorem tego tekstu i Rafałem Jakubowiczem, aktywnie krytykował na witrynie anarchistycznego Rozbratu konformizm poznańskich elit kulturalnych. Wcześniej przez wiele lat prowadził drukowany magazyn o sztuce „Arteon”, który w niczym nie przypominał swojej obecnej postaci i był chętnie czytanym medium. Przez całe lata dwutysięczne Bernatowicz był aktywnym kuratorem, krytykiem sztuki i cenionym wykładowcą. W tym czasie obronił doktorat napisany pod kierunkiem prof. Piotra Piotrowskiego o recepcji Picassa w Europie Wschodniej, był kuratorem wielu wystaw poświęconych m.in. pamięci, aktywnie włączał się w działania walczące z cenzurą w sztuce, a jego krytycznego głosu zwykle słuchano z uwagą.

Teatr czy folwark?

Po 2011 roku jednak poglądy Bernatowicza uległy zmianie, a później radykalizacji. Pierwszymi oznakami tej transformacji była duża sympatia do dość pokracznej grupy The Krasnals, co zwiastowało późniejszą serię tekstów budzących coraz większą konsternację. Był to okres, kiedy Bernatowicz miał szansę i chyba też ambicje zbudować jakiś zalążek konserwatywnej krytyki artystycznej. Nie było to łatwe zadanie, ale wykonalne – możliwa była budowa platformy czy środowiska krytyków i teoretyków sztuki zdystansowanych wobec mainstreamu, ale mimo to mających wiele sensownych rzeczy do powiedzenia.

Bohater tego tekstu zdecydował się jednak pójść w stronę bliższą Monice Małkowskiej (głośnej jeszcze niedawno tropicielce układu w świecie sztuki) czy promować łatwą i oskarżycielską publicystykę Andrzeja Biernackiego. Atmosfera polityczna lat 2014-2015 bardzo zresztą sprzyjała temu rodzajowi niepokorności i przetransponowanie jej na pole krytyki artystycznej było zadaniem banalnym.

Prowadząc poznański Arsenał, Bernatowicz z kolei w niczym nie przypominał sympatycznego redaktora „Arteonu” sprzed kilku lat. Wdał się w serię konfliktów pracowniczych, jego zastępcy dzielnie zwalczali obecną w galerii Inicjatywę Pracowniczą. W ciągu trzech lat zmienił się praktycznie całkowicie skład kuratorski, podobnie jak profil galerii.

Jak się okazało, o ile na poziomie krytyczno-publicystycznym nie brakuje piór chętnych do walki o konserwatywne wartości, o tyle na poziomie samej sztuki jest z tym duży problem. Bernatowiczowi trudno było wypełnić program galerii artystami ilustrującymi jego wizje i w związku z tym sięgał po postacie typu Wojciech Korkuć (autor homofobicznych plakatów), Jacek Adamas, Jerzy Zieliński czy nestor polskiego performance’u Zbigniew Warpechowski. Dodatkowo w galerii miała miejsce m.in. kuriozalna wystawa antyfeministyczna Bez różu prowadzona przez kuratorkę Karolinę Staszak – współpracownicę Bernatowicza. Generalnie było miałko – łatwo się zbuntować przeciwko lewicowo-liberalnemu establishmentowi sztuki, zdecydowanie trudniej, mimo wielkiego politycznego zapotrzebowania, sformułować sensowną kontrpropozycję.

Po odejściu z Arsenału w 2017 roku Piotr Bernatowicz występował w TVP Kultura jako ekspert, imał się różnych doraźnych zajęć – na liście personalnej „dobrej zmiany” wcale nie był jakoś wysoko notowany. Ta zła passa została przerwana dopiero w 2018 roku, kiedy został prezesem podupadłego już mocno Radia Poznań. Rzecz mocno poza jego kompetencjami i ambicjami, ale oczywiście chętnie przyjął nominację.

Radio od tego czasu zajęło się intensywnym relacjonowaniem programu galerii Arsenał. Chyba żadna instytucja sztuki w Polsce nie mogła się cieszyć tak wnikliwą obserwacją prawie każdego wydarzenia. W Arsenale w sumie nikt się z tego nie cieszył, ponieważ w przygotowywanych materiałach dziennikarze doszukiwali się skandalu, zepsucia i obrazy moralności, operując językiem przywodzącym na myśl nazistowską prezentację sztuki zdegenerowanej. Zadanie bardzo łatwe, więc w eter szły kolejne sensacyjne doniesienia, które natychmiast zamieniały się w pełne oburzenia wystąpienia poznańskich radnych PiS.

Łatwo się zbuntować przeciwko lewicowo-liberalnemu establishmentowi sztuki, zdecydowanie trudniej – mimo wielkiego politycznego zapotrzebowania – sformułować sensowną kontrpropozycję.

Jeszcze rok przed nominacją na prezesa Radia Poznań Piotr Bernatowicz prowadzi audycję poświęconą premierze spektaklu Malowany ptak w poznańskim Teatrze Polskim. Audycja orbituje wokół kontrowersyjnej książki Czarny ptasior Joanny Siedleckiej i jej przebieg szybko ujawnia szereg treści antysemickich, które dobrze wpisują się w ówczesny nurt prawicowej rewizji historii Holokaustu. Piotr Bernatowicz przekracza kolejną barierę – samemu nie wygłaszając wprost treści antysemickich, nie ma problemu z zaaranżowaniem sytuacji, w której swobodnie płyną one w eter.

Zresztą, zobaczcie to sami, zanim zniknie:


W 2017 roku podczas Ogólnopolskiej Konferencji Kultury w Krakowie Piotr Bernatowicz był gospodarzem panelu o popularyzacji sztuki i edukacji artystycznej. Jako jednego z gości zaprosił Krzysztofa Karonia – zaangażowanego prawicowego tropiciela marksizmu kulturowego. Panel ten został zapamiętany z powodu pewnego zabawnego incydentu – otóż siedząca w pierwszym rzędzie wiceminister kultury Wanda Zwinogrodzka w którymś momencie była tak zmęczona spiskowymi treściami płynącymi ze sceny, że dała znak, żeby natychmiast kończyć. Po czymś takim trudno spodziewać się propozycji awansów i apanaży ze strony MKiDN, ale jednak, jak już wiemy od kilku dni, bywa różnie.

W tym samym 2017 roku Piotr Bernatowicz był kuratorem wystawy Historiofilia, która miała być odpowiedzią na Późną polskość, prowadzoną w tym samym czasie w Zamku Ujazdowskim przez Stacha Szabłowskiego.

Bezpłciowa i bezzębna

Zorganizowana z mniejszym rozmachem niż flagowa produkcja CSW wystawa Berantowicza dobrze pokazywała zmaganie się środowisk prawicowo-narodowych z transponowaniem projektu politycznego PiS na język sztuki. Jednak sztuka, która stanowi ilustrację politycznych sloganów i nie ma ambicji badania rzeczywistości, nie może być niczym więcej niż karykaturą. Artyści zaproszeni wówczas przez kuratora dokonali zabiegu przechwycenia formalnych środków używanych przez sztukę do ekspresji swojego politycznego credo – które zdecydowanie lepiej i czytelniej funkcjonuje w obszarze idei czy publicystyki niż w galerii. Mimo wielu mankamentów ta wystawa była jednak najszerzej zakrojoną próbą zbudowania prawicowego programu sztuki. W tej perspektywie posada dyrektora CSW nie jawi się już jako przypadkowy kaprys personalny, ale realizacja pewnego politycznego planu. Warto wspomnieć, że do jednego z paneli odbywających się wokół wystawy został zaproszony Grzegorz Braun, co stanowiło przekroczenie kolejnej bariery przez bohatera tego tekstu.

Służby, mafie i loże vs „szczęść boże”, czyli magiczny świat Grzegorza Brauna

Zamek Ujazdowski nie ma szczęścia do dyrektorów – od końca urzędowania Wojciecha Krukowskiego instytucja ta znajduje się w różnych fazach kryzysu. Kiedy w 2010 roku na jej czele stanął włoski kurator Fabio Cavallucci, wiązano z nim wielkie nadzieje – faktycznie, od strony programowej Zamek wciąż był ciekawym miejscem, niestety skala konfliktów wygenerowanych przez następcę Krukowskiego doprowadziła do jego przedterminowej dymisji, a ulga po jego odejściu była chyba większa niż entuzjazm po jego wyborze.

Stokfiszewski: Zamek strachów, Centrum wyobraźni

Kolejny konkurs wygrała Małgorzata Ludwisiak, która mimo bardzo dużej wagi przywiązywanej do poprawnego wizerunku instytucji nie zapisze się szczególnie chwalebnie w historii Zamku Ujazdowskiego. Ostatnie lata to przede wszystkim likwidacja cenionego portalu Obieg, będącego jednym z niewielu miejsc, gdzie można było czytać sensowną krytykę artystyczną, oraz szereg przetasowań personalnych, skutkujących odejściem wielu cenionych pracowników tworzących Zamek Ujazdowski jeszcze od początku lat 90. Od strony wystawienniczej program był raczej nierówny i zdecydowanie poniżej oczekiwań, jakie można mieć wobec instytucji tej rangi. Jak widać, poprawność i unikanie skandali w niczym nie pomogły obecnej dyrekcji.

W najbliższych latach możemy się spodziewać dalszej, tym razem już szybszej i trudno odwracalnej degradacji tego miejsca. Piotr Bernatowicz przychodzi jako polityczny nominat, wbrew woli środowiska i bez szans na współpracę z większością artystów, którzy obecnie dyskutują raczej o formie bojkotu CSW. Warto w tym miejscu wspomnieć, że nowy dyrektor od dawna dystansował się wobec postulatów wypłacania honorariów artystom biorącym udział w wystawach, a szczególnie wobec pomysłów systemowego uregulowania tego problemu – co również nie pomoże mu w przełamaniu niechęci środowiskowej, jeśli takie ambicje w ogóle będzie przejawiał.

Stokfiszewski: Koniec z niepłaceniem artystom

Bio

Mikołaj Iwański

| Ekonomista
Mikołaj Iwański – doktor nauk ekonomicznych, absolwent filozofii Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Kierownik Zakładu Historii i Teorii Sztuki, Wydział Malarstwa i Nowych Mediów na Akademii Sztuki w Szczecinie.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.