Kultura

10 bohaterek, które wyemancypowały kobiecość w grach wideo

Od kiedy na ekranach telewizorów i komputerów pojawiła się Lara Croft, świat gier wideo staje się kobietą. Twórca tej postaci, Toby Gard, już w pierwszym roku po wielkim sukcesie „Tomb Raidera” rezygnuje z pracy w studiu Core Design, gdyż nie godzi się na wulgaryzację wizerunku Lary i jej seksistowską promocję. Świat gier i graczy musiał dorosnąć, aby Lara w pełni mogła być sobą i wrócić po latach w wyemancypowanej formie.

W niedawno wydanych remake’ach kultowych, konsolowych pozycji – Resident Evil 3 oraz Final Fantasy VII – mogliśmy zobaczyć, jak uparcie na przełomie wieków budowano „apetyt na kobiecość” w grach. Jill Valentine i Aeris Gainsborough, agentka S.W.A.T. i błyskotliwa kwiaciarka. Jak różne to pomysły, by zahipnotyzować grającego lub grającą!

Zostań w domu i uratuj świat przed epidemią. 5 gier idealnych na kwarantannę

Oba jednakowoż skuteczne. Hardość i subtelność często występują w świecie gier obok siebie. I choć oba tytuły oddają mężczyznom to, co „męskie”, wielkie japońskie serie w sporej mierze sprzedały właśnie wizerunki kobiet. Nawet w czasach kryzysu dalekowschodniej branży – jakoś 10 lat temu – deweloperzy z Capcom, Square Enix, Segi czy Nintendo potrafili sobie poradzić właśnie dzięki perfekcyjnie projektowanym, trójwymiarowym damom.

Często posługiwano się wirtualnymi kobietami w sposób instrumentalny, zwłaszcza na poziomie marketingowym. Seksistowski model promocji promieniował na całą branżę, czego skutki odczuwamy do dziś. Na profilu polskiej dumy narodowej, CD Projekt RED, co rusz trafiamy na odziane w retrofuturystyczne stroje bohaterki nadchodzącej gry Cyberpunk 2077. Nie mówiąc już o promowaniu wyprzedawanego za grosze Wiedźmina coraz śmielszymi fanowskimi cosplayami Ciri, Yennefer czy Triss. Cóż, jakoś trzeba nabijać statystyki sprzedaży.

I choć Polacy jak zwykle są pod tym względem niepokorni, bo „Słowianki rozumieją mowę ciała”, feministyczne standardy coraz bardziej przenikają światowy gamedev. Nawet tak, wydawałoby się, „męskie” produkcje jak Red Dead Redemption 2 zawierają na czołowym planie wątek emancypacyjny, a w jednym z epizodów na Dzikim Zachodzie możemy oglądać strajk kobiet. Assassin’s Creed: Odyssey pozwala na rozwijanie postaci Kassandry – kobiety nieheteronormatywnej (co, szczególnie w Polsce, wywołało spore kontrowersje).

Zagrajmy w ciążę albo w kapitalizm

Panie w grach wyemancypowały się więc nie tylko w Azji Wschodniej. Musiały jednak minąć lata, aby studia deweloperskie nauczyły się budować ciekawe żeńskie postaci, nie szukając pierwowzorów w najgorszej klasy filmach porno. Oto galeria protagonistek, które przez lata nie pozwalały spać spokojnie ani wrogom, ani tym bardziej wielbicielom.

1. Kerrigan (Starcraft 1 i 2)

Fot. Blizzard Entertainment/starcraft.fandom.com

Starcraft I był jedną z pierwszych wielkich gier sieciowych, które przyczyniły się do rozwoju sportu elektronicznego. Występują w niej trzy rasy, które w odległej galaktyce prowadzą ze sobą niekończącą się wojnę. Liberalni Terranie (ludzie), ultrakonserwatywni i tradycjonalistyczni, a zarazem doskonale rozwinięci technologicznie Protosi, a także pierwotne, bezwzględne, błyskawicznie rozmnażające się Zergi. Do frakcji ludzkiej należą zachłanny kapitalista Mengsk, szlachetny porucznik Raynor i białogłowa Sarah Kerrigan.

Właśnie tę ostatnią Mengsk zdradza – wydaje na pastwę Zergom – a ci, infekując jej mózg, zmieniają uroczą blondyneczkę w postrach całej galaktyki – Królową Ostrzy. Kerrigan w przebiegu całej space opery Starcrafta staje się bohaterką romantyczną. Przeżywa problemy, które zazwyczaj dotyczą mężczyzn. Mści się, idzie z odsieczą kochankowi, bierze na swoje barki los świata, a także – po odzyskaniu świadomości – powraca (z wielu różnych powodów) do pogardzanych Zergów, wśród których czuje się „jak w domu”.

Królowa Ostrzy jest jedną z bardziej wyemancypowanych ikon kultury wirtualnej, przy czym internet pełen jest wyrazów miłości, memów, fanstories. Wiele z nich pochodzi z serc brzydzących się feminizmem młodych i starych korwinistów (czy też ich zagranicznych krewnych). Ot, paradoks.

2. Rayne (BloodRayne 1 i 2)

Fot. wallpapercave.com

O krwawej Rayne świat już nieco zapomniał, choć niecałe 15 lat temu była najchętniej rozbieraną postacią gier wideo. Ta półwampirzyca była pierwszym wytworem grafiki 3D, który dostał propozycję sesji w „Playboyu”. Nie ma się co dziwić – Rayne pasowała do nastoletniej wyobraźni przełomu tysiącleci. Była mroczna, krwiożercza, doskonale wysportowana, odziana w lateks. Za jej pomocą mordowało się setki nazistów, wysysając z nich krew w murach tysiącletnich, germańskich twierdz.

Czy pornowiedźmy uratują świat?

Choć sama gra – zwłaszcza w swoim sequelu – nie była niczym przełomowym, zapadła w pamięć wielu osobom właśnie przez główną bohaterkę – to naprawdę dobrze zaprojektowana postać. Poczęta z gwałtu, zanurzona po uszy w nazistowskim spisku bezkompromisowa zabójczyni o rodowodzie amerykańsko-bałkańskim. Na dodatek ruszała się jak połączenie Lary Croft i Mileeny z Mortal Kombat. To musiało się udać i – gdyby nie monotonna rozgrywka – BloodRayne być może byłoby dziś tytułem równie kultowym jak Resident Evil.

3. Alyx (Half-Life 2, Half-Life: Alyx)

Fot. Half-Life/Valve Software

Half-Life 2 podobnie jak Starcraft jest legendą. Chwaloną praktycznie za wszystko i cieszącą się niesłabnącym zainteresowaniem graczy. Twórcom gry udało się pożenić oryginalną fabułę z formułą grywalnej, pierwszoosobowej strzelaniny. Dzieło sporo zawdzięcza również kobiecości, reprezentowanej tutaj przez czarującą i piekielnie inteligentną Alyx Vance.

Co widać w cieniu Lary Croft?

Istotą serii Half-Life jest przenikanie się świata ludzkiego ze światem z różnych względów obcym. Ta międzywymiarowa relacja powstała na skutek eksperymentów w ośrodku badawczym Black Mesa. Eksperymenty te – jak to eksperymenty – zesłały na ludzkość apokalipsę. W laboratorium na amerykańskim zadupiu poznajemy głównego bohatera – Gordona Freemana, do którego w drugiej części dołącza Alyx. Bohaterka prowadzi go za rączkę i oferuje bezcenną pomoc właściwie we wszystkim.

Nie ma się co dziwić, że Alyx uczyniono protagonistką niedawno wydanej, długo oczekiwanej nowej odsłony serii – nie kontynuacji, ale prequelu dwójki. Co przenikliwsi gracze już dawno odkryli, że bez niej nic by się w tym świecie nie wydarzyło.

Wybierz życie! Wybierz płeć! Wybierz swój los!

Alyx jest niespotykanie charyzmatyczna i ma zrozumiałe tylko w świecie gry poczucie humoru – a do tego młodzieńcze usposobienie i ogromną wyobraźnię. Jest jednocześnie błyskotliwą uczoną i świetną wojowniczką. W dodatku do Half-Life 2Episode One – pokazuje meastrię swojej walki, która właśnie staje się esencją VR-owego Half-Life: Alyx. Dobrze, że twórcy serii w porę zrozumieli, kto tu gra pierwsze skrzypce.

4. Maxine Caulfield (Life is Strange)

Fot. Dontnod Entertainment/life-is-strange.fandom.com

Nieśmiała nastolatka z problemami emocjonalnymi to powszechny obiekt drwin i najsłabsze ogniwo w kulturze popularnej. A jednak francuskie studio Dontnod Entertainment postanowiło pokusić się o zrobienie gry z małą, nieszczęśliwą dziewczyną. I odniosło w tym niemały sukces.

#TeamSapkowski, czyli nie bójmy się marzyć

Life is Strange to melancholijna gra przygodowa o przyjaźni i dorastaniu. Pokazuje piekło adolescencji i wiele wymiarów wejścia w dorosłość, która często okazuje się po prostu akceptacją najbardziej brutalnych aspektów człowieczeństwa. Life is Strange przeprowadza grających przez szkołę, małe miasteczko i wszystkie związane z nimi młodzieńcze smutki. A przy tym potrafi oczarować niezwykłą, subtelną poetyką, porównywalną chociażby z książkami Anny Cieplak. Umiejętność cofania czasu jest jakby uosobieniem niezdecydowania, które, choć tak bardzo tępione przez współczesną kulturę sukcesu, tutaj jest bronią.

Gra została obsypana nagrodami, w branży dokonując niemałej rewolucji. Doceniono złożoność decyzji, mających istotny wpływ na przebieg fabuły, pastelową grafikę okraszoną naprawdę piękną, aczkolwiek przytłaczającą muzyką. Trzy lata później wydano nie mniej udaną kontynuację.

5. 2B (NieR: Automata)

Fot. PlatinumGames

W świecie NieR ludzkość kieruje się egoistycznymi, zbrodniczymi instynktami, które prowadzą ją do zagłady. A później w niezbyt heroiczny sposób walczy o odzyskanie prymatu. Wszystko, co powstaje na miejsce człowieka i przybiera podobną mu formę, staje się równie złe. NieR-y ociekają mizantropią jak mało która gra, a przy tym stanowią apologię empatii i miłosierdzia.

Dwie twarze kapitalizmu, obydwie brzydkie

Przez lata gry z tej serii znane były głównie koneserom. Ich pesymistyczny sznyt, czasem dziwaczny, synkretycznie zbudowany gameplay i muzyka – to wszystko przegrywało w oczach konsumentów z bardziej konwencjonalnymi produkcjami. Wszystko zmieniło dopiero wydanie części NieR: Automata, a dokładniej jego chwytliwa, piękna bohaterka 2B, która zapewniła Automacie bardzo przyzwoitą sprzedaż.

2B jest androidką zesłaną na zrujnowaną Ziemię z misją… no właśnie. Cała fabuła opiera się na demaskowaniu celu tej misji, która stopniowo morfuje w melancholijną opowieść o poszukiwaniu sensu w świecie pogrążonym w cyklicznej autodestrukcji. Wielki sukces tej niskobudżetowej produkcji zapewniła główna bohaterka, której animacja ruchów w walce przypomina balet.

Strzelając padem

Zarówno 2B, jak i jej towarzysz – 9S – są postaciami o niezwykle kafkowskim rysie. Podczas ziemskiej misji dręczą ich zagadnienia winy, snu na jawie i niszczycielskiego sobowtóra. A przy tym odkrywają uroki życia mieszkańców Ziemi – czyli zardzewiałych maszyn – oraz ich religijno-teatralnych obrzędów, prowadzących do powstania… W tym miejscu przerwę, bo historię tę naprawdę warto poznać.

6. Iconoclasts, Celeste, GRIS

Fot. Bifrost Entertainment/iconoclasts.fandom.com

Świat gier wideo – podobnie jak i całej kultury popularnej – jest w ostatnich latach coraz bardziej nostalgiczny. Powstaje wiele gier w stylu retro, wśród których prym wiodą dwuwymiarowe platformówki – najpopularniejszy gatunek gier na konsolę NES (w Polsce bardziej znamy jej chińską podróbkę – Pegasusa) i komputer Commodore 64. Czasy hegemonii Mario i Sonica skończyły się, gdy powstały akceleratory 3D.

Musiały minąć lata, aby studia deweloperskie nauczyły się budować ciekawe żeńskie postaci.

Twórcy współczesnych platformówek tworzą już nie rozpikselowane męskie modele, jak w Contrze czy Castlevanii, lecz dziewczynki. Efekty ich pracy mają w stu procentach feministyczny wydźwięk. Główna bohaterka gry Iconoclasts – Robin – zmaga się z uciskiem patriarchatu, który nie pozwala jej zostać mechaniczką. Madeline z Celeste wspina się na śmiertelnie niebezpieczna górę, aby przezwyciężyć depresję. Gris z kolei to surrealistyczna podróż z młodą dziewczyną o tym samym imieniu, mającą na celu rozprawienie się z trudną przeszłością.

Nie da się ukryć, że deweloperzy gier używają języków, które w ostatnich latach obserwowaliśmy w literaturze – również polskiej. Platformówkowa konwencja w rękach utalentowanego twórcy czy twórczyni może okazać się podobną kopalnią inspiracji jak tzw. śmieciowa kultura dla Doroty Masłowskiej, Marty Syrwid czy Agnieszki Drotkiewicz. I to także doceniają krytycy, o czym świadczy chociażby nominacja Celeste do The Game Awards 2018, w gronie najbardziej spektakularnych, wysokobudżetowych gier, w jakie rok 2018 obfitował.

7. Aloy (Horizon Zero Dawn)

Fot. Guerrilla Games

Wśród bombastycznych hitów na konsolę PlayStation 4 – między nawróconym Kratosem z God of War a błąkającym się gangiem z Red Dead Redemption 2 – znalazła się dosyć niepozorna dziewczyna, która wędruje po postapokaliptycznym świecie pełnym mechanicznych zwierząt.


Horizon Zero Dawn to gra mocno ceniona od strony technologicznej. Animacje i mechanika walk stoją na najwyższym poziomie, podobnie jak wspaniale zaprojektowane, postapokaliptyczne widoki. Główna bohaterka – Aloy – jest też jedną z najbardziej specyficznych wojowniczek w historii branży. Nie ma kocich ruchów, nie nosi lateksu, ubiera się raczej skromnie. Jest przy tym uważną tropicielką i poszukuje dialogu z dziwaczną, mechaniczną naturą.

Horizon Zero Dawn to rodzaj fantastyki naukowej, którą mogłaby stworzyć Olga Tokarczuk. Jest tam sporo refleksji o upadku cywilizacji i rozpaczliwej tęsknoty za przyrodą. Aloy prowadzi swój pług przez elektroniczne kości. Gdyby nie bezsensownie rozwleczona fabuła i za mało przemyślany rys psychologiczny postaci, grę tę ceniłbym zdecydowanie bardziej niż większość wydanych z nią równolegle blockbusterów.

8. Bayonetta

Fot. PlatinumGames

O ile Aloy była dzielną, wsłuchującą się w mechaniczną przyrodę harcerką, o tyle Bayonetta wyzwolona jest w inny sposób – wręcz karykaturalnie ocieka seksem. To kwintesencja gamingowego kampu – przesadna eksplozja kobiecej cielesności.

Nie tylko Tarantino męczy kobiety

Bayonetta obok Devil May Cry jest ikonicznym przykładem efektownych gier typu slasher. To trzecioosobowa nawalanka z widokiem zza pleców głównej postaci, która ma w zanadrzu tysiąc sposobów na rozprawienie się z hordami wrogów. Czarownica Bayonettę i Dante z Devil May Cry to swoje analogie: idealnie przerysowana, nowoczesna kobieta i idealnie przerysowany, nowoczesny mężczyzna. To japońska karykatura europejskiej kultury. Postaci te nie mają żadnych zahamowań w osiąganiu celów, a swoje misje traktują tak z przymrużeniem oka, jak i błyskotliwością..

Bayonetta ubrana jest we… własne włosy. Ubiór często zmienia w oręż, mordując nago, a pistolety nosi także na końcach swoich nienaturalnie długich nóg. Walczy z kolejnymi przeciwnikami, którzy przypominają kwasowe wizje z lat 60. I robi to w sposób absurdalny, a przy tym pełen wdzięku. W porównaniu z subtelną androidką 2B z NieR: Automata Bayonetta doskonale wie, czego chce, a przy tym jest cwana i pewna siebie. Jeśli ktoś szuka skrajności w grach – Bayonetta reprezentuje praktycznie wszystkie.

9. Brigitte, Fara, Zaria i inne (Overwatch)

Fot. Blizzard/overwatch.gamepedia.com

Starcraft wyniósł studio Blizzard na sam szczyt, ale dziś jest ono cieniem samego siebie. Jednak w ostatnim czasie udała mu się gra Overwatch – to sieciowa strzelanka nastawiona na rywalizację.

Gra pełna jest kolorów i ciekawych typów rozgrywki. W doborze postaci zastosowano parytet, a te kobiece są bardzo różnorodne: od filigranowych uczennic – jak Mei – po silne, zmaskulinizowane osobowości – jak Zaria. Na reklamach gry figurują głównie kobiety i niewątpliwie to one w sporej mierze sprzedały ten produkt.

Overwatch jest ciekawy jako zjawisko socjologiczne. Od początku bowiem gra ta gości jako hasztag na… Pornhubie. Powstają tony pornoanimacji z udziałem dziewcząt z Overwatcha, pełno jest również filmów z przebranymi w cosplayowe ciuszki dziewczętami. Pornhub rozkwita na hashtagu #overwatch.

Interesujące są również doniesienia o brutalnym traktowaniu kobiet w rozgrywkach. Likwidacji żeńskich postaci często towarzyszy ponoć ogromna ilość przemocowego resentymentu, wyzwisk i seksizmu. Najwidoczniej panowie zaczynają czuć się zagrożeni w swojej ostatniej twierdzy patriarchalnej dominacji – wirtualnej zabawie w strzelanego.

10. Jesse Faden (Control)

Fot. Remedy Entertainment

Jesse, bohaterka zeszłorocznego hitu zatytułowanego Control, to przykład dojrzałego przedstawienia żeńskiej protagonistki, który uruchamia szereg kulturowych skojarzeń. Ta obsypana nagrodami strzelanina jak mało które dzieło pogodziła ludyczność z artystycznością. Control to bowiem inspirowane filmami Davida Lyncha studium ludzkiej psychiki i jej relacji z czasem i przestrzenią. A jednocześnie wyborna gra akcji z genialnie zaprojektowanym systemem likwidacji wrogów.

Days Gone: samotny motocyklista i świrusy

Jesse Faden przypomina serialową Jessicę Jones – niczym się nie wyróżnia, nosi jeansy i ramoneskę, ma twarz przeciętnej trzydziestolatki. Poszukując prawdy o samej sobie (sic!), trafia do archiwum X, w którym zdarzył się kataklizm wywołany przez tajemniczą siłę zwaną „Hiss”. Bohaterka zostaje poproszona przez broń martwego dyrektora o objęcie placówki opieką i zaprowadzenie porządku. Co okaże się psychodeliczną przygodą, przywodzącą na myśl całe serialowo-komiksowe lata 90.: Miasteczko Twin Peaks, Sandmana, Z archiwum X i oczywiście Matriksa.

Kobiecość Jesse Faden nie jest ani przerysowana – jak u Bayonetty, ani histeryczna – jak w przypadku nowej Lary Croft. Mimo że gra jest surrealistyczna, główna bohaterka jest jedną z najbardziej realistycznych postaci w historii tego medium. Gracz z łatwością utożsamia się z jej motywacjami, rozczarowaniami i zdziwieniami. Bywa spanikowana, bywa też bezwzględna – choć gestykuluje bardzo oszczędnie. Control to niewątpliwie jedna z najlepszych produkcji zeszłego roku.

„Cyberpunk” to bzdura

czytaj także

„Cyberpunk” to bzdura

Konrad Janczura

Twórcy gier wideo, wzorując się zapewne na komiksach, szybko dostrzegli potencjał w kobiecych postaciach. Przez lata jednak wyzwaniem było przełożenie rzekomo „kobiecych” cech na język urządzeń sterujących i wyzwań toczonych w obrębie rozgrywki. Postaci kobiece zamiast muskulatury prezentowały wydajne biusty bądź piękne oczy, a niedostatki sił nadrabiały magią i zręcznością. Oraz oczywiście „umiejętnościami miękkimi”.

Wszystko to jednak z czasem zaczęło się zmieniać. Kobiecość w grach stała się po prostu człowieczeństwem, niekoniecznie przyozdobionym toną kwiatów. Ostatnia z przedstawionych tu gier pokazuje, że aby zachęcić nawet najbardziej mizoginicznego gracza do sterowania żeńską postacią, nie trzeba już boleśnie pornograficznych zabiegów.

Tym samym na horyzoncie majaczy nadzieja, że internetowi wojownicy, zakochani w swoich imaginariach kobiety-matki, odkryją jednak, że wolą spędzać czas z bardziej złożonymi osobowościami kobiecymi niż te, które na mocy „prawa naturalnego” zostały „przeznaczone” do rodzenia dzieci, sprzątania i gotowania. Przecież w świecie wirtualnym – gdzie lwią część czasu spędzają wojujący sympatycy Brauna, Korwina i wolnego rynku – panują właśnie one. Feministki.

Konrad Janczura – tester oprogramowania, pisarz, autor powieści Przemytnicy (Korporacja ha!art 2017). Interesuje się kulturą gamingu w Polsce.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać