Kultura

Keff: Antykomunizm jest paliwem dla faszyzmu

Bożena Keff
Kultura

Keff: Antykomunizm jest paliwem dla faszyzmu

Jeśli z powodu Stalina i stalinizmu, który należy do historii, dyskwalifikuje się całą tradycję lewicową, od arian, levellerów, amerykańskich abolicjonistów, dziewiętnastowiecznych działaczy na rzecz reform prawa pracy, po SDKPiL, PPS i KPP – to Stalin jest pretekstem. Chodzi o to, żeby zdyskredytować myślenie lewicowe na dziś i na jutro – pisze Bożena Keff.

Idea tego tekstu zaczęła się od propozycji, żebym skomentowała jakieś bieżące wydarzenia. Bieżąco bito właśnie wtedy, rączkami dzieci, Judasza w Pruchniku, gminy zapewniały, że będą dyskryminować organizacje LGBTIQ, trwały antysemickie protesty w sprawie ustawy 477 mówiącej o wspieraniu możliwości odzyskania dóbr, które należały do ofiar Zagłady. Lub uzyskania rekompensat, a wszystko to bardzo mgliście. Przez tygodnie przed metrem Centrum w Warszawie, na tzw. patelni, zbierano podpisy w proteście przeciw temu, żeby potomkowie Żydów, którzy zginęli w Zagładzie, coś odzyskali. Nad patelnią dudniło: „Żydzi wszystko wam odbiorą, wasze dzieci nie będą miały chleba ani przyszłości, nie będziecie mieli środków do życia!”.

Taktyka leczenia snem [rozmowa z Aliną Całą]

Swoją drogą, myślałam, że Żydzi JUŻ odebrali im wszystko, ale Żydzi, jak to upiory poza czasem, mogą zawsze odbierać. Polacy – polscy obywatele odzyskiwali, Kościół odzyskiwał swoje i nie swoje, ale Żydzi – polscy obywatele, którzy nie byli i nie są żadnymi obywatelami, lepiej niech nie odzyskują. Bo jak się zawezmą, to nawet drogi mogą się pozawalać: pod asfaltem tu i ówdzie leży tłuczeń; gruz, kamienie, kawałki macew. A oni czary-mary i te kawałki macew wyrwą się spod asfaltu, i po drogach. Nie, nie ma po co komentować bieżących wydarzeń, będą się wydarzać i wydarzać, lepiej zajrzeć pod spód.

*

Kiedy myślę o najważniejszych dźwigarach tego wyposażenia umysłowego, które ułatwia spychanie nas w stronę neofaszyzmu, to chyba najsilniejszym z nich jest przekonanie o dwóch równych sobie totalitaryzmach. Przekonanie konserwatywnej i prawicowej części zachodniej Europy oraz niemal całej Polski, bez podziału. Do hasła o dwóch równych sobie etc. podpięty jest antykomunizm, który dziś, przy braku komunizmu, pełni rolę kordonu policyjnego ochraniającego pochód faszyzmu.

Strywializowany antykomunizm toruje drogę faszyzmowi

Komunizm, czy też realny socjalizm, należą już do historii i nie wrócą w takiej postaci, w jakiej występowały. Antykomunizm zaś, dla którego jedną z przesłanek jest przekonanie o dwóch równych sobie etc., w praktyce uderza w całą lewicową tradycję, całą ją dyskwalifikuje. Raz, na zasadzie pars pro toto, dwa, na zasadzie sylogizmów prostackich, że przywołam nieocenionego Bursę. Sylogizm prostacki w tym wypadku to rodzaj szalonej, ekstatycznej wręcz generalizacji, która na nic się nie ogląda, np.: – Mówisz, że reforma rolna w 1945 roku była słuszna? Ale zrobiona pod bagnetami sowieckimi! – No to może lepiej, że pod bagnetami, niż w ogóle. – A, więc jesteś komunistką, a komuniści to staliniści, więc jesteś stalinistką, a staliniści to mordercy Polaków i ubecy, więc jesteś morderczynią Polaków, ubeczką i zdrajczynią.

Klarowny zaś przykład pars pro toto znajduje się w filmie Agnieszki Holland W ciemności. W napisach końcowych pojawia się informacja, że bohater, który ocalił kilkanaście osób w lwowskich kanałach, zginął, wpadając pod sowiecką ciężarówkę. Ten przymiotnik mówi nam, że bohater został zabity jakoś bardziej złowróżbnie, niż gdyby była to po prostu ciężarówka. Sowiecka ciężarówka jest tu pars pro toto, metonimią, częścią za całość całego systemu, za Gułag, za Stalina, za las katyński, za wywózki na Sybir (za cierpienia Rosjan w sumie nie, bo co nam do nich).

Jednak gdyby nie ta ciężarówka plus cała Armia Czerwona, marne by były widoki bohatera, bo jak długo można żywić kilkanaście osób? Choć zakwaterowanie Żydów w kloace, pod wyzłoconą katedrą lwowską, było w sumie dość tanie.

*

Największym pars pro toto jest sam Stalin i stalinizm. Nie chodzi o to, żebym Stalina i stalinizmu nie uważała za zło. Ale nie jest to zło, które immanentnie, nieuchronnie musi wynikać z zasad komunizmu/realnego socjalizmu. Myślę, że wynikało z tradycji rosyjskiego samodzierżawia, z „odrzutu” rewolucyjnej armaty, która podobno tym mocniej się cofa, im większy pocisk wystrzeli. Tradycja setek lat i to, jak są uformowani ludzie, nie wyparuje w jedną rewolucyjną noc. Niemniej w czasie rewolucji i zaraz po niej, kiedy impet był największy, pojawiły się i elementy demokracji bezpośredniej, i ogromny nacisk na emancypację; jedno i drugie z czasem zmiecione. Ta rewolucja była uniwersalnym projektem emancypacyjnym, który jednak został wpisany w kontekst historii Rosji, która, jak mówi Bauman, nie wytworzyła potencjału społeczeństwa obywatelskiego.

Bauman o Marksie: Drogi do utopii – od Marksa do św. Pawła

Kultura i własna tradycja bardzo mocno określa to, jak rozumiemy ustrój. Nie można pomyśleć niemieckiego faszyzmu, czyli nazizmu, bez rasizmu i antysemityzmu. Włoski rasizm był raczej ograniczony do Słoweńców i Serbów, ale antysemityzm na szerszą skalę we Włoszech jakoś się nie przyjął. W różnych krajach faszystowskich odmienna była miara ograniczenia wolności na rzecz „narodu”, „rodziny”, „tradycji” etc., różny nacisk na militaryzm i jego realizacje, na autorytaryzm, na tradycjonalizm – a w nim na opresję kobiet, osób LGBT, innych grup etnicznych niż dominująca. Faszyzm wszędzie dyskryminował osoby homoseksualne, ale w pewnej skali – od zwyczajnego spychania do szaletów, przez więzienie, po obóz koncentracyjny. Zależnie od tradycji i mentalności.

Objawienie Tęczowej Matki Boskiej

W wypadkach obu tych ustrojów, obu tych koncepcji politycznych, jakoś narzuca mi się analogia do kategorii formy i materii, używanych przez Platona i Arystotelesa. Idea daje się poznać tylko poprzez materię, mówi Arystoteles, bez niej jest niedostępna. Faszyzm, a już na pewno nazizm, wcielił się niemal w pełni w swoją materię – i gdyby się udało, zrealizowałby się idealnie. Jest tak chyba dlatego, że nasza długa przeszłość zawsze była grupowa, klanowa, plemienna – ludzie dobrze rozumieją partykularyzm, odrębność własnej kultury, języka, terytorialności. Uniwersalizm jest o wiele bardziej abstrakcyjny i wzywa do przekroczenia wielu granic. Mieć w rodzinie tak różnych ludzi jak Azjaci, Indianie, Hindusi, Afrykanie to rzecz wręcz zabawna dla tych, których się uczy, że jedynym właściwym rodzajem człowieka jest np. polski heteroseksualny katolik. Część z nich na stadionach udaje małpy na widok czarnego piłkarza, pokazując, jak bardzo nie są przyzwyczajeni do tego, co nie jest ich odbiciem.

Wcielić emancypację, równość, prawa człowieka tam, gdzie ich tak strasznie brakuje – jak we Francji w roku 1789 czy w Rosji w 1917, czy w Hiszpanii w 1936 – jest bardziej niż strasznie trudno. Strasznie ich brakuje, bo siła władzy świeckiej i kościelnej, negatywna siła tradycji i mechanizmy ekonomii strasznie od nich odgradzają.

Zwarcie następuje tam, gdzie napięcia są najsilniejsze, gdzie panują bieda i ucisk, a nie tam, gdzie można przejść demokratycznie na kolejny poziom rozwijania zasad równości czy swobód obywatelskich. Kolejny poziom, bo, że zacytuję klasyka, wolność nie jest wystrzałem z pistoletu, nie zrobi się od jednego pif-paf, wolność  jest raczej – to już ja, nie Hegel – jak szata Draupadi, bohaterki Mahabharaty, która rozwijała się i rozwijała nieskończenie. A im bardziej się rozwija, tym więcej ma odcieni i barw, o których dziś nic jeszcze nie wiemy.

*

Jeśli z powodu Stalina i stalinizmu, który należy do historii, dyskwalifikuje się całą tradycję lewicową, od arian, levellerów, amerykańskich abolicjonistów, dziewiętnastowiecznych działaczy na rzecz reform prawa pracy, po SDKPiL, PPS i KPP – to Stalin jest pretekstem. Chodzi o to, żeby zdyskredytować myślenie lewicowe na dziś i na jutro. W przeciwieństwie bowiem do komunizmu faszyzm żyje, a antykomunizm jest najczystszym paliwem, jakiego potrzebuje. I poza tą rolą nie spełnia dziś żadnej innej.

Teza o równoważności dwóch totalitaryzmów, swego czasu głoszona przez Hannah Arendt, Zbigniewa Brzezińskiego i Carla Friedricha, dotyczyła, jak sądzę, metod i praktyki. Na najogólniejszym poziomie zbieżne praktyki mogą wynikać z tzw. ducha czasu, z epoki. W czasach polowań na czarownice zarówno katolicy, jak i protestanci palili, wieszali i topili „czarownice” i „heretyków”. Czy oba chrześcijańskie wyznania były przez to równowarte i równoważne? Czy samo to pytanie jest dobrze postawione? Ponieważ jeśli chodzi o wiarę w czary, powszechną i obowiązkową od XIV wieku w Europie, to tak; tak, jeśli chodzi o ówczesny typ wrażliwości; tak, jeśli mówimy o przekonaniu o moralnej, intelektualnej i wszelkiej podrzędności kobiet. I nie, nie są równoważne, są fundamentalnie różne, i to pomimo wspólnego korzenia i kilku podstawowych zasad obu wyznań.

Niemniej przekonanie o równoważności dwóch totalitaryzmów jest dziś, w innych warunkach politycznych, chętnie deklarowane w dyskursie publicznym, a nawet zostało znowelizowane. Nowela mówi, że to komunizm jest samym złem, przy którym inne zła są względne. Słowo „antyfaszyzm” też jest podejrzane. Przynajmniej w Polsce, być może antyfaszyści są ukrytymi komunistami lub kimś jeszcze gorszym. „Faszyzm” w zasadzie w polskich mediach jest słowem tabu. Może być „skrajna prawica”, coś mglistego.

Do tych tematów – dwóch równych sobie etc. i antykomunizmu dochodzi kolejny temat, jakim jest nieopowiedziana historia PRL. W podręcznikach do historii jest to czarna dziura. Czasem w dziurze jest ocet, a czasem tylko puste półki. Nie wiadomo, jak przeżyli ci, którzy się urodzili pomiędzy 1945 a 1989 rokiem. W narracji skrajnej prawicy i faszystów PRL to katownie UB, gdzie poza Żydami w zasadzie nikt nie pracował (znaczy katował). A jednak bez Polaków nie byłoby stalinizmu w Polsce. A jednak stalinizm w Polsce był najłagodniejszy z krajów bloku, a jednak trwał od 1948 do 1956 roku. A potem? Temat realnej historii PRL w dyskursie potocznym medialnym, prasowym nie istnieje. Są oczywiście teksty i książki Adama Leszczyńskiego, ale słabo z przedostawaniem się do dyskursu potocznego.

W radiu np. najczęściej słyszę, jak ludzie, około pięćdziesiątki czy sześćdziesiątki, mówią w jednym porządku o swoich studiach, pracy, pasjach, a w drugim porządku o tym, jak ich katowano w szkole rosyjskim, którego bohatersko nie poznali, i o pustych półkach z octem, na którym najwidoczniej przeżyli.

*

Oba totalitaryzmy wyłoniły się z tego, co każdy z nich poprzedzało. Była to konkretna historia, konkretne warunki. Bolszewizm, czyli komunizm, pojawił się w rewolucji i jakkolwiek polska prowincjonalno-plotkarska wersja historii ujmuje to jako gangsterski przewrót, to jednak było to czymś innym. Bolszewizm wyrwał się jak zbuntowany korzeń z gleby społecznych i politycznych stosunków carskiej Rosji, potem z okoliczności I wojny światowej, potem z zajadłości wojny domowej i niósł ze sobą tę glebę, z której się wyrwał, bo innej nie miał. (Mój ulubiony cytat z Lenina, który budzi we mnie dreszcz, brzmi: „Musimy robić rewolucję z takimi ludźmi, jakich mamy”). Niemiecki faszyzm wywodził się z pruskiego, skrajnie opresyjnego modelu państwa (Woyzeck Büchnera daje wgląd w sprawę), z przegranej I wojny, z resentymentu, jaki się z tym wiązał, z potrzebami, by scementować „niemieckość” np. przez jednoczący antysemityzm, teorię wyższości rasy germańskiej etc. Niemniej dwa „równe sobie totalitaryzmy” wyskakują u mówiących/piszących jak dwa potwory z historii demokratycznej Europy, kiedy nagle na Karty Jej Historii wylały się smoła i krew.

Keff: Antysemityzm – niezamknięta historia

A zatem króciutko: kontekst dwóch totalitaryzmów. Przed drugą wojną światową, a zatem po pierwszej, w której udało się Europejczykom wymordować miliony Europejczyków (ogólna liczba około 40 milionów), w tej części świata demokracja nie dominowała. Włochy – od 1920 roku Mussolini, faszyzm; Portugalia – quasi-faszystowski rząd Salazara od roku 1932 do 1968; Hiszpania – od roku 1932 republika, od 1936 do 1938 wojna domowa, potem do 1975 Franco; Niemcy – to wszyscy wiedzą, Austria – w 1934 roku Dollfuß przejmuje dyktatorską władzę, przeciw której występują robotnicy. Krótka i krwawa wojna domowa toczy się głównie w Wiedniu, siły rządowe tłumią bunt; w tym samym roku Dollfuß zostaje zabity przez nazistę; w 1938 roku połączenie z Niemcami, przyjęte raczej entuzjastycznie. Polska – wojskowe rządy Piłsudskiego od 1926 roku, po 1935 praktycznie faszyzm i państwowo sankcjonowany antysemityzm; Rumunia, Bułgaria, Węgry – późniejsi sprzymierzeńcy Hitlera. Czechosłowacja, Holandia, Szwajcaria, Francja, Belgia, Anglia, Skandynawia – to tereny demokratyczne. No i ZSRR – komunizm.

*

A jednak rewolucja rosyjska miała zupełnie inne cele i założenia niż ruch Adolfa Hitlera. Bolszewicy nie mieli programu ani nie odgrażali się eksterminacją żadnego narodu ani żadnej grupy. Mieli program radykalnych reform dotyczących świata pracy i emancypacji społecznej. Przyznano prawa polityczne kobietom i Żydom (Żydzi nie mieli ich w carskiej Rosji), ruch bolszewików adresowany był do wszystkich. Byli „wrogowie ludu”, no bo byli, potem ich tworzono, ale nie było żadnej kategorii ludzi, których trzeba wymordować niezależnie od tego, co robią, o co są podejrzani etc.

Bolszewicy nie mieli programu ani nie odgrażali się eksterminacją żadnego narodu ani żadnej grupy. Mieli program radykalnych reform dotyczących świata pracy i emancypacji społecznej.

Nazistowski program rozwijał się w kierunku oczyszczenia narodu z elementów zbędnych, rasowo obcych (czyli Żydów, dla jasności: na 60 milionów obywateli było ich około 800 tysięcy), podboju całej Europy oraz zawłaszczenia i podporządkowania sobie jej wschodu, który naziści traktowali jak tereny dla osadników. Zanim doszli do koncepcji wymordowania Żydów i Romów, wymordowali u siebie ponad 70 tysięcy dorosłych i dzieci niesprawnych intelektualnie, po prostu będących w depresji lub zachowujących się niezgodnie z normami, oraz przywódców i działaczy opozycji politycznej. Osoby homoseksualne wysyłano do obozów. Kiedy Niemcy już de facto przegrali wojnę, kiedy wycofywali się na tereny niemieckie, nadal mordowali żydowskich więźniów obozów w tzw. marszach śmierci. Idea była realizowana do końca. Bo mowa o ideach.

Gułag był okrutnym obozem niewolniczej pracy. Ale nie obozem śmierci, a ludzie, którzy tu trafiali, mieli jakąś szansę przeżycia – piszę to dla zestawienia, a nie dlatego, że widzę w tym jakąkolwiek zaletę Gułagu. Ludzie tu jednak nie szli – po okropnym transporcie koleją, który nie był jednak osobnym narzędziem mordu, jak w wypadku polskich Żydów – do komór gazowych, bo ich tam nie było. ZSRR trwał około 70 lat, Trzecia Rzesza tylko 12 lat i mechaniczne zestawianie liczby ofiar nie ma sensu, podobnie jak dodawanie po stronie komunistycznej ofiar z Chin, Wietnamu i Kambodży Pol Pota, ponieważ tradycje polityczne tych krajów są kompletnie inne niż tradycje europejskie, a komuniści z Polski, Niemiec czy Czechosłowacji działali w innych warunkach. Pol Pot realizował jakiś rodzaj wschodniej agrarnej utopii, o przesłaniu raczej kulturowym i narodowym niż klasowym. Czerwoni Khmerzy mordowali ludzi wykształconych – samo to było postawą antyzachodnią i antyoświeceniową, a więc odwróceniem się od oświeceniowej tradycji Marksa, marksistów i lewicy europejskiej.

Można oczywiście redukować bez końca warunki, pod jakimi zjawisko może się jeszcze kojarzyć z ruchem lewicowym, choć nie wiem po co. Pol Pot wolał zresztą Stalina, a zwłaszcza Mao, byli dla niego zrozumiali, bo szukał autorytarnych wzorców.

System radziecki miał różne fazy, po 1956 roku stalinizm został napiętnowany – choć bardzo wiele jego cech nie zostało wykorzenionych – a realny socjalizm w różnych krajach Europy Wschodniej i Środkowej był bardzo zróżnicowany. Niemniej po tych 70 latach realnego socjalizmu Rosja była w zupełnie innym miejscu niż kraj w reżimie carskim. Miała za sobą zwycięstwo w II wojnie światowej, była uprzemysłowiona i można mówić o ogromnym kroku w stronę egalitaryzmu społecznego, jeśli pamięta się o punkcie wyjścia. (Uwaga! Nie mówię, że był to kraj demokratyczny i kwitnący).

Naziści i państwa Osi wywołali najkrwawszą wojnę w dziejach, od 70 do 85 milionów ofiar. Po 12 latach naziści zostawili Niemcy w ruinie, zniszczone fizycznie, ekonomicznie i moralnie.

*

Socjalizm, komunizm i anarchizm w Europie sięgały do zupełnie innego zestawu idei niż faszyzm, a szczególnie nazizm. Zasób idei i wydarzeń historycznych, z których czerpią te dwa kierunki, jest zupełnie różny.

Podstawową różnicą jest to, że ruchy lewicowe uniwersalizują, wskazują na to, co wspólne wszystkim ludziom i – przede wszystkim – odwołują się do równości. Ruchy prawicowe wskazują na różnice między ludźmi i odwołują się do nierówności. Ruchy lewicowe zakorzenione są w myśli oświecenia, prawica i faszyzm – w antyoświeceniu.

Idee socjalizmu – bo historycznie najpierw był socjalizm, a potem, jak powiada w Socjalizmie. Utopii w działaniu Bauman, socjalizm na skróty, czyli komunizm – pochodzą z zestawu oświeceniowego. Podkreśla to też Žižek, pisząc o tym, że ZSRR była w koalicji aliantów, a więc krajów, które łączyło oświeceniowe dziedzictwo. W oświeceniu po raz pierwszy stworzono uniwersalną i dotyczącą życia społecznego definicję człowieka jako istoty rozumnej i autonomicznej moralnie (Kant). A skoro definicja i rozumienie człowieczeństwa jest powszechne, to nie można było ludzi dzielić na „gatunki” (rasy) ani wykluczać żadnej grupy z człowieczeństwa, czego programowo dokonali naziści. Idee oświecenia zebrane są w rewolucyjnym zawołaniu: równość, wolność, braterstwo.

*

Równość społeczna była ideą rewolucyjną samą w sobie, ponieważ świat nie znał tego rodzaju koncepcji równości – od starożytności po XVIII wiek w Europie i gdzie indziej obowiązywały hierarchie i podziały społeczne, różne prawa dla różnych grup i kategorii ludzi. W archaicznych kulturach te podziały były bądź są wielostopniowe i głębokie – takie np., jakie zachował indyjski system kast. Idea „braterstwa” czy solidarności z ludźmi z grup, do których sami nie należymy, pojęcie ludzkości jako wspólnoty wszystkich ludzi byłyby wtedy śmieszne. Nierówności przez tysiąclecia były postrzegane jako przyrodzone, naturalne i odwieczne. Dziś „Kościół może pitolić o godności niewieściej”, jak to pięknie ujęła Manuela Gretkowska, ale przez setki lat było oczywiste, że kobiety mają nikłą ludzką wartość w porównaniu z mężczyznami, nie mają nawet – jak wierzono – wkładu w płodzenie potomstwa, choć są odpowiedzialne za płód, niczym garnek, znienacka obdarzony odpowiedzialnością za to, co mu włożyli do środka.

Berman: Marks nie grał w lidze cyników

Sam patriarchalny porządek zakłada hierarchię; wyższość tego, co męskie, nad tym, co żeńskie, wyższość kasty, klasy, grupy; urodzenie może być wyższe lub niższe, z prawego i nieprawego łoża, a niewolnictwo pod taką czy inną postacią trwało w zasadzie do drugiej połowy XIX wieku, jak w wypadku chłopów pańszczyźnianych w Polsce i Rosji, i nadal trwa w różnych innych formach.

Pańszczyzna. Niedokończona sprawa

czytaj także

Jednak patriarchat, a więc epoka dominacji jednej płci i nierówności, nie jest jedynym powszechnym systemem. Przed nim była inna epoka, kiedy kształtowała się kultura ludzka, epoka równości genderowej bez męskiej przewagi, a więc komunizmu w sensie pierwotnym, czyli wspólnego użytkowania tego, co było dostępne, i dzielenia się tym, co udało się zdobyć. Żadna idylla, to pewne, ale takie są nasze początki: równość. Potem dopiero przyszło rolnictwo, posiadanie ziemi, stad etc. Określa nas patriarchat, jesteśmy jego dziećmi, choć prowadzimy też demontaż tego systemu. Mamy także jego aktywne skamienieliny, takie jak np. Kościół katolicki, z jego hierarchicznością, autorytaryzmem, z niemaskowaną męską dominacją, z chciwością, ze swobodą w wykorzystywaniu tych, którzy w hierarchii stoją niżej lub w ogóle się w niej nie liczą etc.

Wdrażanie zasady równości – jak i innych zasad – jest bardzo długim procesem i mowy nie ma o jego końcu, ponieważ po kolei ujawniają się grupy ludzi domagających się równości. Równości – to znaczy prawa do takiego życia, jakie mają grupy uprzywilejowane, które zazwyczaj nie widzą i nie rozumieją swojego uprzywilejowania. Oznacza to też równość praktyczną, nie tylko zadekretowaną. Mówi się np., że „zawsze” było tak, że ślub dotyczył kobiety i mężczyzny. Wcale nie zawsze – ślub jako taki jest ceremonią publiczną chyba od późniejszego średniowiecza. W epoce przedrolniczej związki dwóch mężczyzn czy kobiet były oczywiste i nie podlegały ocenie, ponieważ ludzkość nie dostała jeszcze fioła na temat rozmnażania – plonów, stad i ludzi.

W istocie to, czego nie chcą oddać przeciwnicy pełnych praw społecznych dla grup mniejszościowych (np. osób LGBTIQ,) to nie tyle prawo do ślubu czy adopcji dzieci, ile poczucie wyższości, intuicja czy świadomość „dobrego” miejsca zajmowanego w hierarchii społecznej i moralnej, wynikające z doznania, że należy się do właściwej kategorii ludzi, dzieci natury z jej prawego łoża. Jeśli oni mają mi być równi, mówią ci, których dominacja była do tej pory namacalna i oczywista, to jest to koniec cywilizacji. Tak, jeśli cywilizacja polega na tym, że zajmuję korzystne miejsce w obowiązującej hierarchii.

W istocie to, czego nie chcą oddać przeciwnicy pełnych praw społecznych dla grup mniejszościowych, to nie tyle prawo do ślubu czy adopcji dzieci, ile poczucie wyższości.

To między innymi pojęcie równości zmusiło ludzi, żeby przyjrzeli się nierównościom „danym od Boga” lub z „natury”. I stopniowo odsłaniano umowność tego, co uważane było za najbardziej naturalne podziały społeczne, za najbardziej święte i bezalternatywne sposoby organizacji państwa i społeczeństwa. Pod tą samą flagą płyniemy i dziś. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku zaczął się feministyczny demontaż „naturalnych i odwiecznych” ról płciowych w dążeniu do rzeczywistej równości, aż wreszcie padło pytanie o sens samego pojęcia „płeć”, to znaczy o sens porządku społecznego, którego sensy założycielskie polegają m.in. na określeniu znaczenia płci. Gender, płeć kulturowa, to jeden z tych terminów, który wskazuje na miejsce, gdzie ukuto sposób rozumienia płci i ról płciowych, w kulturze mianowicie, nie w naturze.

Graff, Korolczuk: Gender to śmiertelnie poważna sprawa

Takie myślenie jest dalszym ciągiem oświeceniowych tradycji filozoficznych, kiedy filozofowie zaczęli rewidować najbardziej, wydawałoby się, znane i klarowne pojęcia, zadając pytania takie, jak „na czym polega poznanie?” (Kant) lub o czym mówimy, mówiąc o wynikaniu (Hume). Wreszcie musimy też dopuścić myśl, że przyroda nie jest niczym niższym i podporządkowanym człowiekowi, że należymy do niej w pełni i że empatia, jaką mamy dla siebie – jeśli mamy – należy się też przyrodzie. Staje dziś przed nami wezwanie do wyzwolenia zwierząt spod naszej złej władzy. To nie są apele do naszej wielkoduszności, to nasze albo–albo. Tego wszystkiego nie naprawi się „kosmiczną świadomością” czy indywidualną proekologiczną postawą, rozwiązania muszą być systemowe, prawne; rewolucyjne, ponieważ za większość szkód klimatycznych odpowiadają koncerny, które nadal mogą robić to, co robią.

*

Na początku, gdy rewolucja rosyjska była bardziej rewolucją niż rosyjską, to znaczy zanim stało się jasne, że ta konkretna rewolucja jest określona przez historię społeczną i polityczną Rosji (bo „robimy ją z takimi ludźmi, jakich mamy”), był to projekt absolutnie emancypacyjny. Prawa polityczne dla kobiet w roku 1918 może nie były rewelacją, ta data dotyczy wielu krajów. Ale w państwie tak dogłębnie patriarchalnym jak Rosja wprowadzono prawo do przerywania ciąży, bez obowiązku tłumaczenia się kobiety ze swojej decyzji. Stworzono miejsca na rynku pracy dla kobiet przy jednoczesnym tworzeniu żłobków i przedszkoli, zredukowano formalności związane z zakładaniem rodziny, ze ślubami i rozwodami – ślub wstemplowany w dowód, rozwód – kolejny stempel. Depenalizacja homoseksualizmu w Rosji nastąpiła w 1917 roku (w Europie to zazwyczaj lata trzydzieste XX wieku, w Wielkiej Brytanii – formalnie – 1960 rok). W 1933 Stalin przywrócił za to kary, podobnie jak ograniczał, a potem cofnął całkowicie prawo do przerywania ciąży, po wojnie. Ale w latach dwudziestych XX wieku takich regulacji naraz nie było nigdzie w Europie.

Kowalczyk: Role i władza podzielone są przeważnie po staremu

*

Jean-Louis Vullierme w książce Lustro Zachodu. Nazizm i cywilizacja zachodnia wskazuje, podobnie jak Enzo Traverso w Historii jako polu bitwy, że korzenie nazizmu tkwią w kulturze Zachodu, rozproszone w postawach i zdarzeniach, których nie łączymy ze sobą, jak głód w Irlandii w latach 40. XIX wieku, który zabił półtora miliona ludzi, gdy równocześnie nadal eksportowano żywność z Irlandii do Anglii. Jak eksterminowanie Indian w Ameryce Północnej – rząd amerykański w pewnym okresie płacił za każdego zabitego Indianina. Jak wymordowanie niemal całego ludu Herero (z ok. 80 tys. zostało 15 tys.) i Nama przez kolonialne siły kajzera, które lud Herero zepchnęły na pustynię i zagłodziły. Dodam jeszcze – jak niemal całkowita eksterminacja Aborygenów w Australii.

I w zasadzie, jeśli spojrzeć na cywilizację Zachodu z lotu ptaka, widać podboje zasiedlonych ziem i mordowanie ich mieszkańców, kolonizacje ziem i mordowanie ich mieszkańców, odbieranie słabszym ziemi i zasobów natury, obracanie ich w niewolników i zapewnianie im piekła na ziemi, jak to się działo (o tym akurat Vullierme nie pisze) szczególnie z czarnymi niewolnikami w Brazylii. Moje własne skojarzenie mówi mi też, że transport czarnych niewolników statkami-trumnami, gdzie leżeli pod pokładem skuci, we własnych odchodach, najczęściej głodni i spragnieni, jest zdecydowanie pokrewny transportowi pociągami Żydów do obozów śmierci.

Wśród postaw, które składają się na nazistowską mentalność (rasizm, antysemityzm, nacjonalizm, autorytaryzm, militaryzm, autokratyzm), szczególne miejsce zajmują – tak je nazwał Vullierme – anempatia i acywilizm.

Acywilizm jest związany z militaryzmem i w czasie wojny objawia się absolutnym lekceważeniem ludności cywilnej, utylitarnym jej traktowaniem, pozostawianiem samej sobie czy eksterminacją. Metody te stosowano głównie w koloniach, a „(…) trafiły do Europy za pośrednictwem Hiszpanii” [chodzi o wojnę domową w Hiszpanii, 1936–1938], pisze Vullierme. „Oddziały kolonialne wraz z Guardia Civil stanowiły główną siłę rebelii. Ich przywódcy (…) dążyli do eksterminacji członków «judeo-komunistycznej» lewicy w imię ideologii przypominającej nazizm, ale lepiej dostosowanej do katolicyzmu hiszpańskich elit ekonomicznych. Marksiści, uważani za przedmiot żydowskiej manipulacji, traktowani byli jak muzułmanie z Maghrebu, jak semici mający jakoby zagrażać «afrykanizacją» «aryjskiej» Hiszpanii”.

Anempatia z kolei jest odwrotnością empatii i można ją osiągnąć tylko przez indoktrynację i przez ćwiczenie. Uczy jej nacjonalizm, uczą jej fundamentalizmy, uczy jej Kościół katolicki w Polsce, uczą jej politycy, szkoła, rodziny. Anempatii trzeba się bowiem nauczyć, nie mamy jej „od natury”, podobno wręcz przeciwnie.

Anemaptia i acywilizm nie są postawami zastrzeżonymi dla żadnej linii politycznej, obie te postawy, podobnie jak np. militaryzm, autokratyzm, hierarchiczność, są wpisane w kulturę patriarchalną i są, by tak rzec, naszym wspólnym dziedzictwem – czerpie z niego ten, kto potrzebuje.

Dobrym przykładem dla obydwu tych postaw jest stosunek dowództwa wojskowego powstania warszawskiego wobec ludności cywilnej. Był tam zarówno acywilizm, jak i anempatia.

Ludność cywilna Warszawy, wciągnięta w powstanie, była traktowana jako element tła działań militarnych, jej cierpienia podkreślano tylko wtedy, kiedy można było obciążyć nimi Niemców. Po pewnym czasie trwania powstania było już widoczne, że nie ma szans na wygraną. Jednak dowództwo parło przed siebie, ich honor nie był usatysfakcjonowany, dopóki nie wybito większości młodych i młodocianych żołnierzy i dopóki na mieszkańców miasta nie spadły niewyobrażalne nieszczęścia. Osiągnęli niezwykły dziejowy wynik: 2 tys. (zabitych żołnierzy niemieckich) do ok. 200 tys. (zabitych polskich cywili). A przecież dowódcy AK nie zaliczali się ani do nazistów, ani do komunistów. Polska kultura z jej mitologicznym podejściem do rzeczywistości, z brakiem szacunku dla jednostki, brakiem miłości do życia, jest w stanie patrzeć z aprobatą, a nawet z dumą na takie akty i jej właśnie to zawdzięczamy.

*

Język dyskursu o historii i o najbliższej przeszłości, jaką jest PRL, jest endecki, martyrologiczny i nacjonalistyczny. Jest typu albo–albo. Albo się było żołnierzem wyklętym, albo katem ubeckim, żydokomuną i stalinistą. Symboliczna historia PRL to pole walki pomiędzy niepokalanym Narodem Polskim a podłymi stalinistami i żydokomuną. Ci, którzy widzą to inaczej, nie mają się nawet jak wyjęzyczyć, bo nie ma odpowiedniego języka. W tej narracji nie ma miejsca, żadnej szpary na różnice poglądów, postaw, na realne losy ludzi w PRL, którzy bardzo często doświadczyli olbrzymiego awansu społecznego. Nie ma nic, bo PRL to były puste półki, na których stał ocet (w dowcipie dziecko pyta z uznaniem: – Cały Carrefour octu?), katownie UB i Stalin, a potem nadleciał papież w białym mobilu.

Agnieszka Holland czuła się zobowiązana lub chciała w napisach końcowych filmu W ciemności zaznaczyć, że bohater zginął pod sowiecką ciężarówką, żeby – być może – okupić to, co można było przeczytać z ekranu wcześniej, tzn. że ludzie mieli bohaterowi za złe, że ratował Żydów w czasie wojny. Bo już i Żydzi, i „krytyka Polaków”, i przychylny stosunek do Sowietów to stanowczo podejrzane.

Polskie marzenie o rozgrzeszeniu

czytaj także

Polskie marzenie o rozgrzeszeniu

Zofia Waślicka-Żmijewska

Te deklaracje, którymi są te i inne wzmianki, jak np. o occie i katowniach, dotyczą przeszłości na użytek dzisiejszy. To deklaracje narodowej lojalności i subordynacji. Polacy to, jak wiadomo, Polacy-katolicy, endecy, uczniowie Dmowskiego i żołnierze wyklęci (od biedy powstańcy warszawscy, już mniej modni). A potem się jest w opozycji przeciwko opresyjnym politykom z partii autokracji, narodu i Kościoła, choć nawet liberalna inteligencja bez cienia krytycznej myśli zakładała, że ciut autokracji, nieco narodu i Kościoła nikomu nie zrobi nic złego. Dlatego profesor Nałęcz, historyk i doradca prezydenta Komorowskiego, w rozmowie w radiu TOK FM przy okazji powstającego pomnika Dmowskiego na pytanie dziennikarza o antysemityzm Dmowskiego, doprawdy konstytutywny dla jego narodowej myśli, powiedział: eeee, nie był w końcu znowu aż takim antysemitą. Składa się te deklaracje, żeby było jasne, że stoi się tam, gdzie stał naród, a nie tam, gdzie stało ZOMO.

Zaremba Bielawski: Antysemityzm Dmowskiego jako projekt integracyjny

Historia PRL-u zaś jest zamknięta na antykomunistyczny klucz, i zamek zarasta.

*

Nie mam więcej nic do dodania. Nie mam zakończenia dla tego tekstu. Niech więc zostanie bez zamknięcia.

**

Bożena Keff (ur. 1948) – poetka, pisarka, eseistka, publicystka. Z wykształcenia polonistka i filozofka. Wykłada na Gender Studies na Uniwersytecie Warszawskim i innych uczelniach. Wydała Razem osobno (1986), Sen o znaczeniu snów (1994), Nie jest gotowy (2000), Postać z cieniem. Portrety Żydówek w polskiej literaturze (2001; nominacja do nagrody literackiej Nike), Barykady. Kroniki obsesyjne (2006), Utwór o matce i ojczyźnie (2008), Antysemityzm. Niezamknięta historia (2013). Publikowała m.in. w „Przekroju”, „Res Publice Nowej”, „Zadrze”, „Midraszu” i „Przeglądzie”. Jedna z pierwszych w Polsce badaczek związków między nacjonalizmem a kulturową konstrukcją płci. W swojej publicystyce zajmuje się krytyką dyskryminacyjnych aspektów polskiej kultury – mizoginizmem, homofobią i antysemityzmem.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.