Kraj

Taktyka leczenia snem [rozmowa z Aliną Całą]

Trauma świadkowania pozostaje. Ma się świadomość, że nie miało się odwagi nic zrobić. Po wojnie mieliśmy ponad 30 milionów straumatyzowanych ludzi i nikt z tym nic nie zrobił, bo nie wiedział jak. I to zostało – mówi Alina Cała.

Katarzyna Przyborska: 19 kwietnia, w rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim, cała Warszawa była w żonkilach. Podobnie jak w zeszłym roku obchody tej rocznicy zgromadziły tłumy. Mamy do czynienia z narodzinami tradycji?

Alina Cała: Można tak powiedzieć. Ta tradycja trochę się już ugruntowała.

Tego samego 19 kwietnia w Pruchniku odbył się sąd nad Judaszem. To całkiem inna tradycja.

Istnieje grupa inteligencji, powiedziałabym humanistycznej, która przyjęła ideę włączenia historii Żydów w historię polską. Jest to jednak mniejszość. Czasem robię sobie taką zabawę, że sprawdzam posty dyskutantów pod artykułami na Gazeta.pl. Jeżeli temat dotyczy uchodźców, zwanych od razu ciapatymi, arabami, muzułmanami, przewagę uzyskują bardzo szybko – i to zarówno w ocenianiu czyichś wypowiedzi, jak i wyrażaniu własnych opinii – ci nastawieni negatywnie, ksenofobicznie.

Istnieje grupa inteligencji, powiedziałabym humanistycznej, która przyjęła ideę włączenia historii Żydów w historię polską. Jest to jednak mniejszość.

To samo, jeśli chodzi o kwestie żydowskie. Również ta liberalna grupa, która stale komentuje, nagle zaczyna pisać rzeczy przepełnione, delikatnie mówiąc, fobią antyżydowską. Zasięg antysemityzmu jest bardzo duży i idzie w poprzek poglądów konserwatywnych i liberalnych.

To samo obserwuję w odniesieniu do Ukraińców. Ksenofobia jest wyraźna i widocznie rośnie od czterech lat, przekraczając granicę dwóch wielkich bloków: PiS-u i anty-PiS-u.

Myśli pani, że powrót do tradycji wieszania Judasza jest związany z nastrojami społecznymi?

Tak. Tradycja wieszania Judasza jest w Pruchniku świeżej daty, w sensie etnologicznym. Pierwsze wzmianki o tym obrzędzie na tym terenie notowano w końcu XIX wieku. Ten zwyczaj został wprowadzony sztucznie. Przed wojną w obrzędzie uczestniczył ksiądz. Obyczaj oczywiście pojawiał się w różnych miejscach Europy od średniowiecza. Tego typu obrzędy występowały wówczas w Hiszpanii, we Francji, w Niemczech – punktowo. Nie był to zwyczaj powszechny, ale się zdarzał.

I zdarza się do tej pory. Internet obiegły zdjęcia Judasza powieszonego w Grecji, w Hiszpanii, do którego się strzela albo którego się podpala.

Ale w Polsce ten zwyczaj nie występował w średniowieczu, nie ma tu więc ciągłości. Nieprawdą jest też to, co ostatnio media powtarzają, że obyczaj wieszania Judasza pochodzi z XVIII wieku – nie ma z tego czasu żadnych wzmianek, a już na pewno nie na tym terenie.

W tym zwyczaju łączy się parę różnych wątków: wielkopostny, wiosenny, może gdzieś tam jest też kozioł ofiarny, który ma zabrać całe zło – złą zimę, niedostatek.

Nie wchodźmy w takie głębokie dywagacje jak Girard. Owszem, każdy tego typu obrzęd ma w sobie element związany z kozłem ofiarnym, ale w sensie pierwotnej kultury ludzkiej… Ten obyczaj większy związek może mieć z ofiarą dla wód. Wieszanie Judasza miało zastąpić topienie Marzanny.

Topienie Marzanny też może budzić emocje. Mieliśmy do czynienia ze spławianiem domniemanych czarownic.

Spławianie Marzanny jest zdecydowanie starsze niż spławianie czarownic. Można się tu ewentualnie dopatrywać wątków antykobiecych, ale pierwotnie to zakończenie okresu zimowego i ofiara dla wód.

Czyli wieszanie Judasza również możemy czytać w ten sposób?

Nie. Bo należy słuchać uzasadnień ludzi. Można mniemać, że zjawisko typu kozioł ofiarny gdzieś tam też jest, natomiast ci ludzie nie są tego świadomi i nie będą tego tak uzasadniać.

Keff: Antysemityzm – niezamknięta historia

Osoby, które wzięły w tym udział, a potem napisały o tym w internecie, uważają, że namawianie dzieci do uderzania kijem w kukłę Żyda jest świetną zabawą.

I to są wypowiedzi uczestników. Wszystkie inne dywagacje to wypowiedzi w internecie albo dziennikarze.

Teraz pani przeprowadza wywiad ze mną, zamiast pojechać do Pruchnika i przeprowadzić wywiad z trzydziestoma uczestnikami. Ja tutaj w dużej mierze też racjonalizuję. Wkładam swoje mniemania w głowy uczestników i prowodyrów. Cała reszta to dyskusja prasowa, która jednym służy do potępienia, innym do obrony tego zwyczaju.

Wolna od Żydów, katolicka, militarna, męska – to faszystowski ideał, który spełnia się w Polsce

Pani go potępia.

Od początku, jeszcze przed wojną, uzasadnienia wieszania Judasza w Pruchniku były ewidentnie antysemickie. W swojej książce Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej przytaczam powody: Judasza się „karze” dlatego, że „Żydzi są bogaci”, „mają pieniądze”, czyli karze się go za Żydów, i to za Żydów współczesnych. Odniesień religijnych praktycznie nie spotkałam. Raz, w latach 70., usłyszałam takie uzasadnienie: „Żyd zabił Żyda i dlatego my tego Żyda bijemy”.

Wymierzamy karę.

Tak. Ten ktoś wiedział, że Jezus był Żydem, co jest rzadkością w polskim katolicyzmie.

Te same uzasadnienia pojawiły się w dyskusji pod pierwszym artykułem o tegorocznych wydarzeniach w lokalnym portalu. I jeszcze – pięć kijów za odszkodowania.

Konotacje antysemickie, które były wyraźne od początku, również dowodzą, że nie był to zwyczaj głęboko zakorzeniony, bo głęboko zakorzenione tradycje nie mają charakteru antysemickiego. Antysemityzm pojawił się na terenach polskich w XIX wieku, a do kultury ludowej dotarł właściwie tuż przed II wojną. To sztucznie implementowany w kulturę tego miasteczka zwyczaj, który od początku miał charakter antyżydowski. W 1968 roku kukła Żyda miała domalowaną opaskę na oku – wtedy cała prasa pełna była karykatur generała Mosze Dajana, który nie miał oka i nosił opaskę.

Ewidentnie więc było to odniesienie antysemickie. Z kolei w latach 90. domalowano mu czerwony krawat, czyli Judasz miał symbolizować „żydokomunę”. W 2001 napisano wprost: Jude 2001. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” Witold Piecuch napisał wówczas artykuł na ten temat, rozgłos był duży, w 2009 r. biskup zakazał tego zwyczaju. Zniknął na dziesięć lat. Nagle ponownie się pojawił. Dlaczego? Bo jest odpowiednia atmosfera.

Kościół się od tego zwyczaju odciął. Żadna instytucja oficjalnie nie przyznała się do organizacji tego spektaklu.

Dziennikarz TVP Info Adrian Klarenbach w swoim tweecie do Joachima Brudzińskiego, który potępił pruchnickie zdarzenie, napisał, że minister ma się „odwalić od podkarpackiej tradycji” i że „strażacy nie mają wątpliwości, że Judasz był Żydem”. Czyli wniosek z tego, że inicjatorem była Ochotnicza Straż Pożarna. Ksiądz nie miał z tym nic wspólnego.

Oprócz tego, że kukłę bito przed kościołem…

Przed wojną odbywało się to tak, że ludzie wychodzili z kościoła razem z księdzem i ksiądz potem w tym tłumie stał. W Pruchniku, jak w większości miasteczek Galicji, mieszkali Żydzi i kukłę wieszano przed domem żydowskim. Oczywiście wszyscy Żydzi zamykali okiennice i siedzieli zamknięci w domu. Jeśli ktoś nie zamknął okiennicy, to mu wybijali okna. Jeśli ktoś nie zamknął się w domu, to i on mógł zostać poturbowany. Bywało też, że wymuszano datki od Żydów.

To była prowokacja, minipogromik. Ten obyczaj w Pruchniku kontynuowano w czasie okupacji. Wtedy Judasz miał na piersi gwiazdę Dawida, czyli oznaczenie z opaski gettowej. Ten zwyczaj jest naprawdę wprost antysemicki.

Zaremba Bielawski: Antysemityzm Dmowskiego jako projekt integracyjny

Dwa lata temu kukła Żyda została spalona na wrocławskim rynku, widać wzmożenie otwartego antysemityzmu. Czy wiedząc o tym, można o wieszaniu Judasza myśleć jako o niewinnym zwyczaju ludowym – bo nie było oficjalnego wsparcia instytucji?

Problem polega na tym, że to nie jest żadna tradycja. Ja się tego będę trzymać. To jest implementowane polityczne przedstawienie. Na pewno też zwyczaj nie jest niewinny. Nieprzypadkowo odrodził się teraz, choć Kościół wyraźnie go zakazał. Zauważmy jednak, że Episkopat milczy na ten temat.

Była wypowiedź przedstawiciela…

Biskupa Markowskiego, który stoi na czele Komitetu do spraw Dialogu z Judaizmem – to nie jest oficjalny głos episkopatu.

Ale wielu chyba chce za taki go uznać. Jego słowa są powtarzane w mediach…

No to mogą być przywoływane, ale nie jest to oficjalny głos, tylko wypowiedź przewodniczącego Komitetu do spraw Dialogu z Judaizmem, który zazwyczaj jest wybierany spośród tych hierarchów, którzy nie mają antysemickich poglądów. Natomiast milczenie Episkopatu jest tu dosyć głośne.

Co by było potrzebne?

Pewnie ponowny zakaz lokalnego biskupa. To jest głos, który się liczy.

Tymczasem ONR i Młodzież Wszechpolska są przyjmowane na Jasnej Górze.

No właśnie. Kościół katolicki głośno powiedział podczas Soboru Watykańskiego II, że antysemityzm to grzech, powtórzył to Jan Paweł II, ale wciąż nie trafia to do wszystkich.

Polski Kościół nie do końca działa w duchu postanowień Soboru Watykańskiego II.

Kwestia rozliczeń z antysemityzmem nie jest jedyną przyczyną, dla której nie przyjęły się u nas postanowienia Soboru Watykańskiego II. Polska hierarchia przed wojną była zdominowana przez wpływy endeckie i tak zostało i po wojnie. Kardynał Wyszyński sympatyzował z endecją.

Polski Kościół stał się narodowy, jeszcze przed wojną wykształcił zbitkę Polak-katolik. A reformy posoborowe były internacjonalistyczne i dla polskich hierarchów to było nie do przyjęcia. Jedyna reforma, która szybko się przyjęła, to zmiana języka mszy. W kilka lat i bez oporów. Dlaczego? Bo Polak-katolik. Wykorzystano to do jeszcze większego unarodowienia Kościoła.

Trzeba też zauważyć, że nauczanie religii wymyka się systemowi edukacyjnemu, nikt nie ma nad tym kontroli, a to są dwie godziny w tygodniu.

Polskie farmazony [rozmowa z Piotrem Foreckim]

Bronisław Komorowski, komentując wydarzenia w Pruchniku, postawił tradycję wieszania Judasza tuż obok Lajkonika.

To niezbyt szczęśliwe porównanie. I takie bagatelizujące. Zaskoczyła mnie ta wypowiedź byłego prezydenta. Najwyraźniej zabrakło mu i wiedzy, i taktu.

W tłumaczeniu tego zjawiska kulturą ludową, pradawnymi tradycjami, widzę chęć ucieczki od problemu, zamiatanie go pod dywan.

To jest rozmowa o wszystkim. W grę wchodzi tożsamość, trauma wojenna, nieczyste sumienie wojenne…

Wśród komentarzy pod relacją z Pruchnika był i taki: po Jedwabnem, po tym, jak Żydzi załatwili Polaków w Jedwabnem, stałem się antysemitą. Kompletne odwrócenie porządku. Ale można tam było przeczytać też, że nie wszyscy w tym brali udział, niektórzy nie przyszli, robili coś innego. Przypomniał mi się od razu opis przygotowań do pogromu z książki Mirosława Tryczyka: ja pieliłam marchewkę, kiedy ten i inni szli do kowala okuć kije.

Traumę przynosi nie tylko uczestnictwo w Holokauście, ale też świadkowanie. Brak odwagi, obojętność to wyrzut sumienia nie tylko wojennej pamięci. Ile osób odważyło się stanąć przeciw Marszowi Niepodległości?

Czternaście kobiet, które zostały poturbowane, a oprócz tego postawiono im zarzuty.

No właśnie. To jest ta sytuacja. Czternaście sprawiedliwych. A w Warszawie mieszka prawie dwa miliony ludzi. Bezradność świadkowania. Ja mogę od razu powiedzieć, że sama nie zdobyłabym się na odwagę. Nie byłabym w stanie.

A kiedy człowiek czuje się bezradny, zostaje w ukryciu, ale z rozdartą duszą. I to jest trauma świadkowania, która pozostaje. Ma się świadomość, że nie miało się odwagi nic zrobić. I ta świadomość, że jestem tchórzem i przez to zamordowano moje koleżanki, z mojej miejscowości – zostaje do końca życia. Po wojnie mieliśmy ponad 30 milionów straumatyzowanych ludzi i nikt z tym nic nie zrobił, bo nie wiedział jak. I to zostało. Ci, którzy mieli nieczyste sumienie, wygładzali je sobie, zamieniając ofiary w katów. Właśnie, że „Żydzi Polaków załatwili w Jedwabnem”. To jest przyczyna dziedziczenia antysemityzmu. Jedno z jego źródeł. A drugie to brak edukacji. Nikt nie tłumaczył, że bycie antysemitą jest czymś złym czy grzechem.

Barbara Engelking: Przestańmy mówić o pamięci, zacznijmy mówić o trosce

czytaj także

Kiedy o wydarzeniach w Pruchniku rozmawiałam z osobami, które robiły badania etnograficzne, słyszałam, że to sprawa delikatna, że figura Żyda pojawia się w różnych sytuacjach, w Kalwarii…

Z obrzędami jest tak, że one są tradycyjne, ale za każdym razem co innego znaczą. Kiedy ja studiowałam etnografię, w latach 70., i parę razy oglądałam w Kalwarii Zebrzydowskiej przedstawienia Pasji Pańskiej, nie miało to żadnych odniesień do współczesności. Co więcej: wtedy w ogóle nie podkreślano, że to są Żydzi, że to działo się w żydowskim kraju. Agitacja antyżydowska była wówczas objęta cenzurą, mogła się pojawić tylko w postaci szeptanej, a Kościół nie bardzo mógł sobie na nią pozwolić. W lekcjach religii unikało się słowa na „ż”. Historia Jezusa to była po prostu starożytność.

W 1968 roku ten korek został wyjęty i mieliśmy erupcję antysemityzmu, i to odgórnego. Potem Gomułka, przestraszony, że traci kontrolę nad rozwojem sytuacji, wywalił kilka osób z MSW, a następnie polecił wprowadzenie zapisu cenzury i tam było wprost napisane, że zabrania się podkreślania żydowskiego pochodzenia osób aresztowanych w strajkach i w ogóle tła narodowościowego. Od tego czasu słowo na „ż”, a nawet słowo na „s” – syjonista, stało się niecenzuralne. A o antysemityzmie przestano w ogóle mówić.

Polskie marzenie o rozgrzeszeniu

czytaj także

Polskie marzenie o rozgrzeszeniu

Zofia Waślicka-Żmijewska

Gomułka nie robił tego, żeby zapobiec antysemityzmowi, tylko żeby odzyskać kontrolę.

Bo był atakowany za pomocą antysemityzmu. Wcześniej antysemityzm był silny i nie robiono nic, żadnych dyskusji, żadnych akcji edukacyjnych. Po pogromie kieleckim była dyskusja w prasie, po czym milczenie. Ludzie w latach 80. ze zdumieniem dowiadywali się, między innymi ja, moje pokolenie, że po wojnie były jakieś pogromy. Pogrom w Kielcach został przez społeczeństwo wyrzucony z pamięci.

Jednocześnie pod spodem ten antysemityzm istniał, nikt go nie rozładowywał. On był dziedziczony, za pomocą szeptanki w rodzinach. W 1990 roku zniesiono cenzurę. Antysemityzm mógł być głoszony publicznie. Co więcej, spora część elity postsolidarnościowej uznała, że należy go dopuścić do wolnego rynku idei, że może to i głupia koncepcja, ale demokracja polega i na tym, że się dopuszcza wszelkie głupoty. Powstały gazety, komercyjne wydawnictwa wydające literaturę antysemicką po to, żeby na niej zarabiać. Jednocześnie elity udawały, że go nie ma, że lepiej tego nie nagłaśniać. Przyjęły taktykę leczenia snem. Tak dochodzimy do rządów PiS-u, który znów zaczął grać nutą ksenofobiczną.

We władzy szczurołapa [rozmowa z Joanną Tokarską-Bakir]

Ale jednocześnie mamy badania, bardzo dużą literaturę dotyczącą Holokaustu i współudziału Polaków w Zagładzie, na pewnym poziomie przepracowywanie traumy się odbywa. Ta praca jest robiona.

Jest robiona w kręgu specjalistów. Ale czy pani wie, w ilu podręcznikach jest w ogóle wzmiankowane Jedwabne? W jednym, i to tylko w ćwiczeniach. Jeśli chcemy przepracowywać jakąkolwiek traumę, zrozumieć historię, to musi to być w podręcznikach. Inaczej nie istnieje. Jaki dziadek będzie wnukowi opowiadać, jacy byliśmy wstrętni i jak mordowaliśmy Żydów? To się nie zdarzy.

Nie, polskie elity nie ratowały Żydów

Czyli mimo żonkili w Warszawie, mimo literatury, jaką mamy, mimo badań, dyskusji, która się toczy… 

… w kręgu specjalistów…

… dopóki ułamek tej debaty nie znajdzie się w podręcznikach, będziemy mieli do czynienia z takimi erupcjami jak w Pruchniku? I z pokusą sięgnięcia po antysemityzm jako narzędzie polityczne?

Dokładnie tak. To, co nazywamy pamięcią zbiorową, to jest właśnie zawartość podręczników do historii i języka polskiego. W zakresie szkoły podstawowej. I chodzi nie tylko o historię dotyczącą Zagłady, ale całą, od średniowiecza, pokazującą losy Żydów w Polsce. A my mamy stereotypy, że Żydów nie chciano w Europie, a myśmy ich niby wielkodusznie przyjęli, o lichwie żydowskiej i handlu „żydowskim” – stereotypy, które nic nie mają wspólnego z prawdą.

Co więcej, wiele podręczników powiela ksenofobiczne schematy, w tym islamofobiczne. Demonstrujący przeciw przyjmowaniu uchodźców młodzi ludzie wykrzykiwali hasła, które były cytatami z podręczników! Bez zmiany w edukacji nic nie zrobimy. Będą tylko burze medialne, które są jak kamień wrzucony do kałuży, który nigdy jej nie osuszy. Prasa może mieć wpływ na wzmacnianie pewnego sposobu myślenia, ale nie na zmianę.

**
Alina Cała jest historyczką, autorką książek poświęconych stosunkom polsko-żydowskim, do 2015 roku była członkinią zarządu stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce.

Bilewicz: Między idealizacją a hiperkrytycyzmem. Polska niepamięć historyczna i jej źródła

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Katarzyna Przyborska
Katarzyna Przyborska
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl
Dziennikarka KrytykaPolityczna.pl, antropolożka kultury, absolwentka The Graduate School for Social Research IFiS PAN; mama. Była redaktorką w Ośrodku KARTA i w „Newsweeku Historia”. Współredaktorka książki „Salon. Niezależni w »świetlicy« Anny Erdman i Tadeusza Walendowskiego 1976-79”. Autorka książki „Żaba”, wydanej przez Krytykę Polityczną.
Zamknij