Wasilewska spadła Stalinowi z lewicowego nieba

Między marcem a majem 1940 roku, między pierwszym a drugim spotkaniem Stalina z Wasilewską, wymordowano polskich oficerów. Stalin karczował wielowiekową puszczę, by zasadzić swoją odmianę polskiego inteligenta.
Piotr Lipiński
Wanda Wasilewska. Fot. Wikimedia Commons

Stalin pamiętał Leona Wasilewskiego. Zauważył, że z wyglądu ojciec i córka są do siebie podobni. – Wasz ojciec działał przeciwko nam – powiedział. – A wy jesteście z nami, komunistami. Oto dialektyka.

Czerwona gwiazda Wasilewskiej rozbłysła w Związku Radzieckim tak szybko i tak gwałtownie z powodu czegoś ważnego, co później umykało zafałszowane przez PRL-owską propagandę, która zrównywała socjalizm z komunizmem. A to, że Wasilewska przed wojną nie była formalnie komunistką, paradoksalnie okazało się jej wielkim atutem.

Wydawać by się mogło, że w porównaniu z polskimi komunistami jest na straconej pozycji. Sama o sobie mówiła, że widziano w niej „pepeesówę”, więc podejrzaną politycznie. Ale na polskich komunistach ciążył jeszcze większy grzech: przynależność do KPP. Stalin im nie ufał, wszak rozwiązał ich partię. Przynależność do niej równała się w Związku Radzieckim napiętnowaniu.

Mimo że polscy komuniści z radością witali Armię Czerwoną, nie przyjmowano ich w szeregi radzieckiej partii. Po akcji agitacyjnej przed referendum pod koniec 1939 roku, dotyczącym przyłączenia do Związku Radzieckiego zachodnich terenów Białorusi i Ukrainy, w której odegrali rolę propagatorów inkorporacji, przestali być sowieckiej władzy potrzebni. Musiały zadowalać ich, co najwyżej, stanowiska kierowników fabryk, czasem nawet zwykłych nauczycieli. Ich kariery nie eksplodowały tak nagle, jak kariera Wandy Lwowny. Byli nawet potrzebni mniej niż polscy pisarze, bo ich wpływy wśród Polaków były znikome.

W tabloidach zawsze najmocniej obrywają kobiety. Tak samo dzisiaj, jak i 150 lat temu

Wasilewska spadła Stalinowi z lewicowego nieba. Żarliwa, co widać było po tłumaczeniach jej książek. Współpracowniczka sowieckiej ambasady w Moskwie – a nawet jej utrzymanka.

– Stalin przeczytał Oblicze dnia – opowiada Eleonora Syzdek. – A polskim komunistom nie ufał. Niektórzy działacze z polskich środowisk lewicowych byli wręcz oburzeni, że dzięki niemu nabrała aż takiego znaczenia, bo dla nich wciąż była tylko socjalistką. Ale dla Stalina była to zaleta.

Putrament uważał, że Stalin postawił na Wasilewską ze względu na jej zaangażowaną twórczość literacką: „[…] bardzo interesował się literaturą. Miał swoje gusta literackie dosyć nieoczekiwane. Lubił na przykład Borysa Pasternaka. Z polskiej literatury zaczytywał się w Sienkiewiczu. Przed wojną przekładów z polskiej literatury wydawano w ZSRR niewiele, wybierając oczywiście przede wszystkim literaturę społeczną. Pierwsze powieści Wasilewskiej dostrzeżono w Moskwie natychmiast i przed wojną zdążono wydać aż trzy jej tytuły, w tym Oblicze dnia i Ojczyznę. Stalin przeczytał te powieści i zainteresował się sylwetką polityczną autorki. Stąd wezwanie ze Lwowa do Moskwy”.

Stalin zobaczył w niej przydatnego polityka. To wciąż zdumiewa, nie tylko dlatego, że ranga Wasilewskiej gwałtownie urosła, ale też dlatego, że w najbliższym politycznym otoczeniu przywódcy nie było kobiet. Towarzysko spotykał się najczęściej z żonami i córkami kilkunastu najważniejszych współpracowników z Politbiura oraz swoich gruzińskich powinowatych. Niektóre z nich sprawowały urzędy. Polina Żemczużyna, żona premiera Wiaczesława Mołotowa, kierowała przemysłem kosmetycznym, Maria Kaganowicz (mąż Łazar Kaganowicz, działacz partyjny, wiceprzewodniczący rady ministrów) przewodniczyła związkowi zawodowemu pracowników przemysłu tekstylnego, a Waleria Gołubcowa (zamężna za przewodniczącym rady ministrów Gieorgijem Malenkowem) dyrektorowała Moskiewskiemu Instytutowi Energetycznemu i kierowała Wszechzwiązkowym Towarzystwem Łączności Kulturalnej z Zagranicą. Stalina widywały jednak na gruncie prywatnym, nie służbowym. Bywały na kremlowskich oficjalnych przyjęciach, lecz on traktował je jak narzędzia. „Postrzegał żony jako zakładniczki za dobre sprawowanie ich mężów i karę za złe” – zauważył biograf Simon Sebag Montefiore. Żonę sekretarza Stalina, Bronisławę Poskriebyszew, rozstrzelano. Polinę Żemczużynę skazano na zesłanie.

Wasilewska nie była uległa, raczej zadziorna, więc może na Stalinie zrobiła wrażenie jej charyzma, a nie ślepe oddanie?

– Czerpał przyjemność z przeciągania na swoją stronę dzieci przeciwników politycznych – opowiada Joanna Szczęsna. – Córka Leona Wasilewskiego była więc jego polityczną zdobyczą.

1938: „Wzięłabyś go za malarza pokojowego, którym był kiedyś”

Mogła być trofeum szczególnym, bo wyrwał ją spod wpływów politycznych ojca ostatecznie. W swoim pojęciu pokonał zaciekłego wroga rosyjskiej i radzieckiej mocarstwowości. Mógł postrzegać Wasilewską jako córkę symbolu polityki przedwojennej Polski. Wśród lewicowych literatów, którzy we Lwowie poszli na współpracę z radzieckimi władzami, takimi korzeniami mogła się pochwalić wyłącznie ona.

„Dla Stalina, który niewątpliwie sporo wiedział o Wasilewskim z okresu działalności rewolucyjnej i polemik z rosyjskimi socjaldemokratami, a następnie z okresu wojny polsko-bolszewickiej, złowienie jego córki i uczynienie z niej sowieckiego sztandaru było żartem, kaprysem, odwetem” – napisał profesor Andrzej Friszke.

Jednak to nie Stalin wezwał ją do siebie, ale ona poprosiła go o pierwszą audiencję. To pewna tajemnica jej charakteru – dlaczego już na początku 1940 roku Wasilewska nabrała przekonania, że wobec wodza sowieckiego imperium może reprezentować polskie interesy? Czy wpadła na ten pomysł sama, czy ktoś jej go podsunął? Może Ołeksandr Kornijczuk? Może nawet nie wprost, ale delikatnymi sugestiami?

Przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej spotkała się ze Stalinem trzykrotnie: pod koniec stycznia i na początku kwietnia 1940 roku, a także na początku 1941 roku. Tak wyliczyli historycy, choć Wanda Lwowna zapamiętała tylko dwie wizyty w Moskwie w tym okresie.

Czy można zapomnieć, ile razy widziało się z jednym z najpotężniejszych ludzi świata? Można. Później tych spotkań było mnóstwo, niemal Wasilewskiej spowszedniały. Zapewne dlatego dokumenty precyzyjniej niż jej pamięć odnotowały liczbę pierwszych audiencji.

Kontakty obojga stały się tak częste, że plotkowano – rozsadnikiem pogłoski był Zygmunt Berling – iż Wasilewska nauczyła Stalina mówić po polsku. W plotce mogło tkwić ziarno prawdy – ona słabo posługiwała się rosyjskim, Stalin kaleczył go gruzińskim akcentem. W ich dialogu musiały przewijać się polskie słowa.

Ważny jest również czas – od początku 1940 roku Stalin przygotowywał grunt pod stworzenie powojennego Polaka. Między marcem a majem 1940 roku, między pierwszym a drugim spotkaniem Stalina z Wasilewską, wymordowano polskich oficerów. Stalin karczował wielowiekową puszczę, by zasadzić swoją odmianę polskiego inteligenta.

Komunizm, który rozbił się o atom duszy

czytaj także

Komunizm, który rozbił się o atom duszy

Czesław Miłosz, Aleksander Wat

Jadąc do Moskwy, nie wiedziała jeszcze, w jaki sposób dostanie się do Stalina. W stolicy ZSRR zapytała – nie wiadomo czy kogoś z władz, czy może po prostu kremlowskiego urzędnika – jak się załatwia audiencję u wodza. Usłyszała, że powinna napisać prośbę i zanieść ją do biura przepustek w Bramie Borowickiej na Kremlu.

Prośbę o przedstawienie Stalinowi spraw istotnych dla polskiej społeczności na Ukrainie Zachodniej sporządził Szymon Natanson, Wasilewska tylko się podpisała. Przecież kiepsko znała rosyjski.

Z odpowiedzią zadzwonił sekretarz Stalina, Poskriobyszew. Powiedział, że pismo dotarło i Stalin ją przyjmie, choć jeszcze nie wyznaczył daty. Urzędnik zapytał, do kiedy Wasilewska pozostanie w Moskwie.

Ponownie zatelefonował kilka dni później, niemal przed samym odjazdem pociągu do Lwowa, i zakomunikował, że Stalin zaprasza. Wysłał po Wasilewską samochód. Zapakowała się do niego z walizkami i Natansonem, by pilnował bagaży, czekając z kierowcą pod Kremlem na koniec spotkania.

Po raz pierwszy stanęła oko w oko z przywódcą światowego formatu. Najważniejszym człowiekiem w Związku Radzieckim. Wcześniej, w Polsce, nigdy nie zaprosili jej do siebie ani prezydent, ani premier.

Przewyższała go o głowę. Stalin mierzył 164 centymetry, Wasilewska zapewne mniej więcej tyle, ile jej siostra Halszka, czyli niemal 180 centymetrów.

Wiemy sporo o tym, jak czuli się ludzie w obecności wodza. Jak go postrzegali. Ale te wszystkie relacje to tylko półprawdy, z jednego powodu – pozostawili je mężczyźni. Znamy zatem Stalina widzianego oczami generałów, sekretarzy partii, uczonych, a nawet tych – jak się okazało – których jedynym sensem życia była śmierć za niego na froncie. Pozostawili panegiryki na jego cześć.

Natomiast prawie nie znamy Stalina według kobiet (najważniejsze wspomnienie o nim pozostawiła córka, Swietłana, którą w dzieciństwie ojciec, po samobójczej śmierci żony, nazywał „gospodynią”). Także Wanda Lwowna nie opowiedziała historykom o swoich wrażeniach. Zrelacjonowała wyłącznie konkretne sprawy, o których rozmawiali.

Stalin pamiętał Leona Wasilewskiego. Zauważył, że z wyglądu ojciec i córka są do siebie podobni.

– Wasz ojciec działał przeciwko nam – powiedział. – A wy jesteście z nami, komunistami. Oto dialektyka.

Chwalił książki Wasilewskiej. Zapytał o córkę Ewę, o to, co się z nią dzieje.

Czy socjaliści mogą być szczęśliwi?

czytaj także

Sprawy do załatwienia Wanda Lwowna miała trzy.

Pierwszą była opłata za studia, właśnie w Związku Radzieckim wprowadzona, co wywołało wśród lwowskich Polaków rozgoryczenie. Dopiero przecież czesne obowiązujące na polskich uczelniach we Lwowie zniesiono, co dawało istotny argument za władzą radziecką. Lecz zanim Polacy przyzwyczaili się do tego przywileju, już im go odebrano.

Stalin zadzwonił po Mołotowa. Ustalili, że nowe stawki nie będą dotyczyć terenów zajętych przez Sowietów.

Drugą – język polski na lwowskim uniwersytecie. Do pewnego momentu był obecny, zgodnie z zapewnieniami Ołeksandra Kornijczuka, że pozostanie językiem wykładowym. Nagle jednak ogłoszono, że w ciągu tygodnia uczelnia przechodzi wyłącznie na ukraiński. Dla wielu polskich profesorów była to trudność nie do przezwyciężenia (o tym, że zamierzano się ich po prostu pozbyć, mowy nie było).

I w tej kwestii Stalin wykazał zrozumienie – kto może, niech wykłada po ukraińsku. Byłoby lepiej, gdyby profesorowie mieszkający we Lwowie znali ukraiński, ale jeśli nim nie władają, mogą wykładać po polsku.

Trzecia sprawa – już drobiazg: lwowskie władze postanowiły, że tabliczki na drzwiach mieszkań muszą być wypisane po ukraińsku. Wasilewska nie pozostawiła relacji, czy również to udało się jej załatwić, ale zapewne obroniła polskie nazwiska.

Spotkanie trwało godzinę.

Kiedy kilka lat później Stalin przyjął Władysława Gomułkę, przywódcę Polskiej Partii Robotniczej, komunistycznej partii w okupowanej Polsce, audiencja trwała tylko kilkanaście minut, na stojąco.

Odtąd nie było w Związku Radzieckim Polaka równego Wasilewskiej rangą. Wszak żaden z nich nie spojrzał z bliska w oczy przywódcy ZSRR. Jej podpis władze radzieckie traktowały niemal jak sygnaturę Stalina. Dostała nawet numer telefonu, zwanego wiertuszką, do jego sekretarza, aby mogła szybko kontaktować się z wodzem.

Dodatkowo Stalin zrobił jej niezwykły prezent. Dowiedziawszy się, że córka Wandy pozostała w Polsce, zlecił Mołotowowi, aby w drodze dyplomatycznej, przez niemieckiego ambasadora w Moskwie, sprowadził Ewę do ZSRR.

Owo wydarzenie obrosło legendą – nocą po lwowskich ulicach mkną gestapowskie samochody wypełnione dobytkiem, wiozące z hitlerowskiej Warszawy do stalinowskiego Lwowa rodzinę Wandy Wasilewskiej. Obrazek niemal surrealistyczny, ale Polacy łatwo uwierzyli w nowy pakt Ribbentrop–Mołotow zawarty w sprawie Wandy Wasilewskiej.

Czy każdy powinien walczyć o wszystko? Intersekcjonalne rozważania z okazji 1 Maja

Herling-Grudziński wspominał: „Sam na własne oczy widziałem, jak przyjechało do Lwowa auto gestapo, z niemieckimi znakami, i że przywiozło z Warszawy do Lwowa córkę W. Wasilewskiej”.

– Rosjanie chcieli przypodobać się Wandzie – potwierdza Eleonora Syzdek. – Zgodzili się więc na sprowadzenie rodziny.

Rzeczywistość była mniej barwna – córka Wandy Wasilewskiej przyjechała bez fanfar. Niemcy dowieźli ją do mostu w Brześciu, tam wymienili na pięciu swoich obywateli. Dalej Ewa podróżowała z enkawudzistami. Ostatecznie do Lwowa dotarła zatłoczonym pociągiem.

Do Lwowa nie zgodzili się przyjechać matka Wasilewskiej i ojciec Bogatki, Franciszek. Dwa zwolnione miejsca zajęły Maria Zarębińska, żona Władysława Broniewskiego, i jej córka Majka.

Tymczasem niemiecka gadzinowa prasa zamieściła fotomontaż pokazujący Wasilewską z Sowietami, którzy przyjechali po jej rodzinę do Warszawy.

Podczas drugiego spotkania, wiosną 1940 roku, Wanda rozmawiała ze Stalinem o nadciągającej wojnie.

– Chyba każdy rozumie, że wcześniej czy później staniemy do walki z hitlerowcami i wtedy polskie kadry mogą odegrać dużą rolę. – Miał ponoć powiedzieć.

Zapytał, czy Wasilewska potrafi podać nazwiska jakichś polskich oficerów. Ale na to pytanie nie znała odpowiedzi.

Mówili również o polskich komunistach w Związku Radzieckim i o pisarzach, których wciąż trzymano w więzieniach po aresztowaniu we Lwowie. Rozmawiali też o drobiazgach, nawet o filmie Generał Suworow (1940), opowiadającym o dowódcy uznawanego przez Rosjan za bohatera, a przez Polaków za kata insurekcji kościuszkowskiej. Według Wasilewskiej obrazu nie należało puszczać we lwowskich kinach, czego nie rozumiały ukraińskie władze.

Nikita Chruszczow zapamiętał, że potrafiła mówić Stalinowi prosto w twarz nieprzyjemne rzeczy. A ten, zamiast wybuchnąć gniewem, wciąż zapraszał ją na oficjalne i nieoficjalne rozmowy, towarzyskie obiady i kolacje.

*

Fragment książki Piotra Lipińskiego Wasilewska. Czarno-biała, która ukazała się w Wydawnictwie Czarne. Dziękujemy za zgodę na przedruk.

*

Piotr Lipiński – reporter podejmujący tematy polskiej historii najnowszej, przez dwie dekady związany z „Gazetą Wyborczą”. Autor książek Bicia nie trzeba było ich uczyć. Proces Humera i oficerów śledczych Urzędu Bezpieczeństwa, Cyrankiewicz. Wieczny premier, Bierut. Kiedy partia była bogiem, Gomułka. Władzy nie oddamy, Kroków siedem do końca. Ubecka operacja, która zniszczyła podziemie, Niepowtarzalny urok likwidacji. Reportaże z Polski lat 90. (wspólnie z Michałem Matysem), Geniusz i świnie, Anoda. Kamień na szańcu, Raport Rzepeckiego, Absurdy PRL-u (również z Michałem Matysem) oraz cyklu: Bolesław Niejasny, Ofiary Niejasnego i Towarzysze Niejasnego, opisującego ofiary i katów epoki polskiego stalinizmu.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Zamknij