Kinga Dunin czyta

Pierdolić bogów, założyć tęczową rodzinę

Marlon James

Marlon James kiedyś żartem rzucił, że pisze afrykańską „Grę o tron”, co skwapliwie wykorzystały działy marketingu. Kinga Dunin czyta „Czarnego lamparta, czerwonego wilka”.

Marlon James, Czarny lampart, czerwony wilk, przeł. Robert Sudół, Echa 2021

czarny lampart czerwony wilkDziecko nie żyje. Nie ma potrzeby wiedzieć nic więcej.

Marlona Jamesa poznaliśmy dotąd z dwóch realistycznych powieści, może ciężkich, ale poruszających tematy powszechnie uznawane za ważne. W Polsce najpierw mieliśmy szansę przeczytać niby sensacyjną Krótką historię siedmiu zabójstw opowiadającą o próbie zabójstwa Boba Marleya, a naprawdę pokazującą trudne życie Jamajczyków, później zaś Księgę nocnych kobiet, powieść o buncie niewolnic na Jamajce.

Kolejna zapowiadała się bardziej rozrywkowo. Autor kiedyś żartem rzucił, że pisze afrykańską Grę o tron, co skwapliwie wykorzystały działy marketingu. W każdym razie znajdujemy się w fantastycznej Afryce. Są dwa szykujące się do wojny królestwa, Północ i Południe, miasta-państwa, wioski i rozmaite plemiona, przesiąknięte magią lasy i sawanny, dzikie zwierzęta. Są czary, wiedźmy i tajemnice. Potwory, które możemy jakoś porównać do dobrze nam znanych: demony, wampiry, zmiennokształtni, olbrzymy, ale jednak, zaczerpnięte z afrykańskiej mitologii, są egzotyczne i inaczej się nazywają: np. liengu, ogo, eule, egbere…

Czasem bohaterowie rozmawiają w rozmaitych afrykańskich językach i w ogóle nazewnictwo może nas trochę onieśmielać. Moja ulubiona nazwa to dolina Uuomouomouomouo. Znawcy języków afrykańskich pewno znajdą tu coś dla siebie, ale nie jest to chyba zbyt wielki target czytelniczy. Dużo tu też nietypowych porównań, np. ktoś wygląda jak psi łeb przepychający się przez dupę kota idącego wstecz. Trzeba trochę poćwiczyć wyobraźnię, żeby to zobaczyć.

Gdzie jest Polska?

Jest misja, trzeba odszukać pewnego chłopca, a po drodze walka i przygody. Jak się zakończyła ta misja, dowiadujemy się już w pierwszym zdaniu. Nieortodoksyjnych miłośników fantastyki nie musi to zrażać, a czytelnicy, którzy docenili wcześniejsze dokonania pisarza z Jamajki, mogą liczyć na ciekawą przygodę literacką. Uprzedzam jednak, że jest ona najeżona pułapkami.

Książka jest długa – prawie 800 stron – dziwna, obca, trudna – również pod względem językowym, nie tylko z uwagi na egzotykę – brutalna, z pokręconą chronologią. No i z niewiarygodnym narratorem. Jest nim Tropiciel, obdarzony niezwykłym węchem, który pozwala mu odszukać prawie każdego, żywego czy martwego. Swoją historię opowiada w więzieniu inkwizytorowi, czasem nazywanemu kapłanem fetyszowym. W takich sytuacjach nie zawsze mówi się prawdę, można więc podejrzewać, że zmyśla, aby się wybielić, przechwala albo konfabuluje.

Pokazany w powieści świat trudno nazwać wspaniałą, magiczną Afryką. Niewolnictwo, czasami przybierające skrajną formę wykorzystywania ludzi jako części maszyn, patriarchat (fiut rządzi światem), okrucieństwo wobec kobiet, szaleni królowie (i szalone władczynie), handel dziećmi, które są zabijane i używane do magicznych praktyk. Przede wszystkim jednak nie tylko narrator jest niewiarygodny – nikomu nie możemy wierzyć. Więcej tu zdrady niż lojalności, seksu, również z dziećmi, niż miłości. Nie ufaj nikomu. Nikt nie kocha nikogo – to powtarzające się frazy. Mnóstwo scen skrajnie brutalnych.

Tytułowy Lampart to zmiennokształtny lampart-człowiek, kochanek Tropiciela, który oczywiście go zdradza, a on na równi kocha go i nienawidzi, pragnie zabić i cierpi męki zazdrości. A skąd się wziął tytułowy Wilk? Kobieta-hiena wyssała Tropicielowi gałkę oczną, którą potem zastąpił wilczym ślepiem. Następnie hieny oblewają go swoim moczem, a podporządkowane im samce, zmylone tym zapachem, wielokrotnie gwałcą. (To nie jest najbardziej drastyczna historia, po prostu jedna z wielu).

Warto jednak pamiętać, że wszystko to może być funkcją tego, jak widzi świat bohater. Skrzywdzony, spragniony zemsty, na pytanie, czy zamierza wszystkich wymordować, odpowiada: „Wymorduję świat”.

Ojciec Ziemia jest na nas zły

Czy w świecie tym są jakieś boskie prawa? Kiedyś były, wspomina się o Bogu Matce, która trzyma w rękach tykwę ze światem, i o jakimś Bogu Słońce, ale bogowie już odeszli. Nie czuć ich obecności i nawet nikt nie zauważa, że zostali utraceni. Tropiciel już nie wierzy nawet w wiarę, a chyba najczęściej powtarzającą się frazą w powieści jest: „pierdolić bogów”. Czego jak czego, ale wulgaryzmów autor też nam nie żałuje i dosadnych opisów seksualnych, tu z kolei króluje „wyruchać”. To już nie jest czas bogów, tylko królów, a najgroźniejszy demon nosi przydomek Kat Bogów.

Czyżby nie było żadnej nadziei dla czytelników, którzy pragną jakiejś pozytywnej historii, chcą jakiejś barwy poza czarną? Jest. Można wziąć nożyczki i wyciąć sobie z tej książki inną historię. Podredagować, zmienić niektóre zakończenia i… voilà!

Czytać Le Guin to nie grzech

Oto młodzieniec z plemienia Ku odkrywa, że naprawdę jego ojcem jest dziadek. Nienawidzi więc rodziców. I nie przechodzi inicjacji. Zarówno w przypadku mężczyzn, jak i kobiet polega ona na obrzezaniu – ich pozbawia się części żeńskiej, je męskiej. Bohater pozostaje więc w zawieszeniu między dwiema płciami. Nie należy do plemienia, nie ma nawet imienia, ma za to wyjątkowy nos. Poza tym nie ma niczego, nie ma rodu, sensu nadanego przez przynależność.

Wyrusza w podróż. Najpierw ratuje dzieci ming. To dzieci skazane na śmierć ze względu na rozmaite deformacje: bliźnięta syjamskie, albinos, dziecko bez nóg i takie, które ma niezwykle długie nogi, dziewczynka, która jest tylko dymem. Wiedźma nagradza go za to dodatkowymi mocami.

Rusza dalej i spotyka Lamparta, ten związek nie jest do końca udany, ale to przecież dopiero początek. Docierają do miasta, gdzie przyjmują zlecenie na odnalezienie zaginionego chłopczyka. Chłopczyk jest ważny, bo dzięki niemu władza królewska po latach powróciłaby do linii siostrzanej, czyli następcą króla zostawałby syn jego siostry. (Więcej równowagi płciowej!) Jest misja i cel. I ambitni poszukiwacze – formuje się drużyna (wiedźma, olbrzym, piękna najemniczka itp.), a w niej między innymi piękny, mądry i waleczny Mossi pachnący mirtem.

W drużynie dochodzi do pewnych perturbacji, ale Tropiciel i Mossi trzymają się razem. Przeżywają mnóstwo przygód, pokonują wrogów i trudności, zabijają złe demony i odnajdują chłopca, którego oddają matce. Potem zamieszkują wspólnie na wielkim baobabie, sprowadzają do siebie dzieci ming i są dla nich dobrymi ojcami. Tropiciel odnawia więź psychiczną z matką, pozbywa się mizoginii i odnajduje wreszcie spokój. (Niestety do ich domu na baobabie puka Lampart).

Przypuszczam, że taka historia – bez pukania – bardziej przypadłaby czytelnikom, a nawet czytelniczkom, do gustu. Częściowo jest wpisana w powieść, jakby autor chciał nam pokazać, że mógłby ją napisać. Jednak, jak mówi Tropiciel, szczęśliwa historia nieuchronnie byłaby kłamstwem, „bo na końcu prawdziwej historii nie ma nic prócz marności”.

Nie czytało mi się tej książki łatwo, ale na pewno chcę przeczytać kolejny tom – to była dopiero pierwsza część trylogii. Podejrzewam, że drugi będzie historią opowiedzianą z punktu widzenia wiedźmy Sogolon, bo to ona wcześniej składała zeznania przed inkwizytorem. I wtedy będzie to zupełnie inna opowieść. A jeśli chodzi o gatunek, gdyby ktoś potrzebował takich klasyfikacji, to jest to queer-fantastyka.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Kinga Dunin
Kinga Dunin
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka
Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej "Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek "Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności", "Zadyma", "Kochaj i rób".
Zamknij