Czytaj dalej, Wyjaśniamy

Jak rozmawiać z przeciwnikami szczepień?

Powinniśmy sobie uświadomić, że wahający się nie stanowią już biernej rzeszy niezaangażowanych obserwatorów, których można przekonać do proszczepionkowych poglądów. Wahający się są już przekonywani, ale do poglądów antyszczepionkowych. Fragment książki Ewy Krawczyk „Dlaczego się szczepimy”, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

Wiemy, że ruchy przeciwników szczepień nie rozpoczęły swojej działalności wczoraj i że debata z nimi trwa od dziesięcioleci – de facto od samego początku, czyli od wprowadzania wariolacji (a następnie wakcynacji) do powszechnego użytku jako formy profilaktyki chorób zakaźnych.

W ostatnim czasie jednak debata ta przybrała zdecydowanie na sile, antyszczepionkowe grupy i głosy trudno przeoczyć, szczególnie w mediach społecznościowych. Są wyraźnie słyszalne i widzialne. Jak obliczają specjaliści analizujący media społecznościowe, mają przeciętnie mniej członków niż grupy proszczepionkowe, ale grup antyszczepionkowych jest więcej. Ponadto, grupy skupiające przeciwników szczepień łatwiej szerzą swoje poglądy (zalewają informacjami, firehosing) także wśród osób niezdecydowanych.

Grupy antyszczepionkowe – bardzo silnie wspierające nawzajem swoje stanowiska, stawiające zdecydowany opór jakimkolwiek informacjom, które przeczą antyszczepionkowemu punktowi widzenia (takie zjawisko określa się terminem echo chambers), poprzez nie tylko szerzenie nieprawdziwych informacji w swoim gronie, ale też docieranie z nimi do innych grup – wygrywają, jak się wydaje, w wojnie o serca i umysły, choć grupy proszczepionkowe przez swoje większe odizolowanie od niezdecydowanych mogą mieć inne wrażenie.

Nerka ludzkiego płodu w szczepionce AstraZeneca, czyli prawdy i mity z Facebooka

Obecnie jako proszczepionkowcy powinniśmy sobie uświadomić, że ci wahający się nie stanowią już biernej rzeszy niezaangażowanych obserwatorów, których można przekonać do proszczepionkowych poglądów. Wahający się są już przekonywani, ale do poglądów antyszczepionkowych.

Co gorsza, taka sytuacja, jak prognozują specjaliści, będzie się pogłębiała w przyszłości, między innymi dzięki temu, że narracja przeciwników szczepień jest bardzo atrakcyjna. Mówią oni o rzeczach bliskich każdemu człowiekowi, takich jak zdrowie własne czy osób najbliższych, jednocześnie często wiążąc te sprawy z innymi ekscytującymi tematami w ramach malowniczych teorii spiskowych. Natomiast narracja ruchów proszczepionkowych jest raczej monotematyczna, a co za tym niestety czasem idzie – dość nudna.

Co zatem robić, aby taka nie była? Jak podawać informacje naukowe, aby przekaz był atrakcyjny, ale przy tym merytoryczny i przekonujący dla tych wciąż jeszcze niezdecydowanych? Jak można rozmawiać z przeciwnikami szczepień? Czy w ogóle można i czy warto? A jeśli tak, to jakie strategie przyjąć w tych rozmowach?

Jak zostałem antyszczepionkowcem

Z kim rozmawiać?

Światowa Organizacja Zdrowia dzieli przeciwników szczepień na trzy główne grupy: po pierwsze, osoby stawiające opór szczepieniom, ale w sumie niepewne, wahające się; po drugie, osoby, które odrzucają szczepienia; i wreszcie po trzecie, ludzie, którzy aktywnie i publicznie walczą ze szczepieniami, chcąc również przekonać do swoich poglądów innych.

WHO podsumowuje także szanse zaakceptowania idei szczepień przez osoby z poszczególnych grup. I o ile istnieje całkiem spora szansa przekonania osób z grupy wahających się, o tyle znacznie trudniejsze i obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia będzie to w przypadku odrzucających szczepienia, natomiast w przypadku osób z grupy trzeciej, tych aktywnie walczących ze szczepieniami, szansa taka praktycznie nie istnieje, ewentualnie jest minimalna. Dzieje się tak dlatego, że aktywiści antyszczepionkowi w swojej wojnie przeciw szczepieniom często stosują wybiegi i metody, które w zasadzie wykluczają jakąkolwiek dyskusję, a co za tym idzie – jakąkolwiek możliwość przekonania kogokolwiek do czegokolwiek.

Skoro tak się dzieje, oczywistym wnioskiem jest, że celem proszczepionkowej argumentacji powinny być osoby, które się wahają, nie zawsze mają wystarczającą wiedzę, aby zaakceptować szczepienia, boją się szczepień (z różnych powodów), czują obawę, że szczepienia mogą zaszkodzić ich bliskim. Dodatkowo niesłychanie ważną grupą odbiorczą proszczepionkowych dyskusji, a więc i proszczepionkowych poglądów, są słuchacze czy widzowie obserwujący debatę z boku. Oni również często nie są przekonani do szczepień, ale też nie muszą być ich przeciwnikami. Te osoby warto przekonywać.

Oczywiście w tym miejscu mówimy o publicznej debacie na temat szczepień. Nic w tym dziwnego, w dzisiejszych czasach jest to przecież główna platforma dyskusyjna, gdzie ścierają się najróżniejsze zdania, co więcej – okazuje się, że nawet w sprawach dotyczących zdrowia ludzie są czasem skłonni raczej szukać informacji w internecie niż w gabinetach swoich lekarzy.

Nauka w służbie antyszczepionkowców

czytaj także

Ponadto prywatne rozmowy z osobami przeciwnymi szczepieniom bądź nieprzekonanymi do nich to kwestia odrobinę prostsza – zwykle znamy te osoby, są to często przyjaciele czy członkowie naszych rodzin, wiemy, co myślą i jak rozumują oraz, nierzadko, jakimi argumentami można do nich dotrzeć. Wiemy też, że jeśli pytają o coś, to naprawdę chcą poznać odpowiedź, nie stosują pułapek, aby przyłapać nas na błędzie, a w rozmowach z nimi z reguły nie ma tej charakterystycznej dla dyskusji internetowych chęci pognębienia przeciwnika.

Jak rozmawiać?

Jak zatem rozmawiać publicznie o szczepieniach i szczepionkach, mając na celu przekonanie i samego rozmówcy, i milczącego, ale słuchającego i obserwującego audytorium? Przede wszystkim należy się dobrze przygotować. Pierwszym etapem tego przygotowania jest poznanie sposobu myślenia odbiorców.

Z prowadzonych od dziesięcioleci badań psychologicznych wiadomo, że ludzie nie podejmują decyzji wyłącznie na podstawie racjonalnych argumentów, a w ich myśleniu występują różnego rodzaju błędy poznawcze, będące wynikiem heurystyk, czyli uproszczonych metod wnioskowania. Błędy te, takie jak efekt potwierdzenia (czyli przyjmowanie do wiadomości tylko tych informacji, które potwierdzają nasze już istniejące opinie), heurystyka dostępności (myślenie, że bardziej prawdopodobne są takie wydarzenia, które nacechowane są emocjami) czy większa wiara raczej w negatywne niż pozytywne informacje, na pewno będą wpływały również na odbiór prezentowanej przez nas wiedzy o szczepionkach.

W dodatku może okazać się, że w ferworze tej prezentacji osiągniemy efekt odwrotny do oczekiwanego – przy próbach obalenia błędnego antyszczepionkowego argumentu istnieje bowiem tendencja do powtarzania go, czego skutkiem może być utrwalenie błędu u odbiorców.

Krótka historia ruchów antyszczepionkowych

Zdarza się, że przeciwnicy szczepień specjalnie stosują zabiegi erystyczne, aby wywołać u słuchaczy odpowiednie reakcje, potem wątpliwości, a następnie przeciągnąć ich na swoją stronę. Zwolennicy i propagatorzy powinni umieć takie nieuczciwe metody dyskusji (dowody anegdotyczne, cherry picking i inne) zidentyfikować, a następnie obnażyć i pokazać odbiorcom. W dyskusjach na temat szczepień ważne jest wskazanie tym wahającym się, gdzie tkwi błąd antyszczepionkowców, a następnie zaoferowanie im poprawnej, rzetelnej, merytorycznej informacji.

A zatem kolejną rzeczą, której potrzebują do dyskusji zwolennicy szczepień, jest właśnie ta rzetelna informacja. Czyli oprócz brania pod uwagę wiedzy o potencjalnych reakcjach na prezentację wiedzy o szczepionkach, oprócz wiedzy o błędach i nieścisłościach, należy zadbać także o to, aby w ogóle dysponować wiedzą na dany temat. Wiedza ta powinna być rozległa, nie fragmentaryczna. Jak wiemy bowiem, przeciwnicy szczepień są zwykle sceptyczni także wobec innych osiągnięć nauki, dyskusja może więc zahaczać i o organizmy modyfikowane genetycznie (GMO – genetically modified organism), i o jakoby toksyczną wszechobecną chemię, warto więc i w tych dziedzinach się orientować.

Wiadomo też, że wątpliwości w stosunku do jednej szczepionki budzą również niechęć do innych preparatów oraz w ogóle do całych programów szczepień, niezbędna jest więc także wystarczająca wiedza w dziedzinach związanych z wakcynologią, czyli na przykład w bakteriologii, wirusologii i epidemiologii.

Co szczególnie istotne, przekazywane informacje naukowe muszą być zawsze prawdziwe. Głoszenie nieprawdziwych treści przez zwolenników szczepień jest wyjątkowo niebezpieczne, może bowiem podważyć fundament publicznych dyskusji naukowych, którym jest zaufanie do nauki i naukowców. Aktywni w mediach społecznościowych czy na forach internetowych propagatorzy szczepień muszą być zawsze świadomi, że reprezentują konsensus naukowy, a nie prezentują swoje osobiste poglądy.

Wyniki badań pokazują jednak, że nie każdy sposób przekazywania wiedzy, nawet jeśli jest ona najzupełniej rzetelna, musi odnieść pożądany skutek. Wygląda na to, że niezbyt skuteczne dla zwiększenia akceptacji szczepień jest samo prostowanie antyszczepionkowych mitów, jak również straszenie skutkami chorób zakaźnych za pomocą zdjęć bądź opowieści, choć istnieją dane naukowe wykazujące, że informowanie o następstwach chorób może spełnić swoje zadanie.

Zdecydowanie lepiej działa bardziej pozytywny przekaz w postaci podkreślania znaczenia szczepień, na przykład dla dobra całej populacji. Warto o tym pamiętać, szczególnie w rozmowach w mediach społecznościowych, bowiem niektóre metody w dyskusji, stosowane nawet z najlepszymi intencjami, mogą spowodować reakcję odwrotną do pożądanej, czyli nawet zachwiać decyzją o szczepieniu.

Poza wiedzą osoba, która promuje szczepienia publicznie, powinna także zadbać o jakość przekazu. Podawane informacje powinny być klarowne, jasne, a jednocześnie ścisłe. Propagatorzy szczepień nie powinni tracić nerwów, ale jednocześnie dobrze, aby mówili czy pisali z zaangażowaniem, w sposób interesujący i przykuwający uwagę. Powinni także charakteryzować się empatią, słuchać tego, co mówią adwersarze, nie uciekać się do personalnych wycieczek, a także unikać nadmiaru humoru – żarty nie są zbyt dobrze widziane, kiedy mowa o kwestiach zdrowia i życia. Wielu z tych rzeczy można się nauczyć i wytrenować je. Jeżeli natomiast się tego nie robi, to warto się zastanowić, czy w ogóle przystępować do debaty.

Tym bardziej że w dzisiejszych czasach debata ta staje się wyjątkowo trudnym i niewdzięcznym zadaniem. Nie tylko dlatego, że biorą w niej udział boty albo specjalnie przygotowane fałszywe konta internetowe, w stosunku do których koncept przekonania do czegokolwiek nie ma w ogóle racji bytu. Specjaliści podkreślają, że obecnie jest w ogóle za dużo informacji w internecie, zarówno fałszywych, jak i, co może wydawać się zaskakujące, prawdziwych; określają to mianem infodemii, czyli informacyjnej epidemii.

Postprawda w służbie ruchu antyszczepionkowego

czytaj także

Infodemia powoduje, że nie sposób zorientować się, kto ma rację, a kto jej nie ma, nie można odróżnić wiedzy od dezinformacji, a jeśli występuje w kontekście zdrowia i wiedzy o zdrowiu – powoduje w konsekwencji redukcję zaufania do autorytetu nauki, zakłócenia w systemach ochrony zdrowia, a także zmniejszenie wzajemnego zaufania w społeczeństwach, niezgodę i rozłam.

Rola profesjonalistów, rola celebrytów

Niezbędną wiedzą, tak potrzebną w debatach na temat szczepień, dysponują profesjonaliści – naukowcy wirusolodzy, mikrobiolodzy, epidemiolodzy, a także lekarze. Niestety często obowiązki służbowe, brak czasu czy inne przyczyny uniemożliwiają im branie udziału w dyskusjach na temat szczepień.

Warto też zwrócić w tym miejscu z przykrością uwagę, że zdarzają się – i są głośni – pracownicy ochrony zdrowia będący jednocześnie przeciwnikami szczepień. Jest to sytuacja skandaliczna. Władze uczelni medycznych i jednostek kształcących profesjonalistów w dziedzinie ochrony zdrowia powinny zwrócić uwagę na ten problem i być może włączyć obowiązkowe kursy na temat szczepień, wraz z egzaminami, dla wszystkich studentów, doktorantów, a także osób robiących specjalizacje.

Jak antyszczepionkowa gorączka wyniosła włoskich populistów do władzy

Dodatkowo instytucje zajmujące się ochroną zdrowia w danym kraju mogłyby zastanowić się nad mniej konwencjonalnymi metodami propagowania wiedzy. Wydaje się, że szczególnie dobrze słyszany bywa głos celebrytów, a ludzie są skłonni interesować się ich opiniami i im ufać. Istnieją celebryci o poglądach antyszczepionkowych, dlaczego więc nie wykorzystać tych o poglądach proszczepionkowych do przekonywania ogólnej populacji do szczepień?

Publiczne zaszczepienie Elvisa Presleya przeciw polio w 1956 roku odbiło się bardzo szerokim i pozytywnym echem – liczba szczepiących się przeciw tej chorobie w Stanach Zjednoczonych, przedtem niska, wzrosła znacząco. Także pozytywny odbiór wśród wierzących zyskał udział papieża Franciszka czy obecnego Dalajlamy w programach szczepień.

Poglądy akceptujące szczepienia wyrażały i wyrażają aktorki Sarah Michelle Gellar, Amanda Peet czy Salma Hayek, tenisistka Serena Williams, a także piosenkarka i aktorka Jennifer Lopez. Czy nie warto byłoby może zaangażować ich do reklam i kampanii na rzecz szczepień? A dodatkowo włączać proszczepionkowe treści do popularnych filmów i seriali, które mają dużą oglądalność, a ludzie często biorą sobie do serca obserwowane w nich treści?

Rozwiązania administracyjne

W dobie wyraźnej w społeczeństwach nieufności wobec nauki, infodemii i nieprowadzących często do żadnych pozytywnych skutków debat w mediach społecznościowych możliwe, że wszystkie wyżej wymienione metody walki z ruchami przeciwników szczepień mogą być nieskuteczne. Oczywiście są one ważne i potrzebne, ale może się okazać w pewnym momencie, że przydałaby się bardziej zorganizowana pomoc ze strony państwa.

Kiedy w ostatnich latach choroby zakaźne zaczęły budzić coraz poważniejsze obawy, rządy niektórych krajów zdecydowały się na bardziej stanowcze kroki w zakresie wymogu szczepień. Dostęp nieszczepionych dzieci do placówek edukacyjno-opiekuńczych był ograniczany (na przykład, w różnym zakresie i regionach, w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych czy w Australii, w której wprowadzono zasadę no jab, no play – „nie szczepisz, nie ma zabawy”); rodzice, którzy decydowali się na nieszczepienie, mogli stracić świadczenia finansowe na dzieci (druga australijska zasada, no jab, no pay – „nie szczepisz, nie płacimy”); w niektórych państwach zdecydowano o rozszerzeniu obowiązku szczepień (na przykład we Francji); zdarzało się też, że szczególnie aktywny działacz antyszczepionkowy został poddany karze aresztu (do czego doszło w czasie groźnej epidemii odry w Samoa w 2019 roku).

Być może niektóre z tych rozwiązań wydają się zbyt radykalne, jeżeli jednak ruchy odrzucające szczepienia i negujące ich wartość będą nasilały swoją działalność, co z kolei nieuchronnie prowadzić będzie do kolejnych epidemii, wówczas może się okazać, że środki tego typu, choć drastyczne, są po prostu niezbędne.

**

Ewa Krawczyk – biolożka, dra nauk medycznych w zakresie biologii medycznej, specjalistka w dziedzinie mikrobiologii lekarskiej. Członkini Międzynarodowego Towarzystwa Chorób Zakaźnych. Pracuje na Georgetown University w Waszyngtonie, przedmiotem jej naukowych zainteresowań są mechanizmy nowotworzenia komórek ssaków, jak również medycyna spersonalizowana. Popularyzatorka nauki, autorka książki Koronawirus. Wszystko, co musisz wiedzieć, żeby się zabezpieczyć (Wydawnictwo Pascal, 2020) i współautorka książek: Nie daj się wkręcać szarlatanom. Posłuchaj, co o zdrowiu mówi nauka! (Wydawnictwo Pascal, 2019) oraz Zdrowie. Przewodnik Krytyki Politycznej (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2012). Autorka bloga Sporothrix.

__
Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Zamknij