Czytaj dalej, Weekend

Ogromna fala, która nie nadejdzie. O pisarstwie Joan Didion

Zapora Hoovera, hazardziści, Nancy Reagan, autostrady, scjentolodzy, woda, dużo wody, John Wayne, prasa niezależna i Jim Morrison. W pisaniu Joan Didion wszystkie te tematy funkcjonują obok siebie, każdemu z nich poświęca, jak sama pisała, „więcej czasu, niż był tego wart”, każdy opisuje z surową, bezlitosną wnikliwością. I bardziej romantyzuje kilka milionów ton betonu na rzece Kolorado niż wokalistę The Doors.

Na początku listopada 2022 roku nakładem Wydawnictwa Relacja ukazał się kolejny już zbiór artykułów, esejów i felietonów Joan Didion. Tytułowy esej Biały album został uznany za jeden z najważniejszych tekstów drugiej połowy XX wieku przez „Publishers Weekly”.

Didion jest najważniejszą obserwatorką Ameryki lat 60. i 70., Ameryki w ogóle. W swoich artykułach publikowanych na łamach bardzo różnych czasopism (kojarzona jest przede wszystkim z amerykańskim „Vogue”) opisuje amerykańskie społeczeństwo, miasta, media i politykę trzeźwo jak nikt inny, ale jednocześnie nie boi się zdań: „Niektóre z tych obrazów nie pasowały do żadnej znanej mi narracji”. Używa słowa „przebłysk”, nieustannie czegoś szuka. Ale czego? Bo przecież nie odpowiedzi. Jest jedną z reprezentantek nurtu Nowego Dziennikarstwa, które wprowadziło do publicystyki literaturę. Ale nie fikcję.

Do polskich czytelników Didion trafiła już w latach 80. (Graj jak się da, 1986, Modlitewnik, 1986, Rzekobieg, 1987, Demokracja, 1991), by powrócić na dobre dopiero pod koniec drugiej dekady XXI wieku. Wprawdzie Rok magicznego myślenia, bardzo dobrze przyjęta, nagrodzona National Book Award autobiograficzna powieść z 2005 roku, po raz pierwszy ukazała się w Polsce w 2007 roku, jednak dopiero jej kolejne wydania (2016 i 2021) zaistniały mocniej w czytelniczej świadomości. W 2021 roku dostaliśmy polski przekład Dryfując do Betlejem (Wydawnictwo Cyranka), a później w Wydawnictwie Relacja ukazały się – oprócz wspomnianego Roku magicznego myślenia – zbiór tekstów z lat 1968–2000 Powiem wam, co o tym myślę i, również autobiograficzne, Błękitne noce. Ale Joan Didion jest także autorką scenariuszy filmowych. Urodziła się 5 grudnia 1934 roku w Sacramento. Zmarła rok temu – 23 grudnia 2021 roku w Nowym Jorku.

Przede wszystkim ceni „twardość”. Z wielkim szacunkiem pisze o Georgii O’Keeffe jako twardej osobie, polemizuje z feministkami, które próbują jej wmówić, że „coś musi”. Krytycznie ocenia interpretację przywoływanej w feministycznych opowieściach sceny, w której kobieta idzie ulicą, a „robotnicy” na nią gwiżdżą. Widzi w tym obrazie kobiety jako „kruche, wypielęgnowane kwiaty, do których odzywali się, tym samym je gwałcąc, bezczelni proletariusze”.

Mężczyźni objaśniają mi świat

czytaj także

Joan Didion obserwuje, na chwilę osadza się w rzeczywistości, widzi wszystko. Już w latach 60. pisze krytyczne teksty o rewolucji seksualnej, hippisach, Hollywood. Doskonale i natychmiast potrafiła rozpoznać nastroje i domyślić się, do czego zmierzają. Była częścią świata, którego nie idealizowała. W centrum amerykańskiego show-biznesu, na eleganckich bankietach z Romanem Polańskim, widziała pustkę i zbliżający się koniec. Na przyjęciu z ważnymi mężczyznami uwagę kieruje w stronę pięknej młodej płaczącej żony jednego z nich. Jej osobowość pozwalała na obserwację pozbawioną emocji, z jednej strony pełną czułości (ale nie sentymentalizmu), z drugiej okrutnej celności: „pisarze zawsze kogoś wystawiają”, pisała w Dryfując do Betlejem.

Didion natychmiast widzi wszystkie banały wypowiadane przez bojowników Czarnych Panter, protestujących lewicowych studentów, idealistów, dziennikarzy, polityków. Nie ma autorytetów. Kiedy wychodzi z więzienia, po tym jak odwiedziła Lindę Kasabian (członkini Rodziny Mansona, główna świadkini w procesie grupy oskarżonej o masowe morderstwo w Beverly Hills w 1969 roku), czuje euforię, szczęście, wypija dwa drinki i zjada hamburgera. Z Kasabian się poniekąd zaprzyjaźnia. O samym morderstwie napisze: „Pamiętam, że nikt nie był zaskoczony”.

Sex story [o „Pieprzyć wstyd” Ewy Wanat]

czytaj także

Duże znaczenie miało dla niej wykraczanie poza własne środowisko, dostrzeganie problemów społecznych. O Hollywood, z którym przecież nieustannie współpracowała, pisze: „Oczywiście, że tamten wieczór w Eugene’s w 1968 roku nie miał w sobie nic przełomowego, i oczywiście moglibyście mi powiedzieć, że na pewno nie miał w sobie nic złego, a wręcz może miał coś dobrego. Jednak pozostały mi w pamięci jego specyficzna próżność i nieistotność, chociażby dlatego, że cechy te charakteryzują tak wiele najlepszych intencji Hollywood. Problemy społeczne uwidaczniają się dla wielu z tych osób niczym scenariusz, w którym jeśli przebrniemy przez pewne kluczowe sceny […] fabuła nieubłaganie podąży w stronę optymistycznego rozmycia”.

Jednocześnie z zapałem oglądała filmy motocyklowe, próbowała poznać świat, do którego nie miała dostępu. „Żeby wyobrazić sobie widownię, dla której skrojone są te poglądy, być może trzeba odsiedzieć swoje w wielu kinach samochodowych, chodzić do szkoły z chłopcami, którzy szli do zawodówki, pracowali na stacjach benzynowych, a później je rabowali”.

Już w latach 60. pisała o nadmiarze „opinii”, rozmawiała z młodymi aktorkami, których marzeniem było przede wszystkim „być kimś znanym”, zanim ktokolwiek słyszał o słowie „celebryta”. Zajmowała się językiem, jego pustką, formami, tym, jak wyraża nastroje społeczne i obecnie panujące mody (takie jak psychologia, New Age). Cytowani przez Didion mordercy wierzą, że „to” doświadczenie „czegoś ich nauczy”.

Świat jej wzruszeń i fascynacji jest skrajnie indywidualny, ale nie ekscentryczny. Nieustannie pokazuje czytelnikom, że wszyscy jesteśmy dziwni, znajdujemy emocje nie tam, gdzie teoretycznie powinny na nas czekać. Kocha wodę (akwedukty, rury, wodociągi), zaporę Hoovera, centra handlowe. W jednym z tekstów pisze: „Kiedy ostatnio byłam w Ala Moana, chciałam kupić »New York Timesa«. Ponieważ »New York Timesa« nie było, siedziałam przez chwilę w pasażu handlowym i jadłam popcorn karmelowy. W końcu kupiłam nie »New York Timesa«, lecz dwa słomiane kapelusze w Liberty House, cztery buteleczki lakieru do paznokci w Woolworth oraz toster na wyprzedaży w Sears. W literaturze centrów handlowych zostałoby to opisane jako zakupy impulsywne, ale impuls był tu niejasny. Nie noszę kapeluszy ani nie lubię karmelowego popcornu. Nie używam lakieru do paznokci. A jednak lecąc z powrotem przez Pacyfik, żałowałam tylko tostera”. Odkrycie konsumpcjonizmu zajmie Annie Ernaux dwadzieścia lat więcej. Noblistka się przerazi, Joan Didion będzie malować paznokcie. Których przecież nie maluje.

Intymne laboratorium Annie Ernaux

czytaj także

Nie znajdziemy w tekstach Didion żadnego banału. Pozwala się zaskoczyć samej sobie. Jej eseje przypominają wiersze, są pełne obrazów, momentów, unikają puent. Cały artykuł poświęca stumetrowej posiadłości wybudowanej przez Ronalda i Nancy Reaganów po to, żeby skończyć go zdaniem: „Rzadko widuję domy tak sugestywnie kojarzące się z tym, co niewypowiedziane”.

Przyznaje się do momentów słabości po to, żeby za chwilę tej słabości zaprzeczyć. Cierpi na migreny, oswaja się z bólem, o diagnozie „stwardnienie rozsiane” tylko wspomina („Doświadczyłam w tym momencie wyraźnego przeczucia nie tego, jak to będzie być starą, ale jak to jest otworzyć drzwi obcemu i odkryć, że ten obcy naprawdę ma nóż”), żeby przenieść się do Bogoty, San Francisco, Honolulu, zająć pisaniem. Nie traktuje swoich wątpliwości, zaburzeń, diagnoz psychiatrycznych jako usprawiedliwienia ani tematu, który w jakiś sposób wpływa na jej pracę. Pokazuje, że można być jednocześnie osobą o poważnych problemach psychicznych i analityczną, spostrzegawczą, poważną autorką. Cytuje raport psychiatryczny, a w nim słowa o „odcięciu się od świata istot ludzkich, strategii obsesyjno-kompulsywnej, projekcji, somatyzacji”, żeby dopisać do niego: „Pacjentka, o której mowa w tym raporcie psychiatrycznym, to ja. […] wkrótce po tym, jak przeszłam atak zawrotów głowy i nudności, o którym mowa w pierwszym zdaniu, i krótko przed tym, jak zostałam mianowana Kobietą Roku »Los Angeles Times«”.

Najlepszy w klasie [o biografii Davida Fostera Wallace’a]

Autobiograficzne powieści Rok magicznego myślenia (opowiadająca o nagłej śmierci męża) i Błękitne noce (opowiadające o nagłej chorobie i śmierci córki, która miała miejsce niedługo potem) są opowieścią o naturze utraty, braku, śmierci jako wydarzeniu, które zawsze i wszędzie spotyka nas w „zwykły dzień”. W rozmowie o tych książkach Didion powie, że nie chciała ich skończyć. Dopóki pisała, czuła, że jej bliscy są obok, a kiedy skończyła… I tego już nie powie, zrobi swoją kruchą ręką (po śmierci bliskich jej waga spadła do 34 kilogramów) gest mający wyrażać znikanie.

W latach 60. pisze: „Mam kłopot z podtrzymaniem podstawowej koncepcji, iż dotrzymywanie obietnic ma znaczenie w świecie, w którym wszystko, czego mnie nauczono, wydaje się bez znaczenia. Samo to, co ma znaczenie, wydaje się coraz bardziej mętne. […] Nie jestem społeczeństwem w pigułce, jestem trzydziestoczteroletnią kobietą o długich, prostych włosach, w starym bikini i o zszarganych nerwach, która siedzi na wyspie pośrodku Pacyfiku, czekając na ogromną falę, która nie nadejdzie”.

Solnit: Kultura mówiła mi: „kobieta to nieruchomy obiekt, a mężczyzna to pielgrzym, bohaterski wędrowiec”

Joan Didion opisywała koniec pewnej epoki, jednocześnie zaprzeczając, że ta epoka kiedykolwiek się wydarzyła. Odczytywała z gestów i z pozoru nieistotnych słów przyszłość mediów, kultury, świata. Portretowała Amerykę, w której wszystko jest „jeszcze bardziej”, niż możemy sobie wyobrażać, a jednocześnie jest nudne i szokująco normalne. Rzeczywistość jednocześnie przeraża i wzrusza, ludzie nie są ani dobrzy, ani źli.

Siłą jej pisania jest zwątpienie. Smutek, uśmiech, prawda, fałsz, koniec, początek zawsze znajduje się w innym miejscu, niż go szukamy. Zapytana kilka lat przed śmiercią, jak to jest być dziennikarką i patrzeć na dziecko na kwasie, odpowiedziała: „To było… powiem wprost, to było złoto. To dłuższa wersja, a w skrócie, żyjesz dla takich chwil, jeśli piszesz artykuł. Dobrych i złych”.

__
Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Emilia Konwerska
Emilia Konwerska
Publicystka, kuratorka, poetka
Literaturoznawczyni, publicystka, kuratorka, poetka. Mieszka we Wrocławiu.
Zamknij