Kraj

WOŚP wciąż potrzebny. Publiczna ochrona zdrowia też

WOŚP

Istota krytyki WOŚP sprowadza się do przeświadczenia, że doroczna akcja umniejsza w oczach opinii wielu znaczenie i skuteczność publicznej opieki zdrowotnej.

W dyskusji o Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, jej miejscu w życiu społecznym i roli w łagodzeniu niedostatków rodzimego systemu ochrony zdrowia pojawia się sporo hejtu, wymierzonego często personalnie w samego Jurka Owsiaka. To sprawia, że merytoryczna dyskusja na temat WOŚP podejmowana jest nadzwyczaj niechętnie.

Wydaje się jednak, że dla dobra sprawy warto podejmować dyskusję z tymi, którzy – nawet jeśli się mylą – w swej krytyce przedstawiają argumenty merytoryczne i powołują się na zasadniczo słuszne wartości. Tak jest w przypadku, według mnie często nietrafnej, ale prowadzonej raczej w dobrej wierze,  krytyce WOŚP z lewej strony.

Istota tej krytyki sprowadza się do przeświadczenia, że WOŚP umniejsza znaczenie i skuteczność państwowej opieki zdrowotnej w oczach opinii publicznej, a przecież to wartość, której powinniśmy bronić. W tej narracji WOŚP jawi się jako akcja mało skuteczna i w gruncie rzeczy niespecjalnie potrzebna, bo środki, które udaje się w niej zebrać, są tysiąc razy mniejsze niż te, którymi obraca rocznie Narodowy Fundusz Zdrowia.

Niektórzy w krytyce idą dalej, sugerując, że Owsiak jest wielkim szkodnikiem, skupia bowiem uwagę i energię na organizowanej raz do roku akcji zamiast mówić o potrzebie naprawy systemu opieki zdrowotnej.

Światełko do piekła

Ponadto fraza o „sprzęcie ratującym życie” buduje z gruntu nieprawdziwy obraz, jakoby to nie lekarze i pielęgniarki ratowali życie, ale sam sprzęt, którego używają.

Dyskusyjna kwestia pieniędzy

Faktem jest, że środki gromadzone i następnie wydawane przez Narodowy Fundusz Zdrowia (a także te pochodzące z innych publicznych – budżetowych, samorządowych i unijnych źródeł) na państwową opiekę zdrowotną są łącznie niewspółmiernie wyższe niż kolejne rekordy corocznych zbiórek WOŚP.  Nie oznacza to jednak, że te ostatnie nie są przydatnym i cennym uzupełnieniem.

To prawda, że na tle innych państw UE na system ochrony zdrowia wydajemy proporcjonalnie niewiele w relacji do PKB i niewątpliwie należy dążyć do podniesienia nakładów. Skala potrzeb jest jednak tak ogromna, że z pewnością nie ma możliwości ich zaspokojenia wyłącznie za pomocą finansowania publicznego. Zawsze będzie brakowało i dodatkowe źródła zasilania są istotne. Nie powinniśmy się na nie zamykać ani ich deprecjonować. Można cieszyć się z każdego zebranego w ramach WOŚP grosza i jednocześnie domagać się, by poziom publicznego finansowania opieki zdrowotnej został podniesiony.

My wiemy najlepiej, jak ten system jest chory

Nie wszystkie jednak ograniczenia skutecznego leczenia i godziwej opieki wiążą się z tym, że w systemie jest za mało pieniędzy. Pośrednio pokazał to opublikowany tuż przed świętami raport NIK, z którego wynika, że choć nakłady rosną, niektóre problemy, np. zbyt długi czas oczekiwania na poszczególne świadczenia medyczne, nie zmalały. Przykładowo w 2017 roku na świadczenia wydano o 5,4 mld złotych więcej niż rok wcześniej, a w przypadku 1/3 świadczeń czas oczekiwania się wydłużył (podkreślmy, że był to jeden z wielu zidentyfikowanych problemów).

Raport ten może więc stanowić przyczynek do zrozumienia, że choć kwestia nakładów jest ważna, nie wystarcza, by zrozumieć i uleczyć naszą opiekę zdrowotną. Mam wrażenie, że na lewicy często o tym zapominamy lub chcielibyśmy – dla intelektualnej wygody – zapomnieć. Wszak łatwiej jest przypominać postulat zwiększenia nakładów na cele zdrowotne niż zagłębiać się w skomplikowane meandry funkcjonowania tego sektora, a tym bardziej formułować instytucjonalne korekty.

Wyższe progi? Szału nie ma, czyli państwo wciąż niesolidarne

Warto przy okazji odnotować dobry przykład zaangażowania lewej strony w kompleksową dyskusję o systemie zdrowia. Mam na myśli najnowszy numer czasopisma lewicy katolickiej „Kontakt”, w którym kwestia zdrowia jest tematem przewodnim. W głównym nurcie debaty publicznej wyraźnie brakuje jednak trwałej obecności lewicowej perspektywy patrzenia na wspomnianą problematykę. Części odpowiedzialności za ten stan rzeczy powinniśmy szukać u siebie.

Sama kwestia finansowania jest bardziej złożona, niż może sugerować hasło „zwiększyć procentowy udział wydatków na ochronę zdrowia w PKB do poziomu średniej UE czy OECD”. Stajemy przed pytaniem, jak to zrobić.

Jest wiele możliwych wariantów i dylematów. Np. odnośnie do tego, czy wzrost nakładów powinien odbywać się za pośrednictwem dotacji budżetowej, czy np. za sprawą podniesienia składki? A może konieczna byłaby dalej idąca modyfikacja systemu finansowania opieki zdrowotnej, np. z quasi-ubezpieczeniowego (ze składek) w kierunku zaopatrzeniowego (z podatków)? Czy w ogóle toczy się na ten temat dyskusja i czy środowiska odwołujące się do lewicowej wrażliwości w tej dyskusji zabierają wyraźny i przemyślany głos? Jeśli nie, może czas, byśmy z co najmniej równym WOŚP-owi zaangażowaniem i systematycznością  rozmawiali właśnie na powyższy temat.

Fałszywe przeciwstawienie

Chęć obrony dobrego imienia instytucji NFZ można odczytać jako reakcję na populistyczno-neoliberalne schematy, zgodnie z którymi to rzekoma niegospodarność NFZ i jego urzędników odpowiada za rozmaite bolączki systemu opieki zdrowotnej. Jest to stara antyetatystyczna nuta o urzędnikach żerujących na naszych ciężko zarobionych pieniądzach i blokujących naszą drogę do dobrobytu (na podobnej zasadzie ZUS jest oskarżany o to, że emerytury wielu ludzi są zbyt niskie).

Jednak broniąc NFZ i zarazem krytykując WOŚP, wpadamy w zastawioną przez siebie pułapkę. Zamiast krytycznego namysłu, skupienia uwagi na wewnętrznych problemach ochrony zdrowia, których NFZ jest ważnym elementem, zaczynamy przerzucać się emocjami.

500+. Parę faktów, wiele mitów

Tymczasem rozsądek podpowiada, by o NFZ oraz jego obecnej i przyszłej roli w finansowaniu i organizowaniu opieki zdrowotnej rozmawiać bez uprzedzeń, jako o możliwym – choć niekoniecznym – elemencie w procesie realizacji celów polityki zdrowotnej państwa.

Są wszak systemy opieki zdrowotnej, znacznie bardziej dostępne i przyjazne dla pacjentów niż polski, w których nie ma odpowiednika naszego NFZ. W części krajów bowiem opieka zdrowotna jest finansowana z ogólnych podatków, a nie przy pomocy wyodrębnionych składek odkładanych w osobnym funduszu. Czy jest to model, do którego powinniśmy dążyć? Nie wiem. Ale sam fakt istnienia takiego rozwiązania w szeregu krajów, relatywnie nieźle radzących sobie z zaspokajaniem potrzeb zdrowotnych obywateli, pokazuje, że system opieki medycznej może być skonstruowany zupełnie inaczej niż nasz, a działać lepiej.

Nie jest to też tylko kwestia pieniędzy, bowiem zdarza się, że systemy zagraniczne nieco tańsze w relacji do PKB (jak choćby ten istniejący w Holandii) działają skuteczniej niż te droższe (jak ten z USA).

Mało solidarny podatek solidarnościowy

Ciekawe jest, że w narracji, z którą zdecydowałem się polemizować, WOŚP została przeciwstawiona NFZ, czy szerzej – publicznej opiece zdrowotnej, chociaż zbiórki WOŚP nie mają stanowić alternatywy czy kontry dla państwowej techniki zabezpieczenia zdrowotnego. Idee przyświecające WOŚP nie zmierzają ani ku rozbudowie równoległego, prywatnego segmentu opieki zdrowotnej, ani komercjalizacji dotąd publicznych szpitali czy udzielanych przez nie świadczeń. Uzbierane środki zasilają przecież publiczne (!) placówki w potrzebny sprzęt.

Uzbierane środki zasilają przecież publiczne (!) placówki w potrzebny sprzęt.

W lewicowych dyskusjach przewija się odwołanie do niegdysiejszych słów Jurka Owsiaka, że „służbie zdrowia potrzebny jest plan Balcerowicza”. Ciekaw jestem, czy ktoś poza lewicową bańką te słowa, przypominane bez kontekstu, pamięta i przywiązuje do nich wagę. Mam wrażenie, że  część z nas skłonna jest wyolbrzymiać znaczenie pewnych identyfikacji i przeszłych wypowiedzi.

WOŚP zasila publiczne szpitale w sprzęt od lat i to niezależnie od tego, kto akurat rządzi i jaki paradygmat polityki zdrowotnej realizuje. Orkiestra grała i przed reformą z 1998 roku, i po niej; i przed niedawnym wprowadzeniem ustawy o sieci szpitali, i obecnie, gdy to prawo weszło w życie.

Pokazuje to, że samej akcji nie należy rozpatrywać w kategoriach jakiejś partykularnej wizji systemu ochrony zdrowia. To, że Jerzemu Owsiakowi zdarzało się na przestrzeni lat wypowiadać czasem dyskusyjne twierdzenia na temat reformowania służby zdrowia czy występować z ikonami neoliberalizmu jak Leszek Balcerowicz, samo w sobie nie sprawia, że WOŚP jest inicjatywą torującą drogę do prywatyzacji czy komercjalizacji systemu opieki zdrowotnej.

Doktor Adam

czytaj także

Odpowiedzialność państwa – za ludzi i sprzęt

Argument, że Owsiak podnosi rangę sprzętu, pośrednio umniejszając rolę lekarzy i pielęgniarek, też nie do końca mnie przekonuje. Zamiast Owsiaka krytykować może lepiej po prostu przypominać, że sprzętu nie możemy oddzielić od ludzi, którzy przy jego pomocy pracują, i podnosić publicznie sprawę godziwego ich wynagradzania.

Warto przy tym dodać, że wielu pracowników systemu ochrony zdrowia bardzo ceni sobie uzyskiwany za pośrednictwem WOŚP sprzęt, więc akcja ta raczej nie uderza w ich zawodowy interes.

Wielu pracowników systemu ochrony zdrowia bardzo ceni sobie uzyskiwany za pośrednictwem WOŚP sprzęt, więc akcja ta raczej nie uderza w ich zawodowy interes.

Oczywiście docelowo dobrze by było, żeby aparatura wykorzystywana przez lekarzy i pielęgniarki do leczenia i opieki była zapewniona w ramach systemowych, publicznych mechanizmów. Wtedy społeczne zbiórki mogłyby iść na ponadprogramowe działania, podnoszące jakość otrzymywanej opieki i łagodzące dotkliwość przebywania na oddziale, np. na dodatkowe zajęcia integracyjne czy terapeutyczne, wykraczające poza ustawowy standard.

Na pewno warto postawić problem, co w docelowym modelu, do którego dążymy, powinno leżeć w gestii państwa, a co oddać podmiotom innych sektorów. Lewicowa orientacja powinna stawiać poprzeczkę pokrycia potrzeb za pomocą środków publicznych raczej wysoko.

To, że jesteśmy daleko od idealnego modelu, nie jest przecież skutkiem istnienia i działań WOŚP, a  instytucji i polityki państwa, nie tylko tej obecnej, ale także pewnego rozłożonego w czasie ciągu działań i zaniedbań.

Można też spotkać się z opinią, że WOŚP zmniejsza oczekiwania wobec państwa i zainteresowanie tym, by brało ono odpowiedzialność za ochronę naszego zdrowia. Dane empiryczne raczej nie potwierdzają tych obaw. Choć WOŚP gra co roku i bije kolejne rekordy, oczekiwania wobec państwa w zakresie ochrony zdrowia również rosną. Jak pokazują badania CBOS, Polacy pytani o to, czyim obowiązkiem jest ochrona naszego zdrowia, w 2016 roku w 41% wskazali, że „przede wszystkim państwa i odpowiednich władz”, podczas gdy w 2014 roku takiej odpowiedzi udzieliło 20% indagowanych, a 20 lat wcześniej, w 1993 roku – 16%.

Nie ma zatem twardych podstaw, by lewicową krytykę działań fundacji Owsiaka uznać za uzasadnioną, a tym bardziej, by budować wokół niej lewicową agendę na temat opieki zdrowotnej. Myślę natomiast, że merytoryczna rozmowa o roli WOŚP i jej współpracy z systemem ochrony zdrowia może być dobrym punktem wyjścia do rozmowy o problemach państwowej opieki zdrowotnej. W tej dyskusji szeroko rozumiana lewica polityczna, społeczna i intelektualna ma ważną rolę do odegrania. Ustawianie się w radykalnej kontrze do WOŚP i jej lidera, zwłaszcza gdy są oni przedmiotem bezpardonowych ataków z prawej strony, raczej nie służy lewicowym celom.

Promujemy akcję „Jeden lekarz, jeden etat”, żeby lekarze nie musieli już biegać z miejsca na miejsce

Bio

Rafał Bakalarczyk

| Doktor nauk społecznych
Doktor nauk o polityce publicznej, współredaktor naczelny pisma „Polityka senioralna”, członek komisji ekspertów ds. osób starszych przy RPO, współpracownik m.in. Fundacji Norden Centrum, OMS im. Ferdynanda Lassalle'a. Magazynu Kontakt i portalu Więź.pl. Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Zajmuje się polityką społeczną, głównie senioralną, rodzinną, wobec osób z niepełnosprawnościami, opieką długoterminową oraz ubóstwem i wykluczeniem.

Komentarze

System komentarzy niedostępny w trybie prywatnym przeglądarki.