Agnieszka Wiśniewska, Kraj

A dług polityczny spłacą kosztem praw kobiet

Prawica po raz kolejny chce odebrać kobietom prawa. Liczy, że zyska na tym kilka politycznych punktów. Zapomina, że tak niegodziwie zdobyte punkty może łatwo stracić, bo torturowanie kobiet to nie jest coś, co społeczeństwo łatwo zaakceptuje.

W czwartek 22 października Trybunał Konstytucyjny ma ocenić, czy przepisy zezwalające na aborcję z powodu uszkodzenia lub choroby płodu są zgodne z ustawą zasadniczą. Mowa o przepisach ustawowych, które dopuszczają przerwanie ciąży, kiedy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Wniosek do TK złożyła grupa posłów PiS, Konfederacji i PSL-Kukiz’15.

Jeśli TK uzna, że przepisy dopuszczające aborcję uszkodzonego czy chorego płodu są niezgodne z konstytucją, oznaczać to będzie niemal całkowity zakaz aborcji w Polsce. A przecież wiemy, że i tak Polska ma jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów antyaborcyjnych na świecie.

Dziś ponad 90 proc. terminacji ciąży w Polsce wykonuje się właśnie na podstawie tych przepisów. Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, w 2019 roku wykonano w Polsce 1110 legalnych aborcji, z tego 1074 – ze względu na przesłankę o wadzie czy chorobie płodu.

Dobrze wiemy jednak, że wiele kobiet – nawet jeśli ma prawo do wykonania aborcji na podstawie wspomnianego zapisu ustawy – realnie z prawa tego nie może skorzystać, bo opóźnia się przeprowadzenie badań prenatalnych, bo odsyła się je od lekarza do lekarza, bo lekarze, powołując się na tzw. klauzulę sumienia, nie chcą pomagać kobietom. Jest źle, a może być jeszcze gorzej.

Czemu właściwie TK zajmuje się sprawą aborcji? Przecież wszystkie próby zaostrzenia ustawy, czy to przez projekty obywatelskie wpływające do parlamentu, czy wcześniej – przez podobny do tego teraz rozpatrywanego wniosek do TK, który się przedawnił, nigdy się nie udawały. Na drodze stawała niechęć do gmerania w przepisach, które wywołują tak duże społeczne kontrowersje. Tę niechęć wywoływały protesty kobiet, w tym największe w ostatniej dekadzie demonstracje, które nie tylko zgromadziły setki tysięcy osób, ale przede wszystkim zgromadziły je w miastach całej Polski.

Pandemia to nie jest czas wielkich protestów

Politycy nie boją się tak bardzo protestów jednej grupy społecznej w jednym miejscu. Nawet wielki marsz w Warszawie łatwo ignorują. Ale już dziesiątków mniejszych zgromadzeń rozsianych po średnich miastach tak łatwo zlekceważyć się nie da.

Czarne chmury nad bezpieczeństwem kobiet. PiS znów majstruje przy aborcji

I tym razem zapowiadane są protesty. Część się odbyła lub właśnie się odbywa. Tylko że teraz trwa pandemia. Ze względów bezpieczeństwa niemożliwe jest wyjście na ulice tysięcy osób – szczególnie tych ze środowisk liberalnych, demokratycznych czy jak je zwać (wiecie, o co chodzi), bo to środowiska, które raczej wierzą w koronawirusa, popierają noszenie maseczek, zachowanie dystansu itp. Moment na dłubanie w przepisach antyaborcyjnych jest więc idealny.

Dług polityczny wewnątrz prawicy

Politycy prawicy wracają też regularnie do pomysłu zaostrzenia ustawy aborcyjnej wtedy, kiedy trzeba spłacić jakiś dług polityczny. Kiedy trzeba pokazać, że jest się konserwatywnym tak samo albo i bardziej niż inni konserwatyści, a najlepszym testem na konserwatyzm (ubierany w formułki przywiązania do tradycji, ochrony życia, szacunku dla wiary itp.) jest oczywiście dowalanie kobietom. Niech znają swoje miejsce i nie gadają nam tu o jakiejś wolności, godności i wyborze.

Dziś politycy spłacają długi wewnątrz prawicy. W ostatnich miesiącach obserwowaliśmy przepychanki w obozie Zjednoczonej Prawicy. Gowin i Ziobro pokazali swoją niezależność, co spowodowało tygodniami ciągnący się kryzys w obozie rządzącym (pandemią nie miał się kto zająć, bo zajmowano się wewnętrznymi problemami w koalicji rządzącej).

Po kryzysie. Czy możemy już przestać zajmować się problemami Zjednoczonej Prawicy?

Do tego Zjednoczonej Prawicy zaczęła rosnąć konkurencja w postaci Konfederacji. Ta może zyskać kilka punktów na sojuszu z futrzarzami i w ogóle sprzeciwie wobec ustawy dotyczącej praw zwierząt. W tej sytuacji rządzący muszą pokazać, że to oni są prawdziwą prawicą i to oni walczą z lewakami, a nie jacyś Konfederaci czy PSL.

Świat ma poważniejsze problemy

Próby zaostrzania przepisów antyaborcyjnych w Polsce za każdym razem, kiedy się pojawiają, a wracają, jak wiemy, regularnie, skupiają na nas uwagę zagranicy. Raz, że media na świecie informują o demonstracjach – takich jak pamiętny strajk kobiet i czarne protesty. Dwa – media, politycy, organizacje praw człowieka i praw kobiet śledzą doniesienia o pomysłach takich jak niemal całkowita likwidacja prawa do aborcji (dziś i tak w Polsce szczątkowego). Tylko że teraz świat naprawdę jest zajęty innymi sprawami. Druga fala pandemii przykryła wszystkie inne problemy.

Trybunał Konstytucyjny został podporządkowany rządzącym. Dziś nie zawahają się z tego skorzystać. Ale nawet jeśli z tak niskich pobudek jak pokazanie kolegom na prawicy, kto tu bardziej walczy z lewakami, ugrają kilka punktów, to rządzący muszą wiedzieć, że świat się zmienia, że kobiety tak łatwo nie zrezygnują z walki o swoje prawa.

Tym razem walka kobiet to nie tylko walka o prawo do wyboru, ale walka o dobrą opiekę lekarską w czasie ciąży. Lekarki i lekarze przypominają w liście otwartym do Trybunału Konstytucyjnego, że uchylenie tzw. przesłanki embriologicznej pogorszy jakość opieki nad kobietami w ciąży i negatywnie wpłynie na warunki wykonywania zawodu lekarza. W liście piszą:

„Powołaniem lekarskim jest niesienie ulgi w cierpieniu, a najwyższym nakazem moralnym – dobro chorego i zdrowie publiczne. Uchylenie dopuszczalności przerywania ciąży postawi lekarzy w sytuacji, kiedy to cierpienie będą musieli zadawać lub przedłużać wbrew woli pacjentki i ze świadomością możliwych powikłań. To działanie stoi w sprzeczności z zapisami Kodeksu Etyki Lekarskiej. Zdecydowanie sprzeciwiamy się wymuszaniu na lekarzach i lekarkach takiego postępowania”.

W 2019 roku w polskich szpitalach wykonano 1100 zabiegów przerwania ciąży. Dlaczego tak mało?

Tym razem walka kobiet to nie tylko walka o prawo do decydowania o własnym ciele, ale też walka o godność i równość. To brak zgody na torturowanie, bo zmuszanie kobiet do rodzenia jest torturą. Wszystko to, o co walczą kobiety, gwarantuje im konstytucja.

Posłanki Lewicy zwracają uwagę, że zmuszanie kobiet do donoszenia ciąży z wadą płodu to właśnie łamanie konstytucji. Jak piszą w liście do prezes TK Julii Przyłębskiej:

„Konstytucja gwarantuje kobietom prawo do godności, która jest nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona są obowiązkiem władz publicznych (art. 30). Któż może zaprzeczyć, z czego Trybunał Konstytucyjny powinien zdawać sobie sprawę, że ubezwłasnowolnienie kobiet w tak krańcowy sposób narusza ich godność.

Art. 31 konstytucji gwarantuje kobietom wolność, której są pozbawione w przypadku zajścia w ciążę, nie mogąc o niej decydować, w szczególności w przypadku wad płodu. Jeszcze bardziej drastyczny, niż ma to dziś miejsce, zakaz aborcji z powodów embriopatologicznych byłby złamaniem art. 32 i 33 gwarantujących równość, równouprawnienie i wolność od dyskryminacji ze względu na płeć.

Trybunał Konstytucyjny powinien w szczególności pochylić się nad art. 40 konstytucji, zgodnie z którym »nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu i poniżającemu traktowaniu i karaniu«. O tym, że zmuszanie kobiet do rodzenia wbrew ich woli jest torturą, wie każda kobieta, która przez to przeszła. Ale co ważniejsze w tym kontekście, ONZ-owskie komitety ochrony praw człowieka, stojące na straży wdrażania przez państwa konwencji przez nie ratyfikowanych, w tym przez Polskę, od dawna uznają zmuszanie kobiet do rodzenia za formę tortury. Wiele rozstrzygnięć Komitetu Przeciw Torturom ONZ (CAT) uznaje systemowe naruszanie złymi regulacjami praw kobiet do decydowania w sprawach reprodukcyjnych, w tym zmuszanie kobiet do rodzenia płodu z poważnymi wadami, za spełniające kryteria tortury. Nie muszę dodawać, że Polska ratyfikowała Konwencję Przeciw Torturom i powinna jej przestrzegać, podobnie jak art. 40 konstytucji”.

Prawica po raz kolejny chce odebrać kobietom prawa. Liczy, że zyska na tym kilka politycznych punktów. Zapomina, że tak niegodziwie zdobyte punkty może łatwo stracić, bo torturowanie kobiet to nie jest coś, co społeczeństwo łatwo zaakceptuje.

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Agnieszka Wiśniewska
Agnieszka Wiśniewska
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl
Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl, w latach 2009-2015 koordynatorka Klubów Krytyki Politycznej. Absolwentka polonistyki na UKSW, socjologii na UW i studiów podyplomowych w IBL PAN. Autorka biografii Henryki Krzywonos "Duża Solidarność, mała solidarność" oraz wywiadu-rzeki z Małgorzatą Szumowską "Kino to szkoła przetrwania". Redaktorka książek filmowych m.in."Kino polskie 1989-2009. Historia krytyczna", "Polskie kino dokumentalne 1989-2009. Historia polityczna".
Zamknij