Kraj

Ikonowicz: Ten system zmutuje

Ilekroć rząd mówi o ratowaniu gospodarki, chodzi mu przede wszystkim o ochronę interesów posiadaczy kapitału. A teraz przyszła pora na ratowanie społeczeństwa. Coraz więcej osób wierzy, że po tym wielkim wstrząsie wiele się zmieni.

Kapitalizm zastyga i być może zaczyna mutować, ale nie za sprawą rewolucji, lecz wirusa. Wstrzymano eksmisje i licytacje. Coraz częściej do głosu dochodzi altruizm, szlachetny odruch. Bo w czasach zarazy chciwość staniała, a podrożała empatia. Pracująca z narażeniem zdrowia w pralni Mirka w czasie wolnym szyje maseczki i rozdaje je potrzebującym. Chińczycy rozwożą po Europie samolotami sprzęt medyczny służący do walki z epidemią. Wprawdzie do nie rozdają tylko sprzedają, ale artykuły te i tak są na rynkach deficytowe i często są przedmiotem spekulacji.  Robert Lewandowski, który dzięki koronawirusowi zdąży zapewne wyleczyć kontuzję i wygrać klasyfikację „złotego buta”, dał na pomoc bliźnim w potrzebie milion euro. Po takim geście poznać mistrza.


Tam gdzie życie gospodarcze przygasa, rzednie ruch uliczny, niebo staje się czyste. Nawet warstwa ozonowa nad Ziemią się odradza, ale to już z powodu wprowadzonego wiele lat temu zakazu stosowania freonu. Deregulację zastępuje regulacja. Chodzimy dwójkami, a państwo będzie nam dopłacać, będzie się zadłużać, będzie nieść pomoc, bo rynek pandemii nie zaradzi.

Następuje wielkie przewartościowanie. Bohaterami naszych czasów nie są już biznesmeni i politycy, tylko lekarze, pielęgniarki i wirusolodzy, uczeni, którzy w wyścigu z czasem szukają szczepionki. Zachorował książę Filip – przed wirusem nie chroni ani prestiż, ani konto w banku. Może dopaść każdego.

Plan Hajdarowicza gorszy niż COVID-19

Ludzie nie mogący już zagłuszyć pustki duchowej zakupami zostają sam na sam ze sobą z najbliższymi i mają dużo czasu na myślenie, oby także na czytanie i ważne rozmowy. W wymarłych miastach ktoś jednak musi wychodzić do pracy. Sklepowe półki sklepowe wciąż są pełne. Ktoś to wszystko produkuje, dowozi, sprzedaje. Ktoś prowadzi autobusy, większość zakładów produkcyjnych działa normalnie, górnicy fedrują, hutnicy tyrają, działają mleczarnie, listonosze roznoszą pocztę, warsztaty samochodowe naprawiają samochody, służba zdrowia zasuwa jak nigdy. Policjanci patrolują, nawet urzędnicy siedzą po urzędach albo pracują zdalnie. Masa ludzi przychodzi do pracy, bo im każą, chociaż to już akurat nie ma sensu. Gdyby nie pracowali, kraj by się zawalił, a jednak nadal funkcjonuje. Tylko części redaktorów radia i TV zdaje się, że cały świat pracuje zdalnie. Zdumieni ludzie na liniach produkcyjnych wysłuchują rad, jak zabić wolny czas w domu.

Jak z koronawirusem radzą sobie państwa, które nie działają – level Europa Wschodnia

Jarosław Niemiec, górnik z KWK „Bogdanka”, napisał:

„Żebyśmy nie zapomnieli, kto jest najważniejszy dla społeczeństwa i na kim spoczywa ciężar utrzymania wszystkich. Można zamknąć biura, odwołać spotkania biznesowe, narady, konferencje i nic się nie stanie. Ale nie można zamknąć ściany na dole, bo szlag trafi kopalnię, chociaż wiadomo, że na żadnej konferencji nie będzie takich warunków jak w szoli, gdzie 25 sztuk ściśniętych na śledzia chłopa śmiga w przeciągu. Że na łaźni to wirus prawie zdycha z przejedzenia, takie ma warunki! Wiadomo, że ciąg technologiczny musi iść. Wiadomo, że pracownicy sklepów wdychają to, co tysiące ludzi mogą wykasłać. Muszą pracować, bo prezydent mówi, że zaopatrzenie w żywność musi być. Czy pielęgniarki i salowe pójdą na wolne, bo się boją? Czy sprzątaczki przestaną sprzątać? Przeciwnie, teraz to dopiero dostaną dodatkowej roboty. Pamiętajcie. Mówiłem. Dziś jedna sprzątaczka jest więcej warta niż 100 menadżerów. Czy zarobi sto razy więcej? […] Przypomnimy o tym, kiedy przyjdzie czas rozmów o tym, co nam się należy.”

Rząd martwi się jednak głównie o przedsiębiorców. Wyciąga pomocną dłoń. Będzie można obciąć pensję o połowę. Będą dopłaty dla firm. Zwolnienia i ulgi. A przecież właśnie teraz jest świetna okazja, by skończyć z fikcją umów cywilnoprawnych i jedną ustawą zamienić je wszystkie w umowy o pracę. Ci na śmieciówkach jako pierwsi płacą największą cenę za kryzys. Im wystarczy nie przedłużyć umowy. Bez konsekwencji.

Jednak coraz więcej osób wierzy, że po tym wielkim wstrząsie wiele się zmieni. Że pielęgniarki dostaną realne podwyżki, że wszyscy ci, którzy mężnie tkwią na swoich stanowiskach pracy utrzymując kraj w ruchu, zostaną docenieni. Zaczynamy zauważać, że „trzeba przemyśleć raz jeszcze znaczenie słowa »pracodawca« i zastanowić się, kto tak naprawdę daje pracę, a kto ją bierze, kto w rzeczywistości wytwarza wartość we wszystkich dziedzinach gospodarki i wreszcie jak powinien wyglądać podział dochodu pomiędzy tych, którzy go wytwarzają, a tych, którzy są po prostu dozorcami kapitału produkcyjnego”.

Adrian Oratowski:Wirus nie zaatakował fabryk, nie zaatakował maszyn, linii produkcyjnych ani hal magazynowych. Nie…

Opublikowany przez Piotr Ikonowicz Piątek, 20 marca 2020

Sama epidemia to wielki socjologiczny eksperyment polegający na powrocie do państwa totalnego. Zmiany systemowe może wywołać dopiero kryzys gospodarczy, który w wyniku pandemii wydaje się nieuchronną konsekwencją. Rząd dąży do wyborów w maju, bo tego kryzysu obawia się najbardziej. Dziś społeczeństwo skupia się wokół władzy, bo mamy wojnę, wojnę z wirusem. W kryzysie może stać się odwrotnie. Ludzie za brak skutecznych i sprawiedliwych metod walki z kryzysem obciążą państwo i jego sterników.

Na każdym kryzysie ktoś zarabia. Pierwsi są zwykle spekulanci. Niejeden majątek powstaje dziś na handlu płynami dezynfekującymi i maseczkami ochronnymi. Towary, których zaczyna brakować, osiągają absurdalnie wysokie ceny. Jeżeli państwo może dziś zmusić ludzi, by poruszali się w grupach najwyżej dwuosobowych, to co mu przeszkadza równie stanowczo interweniować przeciwko zawyżaniu cen? Walczyć ze spekulacją, która jest formą żerowania na nieszczęściu całego społeczeństwa?

Socjaldemokraci z Partii Razem proponują, by ewentualną pomoc dla firm uzależniać od tego, czy nie płacą one podatków w rajach podatkowych. Koszt kryzysu będzie gigantyczny i teraz jest najlepsza pora, by postanowić, że ten koszt powinni ponieść ci, którzy dotąd płacili mało albo nic – czyli wielkie międzynarodowe korporacje. Na przykład sieci supermarketów, które wciąż działają i robią kokosy na pandemii, zawyżając ceny i wyprzedając wszystko, co do tej pory nie szło. W drugiej kolejności swymi niebotycznymi zyskami powinny się podzielić banki. Niektóre samorządy, niestety nieliczne, zwalniają na razie lokatorów z opłat czynszowych w mieszkaniach komunalnych, a banki powinny ogłosić moratorium na spłatę rat hipotecznych dla tych dłużników, którzy wykażą, że z powodu epidemii nie są w stanie płacić. Trzeba wspólnie powstrzymać kulę śnieżną długu, który wyniknie z coraz powszechniejszej niewypłacalności obywateli.

Pomysłowi, by dla ratowania firm obniżać nawet o połowę pensje, powinien towarzyszyć parasol ochronny w postaci sprawnej pomocy społecznej. W związku z drożyzną i kryzysem trzeba natychmiast podnieść kryterium dochodowe uprawniające do pomocy społecznej i wysokość zasiłków. Obecne jest już nieaktualne, a i tak ustanowiono je na poziomie minimum biologicznego przetrwania.

Dziemianowicz-Bąk broni praw pracowniczych: „Piszcie, dzwońcie, będę interweniować!”

Ilekroć rząd mówi o ratowaniu gospodarki, chodzi mu przede wszystkim o ochronę interesów posiadaczy kapitału. A teraz przyszła pora na ratowanie społeczeństwa. Zresztą, o dziwo, po latach, słowo „społeczeństwo” zaczęło znowu pojawiać się w mediach. Tzw. tarcza antykryzysowa jest adresowana w nierówny sposób do różnych grup społecznych. Tym którzy mieli się lepiej, pomaga się szczodrzej, tym na dole obiecuje się najmniej. W ten sposób system zachowuje swoją hierarchię, swój „porządek dziobania”. Tymczasem amerykański Nowy Ład, który niespełna sto lat temu wyciągnął USA z wielkiego kryzysu, obejmował między innymi dziewięćdziesięcioprocentowe stawki podatkowe dla najbogatszych. I tą drogą powinniśmy pójść dzisiaj.

Wiadomo, że już wkrótce wróci wysokie bezrobocie. To wymaga urealnienia systemu zasiłków dla bezrobotnych. Dotychczas zdecydowana większość bezrobotnych w Polsce nie miała do takiego zasiłku prawa. A i tak był on ustalony na kompromitująco niskim poziomie.

Trzeba wspólnie powstrzymać kulę śnieżną długu, który wyniknie z coraz powszechniejszej niewypłacalności obywateli.

Rząd zrezygnował ze zrównoważonego budżetu i zamierza zwiększyć dług publiczny. Jednak wobec narastającego kryzysu globalnego koszty obsługi tego zadłużenia będą rosły. Nie obejdzie się wiec bez sięgnięcia do „głębokich kieszeni”. Wymaga to jednak odwagi i zdecydowania, których dotychczas brakowało każdemu rządowi III RP. Klasycznym sposobem na „ośmielenie” władzy jest zwykle w takich wypadkach groźba buntu społecznego – demonstracje, protesty, strajki. W dwuosobowych grupach nie da się robić zadymy – ale epidemia na szczęście w końcu jednak wygaśnie i wtedy jest szansa, że się zacznie.

Jarosław Kaczyński, który od lat umacnia władzę w swoim ręku, skupił jej teraz aż nadto, by dokonać proponowanych korekt, a nawet gruntownej przebudowy systemu. Musiałby jednak okazać się „monarchą oświeconym”. Bo to w jego rękach jest teraz decyzja, – kto zapłaci za epidemię i powstały w jej wyniku kryzys gospodarczy. Miliony ludzi życzą mu jak najgorzej. Ja też nie potrafię mu wybaczyć haniebnych słów o uchodźcach przenoszących zarazki. Paradoksalnie, duża część tych zarazków przybyła wraz z narciarzami powracającymi z Włoch, polskimi turystami z klasy średniej. Trzymam jednak kciuki, by podjął właściwe decyzje, bo los nas wszystkich od tego zależy, czy nam się to podoba czy nie.

Prezes i faszyzm

Jeżeli jednak „naczelnik” zawiedzie, czeka nas kryterium uliczne. Na razie poświęćmy okres kwarantanny na pisanie programu zmian. Haseł na transparenty. Będziemy ich potrzebować.

 

***

Ten artykuł nie powstałby, gdyby nie wsparcie naszych darczyńców. Dołącz do nich i pomóż nam publikować więcej tekstów, które lubisz czytać

Bio

Piotr Ikonowicz

| Działacz społeczny, polityk
Działacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji. Przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej.